Z „Burym” na Hajnówkę

bury_1.jpg
Pomimo protestów i coraz większych wątpliwości wokół postaci Romualda Rajsa „Burego” – w Hajnówce, tak jak przed rokiem, przeszedł Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych jemu właśnie poświęcony.

Wybór miejsca tego Marszu jest, bez względu na to, jak ocenia się działalność „Burego” w polskich środowiskach – jawną prowokacją wymierzoną w dobre relacje polsko-białoruskie. Nie jest bowiem dziełem przypadku, że w tym roku głos w tej sprawie zabrało białoruskie MSZ. Ustami swojego rzecznika Dzmitryja Mironczyka wyraziło ono zaniepokojenie Marszem. „W Hajnówce większość mieszkańców ma korzenie białoruskie. Żyją potomkowie tych, którzy zginęli przez „Burego”. Czy potrzebujemy zaostrzania stosunków pomiędzy Białorusinami a Polakami? Czy jest nam potrzebny dialog historyczny? W polskim panteonie narodowym jest wystarczająco wielu bohaterów – rycerzy bez strachu i skazy – w tym wspólnych z narodem białoruskim. Nie powinno być w nim miejsca dla zbrodniarzy wojennych, którzy mają ręce po łokcie w krwi. Ale decydować o tym powinni sami Polacy”.

To bardzo wyważone i pojednawcze i oddające prawdę oświadczenie – oczywiście nic nie zmieniło – Marsz się odbył, jak co roku przy czynnym udziale „środowisk narodowych”, w tym ONR. Tak oto, po raz kolejny utrwala się w opinii publicznej obraz tego obozu, jako formacji skrajnej, której twarzą stał się „Bury”, który z obozem narodowym nie miał nic wspólnego, wręcz przeciwnie, do przedwojennego ONR w Wilnie był nastawiony wrogo. Ale o tym uczestnicy Marszu pewnie nie chcą wiedzieć. Ma to zresztą szerszy wydźwięk – młodemu pokoleniu narzucono sprymitywizowaną i zwulgaryzowaną wizję ruchu narodowego. Dla nich to „Bury” jest kwintesencją narodowych wartości i tradycji, a nie Roman Dmowski, Jan Ludwik Popławski, Stanisław Grabski, czy Stanisław Kozicki, który w 1945 roku jasno stwierdził, że konspiracja zbrojna jest sprzeczna z myślą polityczną Narodowej Demokracji.

Jedno jest pewne – takie Marsze jak ten w Hajnówce nie służą sprawie polskiej, a konsekwencje mogą być dla nas przykre – już od lat probanderowskie środowiska ukraińskie w Polsce „pracują” nad pozyskaniem dla swojej polityki mniejszości białoruskiej. Jeszcze trochę i im się może to udać.

Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 11-12 (11-18.03.2018)