Geopolityka energii atomowej

paks.jpg
Po katastrofie Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej europejska opinia publiczna stała się szczególnie wrażliwa na zagrożenia związane z elektrowniami jądrowymi w krajach Europy Wschodniej. Kontrastuje to z opinią publiczną tych krajów, których ludność dość obojętnie odnosi się do ryzyka związanego z wykorzystaniem energii atomowej.

Na 449 elektrowni jądrowych na świecie, 41 położonych jest w Europie Środkowej i Wschodniej. Na pierwszym miejscu tej listy jest Ukraina z 15 czynnymi reaktorami i dwoma powstającymi. W największym stopniu na energię jądrową postawiła Słowacja, w której aż 55% energii elektrycznej pochodzi z tego źródła. Tuż za nią są Węgry (50%), Ukraina (49%) i Słowenia (37%). Elektrownia Jądrowa Paks jest nie tylko jedynym, nieopartym na węglowodorach wytwórcą energii na Węgrzech, ale też największym tamtejszym dostawcą prądu.

Ponad jedna trzecia energii elektrycznej w Słowenii wytwarzana jest przez elektrownie jądrowe, jedna trzecia – przez siłownie napędzane węglem brunatnym, a jedna trzecia – przez elektrownie wodne. Najtańszym źródłem energii są tam właśnie te ostatnie. Jednak, jak zauważa Iztok Tiselj, zajmujący się inżynierią atomową na Uniwersytecie w Lublanie, około połowa potencjału hydroenergetycznego kraju jest już wykorzystana i pojawia się pytanie, czy ktoś zechce wykorzystywać wszystkie rzeki w tych celach.

Jeśli założyć, że Słowenia stawia na samowystarczalność elektroenergetyczną i poważnie traktuje postulat dekarbonizacji, energetyka jądrowa wydaje się jedyną alternatywą. Niektórzy wprawdzie wspominają o odnawialnych źródłach energii takich, jak wiatr i słońce, jednak potencjał kraju z punktu widzenia produkcji energii wiatrowej nie jest zbyt wielki, choć z energią słoneczną sprawa wygląda nieco lepiej. Brakuje jednak odpowiednich technologii magazynowania prądu, co sprawia, że te dwa źródła mogą pokrywać tylko niewielką część zapotrzebowania. Tiselj uważa, że postępy w sferze sposobów magazynowania energii nie napawają szczególnym optymizmem.

Czechy prowadzą obecnie dość aktywną politykę jądrową. Czeski premier Andrej Babisz oświadczył, że jego kraj zamierza zainstalować nowe reaktory w Elektrowni Jądrowej Temelin i Elektrowni Jądrowej Dukovany, położonych w południowych Czechach i na południowych Morawach, nawet jeśli byłoby to sprzeczne z przepisami unijnymi. „Przespaliśmy sprawy związane z energią jądrową – stwierdził na posiedzeniu komisji ds. europejskich niższej izby czeskiego parlamentu – Mogliśmy już rozbudować ‘Temelin’. Powinniśmy do tego dążyć nawet wbrew przepisom europejskim. Gwarancja dostaw energii powinna być priorytetem”. Czechy, podobnie jak szereg innych krajów, nie po raz pierwszy zapowiadają konieczność uruchomienia nowych reaktorów.

Projekt rozbudowy Elektrowni Jądrowej Temelin o dwa nowe reaktory otrzymał pozytywne analizy środowiskowe już ponad dziesięć lat temu. Przetarg ogłoszony przez koncern energetyczny „CzEZ” przeciągnął się do 2014 roku, jednak odwołano go, gdy rząd wycofał się z gwarancji finansowych. Powodem tego był ewidentny brak jasności, co do możliwości przeprowadzenia nierentownych i ryzykownych inwestycji, biorąc pod uwagę groźbę ich zablokowania przez mniejszościowych udziałowców firmy. W związku z tym czeskie ministerstwo przemysłu poszukiwało innych sposobów realizacji rządowych projektów jądrowych. Jednym z pomysłów, wspartym przez Babiša, jest zmuszenie kierownictwa „CzEZ” do bezpośredniej inwestycji w reaktory, biorąc pod uwagę, że firma dysponuje wystarczającymi własnymi zasobami finansowymi.

Jakiś czas temu czeska minister przemysłu Marta Nováková oznajmiła w mediach, że Komisja Europejska zaproponowała rządowi Czech zastosowanie modelu węgierskiego. „Energetyka, przede wszystkim jądrowa, to sprawa decyzji politycznej. Aby rozbudować ‘Dukovany’ i ‘Temelin’ niezbędna jest polityczna determinacja i określenie źródeł finansowania. Nie ma na świecie ani jednej elektrowni jądrowej, która powstała bez wsparcia państwowego. Oznacza to, że musimy przygotować się do wsparcia inwestycji, jeśli przyjęliśmy koncepcję polityki energetycznej zakładającej budowę kilku obiektów jądrowych” – mówiła.

Elektrownia Jądrowa Paks na Węgrzech jest pozytywnym przykładem inwestycji dokonywanej w warunkach pełnej przejrzystości. Nadal eksploatowany jest tam reaktor z 1982 roku, a w 2019 roku rozpoczęto instalację dwóch nowych. Oczywiście nie wszyscy na Węgrzech są z tego zadowoleni. „Rynek energii elektrycznej w Unii Europejskiej znajduje się dziś w okresie przejściowym i ciężko powiedzieć, jak będzie ostatecznie wyglądał w przyszłości – mówi były poseł węgierskiego parlamentu Benedek Jávor – Widać jednak wyraźnie, że będzie on bardziej elastyczny i opierać będzie się na niewielkich lokalnych instalacjach.

Epoka wielkich koncernów elektroenergetycznych to już przeszłość i powstawanie siłowni o wielkiej mocy nie będzie już tak istotne. Koszty wykorzystania odnawialnych źródeł energii gwałtownie spadają. Warto też wspomnieć o elektrowniach z turbinami gazowymi, których budowa jest znacznie tańsza od jądrowych. Właśnie dlatego, gdy wzrosną ceny, będzie dużo bardziej opłacać się inwestowanie w odnawialne źródła energii lub w gaz ziemny”. Jávor nie widzi zatem w takim systemie przyszłości miejsca dla elektrowni jądrowych. Inny punkt widzenia prezentuje jednak prezydent Węgier János Áder.

Zapowiedział on, że w 2030 roku jego kraj całkowicie zrezygnuje z elektrowni węglowych, redukując emisję dwutlenku węgla w walce ze zmianami klimatu. „Węgry zwiększą dziesięciokrotnie wykorzystanie energii słonecznej do 2030 roku. Zrezygnujemy z produkcji energii węglowej i jednocześnie rozwijać będziemy energetykę jądrową – mówił na szczycie ds. klimatycznych ONZ w Nowym Jorku – Dzięki połączonym efektom tych działań 90% energii na Węgrzech będzie wytwarzane bez emisji dwutlenku węgla nie od 2050, ale już od 2030 roku”.

Nie pozostaje w tyle również Białoruś, która po siedmiu latach budowy włączyła do swego systemu energetycznego 3 listopada tego roku Białoruską Elektrownię Jądrową (BEJ). BEJ to największy obecnie białorusko-rosyjski projekt gospodarczy. Elektrownia znajduje się w Ostrowcu i ma składać się z dwóch reaktorów WWER-1200 o łącznej mocy 2400 MWt. Jej uruchomienie ma doprowadzić do zmniejszenia poziomu zależności od węglowodorów, których większość Białorusini importują z Rosji. Decyzję o inwestycji podjęto jeszcze w 2011 roku, a budowę w 2013. Projekt był także korzystny dla Rosji; jego realizacja została sfinansowana w ramach udzielonego przez nią kredytu. Był największą z realizowanych przez Rosjan inwestycji w ramach nowej generacji elektrowni jądrowych III+, a za jego budowę odpowiadała rosyjska firma „Atomstrojeksport”.

Zaniepokojenie w związku z jego realizacją wyraziła Litwa, podkreślając, że BEJ znajduje się zaledwie 50 km od Wilna. Uznaje ona, że przy budowie elektrowni dopuszczono się naruszenia międzynarodowych standardów energetyki jądrowej, a proces wyboru lokalizacji elektrowni nie był przejrzysty. W czerwcu 2017 roku litewski parlament podjął uchwałę, w której uznano powstanie elektrowni pod Ostrowcem za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, środowiska naturalnego i zdrowia ludności. Tymczasem eksperci Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej po przeprowadzeniu inspekcji na miejscu nie zgłosili żadnych zastrzeżeń wobec BEJ. Nie zmieniło to jednak postawy litewskich władz. Prezydent Gitanas Nausada oświadczył, że zrobi wszystko, by elektrownia atomowa na Białorusi okazała się przedsięwzięciem nieopłacalnym.

Tymczasem, w Rumunii ogłoszono, że podjęto decyzję o realizacji wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi wartej 8 mld dolarów inwestycji budowy dwóch nowych reaktorów w jedynej w tym kraju elektrowni jądrowej. Rumunia i Stany Zjednoczone podpisały porozumienie, na mocy którego Amerykanie wezmą udział w budowie dwóch reaktorów, które dołączą do dwóch już istniejących w Elektrowni Jądrowej Cernavoda. Jak podkreślił amerykański ambasador w Bukareszcie Adrian Zuckerman uzgodniony pakiet inwestycyjny będzie „największy, jaki kiedykolwiek uzyskała Rumunia”, a relacje obu krajów „nigdy nie były bliższe”.

Warto zauważyć, że w czerwcu Rumunia wypowiedziała porozumienie wstępne podpisane w 2015 roku z Chińską Generalną Korporacją Energetyki Jądrowej (GCNPC), która miała zająć się właśnie rozbudową Elektrowni Jądrowej Cernavodă o dwa dodatkowe bloki. Rumuni tłumaczyli, że wolą realizować taki strategiczny projekt z partnerami i kapitałem „demokratycznego” sojusznika. A w kwietniu 2016 roku Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych oskarżył GCNPC o uprawianie atomowego szpiegostwa. Bukareszt zamierza też pozbyć się innej chińskiej korporacji podejrzewanej przez Amerykanów o podobną działalność.

Na Ukrainie działają dziś cztery elektrownie jądrowe z 15 blokami. Kondycja sektora atomowego wciąż się pogarsza. 14 maja w trybie awaryjnym wyłączono blok w elektrowni w obwodzie mikołajewskim. Doprowadziło to do spadku łącznej mocy eksploatacyjnej pozostałych bloków. Wcześniej, 21 kwietnia odłączono blok nr 2 Zaporożskiej Elektrowni Jądrowej. 29 kwietnia z uwagi na awarię automatyki odłączono blok nr 3 Równieńskiej Elektrowni Jądrowej. Takie awarie techniczne są dziś na Ukrainie na porządku dziennym, zapewne za przyczyną braku odpowiednich wkładów finansowych i deficytów kadrowych wśród profesjonalistów.

Daria Zamarajewa

Źródło: geopolitica.ru
Źródła:
- http://www.trade.gov/country-commercial-guides/slo...
- http://www.atominfo.ru/newsy/z0179.htm
- https://www.atomic-energy.ru/experts/novakova-marta
- https://budapestbeacon.com/hungary-mep-benedek-jav...
- https://emerging-europe.com/news/hungary-to-phase-...
- https://lt.sputniknews.ru/economy/20201107/1363414...
- https://balkaninsight.com/2020/10/09/us-to-finance...

Tłum. MP
Fot. Wikipedia Commons
Myśl Polska, nr 47-48 (22-29.11.2020)

Dzial: