Andrzej Szlęzak w PSL

Szlezak.jpg
Andrzej Szlęzak, były prezydent Stalowej Woli, działacz ruchu narodowego, do 1999 roku członek Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego – wstąpił do Polskiego Stronnictwa Ludowego. N swoim profilu fb oznajmił:

„Od wczoraj jestem w PSL i już oficjalnie kandydatem na posła. Nie wszystkim się to podoba. Kwestia wyborów politycznych, to trudny problem. Nigdy nie ukrywałem, że mam ambicję zostać posłem. Jako prezydent nauczyłem się być skutecznym w działaniu. Chciałbym być dalej tak postrzegany. Z partii, które są w parlamencie ideowo najbliżej mi do PSL-u. Poza tym PSL raczej wejdzie do parlamentu i raczej będzie w koalicji rządzącej. Dla bycia skutecznym parlamentarzystą to ważne kwestie. Stalowej Woli i regionowi grozi marginalizacja. Skuteczne zabieganie o interesy miasta i regionu, to zasadnicze wyzwanie dla parlamentarzystów z tego terenu. To samo dotyczy Niska i Tarnobrzegu, choć mają one trochę inne problemy. Zatem jest co robić”.

Jak poinformowało „Echo Dnia”: „Przy błysku fleszy z dziennikarskich aparatów 13 kwietnia Szlęzak otrzymał legitymację od ludowego posła Jana Burego. Będzie kandydatem Polskiego Stronnictwa Ludowego na posła do Sejmu". Na pytanie, czy po przegranych wyborach na prezydenta miasta złapał teraz wiatr w żagle, odpowiada: - Nie przesadzajmy z tym wiatrem. Na pewno mam nowy cel, bardzo trudny do osiągnięcia. Natomiast muszę powiedzieć jasno, że ja swoich poglądów nie zmieniam. Trzeba mieć świadomość tego, że wejście do parlamentu, gdzie się gra w jednej drużynie, związane jest z koniecznością osiągania kompromisu. Z tym jestem sobie w stanie poradzić w Sejmie. Sądzę, że mam dobre przygotowanie, żeby być parlamentarzystą. Mam dobrą znajomość spraw lokalnych i ogólnokrajowych.

Dlaczego zdecydował się na PSL? – Po pierwsze, z tych partii, które są w parlamencie, PSL jest mi najbliższy ideowo. Kładzie nacisk na polski interes narodowy – tłumaczy Andrzej Szlęzak. – Jeżeli chodzi o politykę zagraniczną, uważam, że PSL ma bardzo trzeźwy osąd tego, co się dzieje na Ukrainie. Jest podobny do mojego. Poza tym w PSL nie ma ideologii. Można się tam zmieścić z różnymi poglądami. Ja jestem endekiem, czego nigdy nie ukrywałem, a w PSL się mieszczę. Im to nie przeszkadza, tam nie ma jakichś rygorystycznych założeń ideologicznych, to jest partia, w której można dyskutować – ocenia”.

Poseł Jan Bury ocenił: „Przez dwanaście lat jego rządów miasto przeszło udaną transformację z monokultury na bazie jednego zakładu przemysłowego, stworzone zostały uzbrojone tereny, na których powstało wiele nowych zakładów. To jedno z najbardziej udanych przedsięwzięć w Polsce. Doszło do mądrej współpracy miasta z przemysłem, obniżone zostały podatki, powstała baza edukacyjna dla wyższych uczelni. To nie stało się samo. Nikt tak nie potrafił z rozmachem rozwijać miasta. Musi kontynuować swoją misję na rzecz państwa, obywateli, miasta. Wiążemy duże nadzieje z Andrzejem Szlęzakiem, wierzymy, że odbuduje struktury PSL tak jak odbudował Stalową Wolę. Witamy na pokładzie”.

„Potencjał Stalowej Woli jest taki, że jeżeli mieszkańcy zrozumieliby jak ważna jest silna reprezentacja parlamentarna dla takiego miasta jakim jest Stalowa Wola, które ma tyle spraw i interesów do wygrania na forum parlamentu i rządu, że ten potencjał Stalowej Woli jest taki, że można sobie bez jakiegoś wielkiego fantazjowania wyobrazić, że i pani Butryn i ja możemy mieć tu mandat. Tylko to zależy od wyborców, czy zrozumieją że im mocniejsza swoja reprezentacja w Sejmie, tym lepsza perspektywa dla Stalowej Woli” – powiedział Andrzej Szlęzak.

Dziennikarz „Gazety Wyborczej” pytał o pisowski epizod w życiu Szlęzaka: „To było 10 lat temu. W polskim prawie cięższe przestępstwa się przedawniają. Na tym etapie różnice między mną a PiS-em są zbyt głębokie, jeżeli chodzi o kwestie polityczne i osobiste”. A na pytanie „Po co panu PSL?” – odpowiedział: „Jest potrzebne, by realizować moje pomysły polityczne. To jest kwestia zadbania o interesy Stalowej Woli, Tarnobrzega, Niska. To pomoc firmom, które tutaj działają, żeby mogły się lepiej rozwijać i zwiększyć zatrudnienie. To pomoc samorządom na tym terenie, żeby mogły pozyskać środki centralne w sposób większy i skuteczniejszy niż dotychczas. Bez wsparcia parlamentarnego, mówiąc nieelegancko, tych spraw się nie przepchnie. Nie mam zamiaru zajmować się wszystkim. Chcę się zajmować tym, na czym się znam”.

W związku z opiniami (niejednoznacznymi) jakie pojawiły się w internecie na temat jego politycznego wyboru, na swoim profilu fb wyjaśnił: „Moje wstąpienie do PSL i zamiar kandydowania do Sejmu wywołało burzę. Posypały się komentarze negatywne i pozytywne. Najbardziej krytyczni byli ogólnie mówiąc zwolennicy poglądów Janusza Korwin-Mikkego. Czyżby aż tak bardzo uważali mnie za „swojego”? Mogę znieść wszystkie krytyczne opinie, ale jedna budzi mój odruchowy sprzeciw. Nie byłem, nie jestem i nie będę w polityce, jak to się elegancko formułuje, dla koryta. Prze dwanaście lat prezydentury niczego specjalnego się nie dorobiłem. Spłacałem kredyty bardziej cudze niż swoje. Nie żyłem na tzw. wysokiej stopie. Nie brałem łapówek. Nie ma żadnych podstaw, żeby zarzucać mi interesowność. W polityce działam od ponad trzydziestu lat i mam na tej podstawie swoją obszerną wiedzę o sprawach i ludziach. Mogę powiedzieć, że od tych trzydziestu lat poglądów nie zmieniłem i nie zrobię tego po wstąpieniu do PSL-u. Dla mnie jest to partia ,w której jako jedynej wśród ugrupowań sejmowych moje endeckie poglądy są uznawane. Chcę spróbować zrealizować swoje pomysły na szczeblu parlamentarnym. W mojej ocenie mam na to realne szanse tylko w PSL. Każdy ma prawo różnie to oceniać, ale jeszcze raz wypraszam sobie posądzenia, że robię to, by dorwać się do koryta”.

Na podst. „Echo Dnia”, „Gazeta Wyborcza”, profil fb Andrzeja Szlęzaka
Fot. psl.rzeszow

Dzial: