Myślący o Polsce – dr Stanisław Kozanecki (1917-2014)

koza 21.jpg
11 maja 2014 roku w niespełna miesiąc po śmierci Albina Tybulewicza (17 kwietnia br.) odszedł kolejny emigracyjny działacz Narodowej Demokracji, mieszkający w Belgii dr Stanisław Kozanecki. Urodził się w roku 1917 w Rudzie Pabianickiej (obecnie jest to część Łodzi) w rodzinie wywodzącej się z drobnej szlachty. Posiadał pięcioro rodzeństwa – trzech braci i dwie siostry.

Wychowywał się w atmosferze głęboko patriotycznej i religijnej. Kryzys ekonomiczny końca lat dwudziestych ub. wieku pozbawił liczną rodzinę resztek majątku. Od tego czasu rodzina Kozaneckich borykała się z problemami finansowymi, nierzadko ocierając się o biedę.

W wieku siedemnastu Stanisław, idąc śladem swojego starszego brata – Witolda, związał się z ruchem narodowym, zakładając w gimnazjum w Sandomierzu, do którego uczęszczał, koło Narodowej Organizacji Gimnazjalnej, potocznie zwanej NOG-ą. W okresie studiów medycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim był już członkiem Stronnictwa Narodowego. Z jego ramienia kierował m.in. krakowską NOG-ą. Okres przedwojennej pracy w łonie obozu narodowego wspominał w następujący sposób: „W przedwojennym nurcie narodowym spotkałem wielu wspaniałych ludzi, którzy nie tylko wciągnęli mnie do polityki, ale do dzisiaj kierują mną duchowo. Tu przypomnę tylko dwóch z nich: Pierwszy to franciszkanin Ojciec Bonawentura, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego (...) Drugą postacią w moim życiu o tak szczególnym znaczeniu był Antek Grębosz, adwokat. Już od szeregu lat przed wojną pełnił funkcję sekretarza Stronnictwa Narodowego na województwo krakowskie. Był to więzień nr 1 (numer jeden) Berezy Kartuskiej”.

W czasie wojny S. Kozanecki walczył w szeregach AK, którą w okręgu krakowskim kierował A. Grębosz. Odpowiadał m.in. za kolportaż prasy. W styczniu 1941 r. w wyniku wpadki tajnej drukarni został aresztowany przez Gestapo. Był więźniem niemieckich obozów w Oświęcimiu, Neuengamme oraz Sachsenhausen-Oranienburg. Swoje wojenne przeżycia opisał w cytowanej powyżej pracy zatytułowanej „Nie jestem sam” (Wrocław 1998).

Po zakończeniu wojny pozostał na zachodzie. W roku 1949 w Belgii w Liege ukończył studia medyczne. Specjalizował się w okulistyce oraz w leczeniu chorób tropikalnych. Przez szesnaście lat przebywał w Kongu (belgijskim). Do Belgii powrócił w wyniku wybuchu wojny domowej w Zairze (d. Kongo). Przez cały czas aktywnie uczestniczył w życiu polskiej emigracji, przez szereg lat kierując Naczelnym Komitetem Wolnych Polaków. Jako przedstawiciel polonii belgijskiej uczestniczył w światowych Zjazdach Polonii w Waszyngtonie i Montrealu.

W Brukseli utworzył Ośrodek Dialogu „Think Tank” skupiający przedstawicieli różnych nurtów społeczno-politycznych polskiego wychodźstwa. Jego działalność niezmiennie charakteryzowało głębokie zaangażowanie na polu religijnym. W swoim wystąpieniu na odbywającym się w 1982 r. w Londynie V Centralnym Zjeździe Delegatów SN w następujący sposób podkreślał znaczenie idei chrześcijańskiej jedności Europy: „Tej kulawej wspólnocie brakuje wspólnej duszy, brakuje powrotu do źródeł. Te wspólne źródła istnieją, ale są niedoceniane i porozrywane. Są nimi: Chrystus, Ewangelia, Apostołowie” („Myśl Polska”, nr 11-15/1982). Za prezentowaną w ramach działalności społeczno-politycznej postawę uhonorowany został przez Kościół katolicki tytułem Komandora Zakonu Rycerskiego św. Sylwestra Papieża.

Na emigracji Stanisław Kozanecki pozostawał wierny wskazaniom obozu politycznego, z którym związał się w młodości. Obok m.in. Witolda Olszewskiego, Jędrzeja Giertycha, Tadeusza Borowicza, Wojciecha Zaleskiego i Jana Barańskiego (także przebywającego w Kongu) należał do założycieli i czołowych publicystów ukazującego się od 1956 roku paryskiego miesięcznika „Horyzonty”. Periodyk powstał na fali przemian, jakie dokonywały się w ówczesnym położeniu Polski. Pismo, odwołując się do źródeł idei wszechpolskiej, pozostawało w opozycji do linii politycznej prezentowanej przez SN pod wodzą Tadeusza Bieleckiego.

Konflikt w łonie Stronnictwa zakończył się usunięciem z jego szeregów całej grupy „Horyzontów”, z J. Giertychem na czele (w liście otwartym „Do narodowców” Jan Barański zdawał wówczas retoryczne pytanie: „jeżeli skreśla się takich działaczy narodowych jak Jędrzej Giertych, to kto jeszcze ma prawo być uważany za narodowca?”), w tym także S. Kozaneckiego. Na łamach „Horyzontów” poruszał przede wszystkim problematykę obyczajową i międzynarodową, opisując m.in. stosunki panujące w Afryce, w której spędził kilkanaście lat życia. W wydanym w 2006 roku wyborze publicystyki pisma w następujący sposób przybliżał okoliczności towarzyszące powołaniu narodowego periodyku:

„Kapitulacja Niemiec w maju 1945 r. okazała się dla nas Polaków – tak dla trzonu Narodu nękanego w kraju, jak i dla polskiej diaspory – nie końcem wojny, lecz tylko końcem pierwszego rozdziału zmagań o niepodległość. Wola wyrwania się z komunistycznej podległości wobec ZSSR wrzuciła nas w ramiona tych ośrodków politycznych USA i całego «wolnego świata», które poszły na «zimną wojnę» o panowanie nad światem. Dla głównego ośrodka polskiej emigracji, z rządem osiadłym w Londynie, zimna wojna była wstępem do faktycznej wojny z ZSSR, podczas gdy dla Amerykanów, a jeszcze bardziej dla Anglików, była to misterna gra w wyścigu o panowanie nad globem; była to konfrontacja bez uciekania się do otwartej wojny (...) Trzeba niestety powiedzieć, że ta polityka głównych ośrodków emigracyjnych, która była oparta na ślepej nienawiści do Rosji i nie liczyła się z realiami, dominowała w obozach politycznych emigracji przez dziesiątki lat; jeszcze do dzisiaj, po pięćdziesięciu latach, można tu i tam znaleźć zaślepionych wyznawców tej orientacji, aberracji”. Słowa te do dziś nie straciły nic ze swojej aktualności.

W latach 1956-1971 ukazało się łącznie 180 numerów pisma, obejmujących 13.000 stron druku. Z „Horyzontami” współpracowali m.in.: prof. Jerzy Zdziechowski, prof. Eugeniusz Jarra, o. Józef Warszawski, Klaudiusz Hrabyk i Jan Bielatowicz, zaś spośród autorów krajowych Edmund Męclewski. „Horyzonty”, obok „Myśli Polskiej” i „Opoki” należały do czołowych periodyków emigracyjnego obozu narodowego. W latach 80. ub. wieku stały się one inspiracją dla krajowego środowiska młodzieży narodowej wydającego w latach 1986-1989 pismo „Nowe Horyzonty”. W późniejszym okresie S. Kozanecki publikował także na łamach „Opoki” J. Giertycha, londyńskiej „Myśli Polskiej” oraz wydawanego własnym sumptem pisma „Syntezy”. Był również autorem wielu opracowań, w tym m.in. wydanej po polsku, francusku i angielsku książki „Polska 1980-1982. Światła i cienie” (Overijse 1983), wspominanej pracy „Nie jestem sam” oraz, wspólnie z T. Borowiczem, wyboru publicystyki z „Horyzontów” – „Myśląc o Polsce. Idee przewodnie «Horyzontów» (1956-1971)” (Bruksela 2006).

Doktora Kozaneckiego miałem zaszczyt poznać osobiście, dwa lata temu podczas pobytu w Belgii odwiedziłem Go razem z redaktorem Janem Engelgardem. Przebywał wówczas w jednym z brukselskich szpitali. Pomimo złego stanu zdrowia, uderzało, u wówczas przeszło dziewięćdziesięciopięcioletniego Pana, niesłabnące zainteresowanie zagadnieniami polskiej polityki oraz rysujących się przed nią szans i zagrożeń. Pomimo że nasza wizyta przedłużyła się ponad miarę, niemal do końca zadawał pytania i sondował nasze opinie na wiele zagadnień. Pamiętam, że bardzo ucieszyły Go nasze książkowe prezenty z Polski, wśród nich świeżo wówczas wydana praca o Stanisławie Kozickim („Stanisław Kozicki – polityk, dyplomata, publicysta”, Warszawa 2012) oraz reprint jednej z prac polityka (S. Kozicki, „Dziedzictwo polityczne trzech wieszczów”, Warszawa 1949). Żywo zareagował, gdy zwróciliśmy uwagę, że posiada takie same co Kozicki inicjały. Zestawienie, nawet w tak wydawać by się mogło mało istotnej sprawie, z najbliższym współpracownikiem Dmowskiego w wyraźny sposób sprawiło Mu radość.

Na pożegnanie poprosiłem Go o wpis do jednej z prac jego autorstwa, którą specjalnie w tym celu przywiozłem. Doktor napisał: „Koledze Maciejowi, jednemu z tych którzy – na pewno godnie nasze pokolenie zastąpią...”. Podobne słowa skierowane przez człowieka, który przez ponad półwiecze, nie z własnej winy, przebywał poza Polską, a mimo to cały czas nią żył, stanowią wielkie zobowiązanie. Jeżeli jednak młodsze pokolenia choć w połowie będą równie ofiarne i oddane Ojczyźnie co zmarły, Polska z pewnością nie zginie. Cześć Jego pamięci!

Maciej Motas
Myśl Polska, nr 21-22 (25.05-1.06.2014)