Musimy być gotowi do roli ostatnich endeków (1)

nation 21.jpg
Na łamach kwietniowych numerów, jak i pierwszego majowego „Myśli Polskiej” ukazał się trzyczęściowy wywiad Mateusza Piskorskiego z Manuelem Ochsenreiterem. Jego autor nie ukrywa, że w pełni utożsamia się z ideami prezentowanymi przez swojego rozmówcę i że wywiad służy propagowaniu tych właśnie idei.

My natomiast od lat bacznie przyglądamy się tymże właśnie ideom, starannie je analizujemy i uważamy, że są dla Polski szkodliwe, stąd też naszych Czytelników ostrzegamy przed ich bezkrytycznym przyjmowaniem. Czujemy się zobowiązani, aby także i w tym przypadku wskazać, że ideowa czy też strategiczna „oferta” Ochsenreitera jest dla polskich narodowców nie do przyjęcia.

Zarówno Piskorski, jak i Ochsenreiter bazują na tym, że tematyka niemiecka jest w Polsce od 30 lat systematycznie zaniedbywana, co – niestety – dotyczy także środowisk, które uważają się za spadkobierców tradycji narodowej. W mainstreamowej prasie notorycznie uprawiana jest propaganda „jednania się”, celowo preparowana na potrzeby „zjednoczenia europejskiego”. Polska prawica czy też środowiska narodowe nie prowadzą natomiast żadnych własnych analiz dotyczących Niemiec, przez co powstaje niebezpieczeństwo, że będzie bezkrytycznie łykać różne dezinformacje, takie jak choćby te, które zawarte zostały w omawianym tutaj wywiadzie.

Podstawową osią niezgody między nami a środowiskami reprezentowanymi przez Ochsenreitera, jak również przez samego Piskorskiego, jest oczywiście wizja stosunków między narodami europejskimi: czy mają być one oparte na ideach pokoju westfalskiego, zakładającego, że Europa to wspólnota suwerennych państw narodowych, czy też na koncepcjach wielkoprzestrzennych, dążących do budowy struktur ponadnarodowych? My konsekwentnie obstajemy przy tej pierwszej wizji, uważając, że wprost wyrasta ona z naszej własnej tradycji, a przede wszystkim tradycji narodowej demokracji. Zarówno Ochsenreiter, jak i Piskorski to imperialiści, dążący do budowy jakiejś unii euroazjatyckiej, która rzuci wyzwanie potęgom morskim, czyli Anglosasom.

Spór ten dotyczy kwestii zasadniczych. Zderzają się w nim dwie odmienne koncepcje polityczne. Jest to kolejna odsłona sporu, który Polska i Niemcy toczą z sobą od 1000 lat. I nie jest to obecnie spór o granicę na Odrze i Nysie, tylko o to, czy Europa zostanie podporządkowana niemieckiemu cesarstwu, wielkiemu imperium, czy też będzie zbudowana na współistnieniu równych i wolnych państw? Bitwa pod Grunwaldem to nie była bitwa tylko między dwoma państwami, ale i między dwoma wizjami Europy. Po stronie Zakonu Niemieckiego walczyli ówcześni europejscy „kosmopolici”, którzy pod sztandarami chrześcijaństwa opowiadali się za istnieniem jednego europejskiego ciała politycznego w postaci uniwersalnego cesarstwa. Polska konsekwentnie się tej wizji opierała, zarówno 1000 lat temu przyjmując chrzest z pominięciem Magdeburga, 600 lat temu pod Grunwaldem, jak i 80 lat temu, mówiąc Hitlerowi NIE.

Nasz podstawowy zarzut w stronę Piskorskiego dotyczy tego, że stylizuje Ochsenreitera na „narodowego konserwatystę”, którym ten absolutnie nie jest. Jest to oczywiście strategia, której celem jest to, aby polscy narodowcy i konserwatyści przyjęli za swoje idee środowiska, które tenże niemiecki publicysta reprezentuje. Celem naszej polemiki jest więc wykazanie, że w rzeczywistości mamy do czynienia ze środowiskiem, które w prostej linii jest spadkobiercą idei niemiecko-imperialnych, które z tradycją polskiego nacjonalizmu nie mają kompletnie nic wspólnego, a wręcz stoją na jej antypodach.

Od „Nation Europa” do „Zuerst!”

Zacznijmy od biogramu Manuela Ochsenreitera umieszczonego pod pierwszym wywiadem, w którym znajdziemy informację, że jest on redaktorem naczelnym miesięcznika narodowo-konserwatywnego „Zuerst!” Miesięcznik ten jest prawnym kontynuatorem pisma „Naród Europa” (niem. Nation Europa), które ukazywało się od 1951 roku. Pismo to było personalnie blisko powiązane ze Stowarzyszeniem Wolnej Publicystyki (Gesellschaft für freie Publizistik, GfP), którego ekspertem ma być Ochsenreiter. Jak gruntownie wykazaliśmy to w naszej książce Nowoczesność, nacjonalizm, naród europejski: dylematy samoidentyfikacji Europejczyków (Warszawa 2017) środowisko, które stało za „Nation Europa”, jak i GfP, było eksponentem niemieckiej tradycji imperialnej, o czym świadczył sam tytuł periodyku. Tej samej tradycji hołduje Ochsenreiter, o czym dalej więcej powiemy.

„Nation Europa” zostało założone przez wysoko postawionych funkcjonariuszy aparatu III Rzeszy. Oczywiście, tajemnicą poliszynela jest to, że denazyfikacja była fikcją i że byli naziści zasiadali we wszystkich instytucjach powojennych Niemiec. Jednakże między np. takim czasopismem jak „Stern” a „Nation Europa” istnieje jedna zasadnicza różnica. To pierwsze nigdy nie negowało zbrodniczego charakteru III Rzeszy, odpowiedzialności Niemców za zniszczenie Europy i nie propagowało ideologii narodowo-socjalistycznej. To drugie w gruncie rzeczy do tego sprowadzało swoją rację bytu.

Podstawowa linia propagandowa „Nation Europa” była następująca. W 1918 roku Europie, w tym oczywiście przede wszystkim Niemcom, został narzucony zbrodniczy reżim traktatu wersalskiego, opierającego się m.in. na 14 punktach Wilsona. Głównym beneficjentem tegoż bezprawia był – cytując fragment artykułu Felixa Bucka opublikowanego w „Nation Europa” w 1991 roku – „nowopowstały satelita Zachodu”, czyli Polska. Polscy „szowiniści” prowadzili politykę antyniemiecką, nie chcieli przyznać Niemcom tego, co się im należało, czyli korytarza i Gdańska, a ostatecznie – poprzez porozumienie z Anglikami – wywołali II Wojnę Światową. Zarówno ta wojna, jak i I Wojna Światowa były „wojnami antyniemieckimi”, jak znowu czytamy w artykule Petera Kleista z 1952 roku.

Hitler spełniał jedynie swój patriotyczny obowiązek, bo Wersal obalonym być musiał. Hitler miał także do spełnienia dwie inne misje. Po pierwsze, miał oczyścić Europę z żydowsko-anglosaskiego liberalizmu, jak również francuskiej idei suwerenności państwowej, której skutkiem było „podzielenie” Europy na szereg „małych państw” (Kleinstaaten). Po drugie, miał zniszczyć zagrożenie ze wschodu, czyli bolszewizm. Hitler był więc dobroczyńcą Europy, który miał ją oczyścić z zagrożeń płynących ze wschodu i zachodu. Niestety, Europejczycy nie zrozumieli tej misji, co wykorzystali i Amerykanie i Rosjanie, i Europę podzielili między sobą. Redaktorzy „Nation Europa” trwali jednakże wiernie na posterunku i walczyli o Nowy Porządek Europejki, o czym świadczył podtytuł pisma: „Miesięcznik w służbie europejskiego odnowienia”.

Misja pisma została wyrażona w jego pierwszym numerze, w manifeście, w którym m.in. czytamy, że najważniejsza jest „wola naszego pokolenia, żeby wreszcie uformować w rzeczywistość, co już jako idea od stuleci poruszało najlepsze umysły europejskie: Naród Europa! Ta wola będzie określać cel i drogę naszego miesięcznika”. I dalej: „Duch Europy, który musiał podupaść i skarleć będąc bezsensownie zamkniętym w nacjonalizmach, podnosi się z siłą. Chce rozbić żałośnie zdziwaczałe państwa suwerenne, chce w zlewaniu się, w zderzeniu bałwanów wyzwolić nowe moce i z odmłodzoną siłą wypłynąć naprzeciw nowym brzegom, które dopiero zaczynają jawić nam się na horyzoncie. Żądanie „Narodu Europa” zawiera nakaz namacalnej oczywistości: pełne równouprawnienie wszystkich europejskich narodów, którego ciągle odmawia się nam Niemcom”. Padają tam także i takie znamienne słowa: „Czy trzeba podkreślać, że wszystkie wody nacjonalizmów prędzej czy później będą napędzać młyny Stalina?” Natomiast prawdziwe cele redaktorów wyrażone są w tychże, jakże znamiennych słowach: „Najpilniejszym zadaniem jest socjalne roszczenie wypędzonych i pozbawionych praw. Naród Europa zwróci im ich zrabowaną ojczyznę i zapewni sprawiedliwe zadośćuczynienie (…)”.

Ideologiczną podstawą Nowego Porządku Europejskiego miał być volkizm, zakładający, że różne „narody” europejskie, sprowadzane do kulturowych etnosów, miały współegzystować w ramach jednego ogólnoeuropejskiego porządku politycznego. Volkizm też ściśle powiązany był z ideami wielkoprzestrzennymi, rozwijanymi przez tradycję niemieckiej geopolityki. Obszernie pisaliśmy o tym zarówno w naszej wspomnianej książce, jak również w wielu innych publikacjach (pod tekstem umieściliśmy stosowną listę naszych publikacji).

„Nation Europa” bez wątpienia było platformą dla faszystów z całej Europy, w tym członków oddziałów Waffen-SS, którzy przeciwstawiali się idei Europy suwerennych państw narodowych. Znajdziemy tam takich autorów jak Julius Evola, Oswald Mosley i Maurice Bardeche. Wśród niemieckich publicystów, pośród całego szeregu prominentnych nazistów, znajdziemy choćby Hansa Grimma, autora słynnej powieści z 1926 roku Naród bez przestrzeni (Volk ohne Raum), która dostarczyła literackiego uzasadnienia dla przyszłego Generalnego Planu Wschód (którego istnieniu niemieccy rewizjoniści notorycznie zaprzeczają).

Na kartach „Nation Europa” notorycznie wspierany był separatyzm różnych regionów europejskich, poruszana była kwestia niemieckich mniejszości narodowych i oczywiście sprawa polsko-niemieckiej granicy. Jeszcze w numerach z lat dziewięćdziesiątych NRD określana była mianem „Niemiec Środkowych”, co znaczyło, że Niemcy Wschodnie są ciągle okupowane przez Polskę. Zresztą w jednym z numerów z początku lat dziewięćdziesiątych pojawia się adres polskojęzycznego korespondenta tego pisma, Tomasza Gabisia, który według redaktorów zamieszkiwał w „Breslau, derz. Wrocław”, czyli w „Breslau, tymczasowo Wrocławiu”.

Dokończenie w następnym numerze

Magdalena Ziętek-Wielomska
Adam Wielomski

Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2020)