Wyspiańskiego walka o rząd dusz Polaków

wyspianski 2.jpg
Spacyfikowane po powstaniu styczniowym społeczeństwo polskie na przełomie wieków sprawiało wrażenie niepodatnego na ideologię powstańczą i idee walki zbrojnej. Sprzyjały temu panujące wówczas w znakomitej części polskiej zbiorowości, żyjącej w trzech różnych organizmach państwowych, nastroje i postawy lojalizmu i pozytywizmu, dzielące potężnym murem od niepodległości.

Pod tym murem jednak romantycy czasów pozytywizmu drążyli korytarze, którymi docierali do rodaków. Zrazu były to opowieści i obrazy takich twórców, jak Sienkiewicz, Matejko, Grottger. Z czasem zaczęli docierać tymi korytarzami do społeczeństwa coraz to nowi twórcy.

W polskiej rzeczywistości i w życiu duchowym Polaków na przełomie XIX i XX wieku działy się bowiem niezwykłe i poruszające rzeczy. Pisarze, poeci coraz szerzej łączą realizm i naturalizm z zmysłowością i baśniowością romantycznej poezji i dramatu. Tworzą mity i wyobrażenia, podsycają zbiorowe dążenia. Język zaś i wyobrażenia literatury romantycznej zdawały się zyskiwać coraz to nowych wyznawców, dążących do przejęcia rządu dusz Polaków.

Jest to zgodne z coraz powszechniejszymi tendencjami w europejskiej liryce, teatrze, powieści, noweli, szkicu literackim. Przoduje w dokonującym się przełomie teatr, z którego twórcy drugiej połowy XIX wieku uczynili dziedzinę łatwej rozrywki. Twórczość zaś dramaturgiczna Ibsena, Hauptmanna czy teatr muzyczny Wagnera stają się nasycone treściami filozoficzno-społecznymi, sięgają do problemów etyki indywidualnej i życia zbiorowego. Literaci zaś pisząc swe dzieła w języku narodowym są niejako skazani na walkę o niepodległość bądź jej utrwalanie. Wynarodowienie bowiem, upadek rodzimego systemu wartości i symboli odbierałoby sens ich pracy.

Jednym z czołowych twórców tego nowego pokolenia polskich literatów był urodzony w 1869 roku Stanisław Wyspiański. Dążył on wytrwale do stworzenia teatru o religijnym wręcz dostojeństwie. Tworząc taki teatr Wyspiański pragnie służyć nie tylko celom artystycznym, ale poprzez sztukę porwać i unieść wzwyż całe życie narodowe Polaków. Sięga po rząd dusz.

Wyspiański wyraźnie dostrzega nienormalność polskiego życia zbiorowego. To przekonanie wynosi z obserwacji polskiego życia w Krakowie, gdzie zdawało się polska dusza mogła poczuć się swobodnie. Święcono tam, bowiem polskie tradycje patriotyczne i święta narodowe, rozprawiano o polskiej polityce narodowej. Poeta ukazuje niebezpieczeństwa tej niby niepodległości w więzach obcego państwa, przejawiające się w fikcyjnym, rzec można teatralnym wyładowywaniu dążeń zbiorowych. Tym pozorom życia patriotycznego wypowiada literacki sprzeciw.

W 1900 roku Wyspiański zaprojektował witraże królów polskich dla Wawelu, nigdy niestety niewykonane. Na tych witrażach władcy polscy ukazani zostali w dawnej wielkości i trupiej nicości. Kazimierz Wielki złożony w nowym grobowcu jawi mu się w rapsodzie będącym jakby kontynuacją rapsodów Słowackiego, jako wielki duch oglądający swe dawne królestwo. Boleśnie uświadamia sobie zatratę państwa i zejście narodu w grobowe wspomnienia, które zajęły miejsce realnego bytu. Uświadamia sobie panowanie fikcji.

Kolejny sąd Wyspiańskiego o polskiej rzeczywistości wyrażony został na deskach teatralnych, na których wystawiono jego dramat „Wesele” w 1901 roku. W dramacie tym wychodząc od codzienności wspina się na szczyty poezji symbolicznej. Treścią dramatu jest wesele jego przyjaciela, poety Lucjana Rydla z wieśniaczką z podkrakowskich Bronowic, na którym gromadzą się przedstawiciele wszystkich klas społecznych. W nastroju weselnej zabawy nikną przedziały między klasami zgodnie z hasłem: „Z szlachtą polską polski lud”. W zbiorowym podnieceniu w weselną noc objawia się prawdziwa treść polskich dusz, wszystko „co każdemu w duszy gra, co kto widzi w swoich snach”.

W kilka lat później, w 1903 roku, Wyspiański podejmuje ponownie sceniczny osąd nad Polską. W „Wyzwoleniu” kontynuuje swą walkę o rząd dusz i wyrwanie Polski ze sfery ułudy, uśpienia i fikcji. Podejmuje spór z Mickiewiczem, a właściwie jego wyobrażeniem w świadomości ogółu Polaków. Oto przybywający na scenę teatru krakowskiego nowy Konrad urządza improwizowane przedstawienie mające ukazać obraz Polski dzisiejszej. Wśród dekoracji katedry wawelskiej przesuwają się przedstawiciele różnych partii, ideologii, ukazując swą wewnętrzną pustkę. Konrad zaś szuka drogi odtrącając złudy i kłamstwa, które w postaci masek narzucają mu Polskę romantycznych marzeń, wyśnioną. A on szuka drogi ku Polsce realnej, takiej, jak inne państwa.

W trzecim akcie pojawia się Geniusz przypominający Mickiewicza, który chce wieść naród do grobowców przeszłości. Konrad go zwycięża, wyzwalając siebie i naród od upiorów przeszłości. Uświadamia jednak sobie, że zwyciężył tylko w teatrze, złudzeniem zwyciężył złudzenie. Nie ma jednak mocy do przemieniania życia zbiorowego. Tę przemianę może tylko zwiastować i wyśnić. Czyni to pisząc w 1904 roku „Akropolis”, dramat-sen o Wawelu, w którym zstępują na scenę posągi wawelskie i postaci z gobelinów, Biblii, „Iliady”. Zjawia się zwiastun nowego świata naznaczonego chrześcijańskim oczyszczeniem i rozświetleniem dusz – Chrystus Apollo.

W „Nocy Listopadowej” atmosfera warszawskich Łazienek zespoliła postaci roku 1830 ze światem bóstw greckich. Poprzez mit o Demeter i Korze wskazuje poeta na tajemniczy związek dziejów z przyrodą, przejawiający się w ciążącej nad powstaniem listopadowym klątwie upadku, zgonu i wyrastającej ponad nią wiary w wiosenny powrót życia. Ukazuje tu poeta rozległą perspektywę dziejową, społeczną i metafizyczną, kreśli wizję nieodpartej mocy i trudu mającego na celu wyzwolenie osobiste i wyzwolenie z uśpienia i marzeń psychiki zbiorowej. Tak Wyspiański rozumie budzenie natchnienia do realnej walki o niepodległość.

Przywoływane z krajobrazu Krakowa, Wawelu, Skałki, bronowickiej chaty pomniki minionych wieków wiążą się w jakiś tajemniczy nierozerwalny związek identyczności, stają się nie tyle tłem wypadków, co ich źródłem. Tradycja literacka przybiera więc w utworach Wyspiańskiego szczególnej mocy płynącej z dzieł Mickiewicza, Słowackiego, Matejki. Poeta pragnie jednak wydobyć z nich głos swego pokolenia. Poddaje się czarowi poezji romantycznej, który jednakowoż pęta społeczeństwo, usypia, odwodzi od nowego życia, twardej rzeczywistości, której tak potrzeba narodowi. Odrzuca władzę wspomnień i marzeń w życiu narodowym. Rzec można wzywa do odzyskania normalnego bytu państwowego i wytężenia sił, których pulsowanie czuł w narodzie, w chłopskiej tężyźnie.

W teatrze, sztuce nie wygrywa się, jak wiadomo, bojów politycznych. „Wesele” i „Wyzwolenie”, nie były hasłem do walki, lecz wnikaniem do głębi duszy narodowej i budzeniem tęsknoty do powstania. Słowo poetyckie miało więc powstrzymać wewnętrzne osuwanie się po pochyłości. Dramaty te są zaledwie rodzajem ułańskiej przygrywki, mającej prowadzić do wewnętrznej odbudowy duszy i świadomości zbiorowej.

Wyspiański dążył zatem do zjednoczenia myśli i czynów jednostek z życiem zbiorowym, bo rozumiał, że naród może rozwijać się i zwyciężać tylko wtedy, gdy tworzy jedność prądów i wysiłków. Lelewel w „Warszawiance” mówi do księcia Adama Czartoryskiego:

„W walkach się naród skrzepi nadto dumny
przeleje strugi krwi – krew się oczyści.
………………………………………………………………….
Jest Przeznaczenie, które nami rządzi… aż się ziści
tajnych wyroków czas… tajemnica,
która tu właśnie nasze obłędy
stłumi…
Jest czyn,
który umysły roztargnione zwiąże,
co najbardziej zaważy na wydarzeń szali.”

Wyspiański rozumiał, że osiąganie tej prawdy jest możliwe tylko dla zwycięskiego narodu. Ale myślał teatrem i gdy coś mówił, wyrażał to teatrem.

Posługuje się chętnie ucieczką w legendę. Młodych podchorążych z „Nocy Listopadowej” wynosi do wymiaru starożytnych herosów. Sens ich poczynań wyraził w obrazie zakutego w łańcuchy Łukasińskiego. To w jego usta wkłada znamienne słowa: „Witaj jutrzenko swobody, zbawienia za tobą słońce”. I to pozwala mu dostrzec słabość poczynań powstańczych, przyjąć wizję malarza-patrioty porwanego rozmachem sprawy listopadowej i stworzyć dramat przewyższający poezję romantyczną.

„Wesele” i „Wyzwolenie” stanowią już rozrachunek z literaturą romantyczną uważaną za biblię narodową i powstaniem listopadowym, jako praktycznym wyrazem politycznej ideologii romantyzmu. W „Weselu” wyraża swą gorycz stąd płynącą. Wesele przyjaciela stało się okazją do spojrzenia na załganą rzeczywistość polską odwołującą się do wielkich tradycji utrwalonych w sztuce, ale wewnętrznie pustą, jednakowoż pretendującą do odegrania wielkiej roli politycznej w procesie odzyskiwania niepodległości.

„Wesele” jest dramatem godnym zatrzymania powtórnej uwagi. Jest bowiem generalnym rachunkiem sumienia zbiorowego, obejmującym przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Zawisza Czarny staje obok Stańczyka, hetmana-zdrajcy i zbrodniarza Szeli. W bronowickiej weselnej chacie widzimy całą Polskę dawną i współczesną, pańską i chłopską, tę spod Grunwaldu, czasów zygmuntowskich, upokorzona w czasach Targowicy galicyjskiej rzezi, Polskę współczesną i rzeczywistą, dawną, mityczną, piastowską, Polskę zza najbliższego okna, z gorzkich wspomnień i serdecznych marzeń.

Chwila wesela skłania do rachunku życiowych tryumfów, klęsk i nadziei. Tańczą tu razem ludzie smutni, weseli, pełni napięcia, starzy, młodzi, intelektualiści i prostaczkowie, dostojna Radczyni, krzepki Czepiec, panienki z krakowskich salonów, Rachela panna modern z bronowickiej karczmy, jej ojciec Żyd i Dziad. Wspominają „krwawe zapusty” sprzed pół wieku – rabację Szeli. Jest Poeta ulubieniec czytelniczek z końca wieku i Nos – artystyczna dusza, uczestnik alkoholowych odurzeń. Są starcy, dzieci, panowie, parobcy, matrony, podlotki.

Wesele zrazu żwawo się kręci, z czasem zaczyna się potykać, zatrzymuje się i rusza do zaczarowanego tańca. Trzeźwiejący weselnicy przemieniają się w błąkające się po ziemi duchy nawiedzone przez duchy przeszłości. Wesele staje się świętem tego, co umarło nie tylko w historii, ale także w duszy współczesnych Polaków. Staje się też rachunkiem tego, co żyje w duszach ludzi końca wieku przytłoczonych historycznymi katastrofami i osobistymi rozczarowaniami. Owo zniechęcenie najpełniej wyraża Poeta świadomy jałowości swego życia: „Wist, partyjka, kolacyjka” oto jego życie. A Nos swoje alkoholowe szaleństwo uzasadnia poszukiwaniem podniet duchowych i patriotycznych:

„Piję, piję, bo ja muszę,
bo jak piję to mnie kłuje:
wtedy w piersi serce czuję,
strasznie wiele odgaduję,
tak co polskie coś miarkuję.”

Gospodarz zaś w rozmowie z Wernyhorą poczuł dotknięcie prawdziwego wielkiego wydarzenia i uświadomił sobie swoją pozycję:

„a oto co z nas pozostało:
lalki, szopka, podłe maski,
farbowany fałsz, obrazki”

Wielkie sprawy historii i ducha bohaterowie „Wesela” przeżywają, jako wspomnienie, marzenie. Dziennikarz określi to jednoznacznie:

„Nad przepaścią stoję
i nie znam, gdzie drogi moje.”
Poeta doda:
„z tylum już zawracał dróg,
dla mgieł, dla nocy, ciemności.”

Taki oto jawi się Polak z końca wieku. Szuka drogowskazów zagubiony wśród duchowych przepaści, stęskniony do „ogromnych wielkich rzeczy”.

Do tej bronowickiej izby pełnej półsennych postaci przybywa Wernyhora. Zjawiają się „chłopi z ostrzem rozmaitym”. Weselna chałupa zdaje się zmieniać w nowe Soplicowo – twierdzę polskości, skąd lada moment zbrojna gromada wyruszy do boju. Jest nawet scena powstańczych pożegnań, całkiem jak w „Panu Tadeuszu”, „Nad Niemnem”, opowiadaniach Żeromskiego. Czepiec wygarnia Gospodarzowi:

„jeżli nie pójdziecie z nami,
to my na was z kosami.”

Ale cud się nie zdarzy. Przybyli chłopi nigdzie nie wyruszą. Zastygają w oczekiwaniu. Pan Młody zamiast działać rozmyśla, że jego marzenie się spełniło, znalazł księżniczkę z bajki. Poeta zaś uzna flirt z Maryną za realizację hasła „sztuka dla sztuki”. Wszyscy zresztą bohaterowie „Wesela” nie dość wierzą w Boga, w Polskę, w sens własnego życia. Nie czują się na siłach sprostać zadaniom z ich wiary wynikającym. Zaledwie tęsknią do cudu, co by przemienił Polskę, wlał radość w zgorzkniałe dusze. Pod wpływem alkoholu, poezji i nastroju chwili Rachela, Poeta i Pan Młody przywołują Chochoła i inne zjawy, zaślepieni nadzieją, że dostąpią cudu przełomu.

Zatrwożonych uczestników wesela Rycerz pyta: „A czy wiesz, czym ty masz być”. Pewno chcieliby rzeczy wielkich, kochać Polskę i służyć jej, być godnymi wielkich przodków. Ale pozostają przerażeni sobą, wstrząśnięci wizją Polski nikczemnej. Hetman i Upiór to wcielenia najpotworniejszych epizodów narodowej historii, zdrad, bratobójstwa. „Mego dziadka piłą rżnęli” wspomni Pan Młody. Rycerz i Stańczyk uosabiają znowu najchwalebniejsze momenty naszej historii. Weselnicy widzą ich wielkość, ale nie czują się na siłach stanąć obok tych olbrzymów. Poeta powie, że Polską jest serce proste wiejskiej dziewczyny, której się Polska przyśniła. W tym sercu szukać trzeba nadziei na pobojowisku młodopolskich i narodowych rezygnacji, pomimo zdrady Hetmana, zbrodni Szeli, zgubienia złotego rogu przez Jaśka.

Wyspiański, poeta czasów melancholii i dekadentyzmu ustawił przed oczyma współczesnych lustro, w którym ujrzeli oni swe ułomności i skierował do nich surowe wezwania. Rozbudzony Gospodarz przyznaje: „Była na dusze obława”. Kto je łowił niewiadomo. Ale łowy były poważne. Prosty chłopak Jasiek doznaje bowiem zgrozy na myśl o utraconym złotym rogu. A w zawołaniu Chochoła „Miałeś chamie złoty róg” pobrzmiewa szyderstwo z tych, którzy przegrali zmagania z własną słabością. Wyspiański mówi wiele surowych prawd Polakom przejętym swoją ojczyzną zarówno w roku 1901, jak i 1918, 1939 i dziś.

Jest więc „Wesele” wezwaniem Polaków do czynu, obnaża słabości, sonduje głębię narodowych win i kompleksów. Zdaje się wątpić, czy Polacy naród chłopsko-szlachecko-mieszczański jest jednością. Swoim współczesnym mówi dobitnie: nie jesteście gotowi do powstania, nie wierzycie w zwycięstwo, brak wam sił do ofiary i walki. Ta przestroga była aktualna w okresie niewoli, walk o niepodległość, jest aktualna i dziś, gdy trzeba codziennej usilnej troski i czynu, aby zapewnić niepodległość i siłę naszego państwa.

Wyspiański wskrzeszenia wymarzonej Polski nie doczekał, ale był pierwszym poetą odzyskanej państwowości naszego narodu.

Zdzisław Koryś
Myśl Literacka, marzec 2018