Węgiersko-polska przepaść

Peter-Szijjárto.jpg
Na polskiej ścieżce marzeń o przywództwie w Grupie Wyszehradzkiej (V4) największa przeszkodę jest nasza polityka energetyczna wobec Rosji. W poprzedniej MP opisywałem, jak diametralnie różnią się od nas Czesi, Węgrzy to nasze całkowite przeciwieństwo.

Starają się oni wykorzystać rosyjski potencjał energetyczny. Jeszcze przed rządami Viktora Orbána wzięli udział zarówno w zachodnim projekcie rurociągu gazowego Nabucco, jak i rosyjskim South Stream. Oba upadły, ale dzisiaj minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó (na zdjęciu) wykorzystuje to do usprawiedliwienia energetycznego zwrotu na wschód: „nie wypaliły dwa duże rurociągi – Nabucco i South Stream – więc jedyną drogą do zapewnienia bezpiecznych dostaw są negocjacje z Rosją”.

Węgry chcą się podłączyć pod TurkStream (6-8 mld m3 gazu przez Bułgarię i Serbię), na co zachodnia Europa kręci nosem. W odpowiedzi Péter Szijjártó wprost zarzuca jej dwulicowość i ciągłą presję na małe Węgry, by nie robiły interesów z Rosją: „Dość tej hipokryzji Brukseli! Kraje środkowej Europy żądają takich samych reguł gry... Komisja Europejska zgadza się na zachodnioeuropejskie rurociągi, ale blokuje projekty środkowej Europy. Różnica jest taka, że zachodnie koncerny są zaangażowane w Nord Stream 2, gdy mniejsze firmy z Centralnej Europy uczestniczą w południowym korytarzu. Oczekujemy że Komisja wesprze ten projekt”.

I uderza jeszcze mocniej: „mamy dość ciągłych oskarżeń o współpracę z Rosją. Jeśli popatrzeć na stosunki Zachodu z Rosją, to na powierzchni mamy słowne utarczki, ale za kulisami robi się potężne interesy”. „Niektóre kraje zachodniej Europy mają znacznie bliższe związki energetyczne z Rosją niż my. Takie podwójne standardy są nie do przyjęcia.”

Viktor Orbán jeszcze dobitniej oskarża je o wykorzystanie sankcji do wyparcia z rosyjskiego rynku Europy Środkowej: „sankcje i podobno złe stosunki Europy zachodniej z Rosją nie przeszkadzają im, ich handel z Rosją rośnie, a nasz spada. Wykorzystując sankcje wyparły środkową Europę z rosyjskiego rynku, a same tam weszły i obroty im rosną”. „Widzimy tu zatem kłamstwo europejskie... zarabiają najwięcej, ile się tylko da, i handlują ile wlezie”.

Także w sprawach gazowych Węgrzy już przygotowują się na zimowy konflikt Ukraina-Rosja. Péter Szijjártó spotkał się po raz kolejny z Siergiejem Ławrowem. Podpisano porozumienie gwarantujące dostawy rosyjskiego gazu na rok 2020, niezależnie od przesyłu przez Ukrainę, której kończy się kontrakt przesyłowy. Węgrzy już w tym roku kupili ogromne ilości gazu do magazynów. Zakupy od Gazpromu prawie 60% wyższe niż w 2018 r. To dodatkowe 2 miliardy m3 do poprzedniej umowy, które uzgodnił Szijjártó z szefem Gazpromu Aleksiejem Millerem w Petersburgu.

Węgrzy wzmacniają w ten sposób pozycję Gazpromu w negocjacjach z Kijowem (z którym Budapeszt ma ostry spór o ustawę językową), ale ubijają przy tym dodatkowy interes: w Rosji zacznie być produkowany lek Cariprazine węgierskiego koncernu farmaceutycznego Richter. Rynek rosyjski (15-krotnie większy niż węgierski) został otwarty, teraz negocjowane jest wpisanie specyfiku na listę leków refundowanych.
Viktor Orbán publicznie przedstawia swoją „rosyjską doktrynę”: dobra polityka powinna się opierać na dwóch filarach. Pierwszy - Europejczycy, także bez siły wojskowej Stanów Zjednoczonych, muszą zapewnić bezpieczeństwo militarne kontynentu wobec Rosji. Dlatego Węgry są zwolennikiem europejskich sił zbrojnych.

Drugi filar to „jak najżywsze kontakty gospodarcze z Rosją”. „To jest liczącym prawie 150 milionów mieszkańców kraj o ogromnych źródłach energii i wielkich potrzebach technologicznych. Nie ma sensownego wyjaśnienia faktu, że zamiast czerpać wzajemne korzyści ze współpracy gospodarczej, odcinamy się od Rosji sankcjami” przekonuje Orbán.

Jak widać, pękniecie między polską strategią sojuszu z Ameryką a węgierskim rozgrywaniem swojej pozycji w Europie w oparciu o Rosję jest jak przepaść. Szeroka jak Dunaj i głęboka jak Wysokie Tatry.

Andrzej Szczęśniak
Myśl Polska, nr 27-28 (30.06-7.07.2019)

Dzial: