W pułapce bezalternatywności

benjamin.jpg
Już po napisaniu tekstu „Po konferencji – smutne widowisko” premier Morawiecki ogłosił, że nie pojedzie na szczyt Wyszehradu do... Izraela (geografia najwyraźniej podlega coraz bardziej zaskakującym zmianom w związku ze zmianami klimatu!).

MM nie pojechał, miał początkowo jechać Jacek Czaputowicz, ale ostatecznie Polska była nieobecna podczas tego spotkania. Ta demonstracyjna nieobecność niczego naturalnie nie zmieni. Po prostu Izrael i USA to nie są najlepsi kandydaci na sojuszników Polski. Mówiąc najdelikatniej.

Morawiecki ujawnił także, że w czasie konferencji tłumaczył wiceprezydentowi Mike’owi Pence`owi, że „sprawa zwrotu mienia obywatelom amerykańskim pochodzenia żydowskiego jest zresztą całkowicie uregulowana – od lat mamy podpisaną w tej sprawie z Amerykanami umowę indemnizacyjną, która zwalnia nasz kraj z tej odpowiedzialności”.

I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu, jaki mają obecni rządzący i wszyscy radykalni antykomuniści nienawidzący PRL. Z wcześniejszych wypowiedzi MM, całej wierchuszki PiS i IPN z jego „polityką historyczną”, wynika, że PRL to w istocie nie państwo polskie, lecz jedynie inna forma okupacji Polski przez ZSRR. MM zasłynął stwierdzeniem, że Polski w 1968 r. nie było. No, skoro tak, to nie było też ważnych i obowiązujących strony do dnia dzisiejszego umów indemnizacyjnych (podpisanych z 12 krajami, w tym z USA w 1960 r.), lecz jedynie umowy podpisane przez okupacyjną administrację sowiecką, uznawaną przez obecne władze Polski i samego M. Morawieckiego za nie-Polskę. Nie można w ten sposób postępować. Jest to bardzo szkodliwe dla Polski.

Oczywiście Polska współczesna nie ma wyjścia – musi trwać przy mocy prawnej tych umów bez żadnych wątpliwości i wyjątków. Były one wspaniałym osiągnięciem Władysława Gomułki, ale i wcześniejszych – stalinowskich władz. Taki jest paradoks historii. Nie można jednak mieć pretensji i podważać osiągnięć Polski Ludowej w jednych aspektach, tylko dlatego, że w innych aspektach mamy uzasadnioną negatywną opinię na temat tego państwa i działań jego władz.

Formalnie jest wszystko w porządku. Polska z 1945 r. była następcą prawnym II RP, a dzisiejsza Polska jest następcą prawnym PRL. Niemniej obłędna czarna propaganda Polski Ludowej odmawiająca jej prawa do bycia Polską i nazywająca ją okupacją sowiecką (a wg niektórych, nawet gorszą od niemieckiej!), robi nam fatalny PR i wręcz zachęca do kwestionowania naszych praw przez podmioty zewnętrzne. Niestety, nasi rządzący wciąż podchodzą do PRL i bloku problemów z lat 1945-89 wynikających, na sposób romantyczno-infantylny – odczuwają najpewniej sztubacką satysfakcję z publicznego „przyłożenia komunie”. Krótkotrwała satysfakcja przemija, a szkoda dla Polski pozostaje.

Jak wiadomo, sytuacja związana z posiedzeniem Wyszehradu w Izraelu okazała się rozwojową. Po wypowiedziach Netanyahu (dementowanych przez Azari i rzekomo wyjaśnionych! Ha, ha!) przyszła kolej na wypowiedź Israela Katza („Pamiętasz Katz...”, chciałoby się rzec), p.o. ministra SZ Izraela:

„Nasz premier wyraził się jasno. Sam jestem synem ocalonych z Holokaustu. Jak każdy Izraelczyk i Żyd mogę powiedzieć: nie zapomnimy i nie przebaczymy. Byli Polacy, którzy kolaborowali z nazistami. O tym mówił też były premier Icchak Szamir, wspominając historię swojego zamordowanego ojca - powiedział w trakcie wywiad Katz. - Icchak Szamir, któremu Polacy zamordowali ojca, powiedział: „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”. I nikt nie będzie nam mówił, jak mamy się wyrażać i jak pamiętać naszych poległych”.

