Maurycy hrabia Zamoyski (1871-1939)

zamoyski 2.jpg
Nazwisko Zamoyski było rozpoznawalne przez każdego polskiego inteligenta – jeden z najpotężniejszych rodów w polskiej historii, rozsławiony już w XVI wieku przez kanclerza Jana Zamoyskiego, wydał na świat wielu zasłużonych dla Polski ludzi.

Mimo to o Maurycym Zamoyskim, zastępcy Romana Dmowskiego na stanowisku szefa Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu, wie się już o wiele mniej. Tymczasem jego pełna poświęcenia praca na rzecz odbudowy Polski zasługuje na najwyższe uznanie. Maurycemu Zamoyskiemu należy się poczesne miejsce w panteonie twórców polskiej niepodległości.

Krótko po 1900 r. związał się z ruchem narodowym i od tego czasu wspierał finansowo Ligę Narodową oraz organizacje z nią związane, m.in. łożył na działalność wśród nauczycielstwa szkół powszechnych. Odegrał pewną rolę w zjednywaniu dla obozu narodowego młodych ziemian związanych do tego czasu z konserwatystami. Janusz Pajewski pisał: „Rodzice – Tomasz Zamoyski, XIV ordynat i Maria z Potockich. Nauki pobierał w Lesznie, później w Stuttgarcie. Według opinii żony "wiele nauki i korzyści z tego pobytu w Stuttgarcie nie wyniósł, zadzierzgnął za to serdeczne stosunki z ówczesną artystyczną grupą Polaków, która w owym czasie liczyła tak sławne nazwiska jak: Fałata, Chełmońskiego, Wyczółkowskiego, Kossaka i innych i przebywała w Bawarii. Pod wpływem tych artystów rozwinął bardzo swój pogląd na sztukę i zamiłowanie do niej, a specjalnie do muzyki, oraz dojrzał wśród ludzi innych sfer, z którymi nauczył się koleżeńsko współpracować i rozumieć ich, co mu tak wiele później w życiu pomogło".

Zgon ojca 21 grudnia 1889 r. uczynił go XV ordynatem, panem wielkiej fortuny, a zarazem – dzięki osobistym sentymentom i poglądom – spadkobiercą rodowych tradycji Zamoyskich. Nazwisko jednego z najpierwszych rodów magnackich w Polsce i wielkopańska fortuna dawały Maurycemu Zamoyskiemu, według ówczesnych pojęć i stosunków społecznych, wyjątkową pozycję w życiu kraju. Gdy mówiło się krótko "ordynat", bez innego określenia, wiadomo było, że to ordynat Zamoyski na Zamościu i Klemensowie. Młodzi ludzie jego sfery wiedli najczęściej życie jednostronne – polowania, jazda konna, bale, karty. Zamoyski nie stronił od takich uciech, ale jego patriotyzm i poczucie obywatelskie skierowały go wcześnie na wyższą drogę, a umocniło go na niej dwóch wybitnych Polaków – Henryk Sienkiewicz i Roman Dmowski”.

Jego pierwszą pasją była rzecz jasna aktywność społeczna i kulturalna, nie był typem rasowego polityka, zresztą czas jego dorastania nie sprzyjał raczej temu zajęciu. Jednak przełom wieków, a potem rok 1905 niejako wymusiły zaangażowanie się w wir życia politycznego. Janusz Pajewski wspomniał o kluczowym dla tego wyboru zetknięciu z Sienkiewiczem i Dmowskim. Dla Zamoyskiego decydująca była zwłaszcza znajomość z Dmowskim. W Warszawie na początku wieku funkcjonował swego rodzaju salon polityczny, w mieszkaniach Sienkiewicza, Władysława Reymonta, wreszcie w Pałacu Błękitnym Zamoyskiego przy ul. Senatorskiej – odbywały się niekończące się spotkania i dyskusje. Idea polityczna stworzona przez Dmowskiego wciągała coraz większe kręgi inteligencji polskiej. Jej czarowi uległ i ordynat.

Po latach stwierdził: „Gdyby nie Dmowski, puste byłoby moje życie”. W roku 1904 Maurycy Zamoyski został przyjęty do tajnej Ligi Narodowej, od tego momentu, przez najbliższe 20 lat, będzie czynnym działaczem Narodowej Demokracji, wielkim pomocnikiem Dmowskiego. Autorka jedynej do tej pory biografii Zamoyskiego, Joanna Janicka, pisze, że sprawami politycznymi ordynat interesował się już od 1901 roku, ale jest pewne, że na serio zajął się nią dopiero w latach 1904-1905.

Zamoyski oddał swój Pałac Błękitny do dyspozycji Ligi Narodowej, a od 1905 roku Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego (SDN). Budynek ten będzie przez burzliwe lata rewolucyjnego wzburzenia świadkiem wielu ważnych wydarzeń. Izabella Wolikowska wspominała: „W najcięższym natężeniu rewolucji, odbywały się tajne zebrania w błękitnym pałacu Zamoyskich. Gromadziły one bardzo liczny zespół działaczy narodowych. Czterema wejściami stójki puszczały gości, legitymując ich, do wielkiej Sali, w której posiedzenia trwały od 6 po południu do 1 w nocy. Gospodarz, Maurycy Zamoyski, często sam pilnował wejścia, był zawsze opanowany, spokojny, ale pełen przezorności. Przychodzi nagle jakiś pan i przedstawia się: - Jestem Rząd. I do tego mówi: jestem Złodziej. Ordynat zdrętwiał. A zacny działacz narodowy, p. Rząd, wybuchnął śmiechem, mieszkał bowiem w Łodzi i chciał krotochwilnie nastraszyć gospodarza”.

Zamoyski wszedł w skład Zarządu Głównego SDN, to on był głównym organizatorem wielkiego pochodu patriotycznego w dniu 5 listopada 1905 roku w Warszawie. Prawie 100 tys. ludzi przeszło ze sztandarami ulicami Warszawy, była to pierwsza od czasów przedpowstaniowych manifestacja patriotyczna w Królestwie. Wspierał SDN nie tylko własną osobą, ale także pokaźnymi środkami, którymi dysponował. W 1905 roku nabył wydawnictwo „Gońca Porannego i Wieczornego” i oddał je stronnictwo, w latach późniejszych nabył koncesje na wydawanie „Gazety Warszawskiej”, którą przekazał spółce działającej w imieniu SDN. Tytuł ten był aż do roku 1919 sztandarowym dziennikiem Narodowej Demokracji.

Debiut polityczny Zamoyskiego był więc bardzo bogaty w wydarzenia. W tym też czasie stał się on sojusznikiem Dmowskiego we wszystkim uznanych za kontrowersyjne posunięciach, takich jak krytyka samorzutnego strajku szkolnego młodzieży, czy decyzja o udziale w wyborach do Dumy Państwowej Rosji. Zamoyski nie wahał się, SDN zgłosiło jego kandydaturę w powiatach janowskim, biłgorajskim, tomaszowskim i hrubieszowskim. Startował więc u siebie, na terenie ordynacji zamojskiej. Jak było do przewidzenia, SDN wygrał wybory w cuglach, zdobywając 61 proc. głosów i 28 głosów elektorskich na 46 możliwych. W głosowaniu elektorskim w całej guberni lubelskiej, w dniu 3 maja 1906 roku, otrzymał 84 głosy, najwięcej z startujących.

W Dumie nie przejawiał większej aktywności, a z kandydowania do II Dumy, w 1907 roku, zrezygnował. Mimo to Zamoyski pozostał bliskim współpracownikiem Dmowskiego na odcinku rosyjskim, co było o tyle ważne, że linia lidera ND w tej kwestii napotkała poważny opór w samym stronnictwie. Nie akceptowano tezy podstawowej, że Rosja przestała być głównym wrogiem Polski, a wobec zbliżania się wojny światowej, to Niemcy są wrogiem naczelnym. Tzw. orientacja rosyjska w polityce ND kosztowała obóz Narodowej Demokracji sporo, tym niemniej, już po latach, sam Dmowski uznał, że upór, z jakim wprowadził ją w życie był najlepszą rzeczą, jaką w życiu zrobił.

Nic więc dziwnego, że kiedy wybuchła wojna, Zamoyski stanął natychmiast przy boku Dmowskiego. Wszedł w skład utworzonego w Warszawie Polskiego Komitetu Narodowego, który firmował powstanie całej sieci komitetów obywatelskich na terenie Królestwa. Obok Zamoyskiego w Komitecie zasiadali: Roman Dmowski, Zygmunt Balicki, Jan Harusewicz, Seweryn Czetwertyński, Wiktor Jaroński i Zygmunt Wielopolski. Komitet wydal orędzie, w którym deklarował walkę Polaków po stronie Rosji i wyrażał nadzieję na „zjednoczenie Polski pod berłem monarchy rosyjskiego”. Jednocześnie Komitet potępiał angażowanie się Polaków po stronie Austrii i Niemiec. Takie stanowisko było to zgodne z ogólną linią Dmowskiego, którego w tych dniach nie było w Warszawie – poprzez zjednoczeniem ziem polskich do niepodległości.

W 1914 roku nie można było oficjalnie wystąpić z postulatem pełnej niepodległości, ważniejsze było to, żeby wojna trwała, a nie zakończyła się pokojem Rosji z Niemcami. Taka polityka miała wówczas pełne poparcie ludności Królestwa, co było dla wielu kompletnym zaskoczeniem. Nic więc dziwnego, że z entuzjazmem przyjęto manifest Wielkiego Księcia Mikołaja Mikołajewicza. Dmowski uznał, że na tym etapie wojny „więcej powiedzieć nie można”, a najważniejsze jest to, że Rosja wysunęła postulat zjednoczenia ziem polskich.

W dniu 16 sierpnia 1914 roku zebrali się w Warszawie członkowie stronnictw: SDN, Polskiej Partii Postępowej, Stronnictwa Polityki Realnej i Zjednoczenia Postępowego. Swój podpis pod odezwą Wielkiego Księcia złożył też Maurycy Zamoyski. Pierwsza partia gry była zakończona.

Wraz z porażką wojsk rosyjskich w roku 1915, dotychczasowa polityka Narodowej Demokracji musiała ulec modyfikacjom. Zamoyski, razem z Dmowskim i innymi politykami Komitetu, wyjechał do Rosji. Ordynat najpierw osiadł w Kijowie, a następnie w Białej Cerkwi w dobrach Branickich. Szybko jednak znalazł się w Petersburgu (od 1916 Piotrogród). Po intensywnych naradach z Dmowskim i innymi politykami ND, ustalono, że należy przenieść ciężar działania na Zachód, do Anglii i Francji. Zamoyski miał wyjechać na rekonesans, co nastąpiło od stycznia do lata 1916 roku (Dmowski dotarł do Londynu przed 26 listopada 1915 roku).

Zanim jednaj wyjechał, złożył wizytę ambasadorowi Francji w Piotrogrodzie, Maurice Paleoloqu`owi, który odnotował słowa ordynata w swoich wspomnieniach: „Pomimo sukcesów armii rosyjskiej w Galicji, Polacy są przekonani, że Rosja nie wyjdzie z wojny zwycięzcą, i że carat goniący ostatkiem sił, przygotowuje się teraz do rokowań z cesarstwami niemieckimi, i koszty tego pojednania ma ponieść Polska, (...) Polacy koncentrują teraz nadzieję na Francji i Anglii, poszerzają roszczenia narodowe. Nie wystarcza im już autonomia pod berłem Romanowów — trzeba im niepodległości pełnej i całkowitej, wskrzeszenia w całości państwa polskiego, i nie spoczną, póki nie zatryumfuj ą w tej kwestii na konferencji pokojowej”.

To będzie wytyczna na najbliższe lata, choć dodać należy, że kontakty polityczne z Rosją zostały podtrzymane. Polscy politycy ND byli nadal obywatelami Cesarstwa Rosyjskiego, a potem państwa rosyjskiego, posługiwali się paszportami rosyjskimi i korzystali z pomocy placówek dyplomatycznych Rosji. Zamoyski nie mógł też abstrahować od tego, że jego finansowe aktywa były zdeponowane w bankach rosyjskich, a sprawa zabezpieczenia pracy politycznej na Zachodzie od tej strony – była kluczowa. Zresztą Zamoyski w lecie 1916 roku powrócił do Rosji, by w sierpniu opuścić ten kraj ostatecznie. Od tego momentu aż do 1924 roku będzie przebywał w Anglii i we Francji. Dodajmy, że w Petersburgu pozostała aż do czasów rewolucji bolszewickiej żona (Maria z Sapiehów Zamoyska) i dzieci ordynata, w tym kilkuletni wówczas Jan Zamoyski (ur. W 1912 r.).

Na Zachodzie rozpoczęła się decydująca rozgrywka. Rola Zamoyskiego niepomiernie wzrosła. Były dwa powody tego stanu rzeczy. Pierwszy to, jak pisał Janusz Pajewski, delikatna sprawa funduszów. „Portfel ordynata” stał się głównym źródłem finansowania pracy Dmowskiego, a potem Komitetu Narodowego Polskiego. W pewnym momencie nie wahał się on nawet zastawić cennych klejnotów rodzinnych, należących kiedyś do Gryzeldy Batorówny. W wynajętych przez niego domach, w Londynie, a potem w Paryżu, mieszkał Dmowski i pracował cały Komitet. Ale była też druga przyczyna – Zamoyski był powszechnie znanym arystokratą, szanowanym i dobrze ustosunkowanym, jego przyjaźń z politykami francuskimi miała teraz niebagatelne znacznie polityczne.

Nic więc dziwnego, że kiedy tworzono Komitet Narodowy Polski, na zjeździe w Lozannie w dniu 15 sierpnia 1917 roku, Zamoyski objął jego wiceprezesurę i funkcję skarbnika. O tym, że jego rola w tym czasie nie była wyłącznie bierna, niech świadczy fakt, że kiedy dyskutowano koncepcję Komitetu, Zamoyski sprzeciwił się samemu Dmowskiemu, który chciał, by był on „sui generis rządem polskim”. I jego zdanie przeważyło – Komitet pełnił funkcję polskiego ministerstwa spraw zagranicznych i ministerstwa wojny nie istniejącego jeszcze państwa polskiego.

Dmowski ustąpił, bo niezwykle cenił Zamoyskiego i jego zaangażowanie. W liście do Ignacego Jana Paderewskiego z dnia 2 września 1917 roku pisał: „Nie ma pan pojęcia, jak pracuje ordynat Zamoyski, pomimo że nigdy w życiu do regularnej pracy się nie wkładał”. Już po latach, w fundamentalnym dziele Polityka polska i odbudowanie państwa wystawił mu niemal pomnik, pisząc:

„Było to wielkim szczęściem polityki polskiej, że miała w gronie ludzi, którzy nią kierowali, ludzi nie posiadających i nie robiących majątków — człowieka z magnacką fortuną, z poczuciem obowiązku obywatelskiego i z mądrą ofiarnością. Gdyby nie Zamoyski, nie wiem, czy polityka nasza zdołałaby wytrzymać walkę z przeciwnikami w okresie najtrudniejszym, w ciągu sześciolecia poprzedzającego wojnę, kiedy popularność naszego obozu zmalała, kiedy stali przy nas ludzie tylko mocnej wiary, nie mający w polityce żadnych widoków osobistych, bo należenie do naszego obozu dawało wówczas jedynie sposobność do nadstawiania karku. W owym okresie główny nasz organ, „Gazeta Warszawska", mógł wychodzić tylko dzięki temu, że Zamoyski pokrywał jego niedobory. I nie były to subwencje wyżebrane — sam się z nimi ofiarował w poczuciu doniosłości sprawy, o którą walczyliśmy.

W ogóle w dziele odbudowania Polski Zamoyski odegrał ogromną rolę. Arystokracja nasza, w której tyle było przez lat kilkanaście niechęci do niego za jego postawę polityczną, winna mu być wdzięczna, że dzięki niemu nie była w tym dziele nieobecna. I to nie dlatego tylko, że był ofiarny — bo byli inni wśród nich, co prawda w niewielkiej liczbie, którzy umieli składać ofiary na cele publiczne, zwłaszcza ofiary głośne, po których następowały głośne wyrazy uznania i wdzięczności — ale dlatego przede wszystkim, że był człowiekiem myślącym samodzielnie, nie idącym, jak prawie wszyscy oni na pasku szkoły krakowskiej, człowiekiem myślącym nowocześnie i rozumiejącym Polskę XX stulecia. Dlatego mógł nie tylko pomagać materialnie polityce polskiej, ale brał w niej czynny udział, osobisty i w wielu rzeczach był wprost niezastąpiony. W tym, cośmy zrobili podczas wojny na Zachodzie, było wiele jego myśli i jego rzetelnej, wytężonej pracy. Należy on do tej garści ludzi, którzy w wielkiej, rozstrzygającej dla naszego narodu chwili umieli tworzyć jego przyszłość, bo umieli myśleć i działać, i myśleli nie o sobie, nie o swoich ambicjach i planach osobistych, jeno o Polsce.

Na próżno usiłowano apelować do jego ambicji. Bezskutecznie zabiegano koło niego, żeby wrócił do Warszawy, przynoszono mu obietnice, że będzie mianowany członkiem Regencji. Jednocześnie próbowano go zastraszyć: gorliwsi aktywiści w kraju nawoływali do konfiskaty jego majątku”.

Nic więc dziwnego, że Dmowski nie wahał się nigdy powierzać Zamoyskiemu prowadzenia pracy Komitetu podczas jego licznych podróży, zwłaszcza do Ameryki i Anglii. To Zamoyski wręczył nominację na stanowisko dowódcy Wojska Polskiego tworzonego we Francji gen. Józefowi Hallerowi i podpisał z rządem francuskim umowę wojskową regulująca status polskiej armii (28 września 1918 roku). Pod nieobecność Dmowskiego, Zamoyski musiał nieraz posejmową bardzo ważne decyzje. Tak było np. w sierpniu 1918 roku, kiedy Niemcy ogłosili notę rządu Jana Steczkowskiego, działającego w Warszawie pod auspicjami Rady Regencyjnej. W nocie gabinet Steczkowskiego proponował Niemcom „definitywne rozwiązanie sprawy polskiej”. W opinii konserwatystów w Warszawie Niemcy nie mogli przegrać wojny na Wschodzie i dlatego Polska musi znaleźć swoje miejsce w takim a nie innym układzie geopolitycznym. Treścią noty zaniepokojenie wyraziła prasa francuska.

Zamoyski natychmiast wystosował pismo (2 września 1918 r.) na ręce premiera Georga Clemenceau, w którym pisał: „Polska zjednoczona, silna i prawdziwie niepodległa może być utworzona jedynie w związku z Francją i jej sprzymierzeńcami. Ta zasada wyklucza wszelkie rokowania i wszelkie układy z Państwami Centralnymi – tej zasadzie Komitet Narodowy Polski pozostał wierny. Nieznaczna grupa polityków, która nie licząc się z opinią narodu układa się w Berlinie czy w Wiedniu, ściągnęłaby na siebie oburzenie powszechne i zostałaby potępiona przez cały kraj, gdyby odważyła się w jakikolwiek sposób zaangażować przyszłość Polski”. Zamoyski publicznie odrzucił też propozycję podjęcia rozmów z Radą Regencyjną w Warszawie. Był to bardzo ważny moment, gdyż właśnie wówczas liczni arystokraci polscy (Janusz Ostrowski, hr. Franciszek Radziwiłł, Zdzisław Lubomirski), zaangażowani po stronie Niemiec – nalegali na Zamoyskiego, jedynego liczącego się arystokratę po stronie obozu Roman Dmowskiego, by porzucił dotychczasową linię i wracał do kraju.

Podczas konferencji pokojowej w Paryżu jego willa przy Avenu Kleber była niemal sztabem generalnym, pracowano tu dniami i nocami. Mieściło się tu Biuro Prac Kongresowych. Za niemal symboliczne uznać należy fakt, że już podczas sygnowania Traktatu Wersalskiego sam Zamoyski i ród przez niego reprezentowany – dostąpił niezwykłego zaszczytu. Ten mało znany epizod opisał syn Maurycego, Jan Zamoyski, w swoje książce pt. "Powrót na mapę – Polski Komitet Narodowy w Paryżu 1914-1919":

„Zakończenie pierwszej części pertraktacji pokojowych, tej najbardziej widowiskowej uroczystości podpisania samego Traktatu Wersalskiego 28 czerwca 1919 r., po siedmiu miesiącach wysiłków dla uzgodnienia wielu rozbieżności, przyniosło małą niespodziankę, którą w trakcie moich poszukiwań odkryłem i przebadałem. Otóż gdy w sali lustrzanej Pałacu Wersalskiego zebrane wszystkie delegacje w obecności prezydenta Francji R. Poincare, po wysłuchaniu przemówień stron, przystąpiły do podpisywania samego dokumentu traktatu, okazało się, że delegacji polskiej brak jest pieczęci... Na dokumencie traktatu, składającym się z wielu stronic złączonych czerwoną wstążką, składali podpisy kolejno przedstawiciele Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, następnie Włoch, Belgii i delegaci Polski. Każdy przewodniczący delegacji przykładał obok podpisu swoją pieczęć łąkową, przytwierdzając tym wstążkę do stronicy. O tym wymogu prawnym dowiedzieli się polscy delegaci dopiero po przybyciu do Wersalu, a ponieważ Paderewski nie przywiózł w ogóle swojej pieczęci, mój ojciec, Maurycy Zamoyski, udał się samochodem do swego mieszkania i zdążył przywieźć pieczęć, która posłużyła premierowi Polski do przypieczętowania tego ważnego dokumentu. Tym sposobem herb „Jelita" znalazł się na Traktacie Wersalskim, dokumencie, który potwierdzał istnienie niepodległego i suwerennego państwa polskiego. Rzeczą przypadku jest, że rodzina Paderewskich posiada ten sam herb, a zatem nie nastąpiło żadne uchybienie wymogom prawnym!”. Dodajmy, że 7-letni wówczas Jan był w tym samochodzie, którym wieziono ową pieczęć.

Podpisanie Traktatu kończyło dyplomatyczną walkę Komitetu o wpisanie Polski na mapę Europy, wytyczało jej zachodnie granice. Ale praca dla Polski nie była zakończona. Kształtowała się odrodzona polska dyplomacja. Premier Ignacy Jan Paderewski poprosił Maurycego Zamoyskiego o objęcie placówki w Paryżu, co nastąpiło w grudniu 1919 roku. Była to w tym czasie najważniejsza nasza placówka, bo to Francja najbardziej nam wtedy pomagała. Kandydatura była naturalna, bo nikt inny, tylko Maurycy Zamoyski mógł najlepiej wypełnić tą misję. Janusz Pajewski ocenia:

„Poselstwo paryskie, to ważna karta w życiu Zamoyskiego. Reprezentować w stolicy wielkiego mocarstwa Polskę, ledwo przywróconą do życia państwowego, zniszczoną, ubogą zdobywającą dopiero granice, otoczoną wrogami, nieznaną czy zbyt mato znaną w świecie – nie była to sprawa łatwa. W wielkim świecie Paryża nie imponował mu nikt, nie zależało mu na nikim. Rozmawiał tylko z prezydentem Republiki, z prezesem ministrów i ministrem spraw zagranicznych oraz z zaprzyjaźnionym marszałkiem, Ferdynandem Fochem. Do rozmów z dostojnikami III Republiki mniejszego kalibru zniżał się rzadko, pozostawiając je swym współpracownikom, zwłaszcza radcy poselstwa, Józefowi Wielowieyskiemu, bywałemu we Francji, żonatemu z Francuzką, Zamoyski czuł się przedstawicielem Polski historycznej, dawnej Rzeczypospolitej Jagiellonów, Batorego i Sobieskiego; nie miało dlań znaczenia, że państwo to upadło, że teraz dopiero wracało do życia państwowego, że było słabe, ubogie”.

Przyjaźń z marszałkiem Ferdinandem Fochem przyczyniała się do wzmocnienia propolskich nastrojów w armii francuskiej, co zaowocuje w trudnych latach kształtowania się polskich granic. To właśnie nota Ferdinanda Focha do Berlina grożąca Niemcom wznowienie wojny, uratowała Wielkopolskę wiosną 1919 roku przed ofensywą, która prawdopodobnie zakończyłaby się likwidacją powstania. Także w lecie 1920 roku, podczas krytycznego momentu wojny polsko-bolszewickiej, tylko dzięki osobistej interwencji Zamoyskiego u prezydenta Francji Milleranda, otrzymaliśmy pomoc w postaci broni i misji wojskowej gen. Maxima Weyganda.

Zamoyski był też architektem podpisanego przez Józefa Piłsudskiego w lutym 1921 roku polsko-francuskiego przymierza. Projekt umowy pisał, wspólnie z Eugeniuszem Romerem, całą noc po francusku, tak, aby nie było żadnych wątpliwości w interpretacji. Pierwsze w życiu spotkanie Zamoyskiego i Piłsudskiego wypadło dobrze – Zamoyski był człowiekiem niezwykle ujmującym, w Piłsudskim, wówczas Naczelniku Państwa, widział majestat Rzeczypospolitej. To był akt symboliczny – jeden z czołowych polityków Narodowej Demokracji razem z przywódcą przeciwnego obozu politycznego kładli fundamenty pod budowę międzynarodowej pozycji Polski. Swoją misję paryską pełnił Zamoyski do końca 1923 roku. Rok wcześniej, w grudniu 1922, o mało nie został pierwszym prezydentem RP.

Jego kandydaturę zgłosił Klub Związku Ludowo-Narodowego (Narodowa Demokracja) w wyniku usilnych nalegań Romana Dmowskiego. Zamoyski opierał się, wahał, ale wyraził zgodę. Przychylnie o jego kandydaturze wypowiedzieli się nawet polityczni przeciwnicy, w tym Józef Piłsudski, który widział w Zamoyskim poważnego i bezstronnego człowieka. Nawet Gabriel Narutowicz początkowo skłaniał się do jego poparcia. Splot niekorzystnych okoliczności (niemożność przekonania przez Wincentego Witosa własnego klubu do poparcia tej kandydatury oraz wysunięcie kandydatury Gabriela Narutowicza) sprawił, że Zamoyski, niemal pewny kandydat, przegrał decydujące głosowanie. Można z pełnym przekonaniem powiedzieć, że gdyby prezydentem RP został Maurycy Zamoyski, Polska uniknęłaby tragicznego wstrząsu, jakim było zabójstwo Gabriela Narutowicza. Byłby to także prezydent, który pełniłby zaszczytną funkcję z godnością i powagą.

Przegrana w wyborach na urząd prezydenta RP i zabójstwo Narutowicza sprawiły, że Zamoyski coraz częściej myślał o powrocie do kraju i zakończeniu kariery politycznej. Zgodził się jeszcze na objęcie stanowiska ministra spraw zagranicznych w gabinecie Władysława Grabskiego, ale ta misja nie potrwała zbyt długo (17 stycznia – 27 lipca 1924 roku). Zamoyski postanowił zająć się podupadłą ordynacją, jej odbudową. Bitwę o Polskę już wygrał, przyszedł czas na inne zajęcia. W ostatnich katach życia chorował na serce.

Zmarł w Pałacu Błękitnym w Warszawie 5 maja 1939 roku. Pochowany został w kolegiacie zamojskiej 9 maja. „Kronika Lubelska" relacjonowała: „W kolegiacie zamojskiej odbyło się złożenie śmiertelnych szczątków ordynata hr. Maurycego Zamoyskiego zmarłego w Warszawie. Przybyłe w towarzystwie najbliższej rodziny zwłoki ordynata, przyjęli zgromadzeni w dawnych bramach Zamościa przedstawiciele władz ze starostą Sochańskim, wojskowych z pułkownikiem Turkowskim, przedstawiciele duchowieństwa miasta, młodzież gimnazjalna, organizacje, oraz niezliczone tłumy mieszkańców. Zwłoki przenieśli na ramionach pracownicy ordynacji. Nazajutrz po mszy świętej, trumnę ze zwłokami przeniesiono do podziemia kościoła, gdzie ustawiono jaw krypcie obok trumien ze zwłokami rodziców ordynata”.

Maurycy Zamoyski był Kawalerem Wielkiej Wstęgi Orderu „Polonia Restituta". Komandorii z Gwiazdą Legii Honorowej, Wielkiej Wstęgi orderów „Danebrog", „Oranie Nassau" i „Korony Włoskiej". Jego następcą i jednocześnie ostatnim ordynatem został syn, Jan Zamoyski (1912-2002). Syna Jana, Marcin, był prezydentem Zamościa.

Jan Engelgard
Na zdjęciu: Maurycy Zamoyski wręcza w imieniu Komitetu Narodowego Polskiego nominację na Dowódcę Wszystkich Wojsk Polskich gen. Józefowi Hallerowi (Paryż, 4 X 1918)

Dzial: