Sakiewicz nastaje na Konfederację

sakiewicz_1.jpg
Sprawa musi być poważna skoro sam redaktor naczelny Gazety Polskiej się nią zajął i w ostatnim numerze swojej Gazety zamieścił dwustronicowy tekst. Przedtem coś mówił na ten temat w Radiu Wnet ale był to tylko niezborny atak na Konfederację i trudno było zrozumieć jaki jest dokładnie jego cel i przyczyny. W swoim tekście wyjaśnia dokładniej o co mu chodzi.

Otóż, według pana Sakiewicza, narodowcy „w USA prowokując konflikt pomiędzy Polakami i Żydami, mogą doprowadzić do zwycięstwa demokratycznego kandydata”, zaś w Polsce odbiorą kilka procent PiS-owi, co, z kolei „wystarczy, by PiS stracił większość w Sejmie”. Czyli według wyobrażenia pana Sakiewicza Konfederacje może spowodować całkowitą zmianę u układzie sił politycznych, nie tylko w Polsce, ale także na całym świecie. Taka to ważna ta Konfederacja. Skoro tak, to trzeba się chyba zapisać, a właściwie, to przystąpić.

Rozumiemy już dlaczego to sam pan Sakiewicz bierze się za walkę z nią. Sprawa, jak to mawiali starożytni Rzymianie, doszła do trzeciego szeregu. A Sakiewicz, to przecież, jak najbardziej, wielka, i coraz większa, persona po stronie „dobrej zmiany”. Uważa on, że „Donald Trump wygrał wybory dzięki dwóm mniejszościom – polskiej i żydowskiej”.

Jeśli naprawdę tak on uważa, to powinien chyba zadać sobie pytanie - dlaczego zatem tak nierówno on je traktuje. Żydom stara się przypodobać pod każdym względem: przeniósł amerykańską ambasadę do Jerozolimy, uznał ich suwerenność nad wzgórzami Golan, daje im miliardy dolarów dotacji co roku i przekazuje najnowsze uzbrojenie. W stosunku do Polski jego stosunek jest diametralnie odmienny. Przysyła tu swoich funkcjonariuszy w rodzaju Pompeo czy Mosbacher, którzy żądają zmiany polskiego prawa i zaspokojenia żydowskich roszczeń, a broń jest sprzedawana bardzo drogo i bez offsetu. Ciągle jakieś ostrzeżenia, pouczenia i żądania. Nawet bohaterów wyznaczają z puli odpowiadającej stronie żydowskiej, jak ostatnio ten Frank Bleichman, funkcjonariusz UB.

Pana Sakiewicza zdaje się jednak nie zastanawiać, ani nie poruszać ta odmienność w traktowaniu strony żydowskiej i polskiej, której nie powinno być, skoro obie mniejszości miały tak samo przyczynić się do wyboru Trumpa. Dlaczego spełnia wszelkie życzenia Żydów, pomimo, że to naraża Amerykę na konflikt z całym światem arabskim, muzułmańskim i jest sprzeczne z prawem międzynarodowym? Polaków zaś traktuje tak obcesowo, wręcz pogardliwie, a wspieranie, przez wywieranie nacisków, roszczeń żydowskich może doprowadzić do materialnej i politycznej degradacji Polski.

Kiedyś, chyba w serialu „Czterej pancerni”, była taka scena, gdzie jakiś kapral chwalił się naokoło, że oddała mu się prawdziwa hrabina, wołając przy tym entuzjastycznie: „niech żyje reforma rolna!”. Wygląda na to, że Amerykanie i pan Sakiewicz uwierzyli, że cały polski naród składa się z podobnych hrabin, które będą ich bezwzględnie kochać, popierać i zrobią dla nich wszystko, i to nawet pomimo działań zmierzających wprost do ograbienia z własności, wołając przy tym: „nie żyją żydowskie roszczenia”. Myślę, że zarówno Amerykanie, jak i pan Sakiewicz ze swoimi politycznymi przyjaciółmi, się grubo mylą.

Stanisław Lewicki

Dzial: