Wielkość Aleksandra Wielopolskiego

al.jpg

Minęła 140. rocznica śmierci Aleksandra Wielopolskiego (1803-1877). Był on obecny na polskiej i europejskiej scenie przez zaledwie dwa lata, jego reformy, które miał dobrze zaplanowane i przemyślane, zostały w bardzo krótkim czasie w dużej mierze zrealizowane.

Nie stawiał na porządku dziennym postulatu odzyskania niepodległości, w pewnym momencie zrezygnował nawet z żądania powrotu do Konstytucji z 1815 roku, ograniczając się do programu swego rodzaju półautonomii wyłącznie na obszarze Królestwa Polskiego.

Nie miał za sobą poparcia społecznego, nie miał poparcia większości elit rosyjskich, a miał przeciwko sobie trzymający rząd dusz obóz rewolucyjny i dwa potężne mocarstwa niemieckie. Miał przeciwko sobie także biurokrację rosyjską i koła wojskowe w Królestwie. A mimo to jego nazwisko stało się głośne w całej Europie, pisały o nim gazety, dyskutowano o nim na spotkaniach dyplomatów w największych stolicach europejskich. W Berlinie i Wiedniu budził strach a nawet panikę.

Jeśli te obawy nie miały w ówczesnych realiach uzasadnienia, to powstaje pytanie – skąd się brały? W czym tkwiła tajemnica tego fenomenu? Paradoksalnie, odpowiedź na to pytanie dał Józef Piłsudski, admirator tradycji insurekcyjnej, pisząc w swoje książę "Rok 1863" o Margrabim:

„Chciałem go kochać za wielkość, bo miał on dumę i godność swego narodu. Widzę wspaniałą scenę – pałac zimowy w ogromnym Petersburgu, liczny zastęp dygnitarzy czeka na wejście cara, czekają — stojąc, pokornie i cierpliwie — margrabia siedzi. Gdy zwrócono mu uwagę, by powstał, gdyż majestat rosyjski ma wejść w tej chwili, odpowiedział: „Przed królem swoim dopiero powstanę”. Nie był niewolnikiem, wielka siła, wielka duma. Padł, zduszony obręczą bagnetów z jednej i z drugiej strony, padł pod siłą pogardy, gnieciony często potwarzą nienawiści”.

Podobny respekt prezentowali także historycy i publicyści orientacji niepodległościowej i socjalistycznej, choćby Artur Śliwiński:

„Od jego olbrzymiej a niesłychanie pewnej siebie postaci wiało jakimś posępnym majestatem, który nad Newą budził szacunek i zdziwienie. Wielki pan polski, noszący wysoko swoją lwią głowę, a przed nikim niezginający hardego karku, był w atmosferze służalczości tak niezwykłym zjawiskiem, że powszechną wzniecał sensację. W wypadkach wątpliwych ratował sytuację niezachwianą pewnością siebie, która nieraz w najwyższym stopniu imponowała Moskalom (…) Dygnitarze rosyjscy z wzrastającym podziwem spoglądali na tego magnata, który nie piął się po szczeblach kariery, lecz wprost z zacisza wiejskiego wyniesiony na wysoki urząd, ośmielał się w Warszawie stawać do walki z namiestnikami samego cara, a w Petersburgu otaczał się dumą i nakazywał dla swojej osoby szacunek. Nie wiedziano, co z nim robić. Dostrzegano w nim siłę, rozumiano, że usług takiego człowieka odrzucać nie można, jeśli Polska ma być uspokojona, ale jednocześnie nie dowierzano mu i obawiano się spełnienia jego żądań”.

Dostrzegano w Margrabim, w jego postawie i działaniach, uosobienie Polski niepodległej, dumnej, nie uginającej się przed nawet najpotężniejszymi tego świata. Margrabia jawił się niczym wielki wyrzut sumienia, cień rozebranej i unicestwionej Polski, ale jednocześnie wielu widziało w nim symbol Polski powstającej z kolan, Polski wyciągającej ręce po swoje prawa, a z czasem po niepodległość. Tym tylko można wytłumaczyć ten fenomen. Wielopolski nie miał, w przeciwieństwie do księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, swojego planu puławskiego jasno stawiającego postulat zjednoczenia ziem polskich w wyniku wojny Rosji z Prusami i Austrią, nie miał dalekosiężnych planów księcia Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, a mimo to stał się symbolicznym łącznikiem między dawną, upadłą Polską, a Polską, która miała nadejść.

Aleksander_Wielopolski-(Beyer).jpg

Ale nie o symbolikę i ducha przeszłości tylko chodziło. Na początku XX wieku, kiedy w nowych warunkach politycznych obóz Narodowej Demokracji rozpoczynał walkę o autonomię Królestwa Polskiego, jako zalążka przyszłej niepodległej Polski, Jan Ludwik Popławski wskazał na doświadczenia polityki Wielopolskiego w kontekście nowych wyzwań dla Polski. Uznał, że w realiach początku lat 60. XIX w. Wielopolski nakreślił jedyny możliwy do realizacji program dla kraju, czyli „zapewnienie narodowi polskiemu koniecznej samodzielności prawno-politycznej, która daje się pogodzić z interesem prawdziwym państwa rosyjskiego”.

Popławski realistycznie oceniał, że w owym czasie nie było międzynarodowej koniunktury, która dawałaby nadzieję na zjednoczenie rdzennie polskich ziem przez Rosję i powiększenie granic Królestwa, bo „polityka rosyjska inne miała wtedy i później, ważniejsze i pilniejsze interesy i zadania”. Dalej autor tego tekstu pisał, że ideowi spadkobiercy Margrabiego, kultywujący jego pamięć i na niego się powołujący, wzięli od niego jedynie „sentymentalny i nie mający dziś wartości politycznej frazes o „pojednaniu się” Polaków z Rosją, wyrzekanie się wszelkiej myśli o niepodległości, wreszcie lekceważenie opinii i uczuć patriotycznych”. Pominęli zaś „istotę programu, mianowicie oparcie stosunku Polaków do państwa rosyjskiego na uznaniu samodzielności prawno-politycznej Królestwa, pominęli to, co było duszą i co o oczach naszych wiele win i błędów Wielopolskiego odkupuje – mocne poczucie indywidualności narodowej polskiej”.

I na koniec, formułując postulaty polityki polskiej, Anno Domini 1905, polityki wchodzącej na drogę wiodącą do odzyskania niepodległości, Popławski w imieniu obozu Narodowej Demokracji powracał wprost do postulatów Margrabiego sprzed lat czterdziestu: „Żądanie autonomii Królestwa to żądanie rewindykacji stosunku naszego do państwa, którego rząd rosyjski nie miał prawa zmieniać. Prawnie Królestwo nie należy do Rosji. Zostało ono w 1815 połączone z państwem rosyjskim, kiedy prowincje litewsko-ruskie zostały przyłączone (…) Podstawą prawną i historyczną Królestwa do państwa rosyjskiego są postanowienia Kongresu wiedeńskiego zawarte w akcie, zamykającym ten kongres”.

Aleksander Wielopolski nie może być więc postrzegany jako jedynie czołowy reprezentant polityki „ugody i wyrzeczenia się niepodległości”, a w skrajniejszej wersji nawet czołowy reprezentant „obozu zdrady narodowej”. Tak naprawdę, nigdy go tak nie traktowano, także w opinii czołowych polityków obozów niepodległościowo-piłsudczykowskiego i narodowo-demokratycznego, które wykrystalizowały się na przełomie XIX i XX wieku.

Jan Engelgard

Jest to fragment naukowego artykułu pt. „Aleksander Wielopolski i niepodległość Polski w latach 1861-1862” zamieszczonego w książce „Aleksander Wielopolski. Próba ustrojowej rekonstrukcji Królestwa Polskiego w latach 1861-1862”, Warszawa-Radzymin 2014. Ukaże się także w przygotowywanej do druku książce autora pt. „U źródeł polityki polskiej. Od Wincentego Krasińskiego do Romana Dmowskiego”

Dzial: