Czy koniec strategicznego partnerstwa z Ukrainą?

PiS 4.jpg
Partia PiS opublikowała swój program wyborczy. Składa się on z 232 stron tekstu i zawiera bardzo szczegółowe zestawienie obietnic, planów i deklaracji. Większość z nich była już prezentowana i omawiana.

Należy do nich obietnica wydatnego podwyższenia płacy minimalnej, ochrona i wsparcie rodziny, czy inne działania, które zawierają się w coraz obszerniejszym zestawie różnych „plusów”, a mające skutkować budową „polskiego państwa dobrobytu”. Jako hasło propagandowe, służące do mobilizacji elektoratu, prezentuje się to dość ładnie i może stwarzać wrażenie, że niebawem, pod względem poziomu życia, dogonimy zamożne kraje Zachodu.

Nic bardziej mylnego! Zapisy szczegółowe programu wyprowadzają z tego błędu i burzą złudzenia entuzjastów: „Planujemy, aby w 2023 roku poziom życia w Polsce, mierzony poziomem PKB per capita w sile nabywczej, był wyższy niż w Portugalii” .

Portugalia jest najbiedniejszym krajem Europy Zachodniej i zrównanie się z nią to mierny sukces, tym bardziej, że wiele ośrodków, na przykład MFW, przewidywało, że już w roku 2018 PKB na osobę w Polsce będzie wyższy niż w Portugalii. Wiele mediów w Polsce cytowało te prognozy i one, jak widać, się nie sprawdziły, a PiS, który mówi o jakimś bezprecedensowym skoku gospodarczym, obiecuje to zrównanie dopiero w roku 2023. Z czym zatem mamy do czynienia? Z oddalającym się horyzontem? Nie ma tu powodu do zbytniej ekscytacji, tym bardziej, że kraje pozaeuropejskie nam uciekają.

Także i zapowiedzi zmian ustrojowych budzą wiele wątpliwości. Zawierają one takie kontrowersyjne propozycje jak ograniczenie, czy zniesienie, immunitetu poselskiego, czy sędziowskiego. Trudno to odczytywać inaczej jak zapowiedź wzmacniania tendencji autorytarnych i podążania drogą sanacji, która także mocno ograniczyła, na podstawie konstytucji kwietniowej, immunitet poselski. Gdzie jest kres tej drogi? Czy będzie nim jedna tylko partia w Sejmie, jak po wyborach w roku 1935 i 1938?

Za to zaskakuje program PiS jeśli chodzi o politykę zagraniczną. I dotyczy to bardziej nie tego, co jest zapisane, a tego, co nie jest. Otóż brak z tym programie zapisów wskazujących na tzw. strategiczne partnerstwo z Ukrainą, o którym wcześniej mówiono przy licznych okazjach. Pierwszą osobą, która po raz pierwszy użyła tego sformułowania była premier Hanna Suchocka w roku 1993. Od tego czasu to niezmiennie pokutowało we wszystkich niemalże dokumentach rządowych i było odmieniane przez wszystkie przypadki przez polityków.

Najbardziej przywiązani to tego byli politycy PO, ale i ci inni im nie ustępowali. Dla przykładu, Aleksander Kwaśniewski jeszcze w ubiegłym roku deklarował: „Lobbowałem i lobbuję za Ukrainą. Mam długi staż w tej sprawie, bo to już 27 lat. (…) Nigdy tego nie robiłem za pieniądze”. Co to tego, że lobbował, to nie ma kwestii, natomiast czy robił to z potrzeby serca, czy kieszeni, to już inna sprawa. Takich i podobnych lobbystów jest chyba za dużo w Polsce.

Wiele zatem wskazuje, że koncepcja strategicznego partnerstwa z Ukrainą się wyczerpała i dobiegła końca. Brak tego punktu w programie PiS nie może być przypadkiem i zapewne świadomie z niego zrezygnowano. To dobry prognostyk wskazujący, że, być może, wreszcie zaczniemy prowadzić realną i rozumną politykę na Wschodzie. PiS od 2015 roku miał problemy z Ukrainą. Tamtejsze władze, rozpuszczone przez poprzedników, uważały, że Polska zawsze będzie ich popierać, będzie czynić to za darmo i to nawet z naruszeniem własnych interesów oraz z narażeniem własnego bezpieczeństwa. W 2017 roku, referujący w Sejmie sprawę polityki zagranicznej, ówczesny podsekretarz stanu w MSZ, Bartosz Cichocki, stwierdził, że wobec działań Ukrainy to partnerstwo stanęło „pod znakiem zapytania”.

Nie minęły dwa lata i wygląda, że owe partnerstwo, wyzionęło ducha. Ci działacze PiS, którzy są zafiksowani na Ukrainę, a takich jest tam całkiem sporo, muszą być mocno zawiedzeni.

Cieszyć by się z tego wypadało, gdyby nie inny dziwny zapis w programie wyborczym, deklarujący ustanowienie, tym razem, strategicznego partnerstwa z Litwą. Już sam opis tego partnerstwa jest dość kuriozalny i jako jego wzmocnienie wskazano włączenie do niego Polaków mieszkających na Litwie, zaś instrumentem do tego ma być „rozszerzony w 2018 roku odbiór polskiej telewizji”. Polaków na Litwie trzeba wspierać, a nie włączać w jakieś działania polityczne, których efektem może być konflikt z Rosją i Białorusią.

Na dodatek, prezes rządowej Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, Mikołaj Falkowski wezwał niedawno Polaków na Litwie, by porzucili „trwanie przy swoim”. Polacy na Litwie odbudowali swoją wspólnotę po wojnie w bardzo ciężkich warunkach, gdy faktycznie cała inteligencja wyjechała stamtąd do Polski. Oni stąpają mocno po ziemi i takich rad nie potrzebują.

Znamienny jest też krótki fragment poświęcony Rosji. Jest tam ogólnikowa deklaracja poprawy stosunków, a jako główny cel do realizacji wskazano tłustym drukiem: „Oczekujemy, że Rosja wykona rezolucję Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w sprawie zwrotu Polsce wraku rządowego samolotu TU-154”.

Uważam, że zrealizowanie tego celu mogłoby nastąpić już wiele lat wcześniej, gdyby polskie władze zapewniły, że sam wrak nie będzie wykorzystany do gry politycznej przeciwko Rosji, i dla przykładu, jakiś przysłany z innego kraju „ekspert” nie stwierdzi, że jest „wysoce prawdopodobne”, że samolot rozbił się w wyniku zamachu, za który, także prawdopodobnie, odpowiada Rosja. A następnie, opierając się na takich opiniach i z wrakiem jako rzekomym dowodem, rozpętano by międzynarodową akcję przeciwko Rosji i w jakimś obcym interesie. Takiej sytuacji Rosja chce uniknąć i dlatego wrak nie został dotychczas zwrócony.

Pewną nadzieję wzbudza to, że zapisy w programie wyborczym PiS dotyczące Rosji nie maja charakteru konfrontacyjnego i może, także na tym polu zostanie osiągnięte jakieś porozumienie.

I jeszcze jedna rzecz, którą wypada odnotować. W programie jest zapis, który odnosi się do głośnej sprawy majątkowych roszczeń organizacji żydowskich. Brzmi on: „Polska też nie ma żadnych zobowiązań materialnych wobec osób wymordowanych w czasie tej wojny. Zbrodni na obywatelach Polski, także narodowości żydowskiej dokonali Niemcy i to oni odpowiadają za skutki swojej ludobójczej polityki”.

Nie jest to jakieś kategoryczne stwierdzenie, ale, dopóki do Sejmu, nie wejdzie ugrupowanie które jest za ustawowym zakazem podejmowania tego tematu w stosunkach zewnętrznych, na nic innego nie można liczyć.

Stanisław Lewicki
fot. profil fb Prawa i Sprawiedliwości

Dzial: