Bezdroża polskiej polityki zagranicznej (2)

zelichowski.JPG
W poprzednim odcinku „Kalejdoskopu” omówiłem wystąpienie ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny, komentując poszczególne kwestie na bieżąco. Zaprezentowałem też dwóch posłów PO – Tyszkiewicza i Rostowskiego. Przyjrzyjmy się, widzą (lub nie widzą) kierunki polskiej polityki zagranicznej posłowie PSL i SLD.

Rejterada ludowców

Dotychczas politycy PSL co najmniej dystansowali się od promajdanowego szaleństwa PO i PiS oraz rusofobii, która stała się wyznacznikiem rzekomej racji stanu. Nawet Janusz Piechociński podkreślił kiedyś publicznie, że „myśmy na Majdan nie jeździli”. Najwyraźniej spośród czołówki Stronnictwa politykę wspierającą banderowski reżim w Kijowie kwestionuje kandydat PSL na prezydenta – Adam Jarubas. Niestety, w czasie debaty sejmowej ewidentna stała się rejterada ludowców z dotychczas zajmowanego stanowiska.

Jak oświadczył Stanisław Żelichowski (na zdjęciu), polityka zagraniczna powinna znaleźć się poza walką polityczną. Niby słusznie, jednak pominął on jeden „drobiazg”: czy taki kanon obowiązuje również w przypadku, gdy polityka zagraniczna nie jest prowadzona w interesie Polski, lecz obcego mocarstwa? Tych wątpliwości koalicjant PO nie miał. Zgodził się ze Schetyną, że stoimy przed koniecznością rozwiązania w tej dziedzinie dwu problemów: Ukrainy i Państwa Islamskiego. A w związku z tym narzekał na zbyt częstą przewagę egoizmów narodowych nad interesem europejskim. Brawo! Świetny przykład internacjonalizmu europejskiego, a właściwie unijnego. Wpisał się również, choć nie w sposób ordynarny, w obowiązkową rusofobię, mówiąc: „… określiliśmy, iż istnienie wolnej i demokratycznej Ukrainy – w listopadzie, kiedy zabierałem głos w czasie wystąpienia pana ministra Schetyny dodawałem: Ukrainy dobrze rządzonej – leży w żywotnym interesie Rzeczypospolitej Polskiej, a Rosja określiła, że w jej interesie jest to, by Ukraina znajdowała się w zakresie wpływów Rosji”. O interesach amerykańskich (pamiętajmy – USA przeznaczyły na „demokrację” w tym kraju 5 mld USD) Żelichowski nie wspomniał.

Szczyt krętactwa zaprezentował ustosunkowując się do tzw. mordu wołyńskiego, a precyzując zgodnie z prawdą historyczną – ludobójstwa dokonanego przez OUN -UPA na Polakach zamieszkujących Kresy Wschodnie. Oto stanowisko PSL w przedstawione przez Żelichowskiego: „Nie jesteśmy za tym, żeby w tej chwili, wiedząc w jak trudnej sytuacji jest dziś Ukraina, próbować to wyciągać, natomiast dylemat jest taki, … że jeżeli na poziomie rządów nie przyjrzymy się tej trudnej, złożonej polityce, bo głos ofiar do nas dzisiaj woła, żebyśmy uznali, że to co się stało nigdy nie powinno się stać. Dziś wybór jest taki: albo społeczności jednego kraju i drugiego kraju uznają, jaka jest prawda, albo zrobią to rządy. Rządy zrobią to tak, że później jeszcze będzie można się dogadać. Jeżeli to ulica o tym zadecyduje, to dogadanie się w tej perspektywie będzie niezmiernie trudne. Warto przyjrzeć się temu. A więc jest potrzebne nie w tej chwili, ale w jakimś niedługim czasie przyjrzenie się temu wszystkiemu, oparcie naszych relacji na prawdzie, a nie tylko na poprawności politycznej”.

Najwyraźniej Żelichowski chciał postawić i PO świeczkę i Kresowianom ogarek. Nie wiadomo, co miał na myśli mówiąc o decydowaniu „przez ulicę”. Czyżby aluzja do spokojnych demonstracji Kresowian domagających się prawdy o ludobójstwie band UPA? Co do „dogadania się rządów” sprawa została już załatwiona. Tuż po wystąpieniu Komorowskiego w parlamencie ukraińskim Werchowna Rada uchwaliła ustawę nobilitującą OUN i UPA, a osobom, które by kwestionowały „zasługi” tych organizacji grozi postawienie przed sądem. Nie trzeba dodawać, że prezydent RP sprawę przemilczał. Dostał policzek i uważa sprawę za załatwioną.

Żelichowski, oprócz bełkotu w kwestii ludobójstwa, tym razem bardzo wyraźnie postulował pod adresem Schetyny, aby „stworzyć różnego rodzaju gwarancje finansowe dla przedsiębiorstw, żeby tworzyli miejsca pracy na Ukrainie, żeby wytwarzali wyroby, które Ukraina będzie mogła sprzedawać na rynku europejskim, bo to całe otwieranie się Europy w ramach wolnego handlu na działania ukraińskie niewiele dadzą, jeżeli nie będą oni wytwarzali wyrobów, które można sprzedawać na rynku europejskim”. Rząd polski nie zapewnia miejsc pracy w kraju, natomiast ma tworzyć je w sąsiedniej Ukrainie.
W swojej nadgorliwości reprezentant ludowców poszedł jeszcze dalej odnosząc się do ewentualnego wejścia naszego kraju do strefy euro: „Państwa, które mają pieniądz światowy czy międzynarodowy, są w lepszej sytuacji niż te, które mają tylko pieniądz krajowy. Jak dziś patrzymy, które państwa wchodzą do strefy euro, to widzimy, że wchodzą te, które są najmniejsze, które nie potrafią wybronić się przed kapitałem spekulacyjnym. My też nie mamy dziś w tym zakresie prostych rozwiązań. Jeżeli coraz więcej krajów będzie wchodziło do strefy euro, a my będziemy zwłóczyli, to będzie większy atak na nasz kraj”. Takiego pospiechu nie zalecają nawet politycy PO wraz z Ewą Kopacz, a Żelichowski popędza.

O wiele przytomniejsze poglądy prezentował inny ludowiec – Krzysztof Borkowski. Zwrócił uwagę, że: „Dzisiaj mamy taką sytuację, że państwa mocarstwowe, które mówią o wolności, można je tutaj wymieniać, ale nie będę wymieniał, produkują najwięcej broni. Te największe państwa handlują tą bronią i przyczyniają się do największych konfliktów. Musimy o tym pamiętać. Nieważne jest dla nich, ile istnień ludzkich zginie, tylko ważne jest, żeby zarobić. One się bogacą”. Nie wymienił wśród tych krajów USA, niemniej każdy wiedział, że również o Stany chodzi. Nie dołączył do partii wojennej – wręcz przeciwnie. Ostrzegał:

„Trzeba też pamiętać o tym, że w konflikcie ukraińsko-rosyjskim posyłanie broni, posyłanie wojska nic nie daje. Każda agresja rodzi jeszcze większą agresję. Tam trzeba wysłać nowe technologie, ekspertów i to musi zrozumieć cała Unia. Tam to jest potrzebne. Czy chcemy na wschodzie Ukrainy mieć ponownie coś takiego, jak rzeź wołyńska? Ta rzeź dzisiaj jest, ale tej rzezi nie potrzeba”. Przestrzegał ponadto przed dwoma opcjami: „…Polska nie może być prorosyjska. Polska nie może też być szpicą Stanów Zjednoczonych. Wystarczy Obama raz, FBI dwa i można by mnożyć takie przypadki. Stany Zjednoczone powinny przeprosić Polskę za te wszystkie słowa”.

Rondo im. Bandery w Warszawie?

Odnosząc się do stosunków polsko-rosyjskich Leszek Miller wskazał na przestrzeń śmieszności, w którą wpadła polityka zagraniczna rządu: „Okazuje się, że państwo polskie boi się 30 motocyklistów. Władze naszego państwa zachowują się tak, jakby chodziło o wjazd rosyjskiej dywizji pancernej, a nie 30 rosyjskich motocyklistów. To jest zawstydzające. To jest żenujące. To jest histeria i polityczna paranoja. Polsce nie zagrażają żadne Nocne Wilki. Polsce zagrażają nieudolny rząd, głupota, bieda, bezrobocie, kolejki do lekarzy, szybko rosnące nierówności, masowa migracja i ogólny bałagan w naszym własnym kraju”. Wyjaśnił ponadto dlaczego Polska, mimo zaangażowania w konflikt na Ukrainie nie została zaproszona do Mińska: „Nasz język, często konfrontacyjny, pomysły, w odpowiedzi, na które wielu w Europie puka się w głowę, budują obraz nieodpowiedzialnego państwa”.

Lider SLD zapowiedział złożenie projektu uchwały Sejmu w sprawie nasilających się tendencji nacjonalistycznych na Ukrainie, ponieważ o tym panuje milczenie. Przypomniał Wysokiej Izbie: „Nie możemy milczeć, dlatego że widzimy kolejne akty, które gloryfikują siły polityczne i ludzi, którzy zapisali się jak najgorzej w naszej polskiej historii. Niedawno uczczono śmierć Romana Szuchewycza, dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii, tego, który wydał rozkaz wymordowania ponad 100 tys. Polaków na Wołyniu. Wcześniej uczczono pamięć Petra Diaczenki, dowódcy ukraińskich oddziałów walczących w powstaniu warszawskim, ale nie po stronie powstańców warszawskich… przyjęto … pakiet ustaw, zgodnie z którym ludobójcy z UPA i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów są bohaterami. W Polsce, gdzie wymordowano 140 tys. ludzi na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, panuje w tej sprawie krępująca cisza. Tę ciszę przerwał dzisiaj pan minister Schetyna, mówiąc, że nie widzi w przyjęciu tych ustaw nic niepokojącego. Otóż my widzimy. Jeśli państwo nie widzicie w tym nic niepokojącego, to idźcie dalej. Może ustanowicie w Warszawie rondo im. Bandery albo pomnik bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii. SLD nie będzie w tej sprawie milczał. Gloryfikowanie UPA, przyjęte ustawy, które przyznają specjalny status ludziom tych formacji i wskazują, że na ich podstawie można ścigać wszystkich, którzy będą twierdzić, że były one organizacjami ludobójczymi i zbrodniczymi – niereagowanie na to wszystko jest policzkiem wymierzonym państwu polskiemu. Jeżeli według pana ministra krytykowanie Ukraińskiej Powstańczej Armii i mówienie o zbrodni wołyńskiej jest niezgodne z polską racją stanu, to jest to deptanie pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej”.

Można by pogratulować tej części wystąpienia, gdyby nie fakt, że gdy całkiem niedawno przedstawiciele Kresowego Ruchu Patriotycznego zwracali się do SLD (podobnie, jak do innych klubów) o poparcie wzniesienia w Warszawie pomnika pomordowanych przez OUN-UPA, zostali spławieni. Zachodzi więc pytanie czy chodziło o „dołożenie” rządzącym (skądinąd zupełnie słusznie), czy nastąpiła zmiana stanowiska Sojuszu w tej kwestii.

Na wstępie przemówienia Miller zaproponował następujące priorytety polityki zagranicznej: wzmocnienie pozycji Polski w UE, udział w zwalczaniu Państwa Islamskiego, rozbudowę profesjonalnej dyplomacji ekonomicznej, odbudowa naszej pozycji w krajach rozwijających się, stosowanie polityki pragmatycznej a nie mesjanistycznej.

Szef SLD wyraził niepokój, że nadal rząd – podobnie jak poprzedni – „nadal nie akceptuje pełnego zakresu Karty Praw Podstawowych i nie wycofuje się z protokołu brytyjskiego. Niepokoi nas, że wizja przekształceń europejskich została odłożona gdzieś na margines, że następuje erozja systemu wspólnotowego na rzecz międzyrządowego …” Mówiąc to Miller z jednej strony dowiódł, iż z pozycji lewicowych przeszedł na pozycje wręcz lewackie a la Palikot, a z drugiej rozpoczął licytację z PO, kto jest bardziej prounijny.

Wątek polsko-ukraiński kontynuował z SLD Tadeusz Iwiński. Wyśmiał on opinię Schetyny o wyzwoleniu obozu w Auschwitz przez oddziały ukraińskie armii sowieckiej i zaproponował ministrowi: „Trzymając się pana analogii, to Front Białoruski wyzwolił 17 stycznia 1945 r. Warszawę, a później Berlin. Niech więc pan pójdzie dalej i powie, że Białorusini wyzwolili Warszawę i Berlin. To jest ta sama logika. I dlaczego o tym mówię? Bo wskutek tego, co się stało, pan przejdzie do annałów dyplomacji, a niestety z tego punktu widzenia trudno sobie wyobrazić, żeby np. pan się dzisiaj czy w najbliższym czasie spotkał z którymś z czołowych polityków rosyjskich, żeby pan miał możliwość prowadzenia takiego dialogu, jaką mają Francuzi, Włosi, Niemcy, a także niektórzy nasi partnerzy z Grupy Wyszehradzkiej. A mamy przecież do załatwienia szereg ważnych spraw gospodarczych. Nasz eksport do Rosji w zeszłym roku spadł o 14%, na Ukrainę – nawet o 27%. Ukraina, nasz sojusznik, nasz przyjaciel, utrzymuje nadal, podobnie jak Rosja, embargo na wieprzowinę”.

CDN
Zbigniew Lipiński
14 maja, 2015 r.
Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2015)