Żagiew Noworosji

Gubarev.jpg
Od redakcji: Publikujemy poniżej fragment wstępu do książki Pawła Gubariewa „Żagiew Noworosji”. Autor, pierwszy gubernator ludowy obwodu donieckiego, twórca Ludowego Pospolitego Ruszenia Donbasu i lider ruchu politycznego „Noworosja”, opisuje historię antyfaszystowskiego i antyoligarchicznego powstania w Donbasie z wiosny 2014 roku. Obszerne omówienie książki ukaże się w następnym numerze „MP”.

„Na początku 2014 roku słowo „Noworosja” przebiło się do bieżącej rzeczywistości ze sławnej przeszłości niczym przez jakiś tunel, portal czasoprzestrzenny. Znów zadźwięczało imię, które przez całe sto lat starannie wymazywano z narodowej pamięci. I razem z nim w nasze zepsute, wyzbyte wiary w cokolwiek, pozbawione sensu czasy przybyły wielkie duchy Suworowa i Uszakowa, Rumiancewa i Potiomkina, Katarzyny Wielkiej i Pawła Pierwszego.

To z powodu Noworosji dymią dziś zgliszcza naszych miast. To dla Niej wznieśliśmy czerwony sztandar z krzyżem św. Andrzeja. To za Jej przyczyną straszą widma martwych czołgów z opuszczonymi lufami i odrzuconymi na bok wieżami. To dla Niej wyszli w pole zrozpaczeni prawosławni brodacze w polowych mundurach i surowi patrioci-lewacy z ogorzałymi w słońcu licami. To przez Nią usiana złomem stała się ziemia Saur-Mogiły, poszarpany został odłamkami i kulami, pokruszony pociskami beton tamtejszego memoriału Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. To przez Nią nieszczęścia, zakrwawione bandaże, fontanny wybuchów rozrywanych nad dzielnicami Doniecka pocisków – i to dla Niej nieugięta wola zwycięstwa.
Ale Noworosja nie zawsze była taką, Czytelniku. Jeszcze całkiem niedawno – mierząc historyczną miarą – była kwitnącą, płodną ziemią, słynąca z pól pełnych kłosów i z kwitnących sadów, z dumnych gigantów przemysłowych i z ożywionych portów. Bujnie kwitło tu wielobarwne, pełnokrwiste życie. Na uniwersytetach i w stoczniowych dokach. W pracowniach artystów i na fabrycznych wydziałach. Gęsto zasiedlona, szczodrze obdarzona słońcem, obmyta błękitnymi wodami mórz Czarnego i Azowskiego, przecięta szerokimi rzekami Noworosja dawała wielkiemu krajowi wszystko. Węgiel i metal. Góry chleba, soczystych warzyw i owoców. Statki, silniki i samoloty. Obrabiarki i elektronikę. Setki rodzajów różnorodnych maszyn.

Ziemia ta została odebrana Turkom Osmańskim i ich tatarskim wasalom przez Rosję. Od pierwszych azowskich pochodów Piotra Wielkiego w latach 1695 i 1696 Imperium Rosyjskie przez ponad wiek wgryzało się w północny bok Osmańskiej Turcji. Zabraliśmy te terytoria wściekłym Osmanom, tworząc nad Czarnym Morzem, u brzegów limanów i wzdłuż nurtów wielkich rzek kraj zasobny i kwitnący. Kraj, przez który płyną Dunaj, Dniestr i Boh, Dniepr, Doniec i Kubań. Kraj zasiedlony upartymi, pracowitymi, przedsiębiorczymi, zamożnymi ludźmi południoworosyjskiego języka. Noworosja, ciągnąca się szerokim pasmem od Bender i Tyraspola nad Dniestrem, wzdłuż mórz Czarnego i Azowskiego aż po Donbas i Kraj Stawropolski, to prawdziwa perła ruskiej cywilizacji. Dla jej zagospodarowania przybyło kilka fal kolonizacji. Żyją tu obok siebie Ruscy (Wielkorusy i Małorusy-Ukraińcy), Bułgarzy, Gagauzi (potomkowie Turków-Oguzów i Turków-Seldżuków), Wołosi-Mołdawianie, potomkowie serbskich osadników, Żydzi.

Zabierz Noworosję z naszej historii a zniknie niemała część dumy narodowej Rosji. Kogo wspominamy, gdy mowa o sławie rosyjskiego oręża, o naszym bohaterstwie narodowym? Admirałów Uszakowa i Nachimowa, Aleksandra Suworowa i Michaiła Kutuzowa, heroiczne obrony Sewastopola w latach 1854-1855 i 1941-1942. Nie mniej bohaterską obronę Odessy i Oczakowa w 1941. Szturm Izmaiła. Bitwy pod Largą, Rymnikiem, Kagułem, na Kinburskiej Kosie. Wspominamy zacięte boje o Saur-Mogiłę, gdy armie Stalina w sierpniu 1943 roku przełamywały niemiecką linię obronną Front Mius, ogłoszoną żelazną barierą blokująca Rosjanom drogę do Donbasu. I mało kto mógł wyobrazić sobie, że 71 lat później będą się tam toczyły walki pomiędzy armią Noworosji a siłami neobanderowskiej, majdanowej, ukrofaszystowskiej junty.
Tak więc cała ta wola, trud i sława to właśnie nasza Noworosja.

***

Złożone są jej dzieje. Już w XIX wieku niegdyś jedną noworosyjską gubernię podzielono na siedem regionów: gubernie besarabską, chersońską, jekaterynosławską, taurydzką i czarnomorską, obwody Wojska Dońskiego i kubański. Najstarszy uniwersytet w Noworosji – odeski – do 1917 roku nosił nazwę Uniwersytet Noworosyjski. Imię Noworosji żyło i żyje w nazwie jednego z głównych portów Federacji Rosyjskiej na Północnym Kaukazie – Noworosyjska. W muzeum krajoznawczym Doniecka wisi mapa miasta z 1912 roku, która nosi nazwę „Plan zakładów Noworosyjskiego Towarzystwa Węgla Kamiennego, Żelaza, Stali i Produkcji Szyn (Zakład Juzowski)”. To jest właśnie oblicze Doniecka roku 1912. Ale już w czasach carskiej Rosji Noworosja stała się raczej nazwą historyczną dla kilku jednostek administracyjno-terytorialnych. Jednak Noworosja nigdy nie była tzw. Ukrainą.

W piekle Wojny Domowej, która ogarnęła kraj w latach 1918-1922 powstała Republika Doniecko-Krzyworoska (DKR), jednoczącą obszerną część Noworosji – oprócz Krymu, Kraju Stawropolskiego, Kubania oraz obwodów odeskiego i mikołajowskiego. W skład DKR weszły terytoria współczesnych obwodów donieckiego, ługańskiego, dniepropietrowskiego i zaporoskiego, a także części obwodów charkowskiego, sumskiego, chersońskiego, mikołajowskiego i rostowskiego. Stolicą republiki stał się najpierw Charków, a później Ługańsk. Jednak w 1919 roku Lenin, grając z ukraińskimi niepodległościowymi komunistami, doprowadził do włączenia ziem DKR w skład przyszłej Ukraińskiej SRR. W ten sposób próbował zasilić chłopską społeczność ukraińską elementem robotniczym, przemysłowo-miejskim. Z tego samego powodu w skład radzieckiej Ukrainy przekazano ziemie obecnych obwodów odeskiego, mikołajowskiego i chersońskiego. (A w 1954 roku Krym.)

W czasach Związku Radzieckiego nawet w strasznym śnie nikt nie mógł sobie wyobrazić, że kraj zostanie podzielony wzdłuż granic republik związkowych i w 1991 roku większa część Noworosji popadnie pod władzę duchowych spadkobierców Mazepy, Petlury, Bandery i Szuchewycza. I w wyniku tego przez 23 lata sztucznie zlepione państwo Ukraina będzie tworzyło mit o tysiącletnim dążeniu narodu ukraińskiego do niezależności od Moskwy. A później przyszła Ruska Wiosna. Najpierw na Krymie, a następnie w Donbasie. Ale po kolei, Szanowny Czytelniku.

W ZSRR Noworosja rosła w siłę, rozwijała się. W całym kraju głośno było o osiągnięciach Donbasu, Dniepropietrowska i Krzywego Rogu, Odessy, Mikołajowa. Oczywiście nie ominęły Noworosji i nieszczęścia tej epoki, ale w połowie lat 80. ten historyczny region odznaczał się wysokim stopniem rozwoju we wszystkich sferach: przemysłu, nauki i oświaty, rolnictwa. Ziemie te występowały w charakterze witryny szczęśliwego i dostatniego życia wielkiego kraju. Mieliśmy przemysł maszynowy, żelazo i węgiel Donbasu, stocznie Mikołajowa, wielkie porty Odessy, Ilicziwska, Jużnego, rozwinięty przemysłowo-rolniczy region Naddniestrza (Tyraspol), uzdrowiska, winnice i zakłady Krymu, wszędzie żyzne ziemie. I sady z gałęziami uginającymi się pod ciężarem stepowych płodów.

Nie było tu narodowościowych podziałów. Wszyscy żyli i pracowali razem, współtworząc wspólne dzieło. Wielobarwna była ta radziecka Noworosja. Ale samo jej imię było zapomniane w słowniku oficjalnej władzy. Uważało się, że to południowa Ukraina. Później drogo nam przyszło za to zapłacić.
Podział Związku Radzieckiego podzielił również Noworosję. Ale właśnie w końcu lat 80., wraz z pierwszymi przejawami histerycznego, antyruskiego ukraiństwa (albo ukrainizmu, jak nazywa to zjawisko pewien mój szacowny współpracownik) pojawia się również pierwszy ruch na rzecz odbudowy Republiki Doniecko-Krzyworoskiej. Jako wyraz oporu przeciwko antyruskiemu sabatowi na Zachodniej Ukrainie i w Kijowie. To wówczas pojawia się po raz pierwszy czarno-niebiesko-czerwona flaga przyszłej Donieckiej Republiki Ludowej.

W czasach tej fali nowej Ruskiej Smuty pojawia się pierwszy bastion sprzeciwu wobec dżumy rusofobii i separatyzmu: Naddniestrzańska Republika Mołdawska, zamieszkana przez Wielkorusów, Ukraińców-Małorusów i Mołdawian.
To tam w starciach lat 1991-1992 ludzie dają odpór mołdawsko-rumuńskiemu nacjonalizmowi, próbując najpierw zachować Naddniestrze w ramach Związku Radzieckiego, a następnie jako samodzielną republikę, która dąży do wejścia w skład Federacji Rosyjskiej. Niestety, Moskwa na razie nie zdecydowała się na ten krok. Do tej pory. Ale jestem przekonany, że zaczął się nowy etap ruskiej historii – zbieranie ziem. Właśnie Naddniestrze stało się pierwszym bastionem Noworosji – symbolem ruskiego sprzeciwu wobec sił Zła, podziału i degradacji. Nawet pamięć o Noworosji próbowano wymazać ze świadomości narodowej. O Noworosji mówiło się co najwyżej w wąskich kręgach ruskich organizacji i prorosyjskich kółkach historycznych.

Donbas mógł stać się „drugim Naddniestrzem” już w 1992 roku. Latem tego roku, według świadectw, do Moskwy zaczęli przybywać pierwsi posłańcy z Donbasu w celu audiencji u Borysa Jelcyna i złożenia mu propozycji: wesprzyjcie odłączenie Donbasu od Ukrainy, pogrążającej się w konwulsjach ukronacjonalizmu i strasznego kryzysu gospodarczego - tak jak wspieracie niezależność Abchazji i Osetii Południowej od rusofobicznej Gruzji. Ale jelcynowski reżim pluł na to. Ówczesna Federacja Rosyjska obojętnie spoglądała na to jak biją, grabią i prześladują Ruskich w „nowych niepodległych”. W 1994 roku została zdławiona również próba prezydenta Krymskiej Republiki Autonomicznej Jurija Mieszkowa oddzielenia Krymu od Ukrainy. W ten sposób nie doszło do pojawienia się kolejnych dwóch ośrodków Wielkiej Noworosji. A przecież ich powstanie, plus przyjęcie w skład Federacji Rosyjskiej Naddniestrza, mogłoby rozbudzić tożsame nastroje w Odessie, Mikołajowie, Chersoniu. Dniepropietrowsku... Jednak historia nie znosi takiego „gdybania”.

Przez wszystkie te lata Noworosja usiłowała męczeńsko przebijać się przez płytę grobowca, w którym próbowano ją pogrzebać. Bystre oko mogło dostrzec, że trwa ona w podziemiu. Południowo-wschodnie obwody Ukrainy głosowały zawsze przeciwko najbardziej banderowskim, rusofobicznym siłom. Widać to na mapach wyborczych Ukrainy z lat 1991-2012. Umiejętnie wykorzystywała to nieudaczna Partia Regionów i reżim Janukowycza. (Przypomnijmy, że to on w 2010 szedł do wyborów z hasłem federalizacji Ukrainy, o którym bardzo szybko „zapomniał”.) Południowy-Wschód wspierał tych, którzy opowiadali się za dobrymi stosunkami z Federacją Rosyjską, za federalizacją Ukrainy, przeciwko przystąpieniu do NATO, za nadaniem rosyjskiemu statusu drugiego języka państwowego.

Ale gdy spojrzymy bardziej na wschód, to zobaczymy, że w „rosyjskiej” części Noworosji (obwód rostowski, Kubań, Kraj Stawropolski) ludzie również głosowali zawsze przeciwko niegodziwym, prozachodnim, rusofobicznym „demokratom” i liberałom. Właśnie tam pojawił się fenomen kubańskiego gubernatora „baćki” Kondratienko, który nie bał się w latach 90. mówić o walce ze światową mafią finansowo-lichwiarską i o przywiązaniu do ruskiego patriotyzmu narodowego. Właśnie o południu Federacji Rosyjskiej z nienawiścią mówili moskiewscy liberałowie jako o „czerwonym pasie”, o bastionie patriotyzmu i kozactwa.

W pierwszej dekadzie XXI wieku w Donbasie zaczęły rodzić się ruchy społeczne występujące o uznanie regionu za część Ruskiego Świata, o powołanie Republiki Donieckiej, Donbaskiej Rusi. Właśnie ich flaga, mająca korzenie w symbolice Internacjonalistycznego Ruchu Donbasu, stała się znakiem Donieckiej Republiki Ludowej. Właśnie ich aktywiści ruszyli na szturm gmachu obwodowej administracji w Doniecku wczesną wiosną 2014 roku. Również z ruskiego ruchu Kraju Donieckiego wyszedł autor tych słów – pierwszy gubernator ludowy Donbasu.

Jeszcze w 2009 roku wydawaliśmy się większości jedynie nieliczną grupką politycznych marginałów. Ale idee, jak podwodne miny, mogą latami czekać na swój czas... By w końcu powieść ludowe masy w kierunku ich realizacji. Tak właśnie stało się w 2014 roku”.

Paweł Gubariew
Tłumaczenie: Jacek C. Kamiński
Myśl Polska, nr 49-50 (6-13.12.2015)

Dzial: