Niemcy finansowali liberałów Tuska?

kohl.jpg
Tygodnik „Wprost” umieścił w numerze z 28 kwietnia artykuł o jednej z bardziej ciekawych tez wydanego właśnie wywiadu-rzeki M. Majewskiego z Pawłem Sikorskim pt. „Między nami liberałami”. A na okładce widzimy twarz obecnego premiera, a na niej flaga Niemiec. I tytuł: „Niemiecka pożyczka Tuska. Jak niemieckie CDU sfinansowało powstanie partii premiera”.

Paweł Piskorski przez 15 lat był jednym z najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników politycznych Donalda Tuska. Na początku lat 90-tych był sekretarzem generalnym i wiceprzewodniczącym założonego przez Tuska Kongresu Liberalno-Demokratycznego – poprzedniczki obecnej PO. Jest przekonany, że w latach 90-tych KLD był finansowany przez niemiecką chadecję (CDU) kanclerza Helmuta Kohla (na zdjęciu). Podobno kwestie te były omawiane przez polskiego premiera i jednego z liderów KLD Jana Krzysztofa Bieleckiego i samego kanclerza Niemiec. Bielecki – dziś przewodniczący Rady Gospodarczej przy premierze i nadal bliski współpracownik Tuska – nie odpowiedział osobiście na zadane mu pytania dotyczące finansowania KLD z Niemiec. W jego imieniu odpowiedziała urzędniczka z kancelarii premiera. Oczywiście przecząco. Na podobne pytania żadnej odpowiedzi nie udzielił Donald Tusk.

Tygodnik „Wprost” cytuje za to „jednego z polityków ówczesnej czołówki KLD”, który prosił o zachowanie anonimowości: „CDU, które było wtedy przy władzy w Niemczech, szukało w krajach postkomunistycznych partnerów do współpracy. Unia Demokratyczna, w której byli Kuroń i Geremek, wydawała im się zbyt lewicowa, prezydent Wałęsa z kolei nieobliczalny. Podobnie oceniali braci Kaczyńskich, którzy wtedy zaczęli budować Porozumienie Centrum. Postkomuniści oczywiście nie wchodzili w grę. Odpowiedni wydawał się Kongres. CDU bezzwrotnie darowało KLD kilkaset tysięcy marek. To były pieniądze w gotówce, które (…) poszły na budowanie partii w 1991”. W roku 2000 w Niemczech wybuchła głośna afera związana z tajnymi kontami CDU i kwotami, przeznaczanymi na nieznane cele. Sprawa nie została wyjaśniona: Kohl odmówił składania zeznań, i wycofał się z życia politycznego.

W wywiadzie Piskorski wskazuje także na inne źródła finansowania partii Tuska na początku lat 90-tych. Jednym z nich był biznesmen Wiktor Kubiak, który w kilka miesięcy miał niesłychanie rozbudować struktury KLD w całej Polsce. Piskorski mówi: „Kubiak miał gigantyczne pieniądze” i „dostarczał stosy banknotów w jakichś poszarpanych reklamówkach. Sceny jak z filmu”. Kubiak był doradcą przy procesie prywatyzacji firmy Polkolor Piaseczno, ministrem odpowiedzialnym za prywatyzację był Janusz Lewandowski. Kubiak miał także udzielić Tuskowi pożyczki mieszkaniowej; jakiś czas potem opuścił Polskę z powodu grożącego mu rzekomo procesu za jakąś aferę. Nie żyje od 2013.

KLD – niewielka partyjka – w kampanii wyborczej 1993 miał dysponować ogromnymi funduszami, liczonymi w milionach dolarów. Tusk w tym czasie zamieszkał nagle w nowym, dużym domu, i zaczął jeździć drogimi samochodami, które podobno pożyczał od „zaprzyjaźnionych” biznesmenów, którzy w zamian domagali się korzystnego traktowania przy prywatyzacji kolejnych zakładów. Zdaniem Piskorskiego jednak szczegóły dotyczące finansowania partii zna tylko „środowisko gdańskie”, złożone z głównych liberałów: Tuska, Bieleckiego, Lewandowskiego, K. Kiliana czy J. Merkla.

Paweł Piskorski podzielił los innych wewnętrznych konkurentów Tuska: A. Olechowskiego czy J. Rokity. Z PO usunięty został w 2006, ale miało to związek z licznymi aferami i nadużyciami, które stale towarzyszyły zajmowaniu przez Piskorskiego różnych urzędów. Dlaczego teraz atakuje Tuska? Na pewno moment ukazania się książki i artykułu we „Wprost” nie jest przypadkowy. Rząd dość nerwowo od tez Piskorskiego się odcina: „To nie są pytania do rządu. To są sprawy dla odległej historii i na pewno rząd nie będzie się tym zajmował” – powiedziała rzecznik rządu M. Kidawa-Błońska.

A pomijając rozgrywki między polskimi liberałami: czy finansowanie polskiej partii przez niemiecką chadecję jest możliwe i prawdopodobne? Otóż tak! Niemiecka CDU, pośrednio przez powiązaną z sobą Fundację Konrada Adenauera, finansowała w ostatnim czasie ukraińskich rewolucjonistów, przede wszystkim partię Udar Witalija Kliczki, który miał być też od grudnia 2013 promowany i wspierany jako kandydat na prezydenta Ukrainy przez chadecką część niemieckiego rządu – między innymi przez wspólne występy z kanclerz Merkel i ministrem spraw zagranicznych Steinmeierem. Niemcy finansowali jednak także radykalnie nacjonalistyczną i antypolską partię Swoboda i partię Batkiwszczyna obecnego premiera Jaceniuka.

Politycy niemieckiej chadecji przyznają, że Udar Kliczki (którego niektórzy krytycy w Niemczech nazywają wprost agentem kanclerz Merkel) założony miał zostać nawet w 2010 na bezpośrednie polecenie chadeckiej Fundacji Adenauera, że cieszy się nie tylko wsparciem finansowym z Niemiec, ale i pomocą w tworzeniu i rozbudowywaniu struktur, organizacji młodzieżowej czy prowadzeniu kampanii wyborczej. I – co najważniejsze: że Berlin celowo w swą politykę obalania prezydenta Janukowycza i wspierania prounijnej opozycji angażował rząd polski – którego premierem oczywiście jest Donald Tusk…

Michał Soska
Fot. Bundesarchiw