Rozmowy małżeńskie Wielomskich 17: Co to jest naród

wielomscy 1_8.jpg
Adam Wielomski: Mecz finałowy Mundialu Francja-Chorwacja był czymś więcej niż tylko wydarzeniem sportowym, ponieważ fakt, że połowę drużyny francuskiej stanowili piłkarze czarnoskórzy – będący imigrantami lub potomkami imigrantów – spowodował ożywioną dyskusję dotyczącą relacji między narodem a obywatelstwem.

W młodym pokoleniu polskich nacjonalistów odezwały się silne resentymenty rasistowskie, czyli uczucia obce polskiej tradycji narodowej, żywcem importowane z Niemiec.

Moja krytyka poglądów rasistowskich została skontrowana zarzutem „genderyzmu”: zarzucono mi, że tak jak genderyści twierdzą, że płeć jest kwestią wyboru, tak ja postrzegam podobnie przynależność do narodu, a tak w ogóle, to mylę kategorie narodowości i obywatelstwa, w wyniku czego traktuję narodowość niczym „supermarket” do którego każdy może wejść i wybrać sobie taki naród, jaki mu pasuje. To skrajna symplifikacja! Oczywiście, członkostwo w tym lub tamtym narodzie nie jest zdeterminowane ani rasowo, ani genetycznie. Jest pokłosiem kultury. Członkostwo we wspólnocie narodowej można zmienić, ma charakter wolicjonalny, ale nie jest to prosty proces.

Można żyć pośród obcych 20 czy 30 lat, przyjąć ich obywatelstwo, ale się nie zasymilować. Łatwo asymilują się niemowlęta i małe dzieci, gdyż nie posiadają podglebia własnej kultury. Autentyczny proces asymilacji następuje zwykle dopiero w 2 pokoleniu imigrantów, a i to pod warunkiem, że nie mieszkają we własnym etnicznym getcie na skraju wielkiego miasta. Poza tym przyjęcie obcego języka, kultury, sposobu myślenia uzależnione jest także od nastawienia autochtonów, którzy muszą zaakceptować obcego jako swojego. Asymilacja, która ma charakter stricte kulturowy, jest możliwa tylko wtedy, gdy ja uważam się za członka nowego narodu i gdy członkowie tegoż narodu uważają mnie za swojego. Inaczej mamy do czynienia z klasycznym przykładem nieodwzajemnionej miłości. Dlatego naród i obywatelstwo to dwie odmienne kategorie, a moje rozumienie narodu nie ma nic wspólnego z „supermarketem”, gdzie każdy kupuje to, na co ma ochotę. Członkostwo w narodzie można wybrać, ale musi to być uczucie odwzajemnione i okupione przestawieniem duszy na zupełnie inny, charakterystyczny dla danej wspólnoty, sposób myślenia i postrzegania świata.

Magdalena Ziętek-Wielomska: W dyskusji, o której mówisz, padały ciągle „argumenty” w stylu: jeśli nie myślimy w kategoriach rasowych, to myślimy Michnikiem i Gazetą Wyborczą. Coraz częściej zresztą spotykamy się z takimi zarzutami, czyli: kto nie mówi Anty-Michnikiem, mówi Michnikiem. Konkluzja tego jest prosta: Michnik rządzi prawicą. To on decyduje o tym, jakie poglądy będzie reprezentowała prawica, bo muszą one być dokładnie odwrotnie. Młodzi narodowcy, o których wspomniałeś, reagują wyłącznie jak pies Pawłowa, pobudzani do reakcji przez określone stereotypy, które są budowane w opozycji do stereotypów tworzonych przez lewicę. Co więcej, ich kompletna niemoc intelektualna wyraża się w nieukrywanej przez nich agresji, manifestującej się „rzucaniem mięsa” pod adresem swoich adwersarzy i kultem przemocy.

Ostatecznie więc odpowiadają oni dokładnie temu, jak nacjonalistów maluje Michnik: intelektualnie ograniczone i dość tępawe osiłki, które rozwiązanie skomplikowanych problemów, przed którymi realnie stoją społeczeństwa w XXI w., widzą w przemocy i nazistowskich mitach, które nie sprawdziły się ponad 70 lat temu, i to nie dlatego, że „Żydzi, masoni i Anglosasi” źle chcieli, ale dlatego, że poza przemocą, nie zawierały żadnego realistycznego programu dla współczesnego świata. I owi „Żydzi, masoni i Anglosasi” – do których przecież zalicza się Michnik – mogą spać spokojnie. Intelektualna pustka nazizmu udziela się coraz częściej młodym adeptom nacjonalizmu, którym się wydaje, że maszerowanie z pochodniami i wypisywanie patetycznych haseł może realnie wpłynąć na zmianę aktualnego układu sił. Niestety, a może stety: kto myśli, ten rządzi.

Myśl Polska, nr 35-36 (26.08-2.09.2018)