Fenomen Gdyni

gdynia 2_0.jpg
Wojciech Szczurek ze swoim wynikiem 79,08 % w ostatnich wyborach samorządowych znów triumfuje. Chociaż jego wynik jest o ponad 8 % gorszy aniżeli wynik w wyborach z 2010 roku i tak prezydent Szczurek jest niekwestionowanym liderem w skali kraju.

Zwycięstwo w wyborach odnotował również komitet Wojciecha Szczurka – „Samorządność”, uzyskując ponad 40-procentowe poparcie w każdym z okręgów wyborczych. Prezydentowi nie zaszkodził nawet upadek projektu lotniska w Kosakowie. Widać, że wyborcy mu go wybaczyli.

Wyniki wyborów samorządowych w Gdyni od początku transformacji systemowej faworyzują jedną, tę samą formację sprawującą władzę. Poparcie dla ekipy politycznej, którą reprezentowała Franciszka Cegielska, a obecnie Wojciech Szczurek zawsze było bardzo wysokie. W marcu 2011 roku Prezydent Gdyni został uhonorowany Nagrodą im. Andrzeja Bączkowskiego. Kapituła nagrody uznała, że Wojciech Szczurek jest wzorem samorządowca i osoby, która spełnia standardy służby publicznej.

Zgodnie z powszechnymi opiniami dzięki stabilności politycznej Gdynia może realizować spójną wizję rozwoju gospodarczo-społecznego. Niemal 80 proc. mieszkańców uznaje rolę samorządu lokalnego w dokonujących się przemianach za bardzo istotną. Jak wynika z badań ankietowych społeczność Gdyni kojarzy realizowany w mieście kierunek przeobrażeń systemowych głównie z Wojciechem Szczurkiem. Według badań przeprowadzonych przez Pracownię Badań Społecznych DGA gdynianie w największym stopniu spośród innych badanych 32 miast w Polsce ufają swojemu prezydentowi.

Tak wysoka skala poparcia dla lokalnych decydentów, stałe utrzymywanie się dobrych notowań, a nawet tendencja wzrostowa jest zjawiskiem bez precedensu w polskich warunkach politycznych. Pozostaje zadać pytanie o przyczyny tak wysokiego poziomu poparcia. I tak osoby i środowiska zadowolone z kierunku przeobrażeń (a jest ich większość) podkreślają rzeczywiste zasługi ekipy prezydenta na rzecz wysokiej jakości życia mieszkańców Gdyni.

Z drugiej zaś strony pada też odpowiedź, która wiąże fenomen Szczurka z public relations – skutecznością służb promocyjnych miasta. I rzeczywiście nakłady na promocję gospodarczą miasta samego UM Gdyni sięgają ok. 1,5 mln zł rocznie. Zwraca się także uwagę na profesjonalizm miejskich służb marketingowych, które umiejętnie dobierają tematy odwołując się do motywów przewodnich miasta. Należy zwrócić uwagę na umiejętność unikania tematów trudnych.

Muszę powiedzieć, że osobiście zaliczam się do drugiej grupy ludzi. Argument o dobrym PR jako przyczynie wysokiego poparcia dla prezydenta rozumiem jednak w specyficzny sposób. Z argumentem tym polemizuje bowiem wielu spośród moich rozmówców odpowiadając na niego pytaniem retorycznym: czy to możliwe żeby tak wielu gdynian dało się uwieść wyłącznie mitowi sukcesu ? Odpowiadam na to: tak to jest możliwe. Taka jest już bowiem natura formowania się zjawiska tzw. „fałszywej świadomości”, iż ujawnia się ona w dużej skali. Zjawiska tego nie postrzegam jednak w kategoriach pejoratywnych.

Przekazowi ulegają politycy, dziennikarze, naukowcy, biznesmeni i działacze społeczni gdyż wszyscy czują się emocjonalnie związani z miastem. Środki propagandy odwołują się do synonimów: przedsiębiorcza Gdynia, miasto sukcesu. Wiele z nich funkcjonuje w języku obiegowym, jak np. Szybkie miasto Gdynia kontra Wolne Miasto Gdańsk. Osoby wjeżdżające do miasta samochodami wita transparent: Uśmiechnij się. Jesteś w Gdyni. Pozytywny klimat miasta potęgują publikowane wyniki badań sondażowych oraz rozmaitych konkursów i rankingów potwierdzających przodującą pozycję miasta na tle innych polskich ośrodków.

Sukces dobrego PR-u stał się dlatego możliwy, iż dobrze wpisuje się on w gdyńską mitologię – przeświadczenie, iż Gdynia jest miastem sukcesu. Współcześni gdynianie wciąż ulegają gdyńskiemu mitowi sukcesu, którego źródeł należy się doszukiwać w okresie międzywojennym. Zmieniają się oczywiście akcenty znaczeniowe. Współczesna propaganda pokazuje Gdynię jako nowoczesne centrum biznesu i zaawansowanych technologii, miasto szczęśliwe, młode, otwarte na Europę i świat, a nie miasto gospodarki morskiej. Niemniej sama zasada odwołania do mitu wyjątkowości na przestrzeni kolejnych epok historycznych nie ulegała zmianie.

Stąd według Marka Dutkowskiego synonimem Gdyni jest unikalne genius loci, które autor utożsamia z duchem gry oraz szczęściem. „Szczęście nie opuszczało Gdyni i jej mieszkańców – pisze Dutkowski – Udało się wybudować port, ocalić miasto od zguby w czasie wojny, ograniczyć skutki PRL-owskiego ciemniactwa i wykorzystać wiele szans, jakie przyniosły lata 90-te XX wieku. Gdynia ma i miała szczęście do burmistrzów i prezydentów, przedsiębiorców, działaczy społecznych, a nawet ludzi kultury. Specyfika gdyńskiego szczęścia polegała głównie na tym, że udają się tu przedsięwzięcia zbiorowe, które w innych miejscach kończą się niepowodzeniem. Prywatyzacja, wsparcie organizacji pozarządowych, transport publiczny, edukacja, handel detaliczny, bezpieczeństwo – to dziedziny, w których udało się osiągnąć bardzo wiele, dzięki różnym szczęśliwym zbiegom okoliczności, wysiłkowi i zgodzie. W efekcie tego Gdynia wygrywa”.

Wysokie poparcie społeczne dla decydentów można też uzasadnić cechami charakterystycznymi gdyńskiej władzy. Można tu zastosować analogię, zgodnie z którą władza ta otacza parasolem ochronnym swoich poddanych i tworzy dla nich na poziomie lokalnym bezpieczne warunki dla rozwoju osobistego. I tak w polityce krajowej, którą gdynianie obserwują w mediach występują ostre konflikty polityczne, ogniskujące się głównie wokół podziału PO kontra PiS. Mamy tam do czynienia z niezwykle zaciętym, pełnym nienawiści sporem politycznym nazywanym wojną polsko-polską – pełną osobistych animozji i gry nie fair względem oponentów. Gdynia stanowi schronienie od tych gorszących scen z polityki na poziomie centralnym. Po pierwsze prezydent jest apolityczny, głosi, że „jego partią jest Gdynia”. Choć w rzeczywistości umiejętnie lawiruje pomiędzy PO a PiS-em w oglądzie zewnętrznym przyjmuje pozę obiektywnego arbitra.

Po drugie schronieniem dla obywateli jest sama natura gdyńskiej władzy, a zwłaszcza jej siła. Zgodnie z założeniami doktryny konserwatywnej prezydent chroni obywateli od wielkiej polityki (ta ostatnia zarezerwowana jest bowiem tylko dla niego) umożliwiając im spokój niezbędny dla pracy osobistej – zarabiania pieniędzy i ich wydawania w sklepach. Nie od dziś uważa się, że Gdynia jest miastem, w którym robi się zakupy. Obywatele Gdyni nie są natomiast upolitycznieni: w Gdyni brakuje poważnych dyskusji politycznych na temat strategii rozwoju, kierunków rozwoju przestrzennego miasta, nie ma ośrodków opiniotwórczych, choćby niezależnej prasy, która odgrywała przecież tak ważną rolę w okresie międzywojennym, w którym społeczeństwo obywatelskie w Gdyni było chyba bardziej rozwinięte niż dzisiaj. Wszystkie gdyńskie tytuły prasowe wcześniej czy później ewoluują w kierunku ośrodków propagandy sukcesu. W Gdyni nie tylko, że brakuje opinii artykułowanych przez opozycję, tej ostatniej praktycznie w ogóle nie ma. Taka jest cena wyzwolenia mieszkańców miasta od gorszących, choć pobudzających krew w żyłach dyskusji politycznych.

Przejdźmy teraz do programu gospodarczo-społecznego ekipy prezydenta Szczurka. Zacznijmy od stwierdzenia, że mieszkańcy Gdyni, tak jak i innych ośrodków miejskich skłonni są wysoko punktować tych włodarzy miasta, którzy podejmują inicjatywy na rzecz podniesienia jakości życia. Stąd to działania na rzecz jakości transportu publicznego, zabudowy dzielnic, jakości dróg, opieki zdrowotnej, pomocy społecznej zyskują najwięcej w oczach wyborców. Zgodnie z tą prawidłowością Prezydent Gdyni podejmuje działania na rzecz podniesienia jakości zamieszkiwania i usług komunalnych a mieszkańcy odpłacają mu za to wysokimi ocenami w rankingach miast przyjaznych obywatelowi.

Wydaje się jednak, że decydenci takiego miasta jak Gdynia, które ulokowane jest nad brzegiem Morza Bałtyckiego i jako takie stanowi ważne ogniwo szlaku transportowego Bałtyk-Adriatyk powinni sobie stawiać szersze aspiracje aniżeli te związane z zaspokojeniem konsumpcyjnych zachcianek mieszkańców. I to niezależnie od wyników ankietowych, które premiują te aktywności miasta, które zabezpieczają komfort życia jego mieszkańców. Samorząd terytorialny to nie tylko inicjatywy na rzecz leisure society, ale także w świat pracy czyli gospodarkę. Co do tej ostatniej miasto szczyci się, że udało mu się poprawnie przeprowadzić restrukturyzację gospodarczą od gospodarki morskiej do gospodarki opartej na wiedzy. Dlatego też projektem flagowym miasta jest Pomorski Park Naukowo-Technologiczny – wylęgarnia firm informatycznych, biotechnologicznych i z zakresu wzornictwa przemysłowego.

Pozostaje jednak zadać pytanie o te branże gospodarcze, które są konsekwencją nadmorskiego położenia miasta. Eugeniusz Kwiatkowski mawiał, iż „miasto i port to jedno”. Dzisiejsze miasto interesuje się co prawda portem, ale tylko z jednego punktu widzenia – jak zmienić sposób zagospodarowania przestrzennego stref portowych na funkcje przyjazne miastu. I tak na terenach dawnego przedsiębiorstwa rybołówstwa „Dalmor” oraz Stoczni Remontowej „Nauta” (Molo Rybackie i Nabrzeże Prezydenta) ma powstać Sea City. Powstaną tam budynki biurowe i mieszkalne, obiekty handlowe oraz punkty usługowe. Koncepcja zakłada także wkomponowanie licznych funkcji kulturalnych i wypoczynkowych. Jak stwierdza Gazeta Wyborcza: „Swoistą wisienką na torcie Waterfrontu ma być budynek przeznaczony pod muzeum żeglarstwa, która powstanie na końcu pirsu rybackiego”. Do zagospodarowania pozostanie jeszcze obszar tzw. Międzytorza. Jeśli również tam uda się stworzyć miejską zabudowę, to całe centrum Gdyni rozrośnie się dwukrotnie.

Na tym tle ciekawie prezentują się wyniki badań, zgodnie z którymi ci sami respondenci, którzy bardzo wysoko oceniają aktualnie rządzących, demonstrują konieczność utrzymania gospodarki morskiej w mieście i to nawet w branżach przechodzących największy kryzys strukturalny (jak przemysł stoczniowy bądź rybołówstwo), jakby nie zauważając, że wysoko oceniani przez nich decydenci firmują przedsięwzięcia mające raczej niewiele wspólnego z gospodarką morską. Mieszkańcy Gdyni, choć chcą aby miasto realizowało jakąś politykę morską, jednocześnie nie rozliczają decydentów z faktu realizacji bądź braku realizacji tej polityki. Działania władz popierają nie tylko osoby młode i prężni biznesmeni.

Także byli pracownicy upadających dużych przedsiębiorstw gospodarki morskiej (często bezrobotni bądź osoby starsze) wyrażają pozytywne opinie o mieście i jego elicie zarządzającej dystansując się tym samym od charakterystycznej dla minionych czasów chęci i wiary w możliwość zmiany i poprawy swego losu. Innymi słowy, gdyńscy przegrani wbrew intencjom badającego procesy polskiej transformacji Devida Osta nie są już zdolni do politycznego gniewu, co można by zinterpretować (stosując kryteria D. Osta) jako zubożenie podstaw społeczeństwa obywatelskiego w Gdyni.

Reasumując, Gdynia posiada bardzo wysoki poziom poparcia społecznego dla decydentów, jej obywatele jednoznacznie utożsamiają się z kierunkiem reform gospodarczych realizowanych w mieście. Nie ulega wątpliwości, iż poparcie to stanowi potężny kapitał społeczny, który sam w sobie stanowi wartość dodaną i to niezależnie od faktu, czy uznamy, iż obywatele Gdyni ulegli miejskiej propagandzie sukcesu (jak staraliśmy się dowieść w artykule) czy, że uznamy, iż ich ocena wystawiana władzom jest obiektywna.

Problem polega tylko na tym, w jaki sposób ten kapitał społeczny wykorzystać. Zdaniem piszącego te słowa rola prezydenta powinna być bardziej aktywna w szeroko rozumianej branży morskiej. Wysoki mandat poparcia dla lokalnych decydentów mógłby zostać wykorzystany dla przeprowadzenia trudnych reform i restrukturyzacji, których wymaga miasto – w sferze uporządkowania gospodarki nieruchomościami, wypracowania strategii przeobrażeń przemysłu stoczniowego, dostosowania rynku pracy do nowych wyzwań. Istotną rolę odegra podjęcie próby włączenia miasta w globalny układ powiązań transportowych i logistycznych dzięki dostarczaniu gdyńskiemu portowi i przemysłom z nim kooperującym silniejszych impulsów rozwojowych. Działania takie w dłuższym okresie czasu odgrywało by rolę korzystną z kulturowo-społecznego punktu widzenia, wzmacniając gdyńską tożsamość przyczyniłyby się do większego upodmiotowienia obywateli, grup społecznych, przedsiębiorstw i inicjatyw społecznych nadając ich działaniom bardziej konkretny, namacalny i ukierunkowany charakter.

Michał Graban
Myśl Polska, nr 51-52 (21-28.12.2014)