Robić swoje

mp.jpg
Nie było niespodzianki. Wygrał Andrzej Duda, choć głosy Polaków podzieliły się niemal po połowie. Nadzieje opozycji na wytrącenie PiS-u z politycznej trajektorii spełzły tym samym na niczym. Choć maksymalnie zmobilizowana, nie zdołała zapewnić zwycięstwa Rafałowi Trzaskowskiemu, który prowadząc bardzo udaną kampanię, musiał jednak uznać wyższość kandydata Prawa i Sprawiedliwości

Można się zżymać, że warunki gry były ułożone tylko pod jednego kandydata, że media publiczne dokonały wręcz anihilacji konkurenta Andrzeja Dudy, a festiwal obietnic wyborczych przekroczył jakikolwiek poziom przyzwoitości. Można także grzmieć, że kandydaci poruszali wszystkie tematy, poza tymi, które są w zakresie uprawnień prezydenta. Można. Tyle, że choć to prawda, to nie zmienia ona faktu, że przez najbliższe pięć lat prezydentem RP będzie Andrzej Duda.

Wybory prezydenckie pokazały, że scena polityczna beznadziejnie utknęła w okrągłostołowych koleinach i nie ma w najbliższym czasie szans na to, by z nich wyskoczyła. Taki jest dzisiaj główny nurt polityczny i trzeba ten fakt przyjąć do wiadomości. Jakakolwiek inna oferta polityczna nie cieszy się zainteresowaniem większym niż 10 proc. Jedynie jakaś nadzwyczajna sytuacja mogłaby to zmienić. No to się jednak nie zanosi, mimo nadciągającego kryzysu.

Endecja nie miała swojego kandydata w drugiej turze wyborów, stąd jej wynik został przyjęty w środowisku chłodno. Drugą turę traktowaliśmy jako kłótnię w rodzinie, wprawdzie bardzo głośną, z elementami przemocy, ale jednak awanturę rodzinną, w której podbite oko, rozcięty łuk brwiowy i zwichnięta ręka nie stanowi dla Polski żadnego przełomu. Endecki czas jeszcze nie nadszedł, a rola środowiska narodowego ograniczała się w tej rozgrywce co najwyżej do podstawiania żabiej nogi, tam gdzie konie kują. Głosowanie polityczne i wyrachowane nie decydowało o wyniku tych wyborów i taka też jest realna siła, miejsce i rola środowiska endeckiego w polskiej polityce. Jest ono niewielka, choć niewątpliwie cieszy fakt, że postulaty endeckie przebijały się do głównego dyskursu.

Wojna w drugiej turze nie była wojną endecką. Była wojną środowiska postsolidarnościowego o prymat, o to, czy wygra opcja amerykańska czy europejska. Była wojną o konkretne benefity i interesy, mistrzowsko skryte za „narracją dla ludu”, toczącego pianę przeciwko „pedałom” i sodomii lub faszyzmowi i dyktaturze, w zależności od wybranego miejsca na barykadzie. Nie była to wojna cywilizacji, jak przedstawiali ją główni aktorzy tej potyczki. Aspekt cywilizacyjny, a w zasadzie retoryka o wojnie cywilizacji, była tak naprawdę narzędziem wykorzystanym w tej rywalizacji, ale nie celem. Tym była władza i tylko władza, dająca przepustkę do skarbca i wpływów. Wygrała opcja amerykańska, która dostała minimum trzy lata na dalsze urządzanie Polski w ramach Pax Americana.

Co zatem pozostaje endekom? To, co zawsze. Robić swoje. Jeśli chodzi o środowisko skupione wokół Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego i „Myśli Polskiej”, to czas tej kampanii został wykorzystany dobrze. Niezajęci nieswoją wojną, podjęliśmy konkretne kroki, by w niedługim czasie „Myśl Polska” zmieniła zupełnie swoje oblicze w Internecie, a także by rozpocząć sprzedaż tygodnika w wersji elektronicznej. Uruchomiona zostanie także telewizja internetowa, która będzie przedstawiać nasz punkt widzenia na sprawy „życia i kultury Narodu”. To nasz odcinek pracy, na którym zintensyfikujemy działania. Mamy także inne plany, które będą propozycją dla osób, którym bliskie jest nasz sposób myślenia o polityce, ale z różnych powodów nie miały dotychczas chęci na większą aktywność. Lato i jesień z pewnością będą ciekawe. Kiedy wciąż będzie się toczyć „ich wojna”, my będziemy robić swoje. To, w czym czujemy się najlepiej.

Maciej Eckardt
Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2020)