Antypolskie działania „Gazety Polskiej”

cytacka.jpg
Znany publicysta Pan Tadeusz Andrzejewski pisał o „Pouczenie dla pouczających: nie stracić okazji, aby pomilczeć”. W sumie jest to reakcja na artykuł, który nie tak dawno ukazał się na jednym z polskich portali, napisany przez dziennikarkę polskojęzycznej „Gazety Polskiej”. Nie chciałam przed świętami poruszać tematu, który wzbudza tyle kontrowersji.

Zgadzam się z wybranym przez dziennikarkę Katarzynę Gójską-Hejke tytułem, jednak w trakcie czytania nabierałam przekonania, że tytuł nie ma nic wspólnego z treścią artykułu, który czytam. Zagłębiając się w tekst, zrozumiałam, że redaktor zabrała się za pisanie, nie mając podstawowego pojęcia o problemie, który opisuje, a wiedzę czerpała raczej z propagandowych materiałów litewskich władz. Odnoszę wrażanie, jakby pani redaktor była opłacona przez służby państwa litewskiego. To zgodne z narracją naszego VSD (Departament Bezpieczeństwa Państwa), który twierdził przed rokiem m. in., iż nasze szkoły, szkoły z polskim językiem nauczania, stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa litewskiego. Natomiast w ostatnim raporcie o nas prawie nic, mimo że nic się nie zmieniło w naszych działaniach i dążeniach. Ale teraz VSD nie uważa nas za zagrożenie państwa. Dziwne.

Nasuwa się pytanie, co właściwie władze Polski, mając ogrom różnorodnych możliwości, zrobiły i w jaki sposób pomagają walczyć Polakom z Wileńszczyzny o należne im, jako mniejszości narodowej, prawa? Może pani redaktor, tak świetnie zorientowana w temacie, zna odpowiedź? Może potrafi przytoczyć jakieś przykłady, bo ja realnie nie widzę żadnych działań. Oprócz, aby być sprawiedliwym, wywalczenia przez Jarosława Kaczyńskiego otwarcia w Wilnie filii Uniwersytetu w Białymstoku, ale to raczej z dziedziny oświaty, także ogromnie ważnej, ale nie praw mniejszości. Chyba, że pani redaktor uważa za pomoc prawie 30 lat gadania do ściany, ale to nie przyniosło i nie przyniesie żadnego efektu.
Kolejne pytanie, które rodzi ten nadzwyczaj „rzetelny” artykuł, jest takie: dlaczego społeczność polska zmuszona była szukać koalicjanta?

Gdyby autorka choćby odrobinę zainteresowała się tematem, o którym pisze, to by wiedziała, że Polacy próbowali startować w wyborach do Sejmu RL sami, ale zawsze brakowało kilku dziesiątych procenta do przekroczenia 5-procentowego progu wyborczego, co dawało miejsca w Sejmie. Kto ustalił próg w wyborach do parlamentu na poziomie 5% dla mniejszości narodowych, zmuszając litewskich Polaków do szukania koalicjanta? Kto nie chce wprowadzać na Litwie praw i standardów europejskich, dotyczących mniejszości narodowych, przez co właśnie podburza waśnie narodowościowe, które skrzętnie wykorzystuje Kreml? Są to pytania, na które każdy zna odpowiedź. Jedno jest pewne, nie ma w tym ani krzty winy litewskich Polaków, jak i tych z Korony.

Na koniec już ostatni problem, dotyczący płynącego z Polski wsparcia. Tu muszę się zgodzić z panią redaktor, trzeba je urealnić i wziąć pod uwagę poparcie Polaków na Litwie, jakim cieszą się poszczególne organizacje. Niestety, w rzeczywistości organizacje, które popiera kilkanaście czy kilkadziesiąt osób, dostają zbyt duże pieniądze, a organizacje, popierane przez kilkadziesiąt tysięcy Polaków, otrzymują zbyt mało. Trzeba się również zgodzić z panią redaktor w kwestii, dotyczącej bogactwa największych polskich organizacji na Litwie „w ludzi o szerokich horyzontach, umiejących zachować polskość". W sztandarowych masowych organizacjach polskich takich osób są tysiące.

Trudno się nie domyślić, z czyjej inspiracji powstał ten paszkwil na temat Polaków na Litwie. Wystarczy połączyć ze sobą miejsce pracy autorki, którym jest Gazeta niby-Polska, „liberalny” Klub GP w Wilnie i frustrację po zdobyciu przez nich zaledwie 200 głosów w ostatnich wyborach, podczas gdy Akcja Wyborcza Polaków na Litwie – Związek Chrześcijańskich Rodzin uzyskała ich 70 000.

Nieprawdą jest, że problemem w stosunkach między Polską a Litwą są liderzy litewskich Polaków. Problemem jest, że walczą oni o prawa Polaków na Litwie i każdy z nich, nieważne Kowalski czy Nowak, ten, który będzie najskuteczniej walczył o te prawa, będzie największym problemem.

Nam, Polakom na Litwie, zależy na realnym działaniu ze strony polskiej i realnych wynikach. Każda ze stron dokładnie wie, o co tu chodzi. Ostatnio padają piękne zapewnienia, że sytuacja się polepsza, że zmienia się podejście do naszych problemów itd. Gdzie ona się polepsza? Czy poprzez wprowadzenie ujednoliconego programu nauczania państwowego języka od pierwszej klasy od września 2017 roku? Po czym można sądzić, że zmienia się podejście do naszych problemów, bo nie zauważyłam.

Przedstawiciele polskich władz nie mają chyba na myśli odbudowy torów, bo wszyscy to zauważają i chyba nie łudzą się, że je odbudują z powodu przyjaźni czy perswazji ze strony polskiej. Odbudują je ze zwykłego strachu przed następną karą, bo tylko tak można ich do czegoś nakłonić.

Reasumując, działania i propaganda litewskich władz w omawianym temacie jest skuteczna, czego niestety nie można powiedzieć o działaniach władz RP. Litwa potrafi od prawie trzydziestu lat systematycznie pogarszać sytuację i pomniejszać prawa Polaków na Wileńszczyźnie, co jest prawnie zabronione i równocześnie udawać, że nic się nie dzieje. Polskie władze przez cały ten czas walą łbem o ścianę i mimo, że widzą, iż prędzej rozbiją sobie głowę niż wyburzą tą ścianę, dalej w nią tłuką.

Artykuły w prawicowej Gazecie Polskiej zaczęły upodabniać się do artykułów liberalnej Gazety Wyborczej. Jest to żenujące, ponieważ są to działania antypolskie i antychrześcijańskie.

Renata Cytacka

Autorka jest polską działaczką na Litwie, radną miasta Wilmo z ramienia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, była wiceministrem energetyki. Została także prezesem Forum Rodziców Szkół Polskich Rejonu Solecznickiego
Za: l24.lt

Dzial: