Sens Międzymorza

orban erdogan.jpg
Idea Międzymorza trwale wpisana jest w polski kod geopolityczny jako zwrócona równocześnie przeciw Niemcom i Rosji, przez co kolejne próby jej implementacji sprowadzały na nasz kraj kolejne dziejowe klęski – nierzadko o rozmiarach prawdziwych narodowych katastrof, jak w okresie II wojny światowej.

Obecnie idea ta żywa jest w jankeskim projekcie Trójmorza, powołanego w 2015 r. na polecenie USA przez Polskę i Chorwację. Zmiana w lutym 2020 r. na fotelu prezydenckim w Zagrzebiu zmniejszyła jednak dynamikę udziału Chorwacji w projekcie.

Warto w tym miejscu dokonać pobieżnej rekapitulacji dziejów idei Międzymorza, na początek zaznaczając, że odwołuje się ona do historii prowadzonej w latach 1366-1497 ekspansji polskiego ośrodka siły na pasażu bałtycko-czarnomoskim, oraz do prowadzonej w latach 1385-1667 ekspansji polskiego ośrodka siły na Nizinie Wschodnioeuropejskiej. Próby rozciągnięcia polskiego pola geopolitycznego na każdy z tych dwóch regionów zakończyły się porażką: granice na wybrzeżach równocześnie Morza Czarnego i Morza Bałtyckiego polski ośrodek siły utrzymał jedynie w latach 1466-1475; trzecia wojna północna lat 1700-1721 doprowadziła do wykształcenia się na Niżu Europejskim współczesnego układu geopolitycznego z Niemcami i Rosją (N+R), a wojna siedmioletnia 1756-1763 pozbawiła polski ośrodek siły samodzielności geopolitycznej.

Idea Międzymorza w II RP

Ideą Międzymorza podniesiona została jako program geopolityczny w drugiej dekadzie XX w. przez Józefa Piłsudskiego (1867-1935), a szczególnie intensywne próby jej realizacji przypadają na lata 1918-1926. Zakładała ona w tym wariancie zdominowany przez Polskę sojusz z Ukrainą, Litwą i Białorusią (idea federacyjna) oraz rozprucie Rosji po szwach narodowościowych (idea prometejska). Zakładano też zgrupowanie się wokół Polski państw powstałych po I wojnie światowej na pasażach bałtycko-czarnomorskim i bałtycko-adriatyckim (idea jagiellońska).

Do realizacji tego projektu nie doszło z powodu: 1) zbyt małego potencjału własnego polskiego ośrodka siły i paraliżu jego działań na tym kierunku przez wewnętrzną opozycję (np. postawa endecji podczas ryskich rokowań pokojowych w 1921 r.); 2) zbyt małego potencjału ośrodków siły na pasażu bałtycko-czarnomorskim (słabość Ukraińskiej Republiki Ludowej, a także państw bałtyjskich); 3) konfliktów pomiędzy uczestnikami proponowanego bloku (np. węgiersko-rumuński spór o Siedmiogród, serbsko-chorwacki spór w Jugosławii); 4) zróżnicowanego stosunku państw regionu wobec ośrodków siły niemieckiego i rosyjskiego (Polska była jedynym państwem regionu graniczącym równocześnie z Niemcami i ZSRR); 5) kwestionowania polskiego przywództwa w regionie (aspiracje przywódcze miała też Czechosłowacja, niechętna Polsce była m.in. Litwa).

Idea Międzymorza zredukowana została szybko do koncepcji „polityki równych odległości” w stosunku do ośrodków siły niemieckiego i rosyjskiego. W latach 1938-1939 koncepcję Międzymorza ożywić próbował Józef Beck (1894-1944) nadając jej miano idei Trzeciej Europy. Rozbiór Czechosłowacji we wrześniu 1938 r. wyeliminował głównego konkurenta Polski o przywództwo w Międzymorzu. Koncepcja zakładała w związku z tym oparcie bloku międzymorskiego na „twardym jądrze” Polski, Węgier i Rumunii, przy czym Polska miała wystąpić jako mediator sporu o Siedmiogród pomiędzy dwoma ostatnimi państwami. Powstały blok mógłby być w kolejnych latach rozszerzany o państwa takie jak Litwa, Łotwa, Estonia i Finlandia, i miałby pełnić rolę „trzeciej siły” w Europie – obok państw faszystowskich (Niemcy, Włochy) oraz komunistycznych (wchodzących w skład ZSRR). Projekt poniósł klęskę ze względu na podobne czynniki, jakie sparaliżowały Józefa Piłsudskiego.

Pozostające w duchu Międzymorza koncepcje międzynarodowe rozwijane były także przez autorów spoza ówczesnego obozu władzy: w 1931 r. Stefan Gużkowski opublikował nakładem Księgarni Uniwersyteckiej w Poznaniu 37-stronnicowy esej „Imperium Jagiellonicum: rzecz o unji wschodnio-europejskiej”; w 1936 r. Karol Ludwik Koniński (1891-1943) ogłosił koncepcję „Cesarstwa Polskiego”, ekspansjonistyczno-aneksjonistyczne idee rozciągnięcia polskiego pola geopolitycznego aż po Kaukaz rodziły się w środowisku Ruchu Narodowo-Radykalnego, a następnie, pod okupacją niemiecką, w będącej jego konspiracyjną formułą Konfederacji Narodu (idea „Imperium Słowiańskiego”).

Na emigracji i teraz

Idea międzymorska odbiła się echem również wśród polskiej emigracji na Zachodzie. Prekursorem był jeszcze książę Adam Jerzy Czartoryski (1770-1861), proponujący odbudowę Rzeczypospolitej polsko-litewskiej i skonfederowanie jej lub związanie sojuszem z innymi ludami wschodnioeuropejskimi, jak Czesi, Słowacy, Serbowie, Węgrzy i inni. Do idei Unii Środkowoeuropejskiej i mającej stanowić jej rdzeń federacji polsko-czechosłowackiej wrócił premier polskiego rządu na uchodźstwie Władysław Sikorski (1881-1943). Projekty te, jak zawsze w podobnych przypadkach, rozbiły się o niewielki potencjał i przez to niską atrakcyjność polskiego ośrodka siły, oraz wzajemne konflikty proponowanych uczestników.

Po zakończeniu II wojny światowej, idea Międzymorza podjęta została przez redakcję ukazującego się w Paryżu w latach 1947-2000 miesięcznika „Kultura”. Jej najważniejszymi propagatorami stali się Jerzy Giedroyć (1906-2000) i Juliusz Mieroszewski (1906-1976), od nazwiska pierwszego z których zyskała miano „doktryny Giedroycia” (lub doktryny ULB – od pierwszych liter nazw Ukrainy, Litwy i Białorusi, których niepodległe państwowości miała popierać Polska).

Po transformacji ustroju państwa w demoliberalny od roku 1989, idea Międzymorza podejmowana była z różnym natężeniem przez całą polską klasę polityczną, jedynie jednak deklaratywnie. W 1993 r. polskie elity de facto odrzuciły tzw. plan Krawczuka zmierzający do zblokowania państw Europy Środkowo-Wschodniej. Równocześnie Polska doprowadziła do degradacji swoich stosunków z Białorusią i obnażyła swój przedmiotowy stosunek do tego państwa w niesławnych, podważających niepodległość Białorusi i prawo tego państwa do swobodnego kształtowania swoich sojuszy, słowach premier Hanny Suchockiej wypowiedzianych podczas wizyty w Mińsku w listopadzie 1992 r. Polska wybrała orientację atlantycką, a ideą Międzymorza posługiwała się jedynie instrumentalnie – by skonfliktować pozostałe państwa regionu z Rosją i przeciągnąć je do strefy wpływów USA. Dowodem na to jest też szybkie faktyczne obumarcie Inicjatywy Środkowoeuropejskiej (1989), do której Polska zgłosiła akces w 1991 roku, oraz wtórny (szczególnie po 2004 r.) charakter Grupy Wyszehradzkiej (1991).

Polska wybrała orientację euroatlantycką, przystępując do NATO (1999) i UE (2004), a tym samym degradując się do pozycji protektoratu strategicznego USA i elementu niemieckich łańcuchów dostaw gospodarczych. Działania Warszawy w Europie Wschodniej stały się więc polityką Waszyngtonu i Brukseli, a nie polityką polską, Polska przekształciła się zaś w państwo klienckie USA. Od objęcia władzy przez PiS w 2015 r. datują się ponadto intensywne dążenia Polski do zmniejszenia wpływów gospodarczych Niemiec i przekształcenia się w również gospodarczy protektorat USA, co wyraża się między innymi w importowaniu gazu skroplonego z tego państwa. W polityce wschodniej zarzucono niefunkcjonalną podstawę brukselską (nieudany program Partnerstwa Wschodniego z 2009 r.) na rzecz również niefunkcjonalnej podstawy jankeskiej (niewłączenie Polski do formatu normandzkiego, do protokołu Mińsk I z 2014 r. i Mińsk II z 2015 r.).

W swoim klasycznym kształcie koncepcja Międzymorza jest więc dziś martwa i polemika z nią nie ma sensu. Nie została przyjęta przez żadne, poza Polską, państwo regionu, gdyż potencjał polskiego ośrodka siły był na tyle nikły, w porównaniu do potencjału ośrodków siły spoza Europy Wschodniej, że żadne z państw tego regionu nie zdecydowało się szukać oparcia w Warszawie, lecz w różnych okresach orientowały się one na Paryż, Berlin, Moskwę, Londyn i Waszyngton (a przelotnie także na Rzym, w przyszłości być może również na Stambuł). Jak wskazaliśmy wyżej, idea Międzymorza, jako pozbawiona podstaw, zarzucona została ok. 1992 r. także w Warszawie. Polska klasa polityczna posługuje się nią nieszczerze i instrumentalnie, w rzeczywistości realizując doktrynę, którą ahistorycznie można nazwać „doktryną Kwaśniewskiego”: bezwarunkowego poparcia dla Ukrainy, państw zakaukaskich, republik bałtyjskich i dążenia do rozbicia Federacji Rosyjskiej (powszechne w Polsce poparcie dla separatystów czeczeńskich w latach 1993-1994).

Brak podstaw zewnętrznych

Polska nie posiada zdolności projekcji siły militarnej w regionie; skoordynowanego własnego systemu planowania strategicznego; nie wyróżnia się pod względem wysokości PKB na mieszkańca; ani pod względem atrakcyjności polskiej waluty; nie przoduje w regionie pod względem technologicznym; polskie uczelnie wyższe nie wyprzedzają uczelni z regionu, a nawet im ustępują (np. Uniwersytetowi Karola w Pradze); język polski nie cieszy się nadzwyczajną popularnością wśród mieszkańców innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej; podobnie polska myśl polityczna, kultura, literatura, religia, symbolika; nie występuje zjawisko masowego odwiedzania przez mieszkańców innych krajów regionu polskich stron internetowych, słuchania polskiej muzyki, oglądania polskiej telewizji, czytania polskiej prasy lub książek. Polskie organizacje nacjonalistyczne są w relatywnie niewielkim stopniu włączone w regionalną sieć kontaktów.

Porównajmy te niedostatki polskiego ośrodka siły z oddziaływaniem i wpływami USA, Niemiec, Rosji, Francji, a nawet UK, Szwecji, Włoch czy Belgii. Państwa te są obecne militarnie i gospodarczo w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Są rynkami pracy i celem emigracji zarobkowej dla mieszkańców regionu. Ich waluty są środkiem tezauryzacji i wymiany. Ich uczelnie przyciągają studentów z Europy Środkowej i Wschodniej. Języki rosyjski, niemiecki, francuski i włoski, nie wspominając już o angielskim, są popularne jako nauczane w regionie języki obce. Wydawnictwa, prasa, popkultura, telewizja, kino, muzyka, komiksy ale też kultura wysoka, historia i tradycja Niemiec, Włoch, Francji, USA, a także Rosji są przedmiotem zainteresowania mieszkańców krajów Europy Środkowej i cieszą się wśród nich dużą popularnością.

Brak podstaw wewnętrznych

Można też rozważać realność idei Międzymorza z drugiej strony: jak bardzo inne kraje przestrzeni pomiędzy Adriatykiem, Bałtykiem a Morzem Czarnym popularne są w Polsce? Czy Polacy uczą się języków innych ludów tego regionu? Czy istotnym punktem odniesienia są dla nas idee polityczne, filozoficzne i religijne Europy Środkowej? Czy popularna jest wśród nas literatura, prasa, strony internetowe białoruskie, węgierskie lub chorwackie? Czy śledzimy z uwagą twórczość i wsłuchujemy się w głos intelektualistów, artystów, komentatorów z Estonii, Bułgarii lub Macedonii? Czy Polacy masowo kupują ziemię lub inwestują w Ukrainie lub Słowenii?

Wystarczy zadać analogiczne pytania o znajomość i zainteresowanie dorobkiem Francji, Rosji lub Niemiec, by przekonać się, jak naprawdę przebiegają kierunki cywilizacyjnego oddziaływania zarówno w Polsce, jak i w pozostałych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Weźmy bliskie nam pole prawicowej myśli politycznej: niemal każdy słyszał o rosyjskim eurazjanizmie, mało kto jednak jest w stanie powiedzieć coś konkretnego o węgierskim turanizmie. Powszechny jest entuzjazm dla frankistowskiej Hiszpanii i równie powszechnie ignorowana jest tisoistowska Słowacja. Znamy najważniejszych teoretyków geopolityki niemieckiej, ale nieliczni wiedzą jakie były koncepcje Jurija Łypy i Stepana Rudnyćkiego. Te trzy przykłady wskazują, co jest dla Polski prawdziwym punktem odniesienia.

I filar Międzymorza – etniczność

Idea Międzymorza nie jest jednak całkowicie pozbawiona sensu. Sens ten jednak leży w czym innym, niż czynniki dotychczas wskazywane przez polskie kręgi ideotwórcze. Wspólną, jak dotychczas, i wyróżniającą kraje regionu cechą, jest brak liczących się grup ludności pozaeuropejskiej. Grupy takie – ludy ałtajskie, tatarskie, ugrofińskie, kaukaskie – stanowią endemiczne populacje w Rosji i nie dające się lekceważyć elementy eurazjatyckiej wspólnoty historyczno-cywilizacyjno-politycznej. Na Zachodzie gwałtownie rozrastają się grupy napływowej ludności z Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji. Kraje od Finlandii po Grecję są tymczasem zamieszkane przez ludność autochtoniczną i nie są, jak dotychczas, przedmiotem presji kolonizacyjnej ze strony pozaeuropejskich przybyszów.

To wskazuje jedno z rzeczywistych spoiw Międzymorza i realnych wspólnych interesów jego państw: obrona przed zalewem imigrantów i zachowanie dotychczasowej struktury etnicznej. Międzymorze to ten region Europy, który wciąż ma szansę pozostać „krainą białego człowieka”. Nasuwa to wniosek, co do możliwego obszaru współpracy państw tego regionu: blokowanie prób wmuszenia imigrantów przez Zachód i wzajemna pomoc w obliczu zachodnich prób wymuszenia otwarcia przez państwa regionu swoich granic na imigrantów. W naturalny sposób towarzyszyć musiałaby temu pewna doza konserwatyzmu kulturowego, koniecznego zwłaszcza wobec drastycznej zapaści demograficznej rdzennych populacji (najwyraźniejsza w republikach bałtyjskich, ale też np. prognozuje się spadek ludności Polski do 32 mln w 2050 r. i 22 mln w 2100 r.).

II filar Międzymorza – cywilizacja

Międzymorze nie ukonstytuuje się jednak na pewno jako związek państw i wspólnot politycznych o charakterze czysto pragmatycznym, agregacyjnym, mechanicznym. Nie będzie miało szansy okrzepnąć, opierając się jedynie na przejściowej z natury zbieżności doraźnych interesów oraz kupieckiej kalkulacji zysków i strat. Zyska taką szansę, jedynie jeśli stanie się związkiem organicznym, opartym na miłości wzrastającej na gruncie życia razem i ze sobą, wzajemnej pomocy i zainteresowaniu. Międzymorze musiałoby stać się tym, czym, przynajmniej w warstwie postulatywnej, jest Eurazja, jak i rodzina romańskich narodów Zachodu. Do tego potrzebny będzie wspólny fundament cywilizacyjny. Wytworzenie takiej środkowoeuropejskiej rodziny ludów było celem dynastii austriackich Habsburgów, projekt ten został jednak ostatecznie zniszczony przez nacjonalistów i masonerię.

Dziś, taką płaszczyzną jedności nie mogłaby już być religia. To przyniesiona z zewnątrz religia bowiem rozerwała w istocie dobrosąsiedzkie i przyjazne relacje ludów regionu – wystarczy wspomnieć tak fundamentalne konflikty jak polsko-rosyjski (katolicy-prawosławni), chorwacko-serbski (katolicy-prawosławni), albańsko-serbski (muzułmanie-prawosławni), wewnątrzukraiński (grekokatolicy-prawosławni) i bośniacki (katolicy+muzułmanie-prawosławni). Konflikty wyznaniowe w przeszłości rozerwały na części Rzecząpospolitą Obojga Narodów, a w bliższych nam czasach były jednym z poważniejszych czynników rozbicia Jugosławii. Szukając wspólnego fundamentu dla ludów Międzymorza, trzeba więc sięgnąć głębiej niż religie abrahamiczne.

Mieszkańcy przestrzeni pomiędzy Adriatykiem, Bałtykiem a Morzem Czarnym wydają się dobrze rozumieć na najbardziej elementarnej, archaicznej, rudymentarnej płaszczyźnie – kultury ludowej, etnicznej, niezbyt słusznie degradowanej współcześnie do miana „folkloru”. Zaczyna się już od języka prasłowiańskiego, którego literacka forma była językiem piśmiennictwa większości krajów słowiańskich (z wyjątkiem Polski) do końca XVII wieku. Dla Słowian język ten to odpowiednik znanego z zachodnich nauk tajemnych „języka ptaków” - mowy prostej i zwyczajnej, znanej na całym świecie, mowy Natury i rzeczy w Naturze, mowy zwierząt, bogów i aniołów. W literackiej i abstrakcyjnej formie, najbliższy językowi prasłowiańskiemu jest język rosyjski – który przejął z języka cerkiewnego patos i wzniosłość, oraz tradycyjne teologiczne i filozoficzne znaczenia słów. W płaszczyźnie bardziej archaicznej, najmniej od języka prasłowiańskiego oddalił się język słowacki.

W bardziej ogólnym ujęciu mamy tu etniczność jako prerefleksyjną warstwę kultury, poprzedzająca warstwę refleksyjną wyrażającą się tożsamościach politycznych, w tym też narodowych. Ujmując rzecz w kategoriach Ferdinanda Tönniesa etniczność byłaby „wolą naturalną” przeciwstawioną „woli arbitralnej” samoświadomej wspólnoty politycznej. W kategoriach Oswalda Spenglera mielibyśmy tu „istnienie bezwiedne” etnosu przeciwstawione „istnieniu czuwającemu” narodu. W kategoriach Karola Marksa byłaby to ludzka „praxis” przeciwstawiona „ideologii”. Etniczność byłaby więc „substancją życia” wyrażającą się w wierze a nie w wiedzy, w czynie a nie w słowie, w praxis a nie w filozofii. Chodzi nam tu zatem o porozumienie na poziomie tego, co w kategoriach Martina Heideggera można by określić mianem „Dasein”.

Międzymorze w Eurazji

To struktura rodzinna i społeczna, tańce, barwy, stroje, muzyka, zdobnictwo, mentalność, pieśni, typ religijności i wrażliwość metafizyczna, oraz wiele innych cech, w których ludy Międzymorza wykazują wiele podobieństw, a na które zwrócili uwagę romantycy i etnografowie doby Odrodzenia Słowiańskiego w pierwszej połowie XIX w. Widocznych w należącej dziś już raczej do przeszłości kulturze tradycyjnej z zachowanymi w niej rezyduami rodzimej religii, ale też choćby w malarstwie Marca Chagalla, Kazimierza Malewicza, w aranżacjach baletowych Igora Strawińskiego i Wacława Niżyńskiego, czy w dziełach filmowych Aleksieja Fiedorczenki.

Nieprzypadkowo w poprzednich akapitach ilustrowaliśmy nasz wywód przykładami rosyjskimi. O ile bowiem kwestia indoeuropejskiej tożsamości niemal wszystkich ludów Międzymorza jest czynnikiem odróżniającym ten region od Rosji, o tyle kwestia „folkloru” takim różnicującym czynnikiem już nie jest, nadal jednak odróżniając mieszkańców Międzymorza od śródziemnomorskich ludów romańskich, a także od ludów germańskich. Biorąc pod uwagę takie głębokie, archaiczne i najbardziej rudymentarne pokłady kultury, Międzymorze można by uznać za „zachodnie płuco” Eurazji.

W tych kategoriach właśnie rozumują Węgrzy, uważający się za „najdalej na zachód wysunięty lud Wschodu” – ich premier, Viktor Orbán nieprzypadkowo w 2018 r. pojawił się, wraz z Recepem Tayyipem Erdoganem, na III Światowych Igrzyskach Koczowników w Kirgistanie. Tak pojęte Międzymorze wpisywałoby zatem Polskę w kontynentalną, eurazjatycką perspektywę geopolityczną. Odpowiednią dla niego formułą polityczną byłby proponowany przez Chiny format 17+1 w ramach projektu Inicjatywy Pasa i Szlaku.

Ronald Lasecki
Myśl Polska, nr 35-36 (30.08.-6.08.2020)

Dzial: