Multi-kulti czy polityka pronatalistyczna (3)

dzieci.jpg
Polacy należą do dziesięciu najszybciej wymierających narodów świata. Potwierdzają to prognozy demograficzne zarówno sporządzone w Polsce jak i przez instytucje międzynarodowe m.in. przez agendy ONZ. Rząd, który poczuwa się do więzi z narodem problem ten uczyniłby przedmiotem najwyższej troski.

Ale nie premier Mateusz Morawiecki i jego gabinet. Lukę demograficzną, a w związku z tym brak rąk do pracy chcą zapełnić imigracją zarówno z Ukrainy, jak i z innych obcych nam kulturowo narodów, w tym muzułmanów. To zresztą już się dzieje. Polityka pronatalistyczna została więc zastąpiona wprowadzeniem Polski na drogę multi-kulti, której bankructwo na Zachodzie jest widoczne gołym okiem. Czy brak rąk do pracy stanowi rzeczywisty powód ściągania imigrantów, to sprawa, którą omówiłem w poprzednich odcinkach.

7,5 mln w ciągu 17 lat

W ciągu 20-lecia międzywojennego (a właściwie w latach 1921-1938) nastąpił imponujący przyrost ludności naszego państwa. Pierwszy spis ludności został przeprowadzony w 1921 r., który wykazał 27,2 mln mieszkańców, co dawało Polsce 6 miejsce w Europie. Mieliśmy jeden z najwyższych w Europie wskaźników przyrostu naturalnego. Rekordowe wskaźniki przyrostu naturalnego odnotowaliśmy w roku 1923 – 18,5 promila, 1924 – 16,8 prom. i 1928 – 15,6 prom. W liczbach bezwzględnych w latach 1923 – 1925 oraz w 1930 r. mieliśmy ponad 1 milion urodzeń żywych. Ponad 900 tysięcy zanotowano w latach 1922, 1926 – 1929 i 1931, natomiast w latach 1923, 1925 i 1930 ponad pół miliona, w pozostałych latach przeważnie ponad 400 tysięcy. Był to tzw. przyrost kompensacyjny, czyli gwałtowny wzrost liczby urodzeń, następujący po okresie bardzo niskiego (wręcz ujemnego) przyrostu naturalnego. W naszym przypadku chodziło o ustanie skutków I wojny światowej ograniczających dotychczas liczbę urodzeń: duża śmiertelność, głód, trudne warunki życia itd. Na skalę przyrostu naturalnego bez wątpienia miał też optymizm wynikający z odzyskania niepodległości.

Począwszy od 1931 r., następuje spadek przyrostu naturalnego, głównie z powodu następstw Wielkiego Kryzysu Gospodarczego (1929–33): bezrobocia, drożyzny, pauperyzacji itp. Toteż wskaźnik przyrostu naturalnego malał od 14,7 prom. w 1931 r. do 10,6 w 1938 r.

Zniszczyć i zdegradować Polaków

Niemcy w czasie okupacji stosowali dwie metody wobec Polaków. Pierwsza to mordowanie przede wszystkim warstw wyższych – inteligencji, uczonych, przywódców i działaczy politycznych. Zsyłanie do obozów koncentracyjnych stanowiło również coś w rodzaju odroczonej kary śmierci. Od pierwszego dnia wojny do wyparcia Niemców z Polski w latach 1944-1945 okupanci eksterminowali nasz naród. Obok eksterminacji bezpośredniej Niemcy opracowali też sposoby degradacji Polaków, których niewymordowana część miała stanowić darmową czy półdarmową siłę roboczą pracującą dla Rzeszy. Świadczy o tym memoriał datowany 24 listopada 1939 r. (a więc z pewnością opracowany przed agresją na Polskę lub tuż po niej) zatytułowany „Sprawa traktowania ludności byłych polskich obszarów z punktu widzenia rasowo-politycznego” autorstwa doktora Erharda Wetzela i Günthera Hechta, „naukowców” zatrudnionych w NSDAP.

Czytamy w nim m. in.: „Opieka lekarska z naszej strony musi ograniczyć się wyłącznie do zapobiegania przenoszeniu chorób zakaźnych na teren Rzeszy”. Następnie: „Wszystkie środki, które służą ograniczaniu rozrodczości powinny być tolerowane, albo popierane. Spędzanie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. (…) Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegające mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia. Rasowo-higienicznych zarządzeń w żadnym razie nie należy popierać”.

Aby maksymalnie ograniczyć dzietność polskich rodzin prawodawstwo III Rzeszy przewidywało ponadto: redukcję świadczeń chorobowych z tytułu ubezpieczenia społecznego; ograniczenie lecznictwa szpitalnego; zawieszanie zasiłków rodzinnych i świadczeń z tytułu macierzyństwa; na terenach włączonych do Rzeszy – dla Polaków zakaz zawierania małżeństw przez mężczyzn poniżej 28 roku życia i kobiet poniżej 24 lat.

Omawiany dokument został wydrukowany w nrze 2 „Zeszytów Oświęcimskich” z 1958 r. Rzecz w tym, że właśnie tego numeru nie można znaleźć. Są poprzednie oraz następne w roczniku, ale tego właśnie „brakuje”.

Po agresji Niemiec na Związek Sowiecki plany wobec Polaków zostały poszerzone o zamierzenia w stosunku do wszystkich Słowian, znajdujących się pod okupacją niemiecką. Świadczy o tym pismo dra Herbarta Wetzela, radcy w Urzędzie ds. Rasowo-Politycznych NSDAP. Nie radzi on „rozwiązania kwestii polskiej” poprzez totalną eksterminację naszego narodu. Pisze on: „Tego rodzaju rozwiązanie kwestii polskiej obciążyłoby naród niemiecki na daleką przyszłość i odebrałoby nam wszędzie sympatię, zwłaszcza, że inne sąsiednie narody musiałyby się liczyć z możliwością, iż w odpowiednim czasie potraktowane zostaną podobnie. Moim zdaniem, musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wyżej wskazane polityczne niebezpieczeństwa zostały sprowadzone do możliwie najmniejszych rozmiarów”.

Wetzel postulował wobec Rosjan i Ukraińców stosowanie metod zmniejszających i osłabiających populację i sprowadzenie liczby urodzin do poziomu poniżej liczby niemieckiej. Niemcy chcieli utrzymywać w lepszej kondycji społeczeństwo ukraińskie, które miało być przeciwwagą dla Rosjan. Ale Wetzel zalecał tu ostrożność, aby Ukraińcy nie zajęli miejsca Rosjan. Chodziło mu o„znośny” poziom rozmnażania. W tym celu należało zaniechać na terenach wschodnich wszelkich zachęt do zwiększenie liczby narodzin. Przeciwnie – miano wskazywać na koszty, jakie powoduje posiadanie dzieci.

Propagowanie idei „ile więcej mogę mieć dla siebie, nie mając dzieci”. Miano przestrzegać kobiety przed zajściem w ciążę, strasząc groźnymi dla zdrowia porodami. Autor proponował też utworzenie przemysłu produkującego środki zapobiegające ciąży. Ich propagowanie i rozpowszechnianie, podobnie jak środków służących spędzaniu płodu miało być niekaralne.

Zalecano również uruchomienie zakładów dla spędzania płodu. Aby wzbudzić zaufanie ewentualnych pacjentek, miały w nich pracować specjalnie przeszkolone w przeprowadzaniu sztucznych poronień akuszerki i felczerki. „Rozumie się samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej lekarskiej godności” – czytamy w opracowaniu. Znajdziemy w dokumencie też zalecenie propagowania dobrowolnej sterylizacji, niezapobiegania śmiertelności niemowląt oraz wskazanie, by nie uczyć matek pielęgnacji niemowląt.
Przytoczone dokumenty są wstrząsające.

Nie z powodu niemieckich planów, nie z powodu wyjątkowo perfidnych zamiarów i metod ich wcielania. To wszystko znamy, tak jak znamy Niemców. Wstrząsa fakt, że zawarte w nich pomysły, plany, zamierzenia były od 1956 r., a potem po 1989 r. realizowane. Metodami, politycznymi, ekonomicznymi, administracyjnymi, propagandowymi, dezorganizacją publicznej służby zdrowia. Dziś za to płacimy wymieraniem Narodu Polskiego przy kompletnej obojętności władz, szermujących hasłami patriotycznymi.

Powojenny boom urodzeniowy

Po zakończeniu II Wojny Światowej w zasadzie powtórzyła się sytuacja z ;początku lat 20. Począwszy od roku 1946 (wtedy liczbę ludności wynosiła 23,64 mln) przyrost naturalny zwiększał się dynamicznie od 380, tys. by w latach 1953-1958 osiągnąć liczby przekraczające pół miliona. Rekord został osiągnięty w 1955 roku, gdy różnica między urodzeniami żywymi i zgonami wyniosła 532,2 tys., co obrazował współczynnik przyrostu naturalnego wynoszący 19,5 prom. Rekord ten nie został do dziś powtórzony. W tym okresie wskaźnik ten wahał się od 19,5 prom. do 17,9 prom. Od roku 1959 przyrost naturalny powoli lecz systematycznie obniża się, co stanowiło rezultat wprowadzonej w 1956 r. ustawy zezwalającej na aborcję bez ograniczeń. Wskaźnik przyrostu naturalnego z 17,9 prom. w roku 1958 spada do 8,5 prom. w roku 1971, czyli dwukrotnie.

Niemniej wskaźnik dzietności (rejestrowany od 1960 r.) kształtuje się powyżej 2,3 aż do roku 1967, co zapewnia prostą zastępowalność pokoleń, a powyżej przyrost netto. Z taką właśnie sytuacją mieliśmy do czynienia jeszcze w latach 1960 – 1965, (nie mówiąc o latach wcześniejszych), gdy wskaźnik dzietności wynosił odpowiednio: 2,98 – 2,83 – 2,72 – 2,70 – 2,57 – 2,52. W roku 1966 spadł do 2,33 i dalej obniżał się, by wrócić do prostej zastępowalności pokoleń tylko w okresie 1982-1985, gdy wskaźniki dzietności nieco przekraczały 2,3. Później już było tylko gorzej, by dotrzeć do sytuacji tragicznej z punktu widzenia przyszłości narodu. Od tzw. transformacji następuje gwałtowny spadek przyrostu naturalnego i wszystkich jego wskaźników. Ale do okresu PRL przyjdzie nam jeszcze wrócić.
CDN

Zbigniew Lipiński
8 listopada 2018 r.