Ta wypowiedź zadecydowała o tym, że przedstawiciel Polski nie pojechał do Izraela. Ale nie łudźmy się, nawet kolejne jak najbardziej słuszne uwagi ze strony Polski niczego nie zmienią w dalszej perspektywie politycznej. Wszystko wróci do „normy”, bo sojusz ze strażnikiem interesów Izraela na świecie – USA – jest dla PiS bezalternatywny. Jest to w najwyższym stopniu żałosne, że ludzie rządzący Polską cały czas tkwią jak nie w uprzedzeniach XIX-wiecznych, to w latach 50-tych i 60-tych XX w., kiedy Ameryka rzeczywiście wydawała się dla wielu wyśnioną krainą wolności i obrońcą „wolnego świata”.

Coś się jednak w ciągu ostatnich 50-60 lat stało, coś się zmieniło, tymczasem w Polsce panuje absolutna, lekkomyślna i dziecinna bezrefleksyjność. Od przynajmniej początku lat 90-tych XX w. – przyjmijmy, że mniej więcej od śmierci Icchaka Rabina (bardzo pozytywnej postaci polityki izraelskiej) – twardogłowi zwolennicy wymuszania interesów Izraela siłą zaczęli dominować nad polityką amerykańską. Sukces mesjanistycznych neokonserwatystów ugruntował tę sytuację.

Na zupełnie innej płaszczyźnie, USA, z państwa jednak hołdującego w dużym stopniu wartościom cywilizacji łacińskiej przekształciło się w kraj, w którym te tradycyjne wartości zanegowano, i który stał się promotorem wszelakich „nowych wartości” na świecie, tym groźniejszym, że będący supermocarstwem. To nie przeszkadza jednak po dziś dzień pisać fanatykom (np. w Gaz. Pol.), o tym, że Polska chce stać po stronie „wolnego świata” z Ameryką i Izraelem. Tymczasem „wolny świat” lat 50-tych i „wolny świat” dzisiaj, to tylko ten sam szyld, z całkowicie zmienioną treścią.

Bezalternatywni polscy atlantyści zapędzili się w kozi róg. Jak można było nie rozumieć, jaka jest rzeczywista postawa Izraela wobec Polski? Jak można nie rozumieć, że USA zawsze staną po stronie Izraela? No i mamy sytuację, w której naszym bezalternatywnym sojusznikiem jest państwo, które prowadzi narrację nienawiści wobec Polski oraz drugiego sojusznika, który stoi na straży interesów tego pierwszego, a na innej płaszczyźnie wykorzystuje Polskę jako tarczę do swoich hegemonistycznych zapędów na wschodzie.

Nie wińmy jednak USA i Izraela. Kierując się własnym interesem zrobiły tylko to, na co pozwoliły im okoliczności, a te – czyli zachowanie Polski i wielu Polaków – wręcz zaprosiły ich do zachowań, jakie teraz obserwujemy. Polityka bezalternatywna, wynikająca z obsesyjnej rusofobii, była i jest klęska od samego początku na kierunku ukraińskim. Dzisiaj, po owocach powinno być widać również, że bezalternatywny sojusz z USA i Izraelem jest również klęską.

Niestety, nie widzę żadnego światełka w tunelu. Obyśmy tylko nie skończyli przywróceniem stosunków własnościowych w Polsce z 31 sierpnia 1939 r. (o czym marzy wielu głupców nie biorących pod uwagę żadnych okoliczności i ich implikacji). Przestaniemy być wówczas Polską – będzie to oznaczało faktyczne ustanowienie polskiego kolonialnego rezerwuaru najemnej siły roboczej i mięsa armatniego, pozbawionego głosu decydowania o sobie we własnym kraju. Wbrew pozorom i całej naszej uzasadnionej niechęci do wielu aspektów Polski po 1989 r., jeszcze tak źle nie jest. Czasu na zmianę jednak coraz mniej.

Adam Śmiech
Fot. profil fb B. Netanyahu