Bezczelny Piotr Tyma

tyma_0.jpg
Nie od dzisiaj wiadomo, że władze polskie tolerują działalność ewidentnie probanderowskiego Związku Ukraińców w Polsce, mimo że kpi on w żywe oczy z państwa polskiego i naszej historii. Pisaliśmy po stokroć o tym, że „Nasze Słowo” ostentacyjnie gloryfikujące UPA jest od lat sowicie dotowane przez MSWiA (np. w 2017 roku 420.000 złotych!).

Każda próba odebrania tej dotacji dla pisma, które jawnie gloryfikuje zbrodniczą UPA, jest zbywana sloganami o konieczność dotowania „kultury” mniejszości narodowych. Zaiste jest to niewątpliwie „kultura”. Nic więc dziwnego, że liderzy tego Związku, w tym zwłaszcza jego prezes, pan Piotr Tyma – pozwalają sobie na rzeczy, których nie odważyliby się robić w kraju kierującym się zasadą interesu narodowego i przestrzegającego prawa przez siebie stanowionego. Oto próbka w wykonaniu Tymy w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” (18-20.09.2020):

„Część środowisk kresowych wprost formułuje tezę, że należy dogadywać się z Rosją, bo Ukraina jest większym zagrożeniem dla Polski – bo jest nacjonalistyczna, banderowska i nie wiem jaka tam jeszcze. Jak słucham dzisiejszych liderów kresowych, to za każdym razem mam wrażenie, że są przez kogoś inspirowani”.

„Nie badano wątku, czy Sowieci w tych środowiskach werbowali zakonspirowaną agenturę, czy nie popełnili zbrodni wojennych. W konferencji zorganizowanej przy okazji wspomnianej wystawy w Kijowie brał udział ks. Isakowicz-Zaleski”.

„Część działaczy kresowych ma w swojej biografii mało chwalebne i często ukrywane fakty – służbę w KBW albo w UB. Jest taki pan z Jarosławia, Łukasz Kuźmicz, któremu IPN przedstawił 197 zarzutów w związku z popełnieniem komunistycznych zbrodni. To autor książek o walce z nacjonalistami ukraińskimi, wspiera kresowe inicjatywy, walczy z „nacjonalizmem ukraińskim”. Uważam, że warto poznać prawdziwe biografie, a nie tylko te wykreowane”.

„Spójrzmy na nasze polskie podwórko. Pod koniec lat 90. PSL zorganizował konferencję, na którą zaprosił m.in. komunistów z Wołynia, opowiadających, że nacjonaliści są źli, że to ludobójcy. Z polskich uczestników zapamiętałem Bohdana Porębę, członka sławnego PRON, założyciela stowarzyszenia „Grun-wald”. W 2013 r., gdy w Polsce debatowano nad uchwałą w 70. rocznicę rzezi wołyńskiej, do Warszawy przyjechał Wadim Kolesniczenko z Partii Regionów, który próbował przekonać posłów na Sejm RP do radykalnej uchwały przeciwko nacjonalizmowi ukraińskiemu Kolesniczenko był znanym rzecznikiem moskiewskich interesów na Ukrainie, po Majdanie uciekł do Rosji”.

Tak oto, eksponent ewidentnie probanderowskiego Związku Ukraińców w Polsce zajął sie lustracją polskich środowisk kresowych. W tle są rzecz jasna „agenci Moskwy”, choć on oczywiście „niczego nie przesądza”, ale daje do zrozumienia. Na liście jest sam ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który zajął się zbrodniami UPA nie wiedzieć dlaczego. Sam w ordynarny sposób usprawiedliwia Banderę i jego kult udając, że ma do tego patologicznego typa (tak sądzili nawet jego koledzy z OUN) stosunek neutralny. Ba, deprecjonuje chyba najbardziej obiektywną naukową biografię Bandery autorstwa Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, niemieckiego autora, którego trudno podejrzewać o stronniczość.

To co rzuca się w oczy czytając wynurzenia Tymy, to zbieżność jego „argumentacji” z tym, co często słyszymy i czytamy w naszych wewnętrznych dyskusjach. Ten gazetopolski styl („agenci Moskwy”, „ubecy”, „komuniści” itp. jakoś dziwnie blisko jest jego argumentacji – antykomunizm ma być ostatecznym punktem odniesienia, ważniejszym niż polski interes narodowy, ma być też usprawiedliwieniem nawet najbardziej bestialskich zbrodni. Owo przyzwolenie na tego typu narrację sprawia, że Tyma może spokojnie formułować swoje bezczelne insynuacje i być pewnym, że nie mu się nie stanie. Od samego początku lustracyjno-antykomunistycznego szaleństwa miałem nieodparte wrażenie, że to temat podrzucony nam z zewnątrz, także przez środowiska banderowskie. Dla normalnego Polaka żołnierz KBW i WP walczący po wojnie z UPA jest patriotą, dla „patriotów antykomunistycznych” jest zdrajcą. Na tym polega sukces banderyzmu na polskim podwórku.

I jeszcze o Wadimie Kolesniczenko. Tyma jak zawsze posługuje się półprawdami lub kłamstwami. Kolesniczneko przyjechał do Polski w 2013 roku z petycją 148 deputowanych Partii Regionów, którzy apelowali do polskiego Sejmu o przyjęcie uchwały potępiającej banderyzm i jego zbrodnie. Był oficjalnym przedstawicielem państwa ukraińskiego, partii wówczas rządzącej! Z entuzjazmem przyjmowali go posłowie nie tylko PSL, ale także PiS i PO. On już wówczas przeczuwał, co może stać się na Ukrainie. A z Kijowa musiał uciekać, bo po prostu ratował życie (w tym czasie zginęło w niejasnych okolicznościach 7 deputowanych Partii Regionów). Uciekł na Krym. Pan Tyma się w tym przypadku „przejechał”, bo powiedział, że „uciekł do Rosji”. Niech tak będzie…

Jan Engelgard
21.09.2020

Dzial: