Każdy ma swój Smoleńsk

GW.jpg
Na naszych oczach narodziła się nowa, obok istniejącej już od 2010 roku sekty smoleńskiej – sekta doniecka. Jej patronem, ojcem duchowym i ideologiem jest Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”. Tak jak ta pierwsza całkowitą odpowiedzialnością za katastrofę (dla niej zamach) obarczyła Putina, nie dopuszczając do wiadomości faktów sprzecznych z tą wiarą – tak i ta druga, zanim jeszcze samolot malezyjskich linii lotniczych zdążył ostygnąć – natychmiast wskazała sprawcę. Jest nim także Putin.

Adam Michnik w dzień po katastrofie już wiedział – pisząc wybity na pierwszej stronie wstępniak pt. „Zbrodnia Putina”. Poszedł więc w ślady posła Artura Górskiego z PiS, który już w pociągu jadącym ze Smoleńska do Warszawy, udzielił wywiadu, w którym za katastrofę Tu-154 na Siewiernym obarczył Rosjan. Wtedy narodziny sekty smoleńskiej zostały powstrzymane na miej więcej trzy miesiące, bo nie było ku temu atmosfery i woli politycznej. Dopiero po wyborach prezydenckich, po przegranej Jarosława Kaczyńskiego, który w spocie telewizyjnym w czasie kampanii zwracał się do naszych wschodnich sąsiadów z przesłaniem „Bracia Rosjanie”, pojawił się rozkaz do ataku. Zepchnięta na margines na czas wyborów „Gazeta Polska” wróciła do łask i stworzyła szybko ideologię sekty smoleńskiej.

„Gazeta Wyborcza” od samego początku z pogardą traktowała sektę smoleńską, ośmieszając ją, wskazując na ewidentne kłamstwa i manipulacje. Nie minęły cztery lata a ta sama „Gazeta Wyborcza” buduje ideowe i propagandowe fundamenty własnej sekty. Już możemy powiedzieć, że nie różni się ona prawie w niczym od tej pierwszej. Ta sama mistyczna wiara w demoniczną moc Władimira Putina, naciskającego guziki, mordującego z zimną krwią, zacierającego ślady i uruchamiającego machinę kłamstw i propagandy. Pojawiły się nawet stare chwyty w rodzaju – „zbezczeszczone zwłoki leżące w błocie” (mimo, że na miejscu katastrofy panowała wręcz susza).

Taka sama jest również odporność fakty. Jeśli więc pojawia się informacja zgodna z wyznawanymi przez sektę poglądami nadaje się jej wielkie znaczenie, mimo że często jest to zwyczajna fałszywka lub plotka,. Tak było np. z podrzuconymi przez Służbę Bezpeky Ukrainy (SBU) nagraniami głosów separatystów z Doniecka sugerującymi, że to oni dokonali zestrzelenia. Na drugi dzień okazało się, że nagrania są zmanipulowane, tak samo jak filmik przedstawiający rzekomo wycofujący się z terytorium Ukrainy zestaw rakietowy BUK. Mentalność sekty ma jednak to do siebie, że przyjmuje się każdą bzdurę jako prawdę objawianą. Tak samo jak wiadomości sprzeczne z tą wiarą określa się mianem „rosyjskiej propagandy”. To wygodne, zwalania bowiem od odniesienia się merytorycznego do faktów przedstawianych przez drugą stronę. Owszem, mogą być one nieraz nieprawdziwe czy naciągane, ale mogą też być prawdziwe. Lepiej jednak wszystkie takie informacje z góry określić jako propagandę morderców zacierających ślady.

W „Gazecie Wyborczej” rolę „demaskatora” rosyjskich mediów gra Wacław Radziwinowicz, korespondent z Moskwy. Od wielu lat jego korespondencje charakteryzują się skrajną tendencyjnością, złośliwością i prostactwem. W jednym z najnowszych numerów GW przekonuje, że rosyjska telewizja „codziennie aplikuje narodowi cztery godziny nienawiści, odmieniając przez wszelkie przypadki: „banderowcy”, „naturalni faszyści”, „zwyczajne ludobójstwo”. Tak się składa, że też oglądam rosyjską telewizję (chyba to nie jest jeszcze zakazane?) i mogę stwierdzić autorytatywnie, że redaktor GW kłamie, i to jak z nut. Dawki nienawiści nie widzę, w przeciwieństwie do „naszych” mediów, które osiągnęły w tej dziedzinie prawdziwe mistrzostwo.

Polska telewizja pokazuje konflikt na Ukrainie z perspektywy komunikatów SBU i buńczucznych komentarzy ukraińskich polityków. W rosyjskiej też to pokazują, ale dodatkowo to, co naprawdę dzieje się w Donbasie i wokół niego. Pokazuje to czego u nas nie uświadczysz – leżące na ulicach ofiary ostrzału ukraińskiej artylerii, zniszczenia dokonane przez lotnictwo Ukrainy bombardujące mieszkalne osiedla w Doniecku czy Ługańsku, rozbite kolumny wojsk ukraińskich i trupy jej żołnierzy, pojmanych jeńców armii ukraińskiej, obozy uchodźców z terenu Ukrainy, rozmowy z tymi ludźmi itp. Jako symbol niech posłuży to, jak w „naszych” mediach przedstawiano spalenie przez bojówki banderowskie i kiboli ponad 50 ludzi w Domu Związków Zawodowych w Odessie. Wynikało z tych przekazów, że ofiary podpaliły się same. Teraz bierze się za dobrą monetę „informacje”, że to sami powstańcy ostrzeliwują miasta, których bronią!

Mamy tu klasyczny podział na siły Dobra (Ukraina) i Zła (Rosja). Michnik pisze: „Putin nie jest politykiem typu europejskiego; to polityk, który uprawia permanentne awanturnictwo. Wiele wskazuje na to, że już otworzył puszkę Pandory – z Rosji do Ukrainy podążają szowiniści, amatorzy podboju i krwi. Uzbrojenie tych bandytów w znakomity sprzęt wojskowy jest zbrodnią”.

Pisze to człowiek, który ani razu nie potępił wielkiej recydywy banderyzmu na Ukrainie, daje codziennie swoje łamy dla prymitywnej propagandy w wydaniu Myrosława Czecha ze Związku Ukraińców w Polsce, który poucza Polaków jak maja myśleć o sytuacji na Wschodzie. Pisze to człowiek, który tępi od lat „polski nacjonalizm”, a w przypadku bandyckiego szowinizmu ukraińskiego jest nie tylko bardzo wyrozumiały, ale wręcz go rozumie. Widocznie podziela przemyślenia Anny Applebaum, która w maju tego roku napisała tekście pod tytułem „Ukraina potrzebuje więcej nacjonalizmu”: „Ukraińcy potrzebują momentów takich, jak gdy o północy w sylwestra ponad 100 tys. ludzi na Majdanie śpiewało hymn Ukrainy. Potrzebują więcej okazji, przy których będą mogli krzyczeć „Chwała Ukrainie – chwała jej bohaterom”. Tak, to był slogan kontrowersyjnej Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach 40. ubiegłego wieku, ale został przystosowany do nowej sytuacji”.

Przyznam szczerze, że głoszenie takich tez jest wyjątkowym przejawem cynizmu – jak widać jednak Adam Michnik jest tego samego zdania. To tylko Polacy i Rosjanie nie mogą mieć uczuć narodowych, a Ukraińcy mogą sięgać nawet do zbrodniczej, rasistowskiej i atawistycznej ideologii OUN-UPA. Mogą, bo jest to wymierzone przeciwko Putinowi.

Członkowie obu sekt są ogarnięci wszechogarniającą, często na skraju choroby psychicznej – rusofobią. Co prawda sekta Michnika udaje, że się tym brzydzi, ale jednak tylko udaje. Paweł Wroński z GW podczas audycji w TOK FM powiedział o sekcie smoleńskiej mniej więcej tak: „To co mówi Macierewicz mnie osłabia, aczkolwiek w tym co mówią jest nieraz trochę prawdy, np. to, że w naturze rosyjskiej jest kłamstwo”. Michnik z kolei pisze: „Nie utożsamiamy Putina z narodem rosyjskim, tak jak nie utożsamialiśmy z narodem rosyjskim Breżniewa, gdy rozpętywał awanturę w Afganistanie”. To stary chwyt, tyle że pozbawiony logiki, albowiem Putin ma obecnie poparcie ok. 80 proc. Rosjan. Skoro tak, to oni też są „winni”. O tym, że takie pożądane wnioski wyciągają czytelnicy GW wystarczy poczytać komentarze na forum. Poziom agresji i prymitywizmu jest tam porażający, i jakoś redaktorom GW nie przeszkadza, tak jak przeszkadzały im wpisy inne od oficjalnej wykładni. Te z kolei określano jako inspirowane przez rosyjskie służby specjalne na rozkaz Putina.

Dzisiaj nie trzeba już czytać „Gazety Polskiej”, żeby przekonać się jakiego dna sięgnęła tzw. publicystyka w Polsce. Dzisiaj wystarczy poczytać „Gazetę Wyborczą”. Ba, „Gazeta Polska” zaczyna pozostawać w tyle. Jest jeszcze coś ważniejszego. Ta gra, jaka się toczy, nie tylko na polu propagandowym – jest toczona wcale nie o Ukrainę, o jej dobro i pomyślność. To jest gra tylko i wyłącznie przeciwko Rosji Putina, Ukraina jest tu tylko narzędziem, popycha się ją do walki bez broni i armii. Potężne siły Imperium Chaosu zaniepokojone tym, że Rosja próbuje budować równoważący układ na świecie oraz siły międzynarodowego Nihilizmu oburzone tym, jak traktuje się w Rosji tzw. mniejszości seksualne czy Pussy Riot – wypowiedziało Putinowi wojnę na śmierć i życie. Ukraina jest na pierwszej linii tego brudnego frontu. Polska niestety też.

Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 31-32 (3-10.08.2014)