Jacek Wilczur (1925-2018)

wilczur.jpg
25 września, w wieku 93 lat zmarł Jacek Wilczur. Urodził się 25 grudnia 1925 r. we Lwowie. Był historykiem, prawnikiem i politologiem, specjalistą w zakresie niemcoznawstwa, członkiem Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, badaczem podziemnego kompleksu Riese oraz żołnierzem i egzekutorem Armii Krajowej w Górach Świętokrzyskich oraz żołnierzem Batalionów Chłopskich.

Był jednym z najmłodszych żołnierzy Zgrupowań Partyzanckich Kedywu Armii Krajowej w okręgu radomsko-kieleckim „Jodła” pod dowództwem Jana Piwnika ps. „Ponury” walczącego w Górach Świętokrzyskich oraz oddziału Specjalnego Batalionów Chłopskich.

W wieku 16 lat na swoją prośbę został wcielony do grupy egzekucyjnej, w której wykonywał wydane przez podziemne sądy wyroki śmierci na nazistach, kolaborantach oraz pospolitych przestępcach. Był dwukrotnie ranny w bezpośrednich starciach z Niemcami, dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Po wojnie uzyskał doktorat na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Pracował w Głównej Komisji Badań Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. W lipcu 1964 r. przewodniczył pierwszej ekspedycji GKBZHwP, która przybyła do Gór Sowich. Jej członkowie zbadali dostępne podziemia kompleksu Riese, zebrali zeznania żyjących wówczas jeszcze świadków. Dokonali również ekshumacji masowych mogił na terenie Walimia, w których Niemcy pochowali głównie jeńców włoskich i radzieckich.

Jacek Wilczur brał również udział w poszukiwaniu zrabowanej przez Niemców i wciąż zaginionej Bursztynowej Komnaty. Opublikował w kraju i za granicą ponad trzydzieści książek poświęconych tematyce II wojnie światowej, ludobójstwu hitlerowskiemu. Część z nich poświęcona jest tematyce Riese („Księstwo SS”, czy „Raport Wilczura”). Jacek Wilczur przyczynił się do oskarżenia i skazania na śmierć w Jerozolimie w kwietniu 1988 r. Iwana Demianiuka, ukraińskiego zbrodniarza wojennego, który zajmował się kierowaniem transportów Żydów do komór gazowych w Sobiborze.

W maju 2015 r. Jacek Wilczur wystąpił w krótkometrażowym filmie dokumentalnym pt. „Wilczur” wyprodukowanym przez telewizję TVN24, w którym pierwszy raz przed kamerą opowiedział o wykonywaniu wyroków śmierci oraz odkryciach dokonanych podczas ekspedycji w Góry Sowie.

W latach 90. był aktywnym działaczem środowiska kresowego, blisko współpracował z płk. Janem Niewińskiem – publikował m.in. w tygodniku „Myśl Polska”. Stał na stanowisku, że jednym z największych niebezpieczeństw dla Polski jest odradzanie się ukraińskiego nacjonalizmu. Jedna z jego ostatnich książek była zatytułowana „Do nieba nie można od razu” – i poświęcona była udziałowi ukraińskich nacjonalistów w zagładzie Żydów we Lwowie. Była ilustrowana wstrząsającymi zdjęciami z pogromu, jaki miał miejsce we Lwowie po wkroczeniu tam Niemców w 1941 roku.

O tej książce pisał tak: „Czas, który opisany jest w tej książce przeminął i można mieć nadzieję, że przeminął bezpowrotnie. To, o czym mowa w książce, nigdy już nie powtórzy się w Europie. Jednakże odległość między tamtą epoką, tamtym czasem a dniem dzisiejszym jest krótka. Opisane w książce lata 1941-1943 na okupowanych ziemiach polskich, we Lwowie i na dawnych Kresach Wschodnich RP trwają nadal w pamięci tysięcy byłych mieszkańców. Zakodowane są one w pamięci ich dzieci i wnuków, utrwalone w dokumentach zachowanych w archiwach krajowych i zagranicznych, w literaturze historycznej, w opublikowanych wspomnieniach w Polsce i za granicą. Ci z mojego pokolenia oraz starsi od nas, którym udało się uniknąć śmierci z rąk niemieckich lub ukraińskich, zachowali w pamięci obrazy wydarzeń, które nastąpiły we Lwowie od 30 czerwca 1941 – czyli od wkroczenia ukraińskich batalionów Nachtigall i Roland podporządkowanych wywiadowi wojskowemu Abwehry oraz oddziałów Wehrmachtu – do 23 lipca 1944, kiedy to ostatni żołnierze niemieccy wycofali się z Miasta, do którego wkroczyła inna zaborcza formacja – sowiecka Czerwona Armia.

Tysiące ludzi, zmarłych w owych latach zorganizowanej zagłady, wskutek głodu, zimna, chorób, zamordowanych w bestialski sposób przez ukraińskie nacjonalistyczne bojówki i przez ukraińską policję pomocniczą, przez funkcjonariuszy specjalnych grup likwidacyjnych, przez oddziały SS, policji i regularnej armii niemieckiej, nigdy już nic nie powiedzą. Najczęściej ich szczątki spoczywają w dotąd nie ekshumowanych zbiorowych grobach na obrzeżach Lwowa, w zagajnikach i lasach podmiejskich, nie oznaczonych nagrobkami, krzyżami czy gwiazdą Syjonu, a nawet najmniejszym napisem. W jednej z tych mogił zbiorowych znajdują się szczątki moich najbliższych, rozstrzelanych, zakłutych bagnetami przez niemieckich nosicieli nowego porządku w Europie - Neuordnung i ich ukraińskich pomocników.

Uczestniczyłem aktywnie w owym czasie jako dziecko w działaniach, o których wolałbym nie pamiętać, ale czas, o którym mowa wymusił na dzieciach ich udział w owych wydarzeniach. W czasie, o którym mowa, dla niemieckich sądów doraźnych i sądów specjalnych, nie istniało rozróżnienie między dorosłymi i dziećmi, jeżeli idzie o Polaków i Żydów. W celi dziecięcej, w której przebywałem, był razem z nami dziewięcioletni Rysiek, którego lwowski policyjny sąd doraźny skazał na śmierć i wyrok został wykonany.
22 czerwca 1941 w kilka godzin po tym, jak na Lwów, moje miasto rodzinne, spadły pierwsze niemieckie bomby, zacząłem zapisywać to wszystko, co się wokół mnie działo. Po zajęciu Lwowa przez Niemców nadal prowadziłem swoje zapiski, ale notowałem już tylko ważniejsze wydarzenia. Od 4 kwietnia do 1 października 1942 i od 29 grudnia 1942 do 29 września 1943 przebywałem w niemieckich więzieniach (…)
Nie wszystkie notatki zachowały się, część z nich przepadła, jednak większość wydarzeń z tamtego okresu zapamiętałem i mogłem je odtworzyć. Odtwarzając i rekonstruując moje zapiski, starałem się, aby zachować ich ówczesny styl i charakter. Z tych właśnie ocalonych zapisków, notatek i z tego, co zachowała pamięć, powstała ta niewielka książka”.

Na podst. doniesień agencyjnych i inf. własnej

Na zdjęciu – Jacek Wilczur podczas jednej z uroczystości kresowych, obok Tadeusz Samborski.

Dzial: