Wrześniowa agresja tożsamościowa

trzcianka.jpg
Obchody osiemdziesiątej rocznicy wybuchu II wojny światowej po raz kolejny stały się areną walki dwóch tożsamości międzynarodowych. Podobnie zresztą dzieje się od początku lat dziewięćdziesiątych, także i z innymi rocznicami historycznych wydarzeń. Wydawać by się mogło, że 1 września powinien być momentem nie tylko historycznej, ale i politycznej, a nawet geopolitycznej, refleksji.

W dniu tym powinny odbywać się debaty profesjonalnych historyków, intelektualistów i autorytetów, pokazy i dyskusje nad filmami dokumentalnymi i fabularnymi pokazującymi przyczyny i okoliczności wybuchu II wojny światowej, internetowe debaty na temat położenia Polski w przededniu wojny, różne formy dialogu z badaczami z innych zainteresowanych krajów, w tym z Niemiec i Rosji. Tak się jednak nie dzieje: 1 września, podobnie jak inne wydarzenia rocznicowe, przynosi realizowany przez polityków o wątpliwych kwalifikacjach intelektualnych spektakl, którego istotną częścią jest już sam skład zaproszonych na uroczystości zagranicznych gości, a przede wszystkim dywagacje na temat tego, kto zaproszony nie został i dlaczego.

Narracja Szczerskiego

Oczywiście, jak nietrudno przewidzieć, nie zaproszona została Federacja Rosyjska. Szef gabinetu Prezydenta prof. Krzysztof Szczerski z właściwym sobie brakiem poczucia jakiejkolwiek niestosowności oświadczył, że przy tworzeniu listy gości zastosowano „klucz współczesny”, czyli ograniczono ją do państw należących do Unii Europejskiej, NATO czy objętych unijnym programem Partnerstwa Wschodniego, jakby stosunek do tych inicjatyw miał jakiekolwiek znaczenie z perspektywy rocznicy wydarzeń sprzed 80 lat.

Mniej dyplomatycznie rozgarnięty okazał się inny funkcjonariusz obozu rządzącego Jacek Sasin, który stwierdził, że Władimir Putin jest „przywódcą kraju, który dokonuje zbrojnych agresji wobec swoich sąsiadów, i myślę, że byłoby to jednak nie na miejscu, żeby czcić rocznicę zbrojnej agresji na Polskę z udziałem przywódcy, który dzisiaj tymi samymi metodami traktuje swoich sąsiadów”. Istota sprawy polega jednak na czymś innym, znacznie wykraczającym poza wątpliwej jakości refleksje historyczne i polityczne tego czy innego działacza PiS. Warszawa konsekwentnie realizuje w sferze symbolicznej zadanie podważania historyczno-międzynarodowej tożsamości współczesnej Federacji Rosyjskiej, choć nie odnosi na tym polu widocznych sukcesów, to jednak pozycjonuje się jako konsekwentny, nie uznający żadnych zasad wróg państwowości rosyjskiej jako takiej.

Profesor Andrzej Walicki, najwybitniejszy spośród żyjących polskich rosjoznawców pisze w swej ostatniej książce, że „trzeba zdawać sobie sprawę, że wielkie zwycięstwo w sprawiedliwej wojnie zawsze było dla Rosjan źródłem dumy narodowej, a po upadku komunizmu stało się źródłem najważniejszym, niemalże jedynym” (Andrzej Walicki, „O Rosji inaczej”, Warszawa 2019, s. 42). Nietrudno zatem zrozumieć, że polskie próby uderzania w rdzeń tożsamości państwowej, narodowej i historycznej Federacji Rosyjskiej stanowią element symbolicznej agresji i w taki właśnie sposób traktowane mogą być w Moskwie. Trzeba przy tym przyznać, że cierpliwość strony rosyjskiej, jej wyrozumiałość dla działań prowokacyjnych podejmowanych przez kolejne władze w Polsce jest zaiste ogromna.

Tegoroczny demonstracyjny brak zaproszenia dla przedstawicieli Federacji Rosyjskiej na obchody rocznicy 1 września 1939 roku wywołał reakcje nieco mniej umiarkowane niż zazwyczaj, choć nie świadczy to wcale o tym, że cierpliwość Rosjan całkowicie się wyczerpała. Zasadniczym celem władz polskich jest wykopanie rowu nie do zakopania pomiędzy Polską a Rosją nie tylko na poziomie państwowym, politycznym i międzynarodowym, ale również na poziomie wszelkich relacji społecznych i procesów wizerunkowych. Aby ten cel osiągnąć, stosowane są prowokacje na gruncie reinterpretacji historii, których obiektem działania mają być odbiorcy na trzech różnych poziomach.

Poziom pierwszy, legitymizujący władzę, to oczywiście sami Polacy. Na tym polu raczej dużo więcej osiągnąć się nie da, choć brak krytycznego myślenia będzie miał coraz szerszy zasięg z uwagi na charakter i treść systemu edukacyjnego. A zatem fakt niewystosowania zaproszenia do Moskwy na obchody osiemdziesiątej rocznicy wybuchu II wojny światowej, zapewne w żaden sposób nie odbije się na istniejących podziałach polskiej opinii publicznej.

Drugim adresatem działań władz polskich jest międzynarodowa opinia publiczna, która ma w ten sposób przekonywać się do antyrosyjskiej narracji, zaś anglosascy patroni polskiego kierownictwa – do lojalności Warszawy względem realizowanej przez nich polityki wschodniej. 1 września 2019 roku nie był, jak się okazało, z ich punktu widzenia właściwym momentem do udziału w antyrosyjskim spektaklu. Świadczy o tym choćby nieobecność tak oczekiwanego nad Wisłą przez PiS prezydenta Donalda Trumpa, zignorowanie uroczystości przez przedstawicieli kluczowych państw Unii Europejskiej, a nawet przez niektórych przywódców krajów postradzieckich, np. Białorusi i Armenii.

Trzecim adresatem symbolicznych działań administracji prezydenta Andrzeja Dudy mieli być zapewne sami Rosjanie. Ich reakcja – z natury rzeczy niepozbawiona w takich przypadkach emocji – miała stanowić detonator wypowiedzi krytycznych, które mogłyby zostać przedstawione jako przykład polonfobii w Rosji. Tym samym polskie władze uprawiają dość niebezpieczną grę, w której resentymenty mogą być wzbudzone nie tylko na poziomie gabinetów politycznych czy w studiach telewizyjnych, ale również na poziomie społecznym.

Czy Warszawie udało się taką reakcję w tym roku wywołać?

Częściowo tak, o czym świadczą m.in. rosyjskie debaty na temat roli i znaczenia paktu Ribbentropa – Mołotowa. Dobrą ilustracją nastrojów panujących w rosyjskich kręgach działaczy społecznych, szczególnie tych zainteresowanych sprawami pamięci historycznej, są także liczne stanowiska wydawane przez różne organizacje pozarządowe stanowiące komentarz do braku zaproszenia Moskwy na uroczystości 1 września. Warto zajrzeć do jednego z takich dokumentów, by zrozumieć motywy, tok myślenia i emocje strony rosyjskiej. W sprawie głos zabrało Forum Społeczne na rzecz Zachowania Pamięci o II Wojnie Światowej i Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Jego przedstawiciele zwracają uwagę na kilka znaczących dla strony rosyjskiej faktów, które w Polsce traktowane są często jako mało istotne.

Po pierwsze, Forum zwraca uwagę na to, że zaproszenia do udziału w uroczystościach wystosowano do większości państw poradzieckich z wyjątkiem Rosji, choć jest ona prawnym następcą Związku Radzieckiego, który brał udział w wojnie. „Zostawiając na boku ‘słowiański spór w rodzinie’, rozumiemy rzeczywiste cele, do których osiągnięcia dąży strona polska. Formatując po swojemu kształt obchodów rocznicy katastrofy, Polska stara się zredukować wszystkie okropieństwa II wojny światowej do własnej narodowej tragedii, czyniąc z siebie bezapelacyjnie główną ofiarą, przed wszystkimi innymi” – czytamy w stanowisku, które odzwierciedla przekonanie Rosjan o tym, że skala przelewu krwi była dla nich przecież równie wstrząsająca.

Dalej mowa jest w tekście o tym, że strona polska organizując rocznicowe obchody dzieli ofiary wojny na lepsze i gorsze, pozwalając czcić pamięć jedynie niektórych z nich. Kierownictwo Forum w swoim oświadczeniu zawarło też elementy ocen politycznych, które coraz częściej pojawiają się w publicystyce rosyjskiej: „Jest zupełnie jasnym, że pretendować do roli politycznego, duchowego, moralnego lidera w Europie Środkowej i Wschodniej polskie kierownictwo może wyłącznie w drodze wyeliminowania poza nawiasy Rosji – spadkobierczyni prawnej Związku Radzieckiego, zwycięzcy II wojny światowej. Pojawienie się jej przedstawicieli na uroczystościach rocznicowych 1 września w sposób nieunikniony wiązałoby się z przedstawieniem rzetelnej wersji historii i klęsce zamierzeń organizatorów usiłujących pisać na nowo dzieje II wojny światowej i zniekształcać jej istotę”.

Nie sposób odmówić im racji, pamiętając choćby opublikowany w 2009 roku w przededniu wizyty w Polsce list otwarty Władimira Putina do Polaków, w którym rosyjski przywódca zachęcał do nieco innego traktowania wydarzeń sprzed lat, niż robią to na co dzień dyżurni komentatorzy, eksperci i politycy obecnego obozu władzy w Warszawie. „Rozmyślnie wbijany jest klin między państwami członkowskimi Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej oraz Państwa Związkowego Federacji Rosyjskiej i Republiki Białoruś” – piszą w zakończeniu stanowiska przedstawiciele Forum. I chyba można się z nimi zgodzić, bo jak inaczej interpretować egzotyczny klucz tworzenia listy zaproszonych krajów, który miał objąć wyłącznie państwa poradzieckie uczestniczące w programie Partnerstwa Wschodniego.

Innym interesującym elementem odpowiedzi rosyjskiej na polską politykę historyczną (w tym przypadku również na tą politykę prowadzoną w krajach bałtyckich) jest inicjatywa ustawodawcza rosyjskiego Ministerstwa Obrony dotycząca rzeczywistych działań na rzecz ochrony radzieckich pomników i miejsc pamięci poza granicami dzisiejszej Federacji Rosyjskiej. Noszący tytuł „O środkach oddziaływania na osoby odpowiedzialne za zniszczenie, uszkodzenie lub zbezczeszczenie pomników poświęconych zasłużonym rosyjskim dowódcom wojskowym i ważnym wydarzeniom historycznym” projekt ustawy jest najbardziej chyba dobitną odpowiedzią resortu kierowanego przez Siergieja Szojgu na bulwersujące rosyjską opinię publiczną decyzje ze sfery polityki historycznej i dotyczące miejsc pamięci podejmowane przede wszystkim w Polsce, ale także w krajach bałtyckich. Warto pamiętać, że choć miejsca pamięci podlegają teoretycznie ochronie na mocy umów międzypaństwowych, to nie istnieją żadne sankcje za ich łamanie, co czyni ich obowiązywanie – choćby w Polsce – dość iluzorycznym.

Ustawa w burzycieli pomników

Projekt wymienia trzy kategorie obywateli innych państw, którzy mieliby podlegać odpowiedzialności przed rosyjskim wymiarem sprawiedliwości: 1) bezpośrednich sprawców niszczenia miejsc pamięci; 2) osoby publicznie wzywające do takich działań; 3) funkcjonariuszy i urzędników państwa biorących udział w tych działaniach, lub zezwalających na nie. Sankcjami wobec przedstawicieli tych trzech grup byłyby natomiast objęcie ich zakazem wjazdu na terytorium Federacji Rosyjskiej oraz zajęcie ich mienia i zakaz prowadzenia przez nie jakichkolwiek form działalności gospodarczej czy zawierania umów cywilnoprawnych z podmiotami rosyjskimi.

W art. 2 projektu ustawy znalazła się lista podmiotów uprawnionych do składania wniosków o objęcie sankcjami konkretnych osób fizycznych do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Są to: członkowie obu izb parlamentu, rzecznik praw człowieka, partie polityczne, Izba Społeczna (zrzeszająca przedstawicieli organizacji pozarządowych) oraz inne organy państwa. Zapewne w najbliższych tygodniach ustawa przejdzie proces legislacyjny na poziomie parlamentarnym i czekać będzie – raczej niezbyt długo – na podpis prezydenta.

Oznacza to, że jeszcze w tym roku Federacja Rosyjska podejmie ofensywę wobec osób odpowiedzialnych za politykę historyczną najbardziej antyrosyjsko nastawionych państw Europy Środkowej i Wschodniej. Nie ma żadnych wątpliwości, że na liście osób objętych sankcjami znajdą się politycy Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej, funkcjonariusze IPN i niektórych samorządów. Niewielu z nich zapewne do Rosji się w ogóle wybierało, a tym bardziej zamierzało tam prowadzić jakiekolwiek działania biznesowe, więc zapisy te będą odstraszające co najwyżej dla niektórych polityków z państw bałtyckich. Kolejne wnioski o dołączenie do listy prowadzonej przez rosyjskie MSZ staną się jednak przyczynkiem do kolejnych odsłon historycznych, niekiedy emocjonalnych debat.

W ten sposób, stopniowo i konsekwentnie, władze polskie osiągną wspomniany na początku cel: wywołanie nastrojów antypolskich we współczesnej Rosji. Odpowiedź na pytanie, czy jest to działanie korzystne dla Polski, jest dość oczywista. Prawdopodobnie będziemy mieli jednak do czynienia z procesem nieodwracalnym, mogącym mieć konsekwencje polityczne i społeczne na dziesięciolecia.

Mateusz Piskorski
Fot. Zburzone Mauzoleum żołnierzy Armii Czerwonej w Trzciance zburzone
Myśl Polska, nr 37-38 (8-15.09.2019)