To piękny i wartościowy album

tlok pobog.jpg
Ukazał się album poświęcony Romanowi Dmowskiemu. W ten sposób Ogólnopolski Komitet uczcił 150 rocznicę urodzin wielkiego Polaka. Zważywszy trwający od dekady regres myśli i ruchu politycznego – odwołującego się do rozumu połączonego z troską o interes narodowy – publikacja albumu stanowi dowód, że szkoła myślenia politycznego wypracowana przez Dmowskiego nadal trwa, pomimo wypchnięcia jej na peryferie polskiej sceny politycznej.

Cieszy, że dla realizacji tak szczytnego przedsięwzięcia, spotkali się w jednym miejscu: wybitny znawca dziejów obozu narodowego prof. Krzysztof Kawalec, zasłużony redaktor „Myśli Polskiej” Jan Engelgard oraz idący pod prąd, ale nie zbaczający z rozumnej drogi, były prezydent Stalowej Woli Andrzej Szlęzak. Wnosząc z licznych wskazówek, publikacja nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie wsparcie finansowe ze strony władz samorządowych Stalowej Woli. Dzięki swemu prezydentowi, miasto Eugeniusza Kwiatkowskiego chlubnie zapisało się w kronice obecnych wysiłków, podejmowanych z myślą o tym, by Polska nie pełniła roli bezwolnego elementu szerszej gry politycznej.

Twórcom albumu należą się słowa uznania: redaktorowi i jego współpracownikom za wykonanie pracy polegającej na uporządkowaniu zachowanego materiału ikonograficznego i skomponowaniu go w spójną całość. Należało zachować równowagę pomiędzy warstwą anegdotyczną, zawartą w nieformalnych scenach, wyłaniającą się z prywatnych listów i znajomości, a warstwą oficjalną, zapisaną na kartach historii i utrwaloną w licznych publikacjach Dmowskiego. Redaktor Engelgard musiał dokonać trudnego wyboru, np. podejmować decyzje o zaprezentowaniu fragmentu jednego z dzieł Dmowskiego, tak by z jednej strony nie popaść w rutynową prezentację powszechnie znanych cytatów, np. „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie”, z drugiej zaś uniknąć zarzutu o stronniczość. I choć cytaty o Ukrainie wyjęte ze „Świata powojennego „ (1931) i o Rosji z „Polityki polskiej” (1925), nawiązują do aktualnych wydarzeń, to jednak nie można postawić zarzutu, że są wyjęte z kontekstu, czyli zniekształcają poglądy Dmowskiego. Raczej wskazują na ponadczasowość dorobku Dmowskiego. Wielkość dzieł politycznych poznaje się po tym, że zachowują aktualność nawet w zmienionych okolicznościach zewnętrznych i po upływie lat. Nieprawdopodobne wrażenie wywołuje lektura wyeksponowanego fragmentu opracowania „Zagadnienie rządu” (1927): warto ten fragment przeczytać kilka razy, by docenić zawartą w nim głębię i przenikliwość ocen dotyczących ewolucji społeczeństw w XX i XXI wieku.

Całość prezentuje się spójnie: Dmowski jest ukazany zarówno jako poważny, by nie powiedzieć: posągowy, polityk jak i człowiek z poczuciem humoru, borykający się ze zwykłymi ludzkimi słabościami (np. chorobami), utrzymujący przyjacielskie stosunki ze współpracownikami politycznymi, ale również otaczający się kobietami (vide: aktorka i piosenkarka Rachel Astor i jej wymowny liścik na s. 112). Wielkim walorem albumu jest ujawnienie nieznanych dotychczas fotografii i innych materiałów źródłowych z okresu paryskiego, ale również pobytu w Tłokini Kościelnej Chrystowskich w latach 30. XX wieku (s. 177-180).

Dla mnie osobiście ważne są dwie mapy: jedna (s. 73) stanowiąca załącznik do fińskiego wydania pracy Dmowskiego, pt. „Niemcy, Rosja i kwestia polska” (Helsinki, 1913), a druga (s. 91) reprodukowana na pocztówce zawierającej Manifest Wielkiego Księcia Mikołaja (1914). Można poświęcić godziny ich analizie, wyciągając pouczające wnioski. Ograniczę się do jednego tylko: zapominamy dzisiaj, w jak wielkim regresie znajdowała się sprawa polska przed 1914 rokiem i jak wielkie straty ponosiła polskość we wszystkich trzech zaborach, z powodu braku państwa. Dopiero na tym tle widać doniosłość dzieła odzyskania niepodległego państwa i rolę odegraną przez Dmowskiego w Paryżu. Z kolei na stronie 145 widnieje mapka z tzw. linią Dmowskiego, czyli Polską o optymalnych granicach. Dedykuję ją tym wszystkim, którzy twierdzą, że „ci wredni endecy” nie chcieli przyłączenia mińszczyzny do państwa polskiego i „wbrew Piłsudskiemu” „oddali” Sowietom Mińsk podczas konferencji zakończonej podpisaniem pokoju w Rydze.

Nie sposób wymienić wszystkich interesujących dokumentów, fotografii, wizerunków, reprodukcji zawartych w albumie. Jest ich zbyt wiele. Znaczną ich część stanowią obrazy nigdy dotąd nie publikowane. Na szczególną uwagę zasługują – wyróżnione przez samego redaktora albumu – fotografie dwóch pamiątek po Dmowskim: tłok pieczętny, którym Dmowski sygnował Traktat Wersalski (w posiadaniu rodziny Niklewiczów) oraz sztandar Stronnictwa Narodowego powiatu łomżyńskiego z 1937 roku, przykrywający trumnę Dmowskiego w trakcie pogrzebu (w zbiorach Muzeum Niepodległości w Warszawie). Dzięki wszystkim zawartym w publikacji, jakże różnorodnym materiałom, album ukazuje Dmowskiego na tle jego epoki, a przede wszystkim ukazuje go jako pełnoprawnego członka polskiej elity. Tej z prawdziwego zdarzenia: z Władysławem Reymontem, Janem Kasprowiczem, Henrykiem Sienkiewiczem, Stanisławem Wyspiańskim, profesorem Władysławem Konopczyńskim i profesorem Ignacym Chrzanowskim. O wielkości Dmowskiego świadczy nie tylko to, że otaczał się takimi ludźmi, ale również to, że niejednokrotnie to on był dla nawet najwybitniejszych Polaków źródłem inspiracji ideowej.

Redaktorowi Engelgardowi należą się słowa uznania za to, że nie uległ naciskowi tzw. „poprawności politycznej” i ukazał Dmowskiego jako autora „Dziedzictwa”, powieści której wymowy można nie aprobować, ale nie powinno się zaprzeczać jej oczywistym walorom warsztatowym (s. 192-193). Dmowski, czy to się komuś podoba, czy nie, znakomicie władał piórem i umysłem. I jeszcze ta subtelna, wyrafinowana wzniosłość. Swą powieść Dmowski opublikował pod pseudonimem, ale nie dlatego, że bał się podpisać pod sformułowanymi w niej tezami: chciał, żeby książka sama (bez pomocy jego nazwiska!), wyrobiła sobie miejsce w literaturze!

Zjawisko intelektualnej dominacji Dmowskiego wzbudza we mnie – nie od dzisiaj zresztą – uczucie zazdrości. Nie chodzi o to, że Dmowski górował nad współczesnymi ale również nad dzisiaj żyjącymi, swoim analitycznym i wolnym od emocjonalnych oparów umysłem, ale o to, że odgrywał przywódczą rolę w polityce dzięki sile argumentacji zawartej w jego dziełach. Zbudował obóz polityczny i przewodził mu, pomimo że nie był przywódcą partyjnym, nie oferował swym zwolennikom stanowisk, nie prowadził personalnych rozgrywek, nie dysponował pieniędzmi, nie eliminował ze swego grona ludzi wybitnych, otaczając się miernotami - wręcz przeciwnie, przyciągał do siebie ludzi wartościowych. Dzięki tej sile, ludzie pozostawali do końca wierni nie tyle jemu (bo nie był typem wodzowskim), co jego szkole politycznej.

Tak było nawet w późniejszym okresie, gdy nauczyciel już nie żył, a najwybitniejsi uczniowie zginęli, rozpierzchli się lub pogubili. Ten niezwykły fenomen mam na myśli, wspominając o uczuciu zazdrości: fenomen Dmowskiego i stworzonego przez niego ruchu politycznego polegający na dominacji ludzi o nieprzeciętnych walorach umysłu, gdzie podstawową sprężyną napędową nie są „pożądliwości” władzy czy zaszczytów, ale przekonanie o słuszności określonych zasad ideowych i postulatów programowych. Tę głęboką prawdę i odmienność – w porównaniu do dzisiejszych czasów - album Engelgarda ukazuje przejrzyście: chciałoby się powiedzieć, że ukazuje właściwego człowieka we właściwym miejscu we właściwym czasie. Dlatego nawet gdy po 1919 roku Dmowski został odsunięty od wpływów przez czynniki wrogie obozowi narodowemu, polityk i mąż stanu potrafił mądrze i dojrzale zareagować na rozwój sytuacji, inicjując nowoczesny obóz ideowy, odpowiadający nowym wyzwaniom i długofalowo pojętym interesom narodu.

Osobne słowa uznania należą się Panu Marcinowi Krzanickiemu, odpowiadającemu za wygląd albumu. Dzięki jego doskonałemu warsztatowi i zmysłowi estetycznemu, karty albumu przegląda się z prawdziwą przyjemnością i zainteresowaniem. Wszystko jest tu dopracowane do najdrobniejszego szczegółu. Całość uzupełnia bibliografia sporządzona przez Macieja Motasa.

Na koniec, by czytelnik nie pomyślał, że napisałem pochwalną laurkę, wspomnę o dwóch dostrzeżonych pomyłkach w zamieszczonych podpisach pod ilustracjami: na s. 69 podano, że I wydanie „Niemcy, Rosja i kwestia polska” ukazało się w roku 1907 (zamiast prawidłowo: w 1908), natomiast na s. 190, gdzie mowa o wydaniu zbiorowym pism Dmowskiego, należałoby doprecyzować, że jedno wydanie było popularne, zaś drugie ekskluzywne, a ukazało się 9 z 10 tomów: nie ukazał się tom pierwszy, zawierający m. in. życiorys Autora, ponieważ zaplanowano, że ukaże się dopiero po śmierci Dmowskiego.

dr Wojciech Turek
Myśl Polska, nr 1-2 (4-11 stycznia 2015)

Uwaga: Album można kupić w Księgarni Historycznej w Warszawie (al. Solidarności 105)