Zamach na polską kulturę (2)

bodak 1.jpg
Zamachy na polska duszę zaczęły się dużo wcześniej. W 1994 r. Robert Rumas, osiem figur Chrystusa i Matki Boskiej przygniecionych ogromnymi, okrągłymi workami foliowymi wypełnionymi wodą rozłożył na Długim Targu w Gdańsku. Zszokowani przechodnie zniszczyli instalację i w spontanicznej procesji zanieśli figury świętych do pobliskiego kościoła. ("Termofory", 1994).

W 2000 roku na jubileuszowej wystawie w Zachęcie kilku posłów zniszczyło rzeźbę Maurizia Cattellana „La nona ora”, przedstawiającą papieża Jana Pawła II powalonego na ziemię meteorytem, a Daniel Olbrychski cięciem szablą, wniesioną do galerii pod płaszczem, pociął pracę Piotra Uklańskiego „Naziści” (zdjęcie aktora składało się na fryz fotosów słynnych aktorów w hitlerowskich mundurach).

Pod koniec 2001 roku w gdańskiej Galerii Wyspa Dorota Nieznalska wystawiła instalację zatytułowaną „Pasja”. Na pracę składał się film pokazujący mężczyznę ćwiczącego na siłowni oraz równoramienny krzyż, w który wmontowana była fotografia męskich genitaliów. Przez kolejne ponad osiem lat toczył się proces przeciwko artystce oskarżonej o obrazę uczuć religijnych wskutek złożenia doniesienia do prokuratury dwojga posłów LPR, Roberta Strąka i Gertrudy Szumskiej, oraz osoby prywatnej.

W lipcu 2003 r. roku Sąd Rejonowy w Gdańsku uznał artystkę za winną obrazy uczuć religijnych i znieważenie publiczne krzyża jako przedmiotu czci religijnej. Została skazana na sześć miesięcy ograniczenia wolności, ale złożyła apelację i proces powtórzono. Sama artystka mówiła, że za granicą jest postrzegana przez pryzmat procesu, że „pochodzę z takiego dziwnego kraju, w którym stawia się przed sądem artystów!”. Jednak nie odważyła się wystawić jeszcze obrzydliwszych wizji, co planowała.

W 2010 roku ostatecznie Sąd Okręgowy w Gdańsku uniewinnił Nieznalską, uznając, że wieszając zdjęcie męskiego penisa na krzyżu na wystawie „Pasja” w ogóle nie miała zamiaru obrazić niczyich uczuć religijnych, bo… tak konsekwentnie twierdziła! Sąd bowiem uznał, że w świetle Konstytucji oraz art. 196 Kodeksu karnego, obrazić uczucia religijne można tylko w zamiarze bezpośrednim (nie zaś w zamiarze ewentualnym lub przez lekkomyślność), bo przy innym rozumieniu tego przepisu ograniczałoby to gwarancję wolności twórczości artystycznej. Ponadto sąd podważył związek przyczynowy między instalacją, znaną tylko z telewizji osobom składającym zawiadomienie o przestępstwie (posłowie weszli do galerii, gdy ekspozycja była już pospiesznie pakowana). Gdzieś na marginesie uzasadnienia wyroku podkreślono, że nie było protestów ze strony hierarchów…

Słusznie prokurator skomentował orzeczenie trzeciej władzy, zadając retoryczne pytanie: „Co więc można uczynić, żeby w końcu sąd uznał to za obrazę uczuć religijnych Polaków?” Swoją drogą, jakie byłoby rozstrzygnięcie sądu, gdyby tę fotografię powiesiła na Gwieździe Dawida albo na szyi Mahometa?
Podobnie było w sprawie Nergala (Adama Darskiego). Po sześciu latach procesu Sąd Okręgowy uznał, że drąc Pismo Święte na jednym z koncertów w Gdyni, nie zbezcześcił najważniejszego (obok Krzyża) symbolu chrześcijaństwa i nie obraził niczyich z obecnych uczestników koncertu, uczuć religijnych (czyżby byli tam wyłącznie sataniści i masoni?), co wystarczyło by go uniewinnić i zignorować poczucie religijne Polaków, którym znany był ten fakt bluźnierstwa.

Ostatnio głośno protestowano przeciwko „Golgocie picnic”, której skandalizujący argentyński współautor, Rodrigo Garcia, został zaproszony na Malta Festival Poznań. Autorzy przedstawiają Chrystusa jako zadufanego w sobie egoistę i antyspołecznego oszusta, patrona kościoła promującego molestowanie nieletnich! Aktorzy szydzą z katolicyzmu i atakują go jawnie i kpią ze śmierci krzyżowej Zbawiciela!

Około dwóch lat temu ta sztuka była wystawiana w Paryżu. Efektem były protesty, kilkanaście osób znalazło się w areszcie. Niektórzy mieli sprawy w sądzie. Nawet francuski Kościół zareagował. W Polsce protesty początkowo odniosły skutek. „Sztuka” została wycofana z festiwalu. Została podjęta decyzja o odstąpieniu od publicznej obrazy Męki Pańskiej. Komentatorka telewizyjna ubolewała, że – w odróżnieniu od innych narodów, jeszcze do takiego spektaklu nie dojrzeliśmy .

I oby nigdy to nie nastąpiło Wtórowała jej oczywiście „Gazeta Wyborcza”, piętnując odwołanie spektaklu jako „ograniczenie swobody ekspresji”. W takim duchu krzyczą również tzw. „autorytety” w rodzaju Andrzeja Wajdy, Agnieszki Holland Krystyny Jandy, Jana Klaty (!) czy Jerzego Owsiaka, podkreślając prawo artystów do wolności twórczej (jak cyt. wyżej sąd w Gdańsku), argumentując że przecież protestujący nie widzieli sztuki, a swą wiedzę czerpią tylko z internetu (więc nie powinni czuć się obrażeni) oraz że dążą do cenzury prewencyjnej!

Już po kilku dniach okazało się jednak, że to nie koniec bluźnierstwa i szyderstwa, bowiem nagle okazało się, że czytanie tekstu tego wytworu nastąpić miało. m.in. w Teatrze Rozmaitości oraz w Centrum Kultury Żydowskiej przy ul. Chmielnej w Warszawie („ Dzień judaizmu?”), w Krakowie, Bydgoszczy i Gdańsku. W kraju rozlewa się coraz większa fala protestów….

Być może zamiar „twórców” był podobny do intencji szewca Herostratesa, który w starożytności dla sławy ważył się podpalić świątynię Artemidy w Efezie. Niezależnie jednak od motywacji autorów tych, nie tylko teatralnych, skandali, ma rację Anna Morawiec, pisząc dalej w Liście:

„We własnym, wirtualnym świecie żyjecie w przekonaniu, że jesteście buntownikami, kontestatorami. Nic błędniejszego. Płyniecie zgodnie z obowiązującą falą, która w Europie niszczy wartości i fundamenty tożsamości europejskiej. Jako klasyczni oportuniści podpisujecie się pod dewizą premiera Tuska: „polskość to nienormalność”. Ale nienormalność to właśnie wy. Wasza „normalność” to rechot nad tragedią Swinarskiego, rechot nad tragedią smoleńską. Rechot nad poszukiwaniem prawdy”. A czy nie jest tak, że wbrew głoszonym hasłom o wolności, pod pozorem uprawiania sztuki, trwa i nasila się coraz bardziej agresywny proces bluźnienia i opluwania Kościoła, Krzyża, Pisma Świętego – najświętszych wartości dla ludzi wierzących? Zachodnim sponsorom, korowcom i ich akolitom, od 25 lat nie jest już potrzebny kościelny certyfikat dla odróżnienia, kto „nasz? Czy wysoki sąd (złożono już bowiem stosowne zawiadomienie do Prokuratury Generalnej) i tym razem również wyda wyrok uniewinniający bluźnierców – pseudoartystów?

Czy i teraz będzie bronił kulturowych i religijnych wandali i ich prawa do „wolności artystycznego wyrazu”, bo będą się zapierać, że bezpośrednio nie mieli plugawych zamiarów? Ks. prof. Waldemar Chrostowski twierdzi, że jest to długo przygotowywana i dobrze opłacona kolejna zmasowana akcja przeciwko Kościołowi i wierze katolickiej. Bluźnierczy spektakl jest tu tylko wybiegiem i wytrychem… Świat nauki, kultury, w tym teatr – obok środków publicznego przekazu, stały się areną antyewangelizacji – zmagania się o duszę tego świata, o duszę człowieka („Nasz Dziennik”, 28 2909. b.r.). „Walka toczy się o pozbawienie nas kultury, której religia stanowi warstwę zasadniczą, będąc jednocześnie jej spoiwem” (o .prof. Albert Krapiec).

Jakże trafnie określił tę sytuację prof. Karol Estreicher („Historia sztuki w zarysie”, PWN 1984, s.9): „Kant oddzielił kategorie etyczne od estetycznych. To on pierwszy udowodnił, że piękno i dobro nie muszą iść w parze, że są od siebie niezależne. Odkrycie to – którego przyjęcie nastąpiło w XX wieku – zdawało się nie naruszone i trwałe: dzieło sztuki przedstawiające grzech, krzywdę lub fakt nieetyczny, słowem zło, mogło być piękne, oddziaływać estetycznie. Tak stały sprawy do lat sześćdziesiątych naszego wieku. Artyści wyciągnęli z tego dla siebie wnioski korzystne; całkowitej swobody obyczajowej i praw sprzeciwu moralnego. A zaczęło się od żartów, od drażnienia rzekomo małomieszczańskich obyczajów, skończyło zaś na narkotykach, zbrodniach, mordach.
Co było zabawą dadaistów i surrealistów w 1920 r., w pięćdziesiąt lat później stało się groźnym społecznie ruchem otumanionej młodzieży, snującej się po drogach i miastach świata. Jakiż stąd wniosek? Dziwny, ale nie pozbawiony racji. Że choć prawa etyczne nie wpływają na wartość dzieła sztuki, to jednak sztuka jako zjawisko społeczne, jako przekaz myśli, musi prawa etyczne szanować, gdyż inaczej staje się szkodliwa, a artyści mają te same co wszyscy obowiązki moralne”.

Można tylko dodać, że wielu spośród tej właśnie otumanionej, lewackiej młodzieży z 1968r., od dłuższego już czasu dzierży w Europie ster rządów… „demokratycznych. Prof. Bronisław Łagowski napisał kiedyś wprost, że przywódcy demokracji poprzez „demokratyzację geniuszu” zasługują na… Norymbergę za sprymitywizowanie kultury, wulgaryzację języka, splugawienie filmu, teatru i innych sztuk widowiskowych – za zniszczenie sztuki.

W Europie coraz częściej uchwalane są prawa stojące w jawnej sprzeczności z prawem naturalnym i Dekalogiem. Za ich prawomocnością stoi wyłącznie kryterium ilościowe (parlamentarna większość). Można więc mieć poważne wątpliwości, czy prawo, którego normatywna wartość opiera się na Konstytucji RP i ustawach zwykłych, uchwalonych w wyniku woli większości w Sejmie i Senacie (prawo pozytywne), jest wystarczającym gwarantem sprawiedliwości i ładu moralnego.

Wykładnia przepisów stosowana przez sądy i doktrynę prawa – wbrew wzmiance w preambule ustawy zasadniczej o Polakach wierzących w Boga – praktycznie nie sięga do obiektywnych norm prawa naturalnego (Dekalog), niezależnych od zasady demokratycznego państwa prawa (art.2 Konstytucji). W ten sposób demokratyczna wola nie licząca się z Dekalogiem, prowadzi do absurdalnych konsekwencji (wystarczy posłuchać telewizyjnych komentatorów sprawy prof. Bogdana Chazana, krzyczących o prymacie prawa nad… sumieniem przy dylemacie zabicia dziecka) A przecież demokracja – jako tylko jeden z możliwych ustrojów politycznych – nie uzasadnia sama siebie, a ludzkie prawo nie jest ostateczną podstawą ani moralności ani prawdy…

„Tak jak nie można demokratycznie ustalić ani obalić żadnej tezy naukowej, tak samo nie można demokratycznie znieść ani Dekalogu ani zasad prawa naturalnego. Zarówno prawda, jak i dobro moralne, przekraczają bowiem kompetencje jakiegokolwiek ludzkiego prawodawcy. Próby przekraczania tych kompetencji podejmowane były od niepamiętnych czasów. I zawsze niosły za sobą dla człowieka tragiczne konsekwencje … Jeśli prawo nie będzie czerpać z Dekalogu, będzie prowadziło do zbrodni. Bo sama wola ludzka – jako źródło prawa – może prowadzić do wielu aberracji, czego przykładem jest sowiecki bolszewizm czy nazistowskie Niemcy. Naziści, którzy mordowali ludzi na szeroka skalę, podczas procesów norymberskich, też usprawiedliwiali się tym, że postępowali zgodnie z obowiązującym prawem. A mimo to ich osądzono i skazano na śmierć. Na podstawie czego? Na podstawie prawa naturalnego, które jest w duszę ludzką” („Przestańcie się lękać” – z abp. Stanisławem Wielgusem rozmawia Sebastian Karczewski”, ss. 65 -66). Lecz tych pierwszych w Polsce zasadniczo nie osądzono w ogóle. Wręcz przeciwnie. Dziś wielu z nich uchodzi za wybitne moralne (!) autorytety, a pogrobowcy już nie żyjących, narzucają nam coraz ostrzejszą dyktaturę relatywizmu lub co najmniej zasadę podwójnych standardów.

CDN

Maria Rozesłańska
Na zdjęciu: szaleństwa tzw. sztuki nowoczesnej (fot. Jan Bodakowski)
Myśl Polska, nr 31-32 (3-10.08.2014)