Putin i naród Kmiciców

kmicic.jpg
Życzenia przesłane Polsce przez prezydenta Federacji Rosyjskiej z okazji święta narodowego – to oczywiście kwestia protokołu dyplomatycznego. Charakterystyczna jest natomiast reakcja na nie. Otóż zawsze, kiedy ktoś z czołówki rosyjskiej wykona jakiś gest w stronę Polski – media i szuria okołorządowe podnoszą jazgot „Wygrywamy, hurra, Ruskie uciekają, ropa tanieje, Moskwa się wali – oto dowód naszego wielkiego zwycięstwa i upadku Imperium Zła!”.

Tak było i z telegramem Putina, i z kwiatami od niego złożonymi w Smoleńsku, i nawet z życzliwą odpowiedzią ministra Ławrowa na pytanie zadane mu niedawno przez moją znakomitą koleżankę, red. Wołk-Łaniewską. Właściwie ciekawostką pozostaje tylko na ile krzyczący „hu-ha, bigosować!”, by za chwilę zapewne uciec spod Piławców – naprawdę wierzą w swój triumf nad Rosją, a na ile jest to przemyślana taktyka odgradzania Polaków od Rosjan purnonsensownym dęciem w dutkę manii grandioso?

Jest to zresztą także żywy dowód, że to ci powtarzający „z Ruskiemi, panie, to się nida po dobroci!” – tak naprawdę tęsknią, żeby ich samych po pyskach tłuc. Bo popatrzmy historycznie, jak to bywało:

- Oto z łaski cara-króla mieliśmy z powrotem własne Królestwo, konstytucję, armię – a reakcją były spiski, opozycja, w końcu BACH! Powstanie.
- No to spuścili nam manto, przyszedł Paskiewicz, emigracja, wyroki, Cytadela – i 30 lat było cichuuuutko na Wisłą!
- Nadszedł jednak car-oswobodziciel, dał samorząd, rząd cywilny, uprawnienia – BACH! Następne powstanie!
- Znowu więc konieczny okazał się kolejny łomot, katorga, Sybir, stryczki – i prawie pół wieku wszystko chodziło jak w zegareczku!

Bądźmy więc przynajmniej uczciwi: zawsze, zawsze, kiedy Rosjanie bywali dla nas irracjonalnie zbyt mili – dostawaliśmy jako naród małpiego rozumu, dając się regularnie podpuścić jakiejś swołoczy. A po paru kozaczych nahajkach – naród Kmiciców od razu nabierał zdrowej perspektywy w postrzeganiu swej rzekomej potęgi w relacjach z Rosją.

Konrad Rękas
4.05.2020