Populizm i Socjalizm

prezes.jpg
Był w Polsce taki czas, że wszyscy byliśmy milionerami. Nie żartuję, jeśli ktoś nie pamięta tych nieodległych lat niech spyta rodziców lub dziadków. Na przykład roku 1990 zarabialiśmy średnio nieco ponad milion złotych miesięcznie a rok później już nawet po 1.770.000 złotych.

Nie wiadomo dlaczego opływający w luksusy Polacy, zamiast cieszyć się ze swego bogactwa, niezwłocznie pozbywali się podobizn Bema, Waryńskiego a nawet Chopina, wymieniając je na niezbędne produkty lub „twardą” walutę. Może dlatego, że inflacja galopowała w imponującym tempie osiągając w 1990 historyczne 585,5%. Ciekawe czasy.

Czasami warto poczynić sobie historyczne wspominki. Bynajmniej nie po to by snuć mniej lub bardziej trafne analogie. Po prostu byłoby niedobrze gdybyśmy zapomnieli, że niefrasobliwe majstrowanie przy gospodarce może prowadzić do niebezpiecznych skutków, zgoła odmiennych od oczekiwanych. W kontekście powyższego deklaracja, jaką na sobotniej konwencji PiS w Lublinie złożył publicznie Naczelnik Państwa budzi poważny niepokój.

Co konkretnie nie podoba mi się w propozycji podwyższenia minimalnego wynagrodzenia do kwoty czterech tysięcy złotych? Jako, że koszula bliższa jest ciału zacznę od tego co dotyka mnie bezpośrednio.

Po pierwsze: partia rządząca planuje sięgnąć bardzo głęboko do kieszeni przedsiębiorców takich jak ja. W końcu to my zapłacimy za podwyżki dla najmniej wykwalifikowanych pracowników. Zresztą zapłacimy nie 4000 ale ponad 4800 złotych bo taki jest łączny koszt pracodawcy dla pensji brutto w przedmiotowej kwocie. Z owych 4800 pracownik otrzyma ok 2850 złotych na rękę. Resztę pożre w taki czy inny sposób państwo. To nie wszystko. Wraz z wzrostem najniższego wynagrodzenia wzrośnie na przykład minimalna podstawa wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne dla niektórych grup ubezpieczonych. Czyli z polskiego na nasze wzrośnie składka ZUS dla nowych przedsiębiorców.

Kto na tym zyska? W pierwszej kolejności rząd. Składka ZUS jest de facto podatkiem. Jako, że przedmiotowe składki pokrywają nieco ponad 3/4 wydatków sam ZUS jest dotowany przez budżet państwa w kwocie ok 50 miliardów złotych rocznie. Dzięki systematycznemu zwiększaniu minimalnego wynagrodzenia i oskładkowaniu zleceń rząd w ciągu ostatnich czterech lat zwiększył wpływy w tym zakresie o niemal 40 miliardów złotych. Te pieniądze, mówiąc kolokwialnie, rząd zdarł z „prywaciarzy”. Jako, że nikt specjalnie nie protestował pisowscy macherzy wymyślili, że skoczą na kasę jeszcze raz i jeszcze bardziej. Dodatkowo opakują całą akcje na tyle atrakcyjnie, że przedstawią ją jako pomoc dla najmniej zarabiających. Taka kiełbasa wyborcza kupiona na cudzy rachunek.

Oczywiście wspomniani najniżej zarabiający zyskają na podwyższeniu najniższego wynagrodzenia. Wpływ na wynagrodzenia pozostałych pracowników będzie neutralny bądź ujemny. W końcu firmy nie mają budżetu z gumy i jeśli ktoś dostanie zbyt dużą podwyżkę pensji, ktoś inny jej nie dostanie.
Natomiast na całej operacji stracą definitywnie mali i średni przedsiębiorcy. Dodatkowe obciążenia zmniejszą opłacalność i tak coraz mniej dochodowych interesów. Jak wiadomo dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie. Przedsiębiorcy nie będą dopłacać do swojej działalności, dlatego już od roku 2021 będziemy obserwowali wyraźny spadek liczby płatników składek.

Zresztą to nie koniec kreatywnych pomysłów PiS na złupienie nienawistnych „prywaciarzy”. W ostatnim tygodniu doszło do przecieku informacji o planowanym uzależnieniu składki na ZUS od dochodu. Oznaczyłoby to dla niektórych nawet kilkukrotne zwiększenie obciążeń. Co prawda po kilku dniach rząd zdementował informacje o niewygodnym z wyborczego punktu widzenia projekcie, jednak nie mamy pewności czy temat nie wróci po 13 października. Byłby to potężny cios dla niemal 600.000 rodzimych firm.

Na marginesie zwracam uwagę, że rząd jest tak srogi wyłącznie wobec małych, polskich przedsiębiorców. Wobec zagranicznych gigantów i międzynarodowych korporacji jest łagodny jak baranek i dobrotliwy niczym Święty Mikołaj. A to zwolni z podatku jak Googla czy Facebooka, a to dorzuci osiemdziesiąt milinów na dobry start Mercedesowi czy, bagatela dwadzieścia milionów dotacji, biedakom z JP Morgan. Kto bogatemu zabroni?

Po drugie, propozycja PiS-u jet przejawem niebezpiecznej ideologizacji gospodarki. Socjaliści konsekwentnie nie rozumieją, że nie da się osiągnąć dobrobytu w drodze ustawowej. Gdyby to działało moglibyśmy ustalić sobie wynagrodzenia na poziomie nie czterech a dwudziestu tysięcy złotych. Tymczasem wymuszone wpuszczanie pieniądza na rynek generuje inflację. Jeśli nie wierzycie porównajcie sobie koszt zakupu koszyka podstawowych produktów sprzed programu 500+ i obecnie. Zatem co prawda część (niewielka) z nas będzie więcej zarabiać natomiast wszyscy będziemy więcej wydawać.

To skutek oczywisty i możliwy do zdiagnozowania, a nawet w miarę precyzyjnego wyliczenia. Trudne do oszacowania będą natomiast konsekwencje spłaszczania wynagrodzeń. Polska stanie się krajem gdzie różnica pomiędzy najniższym a średnim wynagrodzeniem będzie najmniejsza w całym cywilizowanym świecie. Oszacowanie konsekwencji takiego stanu rzeczy byłoby rodzajem wróżenia z fusów. Doświadczenie uczty jednak, że próba dojścia do powszechnego dobrobytu na skróty każdorazowo kończy się katastrofą.

Po trzecie, proponowane rozwiązanie jest kolejnym krokiem na drodze do budowy społeczeństwa petentów. Przekaz jest tutaj jednoznaczny: Ty obywatelu, nie próbuj wziąć spraw w swoje ręce. My – państwo – zrobimy wszystko za ciebie. Będziemy cię uczyć, leczyć, ubezpieczać. Uregulujemy twoje zarobki, wręczymy zasiłki i zapomogi. A jeśli, nie daj Boże, wybijasz się ponad przeciętność, jesteś pracowity i kreatywny, dorobiłeś się co nieco - podziel się z tymi, którym się nie chce.

W kontekście powyższego nasuwa się pytanie: czy można kogoś uszczęśliwić za bardzo? – Odpowiedź pozna wkrótce Jarosław Kaczyński i my wszyscy. Naczelnik Państwa roztaczając wyborcze obietnice zalicytował tak wysoko jak nikt do tej pory. Może na tym sporo wygrać, lecz jeszcze więcej przegrać. Ode mnie na razie dostaje żółtą kartkę. I jest na świetnej drodze do otrzymania czerwonej.

Przemysław Piasta
Myśl Polska, nr 39-40 (22-29.09.2019)