Kto zabił Aleksandra Zacharczenko?

hudziec_0.jpg
Nie wiem, zamachowcy nic mi nie mówili, zostawili za to wizytówki na miejscu („polecamy się na przyszłość”) i wyznaczyli ochotników, aby ci dali się złapać. Niemal dosłownie w pięć minut po ataku. Na ręce hiper-ultra służb złożyli oświadczenia, że działali za zgodą i wiedzą SBU, a szkolili ich osobiście Amerykanie. Tacy „USA-ńczycy”, nie wiadomo, czy murzyni.

Takie wrażenie można odnieść z oficjalnych komunikatów. Śledztwo i przesłuchanie przeprowadzone błyskawicznie, sprawcy ujęci natychmiast, winny ukazany bez żadnych wątpliwości. I tak służby znowu wyrosły na najlepsze w tej części Drogi Mlecznej – dlaczego nie były tak skuteczne przed zamachem (znowu)? To pytanie do ich kierownictwa, o ile w tym zapatrzonym w kult spaczonej pracy Donbasie słowo kompetencja w ogóle istnieje.

Podstawą prowadzenia śledztwa jest nie przyjmowanie niczego za pewnik, bo wtedy się widzi tylko te dowody, które założenie potwierdzają. Wie to każdy student kryminalistyki, każdy kto chociażby liznął literaturę, albo serial oglądał. Naturalnie resorty i politycy muszą zwalić winę na SBU/CIA/Mosad, ale ja resortem nie jestem.

Czyja korzyść, tego wina – mówi stare przysłowie. Żadnej korzyści ze śmierci Zacharczenki nie odnosi jego otoczenie i mam tutaj na myśli partię „Doniecka Republika”, jak również środowisko Opłotu, które powoli wyrasta na konkurencję-alternatywę wobec coraz bardziej skompromitowanej partii rządzącej. Nie mniej wszystkie spory, także wewnętrzna konkurencja pomiędzy projektami pozostają kłótnią w rodzinie, która nie wychodzi na zewnątrz- mediów w Donbasie dużo, ale telewizja jedna- mówiąc obrazowo. Wspomniane środowisko na miejsce Zacharczenki nie ma kogo wystawić. Liderka DR, Wołkowa, wygrzebana niegdyś spod ziemi, do dzisiaj próbuje zmyć „hańbę ukraińskiego patriotyzmu w 2014 roku” o którym to przypomniano jej zaraz po przyjęciu urzędu. Dwoi się i troi na wszystkich możliwych uroczystościach- efekt odwrotny do zamierzonego, zwłaszcza, że im większa impreza partii- tym więcej ludzi na niej przebywa pod przymusem i ucieka z pola widzenia przy pierwszej okazji – za co kierownictwu organizacji wdzięczni nie będą. Puszylin, poprzedni lider DR i „gwiazda z przypadku” ma swoje grono sympatyków - które jednak tonie w morzu zadeklarowanych wrogów.

Trapeznikow, obecnie pełniący obowiązki prezydenta, to... właściwie kto? Osoba mało znana ogółowi, raczej obiekt żartów polityków. Naturalnie przy medialnym monopolu partia może wypromować kogo chce- czy skutecznie, czy nie to nie ma żadnego znaczenia. Partia powie, tak więc będzie. Jednak takie promowanie musiało by się zacząć jeszcze za życia prezydenta, co nie ma sensu. Osłabianie jedynego autorytetu władzy to polityczne samobójstwo.

Jest jeszcze nieformalny lider Opłotu, minister skarbu Timofiejew. On, mając za sobą aktywistów mógłby po jakimś czasie konkurować z byłym już szefem państwa, przy czym w otwarty konflikt wątpię. Jednocześnie „Taszkient” jest najbardziej znienawidzoną osobą przez każdego kto republice/systemowi ma coś do zarzucenia. Oskarżany o nadużycia władzy i prześladowania opozycjonistów szerszej sympatii mógłby nie zdobyć, ale jak mówiłem: medialny monopol rozwiązuje kwestie tego, czy ogółowi coś się podoba, czy nie. Sęk w tym, że Timofiejew również padł ofiarą zamachu i cudem przeżył, droga do kariery nie wiedzie przez samobójstwo, nie mniej teraz jego polityczny kapitał wzrośnie.

Z kolei opozycja z jednej strony jedzie na tym samym wózku (Wolny Donbas) i ani jej śmierć prezydenta nie na rękę, ani nie wyciągnie z tego żadnych korzyści – chociażby na prawach medialnego monopolu (aczkolwiek swoje media mają, nie mniej są one pod rządową kontrolą). Natomiast „Patriotyczne Siły Donbasu” działają tylko w oparciu o autorytet Aleksandra Chodakowskiego, który zniknął przed wakacjami – podobno wyjechał na absolutny urlop. Czy były dowódca „Alfy”, delikatnie mówiąc nie lubiący się z ofiarami zamachu odważyłby się na taki krok?

Jednak kiedy mówimy o zleceniu z wewnątrz nie możemy wykluczyć, że chodziło o porachunki na polu biznesowym. Podejrzane sprzedawanie przez telefon upaństwowionych zakładów, nie jasne losy sprzedaży restauracji (w tym tej do której doszło do zamachu). To są kwestie, które w przyszłości zapewne zostaną wyjaśnione, jak na razie nie ma w Donbasie żadnej inicjatywy, która by chociaż zamierzała nie śmiało o cokolwiek pytać. Czy w walce o nie małe pieniądze sięgnięto po argumenty, którymi Donbas przecież żył jeszcze przed 2014 rokiem?

Źródeł można, a nawet trzeba również szukać na zewnątrz. Aleksander Zacharczenko, jak i cała republika, byli/są całkowicie zależni od Kremla. Nie mniej miał on [prezydent] swoje przejawy niezależności bezpośrednio uderzające w plany kuratorów, jak chociażby akcję z „Małorosją”. Od czasu do czasu pojawiały się plotki (powtarzam – plotki), że Moskwa ma Zacharczenki wyraźnie dosyć i nastąpi zmiana. W jaki sposób przeprowadzić taką zmianę w sytuacji ogromnego społecznego poparcia (tak wykazałyby sondaże, naturalnie, i chociaż teraz wszyscy stali się zagorzałymi fanami, to jeszcze przedwczoraj była to kwestia dyskusyjna)? Zapewne, albo na drodze presji, bądź w razie odmowy ustąpienia – zamachu skompromitowania jakimiś skandalami (przypominam o medialnym monopolu).

Sytuacja z Ługańska, gdzie donieckie wojska jechały na wycieczkę, Płotnicki się rozchorował, a jego miejsce zajął szef służb pod którego trzeba było post factum zmienić konstytucję, do tego zamachy na Bednowa, Motorollę itd. wskazują, że klimat do radykalnych działań jak najbardziej istnieje.

W tym miejscu podkreślam, że są to rozważania o możliwościach, tak jak powinno się to robić podczas śledztwa, a nie wskazywanie „oczywiście oczywistych wariantów” – takich nie ma.

Naturalnie największą korzyść odnosi Ukraina, chociaż blasku rycerza broniącego Europy jej to nie dodaje, to jednak Europa już nie raz pokazała, że ma gdzieś Kijów i jego bajki dla pacjentów wiadomych szpitali. Zabicie kolejnego symbolu donbaskiego oporu jest niewątpliwie dużym, aczkolwiek moralnie wątpliwym sukcesem. Do tego stopnia, że ciężko mi powiedzieć kto mógłby być następny – ludzi rozreklamowanych do tego stopnia już nie ma (chyba, że Puszylin).

Jednocześnie jest to manewr ryzykowny, grozi radykalizacją nastrojów społecznych, które o ile z porozumień mińskich szydziły na każdym kroku, o tyle teraz mogą domagać się podjęcia stanowczych działań (chyba, że o to chodzi, o sprowokowanie). To zależy jednak od nowego lidera, którego wyznaczy Moskwa, wcale nie jest powiedziane, że konstytucyjna kolejność obowiązuje reguły gry kuratorów, pojawia się kwestia tzw. wyborów - ale to inny temat.

SBU niewątpliwie miało środki na dokonanie ataku, ale prawdę mówiąc – każdy „z podejrzanych” je miał. Obarczenie winą Ukrainy jest politycznie uzasadnione, czy słuszne? Tym zapewne zajmą się historycy. Pytaniem jak najbardziej martwiącym jest to czy Kijów wykorzysta obecną sytuację i w jaki sposób. Jeżeli zabójstwo miało by być wstępem do ofensywy, to dlaczego nie następuje ona od razu, a podobno będzie za dwa tygodnie (tak, wiem, od 4 lat dwa razy w miesiącu tak się mówi)? Możliwe, że tak miało być, ale pojawił się sygnał zza wschodniej granicy mówiący, aby twardogłowi pomyśleli o tym, gdzie są wycelowane rosyjskie rakiety.

Jednakże, dlaczego przyjmuje się za pewnik, że celem ataku miał być akurat Zacharczenko, a nie np. Timofiejew? Dlaczego wyklucza się od razu możliwość, że to właśnie ten „Taszkient” mający bez wątpienia o wiele więcej wrogów, był celem, a prezydent po prostu się akurat tam pojawił? Tutaj wiele by dała wiedza na temat tego, jakiego ładunku (detonator) użyto- tego jednak nie wiadomo. Podobnie celem mogłaby być sama restauracja, bomba miała wybuchnąć i dać komuś coś do przemyślenia, a że „przypadkowe ofiary” wyglądają właśnie tak?

Oczywiście większość ma już wyrobioną opinię o faszystach, kacapach, spiskach masońskich itd. Z takimi sensu nie ma dyskutować, powyższy wpis nie powstał, aby negować oficjalną wersję, ale jedynie, aby skłonić ludzi do samodzielnego myślenia, niby to nie boli, a jednak ...

Dawid Hudziec, Donieck
profil fb

Dzial: