Totalizm bezideowości

Wielgus AFP 3.jpg
Jedną z cech charakterystycznych dla XX stulecia jest kryzys prawdy, odchodzenie intelektualistów, a za nimi wielu ludzi, od absolutnej prawdy, popadanie w skrajny relatywizm teoriopoznawczy, a w konsekwencji także w relatywizm moralny. Prawda stała się nieważna.

Jak powiada w swoim interesującym artykule Andrzej Grzegorczyk w komunizmie prawdą było to, co za prawdę w danym momencie uznawała partia. W kapitalizmie, który przyszedł po upadku komunizmu, prawda jest również nieważna. Jej miejsce zajęło wysługiwanie się mecenasom dającym granty. Wielu intelektualistów prowadzi badania naukowe pod gust mecenasa, który za owe badania płaci, a nie po to, aby odkryć prawdę obiektywną. Nie uważają tego przy tym za naganne moralnie, ponieważ żyją w przekonaniu, że prawdy obiektywnej nie ma. Żyją i działają zauroczeni, a może lepiej powiedzieć zamroczeni, ideologią postmodernizmu, który od kilkudziesięciu lat coraz skuteczniej i coraz szczelniej osacza umysły współczesnych ludzi: uczonych, polityków, dziennikarzy i wielu, wielu innych, a który świadomie zastępuje klasyczny ideał prawdy – polegającej na zgodności umysłu z rzeczywistością – ideałem zaspokajania potrzeb.

Postmoderniści nie widzą potrzeby prawdy w ludzkim życiu. Prawda nie jest ważna. Liczy się tylko to, co jest dla człowieka użyteczne i atrakcyjne. Prawd tak rozumianych jest tyle, ilu jest ludzi. Każdy ma swoją własną prawdę i każdy ma prawo zgodnie z nią postępować. I każdy ma rację. I nikomu nie można powiedzieć, że jego poglądy są złe moralnie bądź fałszywe. Wszystkie poglądy, nawet najbardziej ze sobą sprzeczne, są tyle samo warte, gdyż obiektywnej prawdy nie ma, gdyż ludzkie poglądy to nic innego, jak tylko przyzwyczajenia ułatwiające działanie. Nie jest więc ważne czy dany pogląd jest prawdziwy, lecz czy jest do czegoś użyteczny. Nie ma też obiektywnego moralnego dobra, gdyż dobrem jest tylko to, co dla danego człowieka jest dobre, użyteczne i przyjemne.

Konsekwencją takiej postawy – teoriopoznawczej i etycznej – jest całkowite odrzucenie greckiej metafizyki i chrześcijańskiej teologii, które są nie do pomyślenia bez obiektywnej prawdy, bez obiektywnego moralnego dobra. Postmodernizm zwalcza je jako źródło fundamentalizmu i konserwatyzmu. Odrzucenie przez postmodernistów obiektywnej prawdy i obiektywnego dobra moralnego, doprowadziło do intelektualnego bełkotu, który obecnie zalewa świat, i któremu uległo wielu wpływowych polityków, pisarzy, dziennikarzy, a zwłaszcza filozofów, w tym także polskich, z których wielu, zrzuciwszy z siebie jarzmo marksizmu (pod które notabene chętnie kark podkładali) rzuciło się na poszukiwanie nowych bożków (bo bez bożków żyć nie mogą), znajdując ich w postmodernistach, zwłaszcza w amerykańskim filozofie o nazwisku Rorty.

Za nimi, a zwłaszcza za dziennikarzami i politykami, których bezpośredni wpływ na ludzi jest nieporównanie większy, a którzy użyteczność wyraźnie stawiają wyżej niż prawdę i dobro, postmodernistyczny bełkot powtarzają inni ludzie, w tym także ci, którzy powierzeni są naszej duszpasterskiej opiece. Jakże często z ich ust słyszymy typowo postmodernistyczne hasła, kwestionujące istnienie obiektywnej prawdy, stawiające człowiekowi do realizacji wyłącznie fizjologiczne cele. Ludzie ci często nie znają proweniencji poglądów, które głoszą, ponieważ sami nasiąkli nimi w sposób dla siebie niezauważalny.

Stare totalitaryzmy miały to do siebie, że próbowały odwoływać się do prawdy i do dobra. Próbowały rozumowo uzasadniać swoje hasła i tezy. Współczesny totalitaryzm bezideowości, którego ideologię stanowi postmodernizm, funkcjonuje poza sferą dobra i prawdy. Z założenia nie uzasadnia swoich mitów. Nie mówi: czyń tak, ponieważ to jest dobre, ponieważ to jest prawdziwe. On swoje nakazy formułuje inaczej: Czyń tak, ponieważ inni tak czynią, ponieważ twoja natura, twoja seksualność się od ciebie tego domaga, ponieważ masz to we krwi, ponieważ tylko to da ci przyjemność i satysfakcję. Totalitaryzm bezideowości nie kodyfikuje swoich przykazań, nie poddaje ich intelektualnej refleksji. On chce działać anonimowo, niepostrzeżenie. On wie, że jego tezy stracą wszelką siłę i wszelkie znaczenie, jeśli się je wymieni, nazwie i podda intelektualnemu osądowi.

Abp Stanisław Wielgus
Przemówienie na otwarcie Duszpasterskich Wykładów Akademickich
Lublin, 29.08.1996 r.
Druk za zgodą Autora

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2015)