Suwerenność w epoce „wolności”

milos-zeman-prezident-cr.jpg
Prawie codziennie media i politycy w Polsce przekonują nas, że żyjemy w szczęśliwej epoce wolności i niepodległości. Dla uwiarygodnienia tej tezy serwuje się non stop czarno-białą wizję historii, w której PRL pełni rolę Czarnego Luda.

W tym propagandowym zacietrzewieniu jest widoczna gołym okiem fałszywa nuta. Oczernianie przeszłości, już przecież tak dalekiej, ma być alibi dla współczesnych elit, ma odpędzać od nich tę uniwersalną refleksję, że suwerenność Polski to zadanie na każdą epokę. Czy Warszawa jest w stanie wywalczyć sobie większy zakres suwerenności w ramach obecnie obowiązujących sojuszy? Czy też, jak ocenił nie tak dawno węgierski konserwatywny dziennik „Magyar Hirlap”, polska polityka, bez szemrania wypełniająca życzenia Waszyngtonu, stała się autodestrukcyjna. Ta opinia o Polsce jako o kraju bez własnego zdania, wysługującego się Ameryce jest obecnie powszechna w całej Europie, a nie tylko w Rosji, gdzie pogląd taki obowiązuje od dawna.

Troska o zachowanie elementarnej suwerenności i godności narodowej nie jest łatwa i wymaga charakteru. Ameryka to trudny partner, nie lubi samodzielności i braku posłuszeństwa. Owszem, chętnie poklepuje uległych, nie szczędzi im pochwał i uśmiechów, ale tylko wtedy, kiedy ma do czynienia z pokornymi. Jeśli nie – staje się brutalna i niemiła. Przypadek Węgier i Czech jest wielce wymowny. Kiedy tylko polityka Viktora Orbana przestała się Ameryce podobać, sekretarz stanu USA Hillary Clinton wystosowała list do premiera Węgier, w którym zarzuciła mu zamach na demokrację, a pełniący obowiązki ambasadora USA w Budapeszcie Andre Goodfriend szedł na czele anty-orbanowskich demonstracji w węgierskiej stolicy.

Teraz z kolei ambasador USA w Pradze Andrewa Schapiro publicznie zakwestionował sens wyjazdu prezydenta Czech Milosza Zemana do Moskwy na organizowane w dniu 9 maja obchody 70. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej. Zeman zareagował ostro: „Nie pozwolę żadnemu ambasadorowi mieszać się do moich planów podróży zagranicznych. Obawiam się, że to raczej ambasador Schapiro ma po tej deklaracji zamknięte drzwi na Zamek” – oznajmił.
Czy ktoś może sobie wyobrazić taką sytuację w Polsce?

Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2015)