Józefowo czy Adolfowo?

PIC_1-B-145-3.jpg
Adam Wielomski: Jarosław Kaczyński zawsze uważał się za piłsudczyka. Fakt, stanowi reinkarnację sanatora tak co do światopoglądu, wizji politycznej, jak i metod działania. Cechą sanacji był brak odwagi jawnego zaprowadzenia dyktatury i ukrywanie się za pozorami demokracji.

Jako demo-sceptyk uważam ten rodzaj dyktatury za najgorszy, ponieważ opiera się ona na permanentnym psuciu państwa i prawa. A to trzeba zdobyć nielegalnie pieniądze na wybory (afera Czechowicza), a to internować opozycję (Brześć), a to powsadzać rozmaite osoby do Berezy Kartuskiej, przy czym udaje się, że państwo jest demokratyczne i przeprowadza się „wybory”. Sądy są niezależne, ale wykonują polecenia ministra sprawiedliwości; cenzury nie ma, a jest; niezależnie myślący są bici przez „nieznanych sprawców w mundurach oficerskich”, etc.

Za pisowskiej noesanacji mamy podobnie: Trybunał Konstytucyjny istnieje, ale go nie ma; porządek ustawowy istnieje, ale jakby nie do końca. Dobrze obrazują to coraz to bardziej oryginalne pomysły „naczelnika” w sprawie wyborów prezydenckich. Wybory mają być wolne, tajne, powszechne i równe, a już pojawili się równiejsi mogący głosować korespondencyjnie (osoby powyżej 60 lat), aby w końcu zastąpić w ogóle wybory w lokalach wyborczych korespondencyjnymi powszechnymi, gdzie ma zostać zniesiona ich tajność (skoro do karty wyborczej mam dołączyć oświadczenie, że to rzeczywiście mój głos, wraz z podpisem, imieniem i nazwiskiem oraz numerem PESEL). Ostatecznie i tak skończy się to tak, że nieważne kto głosuje, ale kto liczy. Te hocki-klocki będą narastać, gdyż wraz z tsunami ekonomicznym poparcie dla neosanacji będzie spadać. I „naczelnik” stanie przed dylematem: przegrać i oddać władzę czy raz jeszcze „przeliczyć” głosy? Co wybierze?

Magdalena Ziętek-Wielomska: Twoje skojarzenia są prawidłowe. Moje myśli jednakże w ostatnim czasie wędrują w trochę innym kierunku. Zacznijmy od tego, że polską prawicę notorycznie straszy się komunizmem, marksizmem, sowieckimi gułagami, etc. A jeśli sobie dokładnie popatrzymy na to, w jakim kierunku rozwija się Polska i inne państwa tzw. Zachodu, to trudno nie dostrzec podobieństw tych systemów sterowania społecznego do modelu nazistowskiego. Nie mamy bowiem do czynienia z żadnymi rewolucjami, które siłowo obalają władzę i ustanawiają jawną dyktaturę. Nie buduje się gułagów a ludzi masowo się nie rozstrzeliwuje.

Przejęcie władzy dokonuje się natomiast tak jak w III Rzeszy doszło do Machtergreifung – pod pozorem kryzysu wprowadza się zaostrzenia, którym ludzie biernie i posłusznie się podporządkowują. Wtedy zasłoną dymną było podpalenie Reichstagu, teraz jest koronawirus. I tak jest wtedy lud się nie buntował, tak teraz dzieje się dokładnie to samo. W III Rzeszy także formalnie obowiązywała konstytucja weimarska a zmiany prawne wcale nie były tak głębokie, jak to się często twierdzi. Jak to wykazał Bernd Rüthers w swojej słynnej pracy Die unbegrenzte Auslegung, wcale nie było tak, że niemieccy prawnicy biernie stosowali obowiązujące prawo. Przeciwnie, dokonywali jego „twórczej” wykładni, tak by było ono zgodne z wolą Führera. Podstawą funkcjonowania III Rzeszy nie był strach przed terrorem albo wiara w określoną ideologię – był to przede wszystkim OPORTUNIZM. Tak, to oportunizm sprawiał, że ludzie aprobowali posunięcia władzy, bo widzieli w tym korzyści dla siebie.

Czy rzeczywiście zwykli Niemcy ogarnięci byli obsesyjną nienawiścią do Żydów? Absolutnie nie, ale chętnie przejmowali ich majątki, posady, stanowiska. Czy przeciętni Niemcy pałali taką samą nienawiścią np. do Polaków? Nie, ale równie chętnie zwozili sobie polskie meble, obrazy, porcelanę i korzystali z półdarmowej siły roboczej. I przeraża to, że jeszcze 30 lat temu Polacy nie byli społeczeństwem oportunistów a w międzyczasie się nim stali. Co się u nas w międzyczasie wydarzyło, że do tego doszło?

Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2020)
fot. NAC
Tekst w rubryce „Rozmowy małżeńskie Wielomskich”