Marzenia o Polsce

horo.jpg
„Od spojrzenia do marzenia” – tak się zaczyna tekst znanej piosenki, mówiący o miłości dwojga i czekającym na nich starym, ukochanym domu. Tymczasem mamy (wg GUS) 3 miliony Polaków (w tym 1 milion dzieci) wegetujących na granicy nędzy, których praca nie jest nikomu potrzebna, a więc i nie biorą udziału w PKB. Powszechny, ale na ogół błędny jest pogląd, że są to ludzie, którym nie chce się szukać pracy, wykazywać inicjatywę czy troszczyć się o przyszłość.

Jesteśmy jako naród dziedzicami najwyższej, znanej w historii powszechnej, cywilizacji łacińskiej, która kształtowała i promowała najpiękniejsze wartości życia duchowego człowieka i wzbogacała harmonijnie to życie wielkim dorobkiem materialnym. Odpowiedzialność osobista za życie swoje i swojej rodziny, a przez nią i całego narodu, wyrastała z Prawa Naturalnego, wbudowywanego z pokolenia na pokolenie w nasze polskie dzieje.

Ten proces został brutalnie zniszczony na Golgocie Zachodu i Wschodu. Stoimy obecnie nad luką pokoleniową, jak nad przepaścią, najzdolniejsza młodzież cofa się i opuszcza Ojczyznę. Co mają robić ci, którzy odstają od współczesnego świata, a którego początek w Polsce tak genialnie opisała Maria Konopnicka w wierszu „Wolny najmita”? Nic nie wskazuje na to, aby pojawili się następcy jej i innych wielkich Polaków.

Centralne Siły Polityczne zawsze starają się o to, aby w społeczeństwie kształtowała się i rosła w siłę warstwa społeczna trzymająca władzę. Do początku czasów nowożytnych było to ziemiaństwo w połączeniu z duchowieństwem i rycerstwem, funkcjonujące w oparciu o Prawo Naturalne. Los tzw dołów społecznych był wówczas w miarę sensowny i znośny. Dziś, gdy rolę takiej warstwy pełni wszelkiego rodzaju administracja, na pozycję dołów społecznych zostały zepchnięte środowiska polskich małych miasteczek i wsi, zespolone silnym jeszcze węzłem wiary i przywiązania do ziemi ojczystej. To dlatego elity władzy wciąż próbują budować tzw. „otwarty katolicyzm” jako moralną dywersję w Kościele Rzymsko-Katolickim.

Dywersja ta opiera się na fundamencie znieczulicy, promowanej w katolickim narodzie, a sięga aż po szczyty buntu przeciw Bogu. Antropocentryzm uformowany przez CSP dokonał groźnej wolty: antynomię „dobro – zło” zastąpił antynomią „zacofanie – postęp”. Przez ustawiczne pompowanie „postępu” w mediach mainstreamowych, tych z okresu PRL i tych współczesnych dokonano okaleczenia moralnego poważnej części narodu. Walka jest zacięta, bo CSP wiedzą, że aby zglobalizować i zkosmopolityzować ludzkość, trzeba najpierw zniszczyć do korzeni chrześcijaństwo, ten fundament cywilizacji łacińskiej w Europie. Aby to osiągnąć, trzeba najpierw zniszczyć serce Europy – Polskę zawsze wierną. Jak się nie uda tego osiągnąć siłami wewnętrznymi CSP, to przez konfrontację polsko-rosyjską. W odwodzie jest teraz islam, otaczający Polskę od Zachodu. Kto wie, czy wówczas jedynym ratunkiem nie będzie sojusz polsko-rosyjski?

Nie poddawajmy się jednak żadnej ideologii. Trzeba sięgnąć do źródeł Prawa Naturalnego, odbudować rodzinę z matką w domu, rodzącą i wychowującą dzieci z rekompensatą budżetową i z ojcem uposażonym w dochód, wystarczający na utrzymanie rodziny. Trzeba powoli ale konsekwentnie wychodzić z wieżowców do wolnostojących, wielopokoleniowych domów rodzinnych z 1000m2 ogrodu. Trzeba zabezpieczyć takie budownictwo mieszkaniowe przed podatkiem katastralnym „ad valorem” i nie wstydzić się gospodarki bogatej płodami ziemi swoich odwiecznych przodków. Natomiast chorym na postęp i amnezję w zakresie oszczędnego produkowania i gospodarowania, trzeba proponować, aby spróbowali radości i satysfakcji tego, kto potrafi własnymi siłami cokolwiek wytworzyć.

Wreszcie malkontenci w kwestii liczebności rodziny powinni poduczyć się matematyki, aby się dowiedzieć, że optymalna w sensie komunikacji międzyludzkiej i jako podstawa uspołecznienia jest rodzina mniej więcej 6 osobowa, dająca w razie potrzeby dach nad głową i środowisko tym, którym nie powiodło się utworzenie własnej rodziny. Wielka ilość ludzi ustala szczegóły sposobu życia zbiorowego, kierując się sprzeczną z Prawem Naturalnym zasadą większości głosów. Kościół istnieje i działa, ale nie chcąc tracić kontaktu z człowiekiem, zatrzymuje się na granicy między antropocentryzmem a teocentryzmem, czyli furtka dla ideologii do wnętrza Kościoła pozostaje otwarta. Trzeba ją tylko mądrze zamknąć.

Andrzej J. Horodecki
Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2015)