Problem z NSZ (5)

BP 1943.jpg
Zanim przejdę do omawiania najtrudniejszych kart historii „współpracy” części czynników NSZ/ONR/ZJ z Niemcami, koniecznym jest zarysowanie sytuacji ogólnej w jakiej do niej doszło.

O ile Stronnictwo Narodowe poruszało się na płaszczyźnie legalnej w kontaktach z rządem londyńskim, tj. miało własne zdanie w dopuszczalnych ramach oraz co prawda stworzyło własną organizację wojskową w postaci NOW, ale uczyniło to niejako z konieczności politycznej, uważając, bez wątpienia słusznie, że Służba Zwycięstwu Polski została stworzona przez wojskowych o jednoznacznych konotacjach sanacyjnych (z gen. Michałem Karaszewiczem-Tokarzewskim na czele), a to grozi przejęciem kontroli nad akceptowaną przez Londyn główną organizacją wojskową przez ludzi znienawidzonego reżimu przedwojennego, co zrodziłoby w przyszłości (w czasie odzyskiwania wolności przez Polskę) konkretne konsekwencje natury politycznej, to jednak przez cały czas dążyło do ujednolicenia wysiłku wojskowego kraju, żądając jedynie zneutralizowania czynnika sanacyjnego i, w momencie scalenia, zapewnienia podmiotowości ludziom NOW w ramach Armii Krajowej.

Nawet najbardziej zaciekli przeciwnicy sanacji (Karol Stojanowski, Władysław Pacholczyk, August Michałowski) z Narodowo-Ludowej Organizacji Wojskowej i dysydenckiego zarządu wojennego SN w końcu, wiosną 1944 r., zdecydowali się na scalenie z AK. NSZ/ONR stały wyraźnie poza Państwem Podziemnym, tworząc do końca struktury alternatywne wobec niego, natomiast politycznie zupełnie dowolnie interpretując oraz akceptując lub nie takie czy inne akty Kraju czy Londynu. Przypisały sobie również prawo jurysdykcji, wydawania i wykonywania wyroków wedle własnego uznania. To wszystko cechy świadczące o zupełnej swobodzie (w sensie „wolności od” – od podporządkowania strukturom oficjalnym w kraju na emigracji), a co za tym idzie, o samowoli. Trzeba to wyraźnie podkreślić – grupy dysydenckie SN w kraju oraz frakcje i grupy na emigracji (frakcja starych Mariana Seydy, grupa „Jestem Polakiem”, Adam Doboszyński, Zygmunt Przetakiewicz) prowadziły walkę w ramach istniejącego porządku prawno-państwowego, o kierunek polityki polskiej z rządem, z władzami SN w Londynie i w kraju, natomiast grupa ZJ a później NSZ/ONR stała obok, poza tą walką i poza tymi strukturami. Pamiętajmy o tym czytając i słysząc patetyczne potępienia PPR/GL/AL przez tę grupę i jej współczesnych apologetów.

Tłumacząc zachowania NSZ/ONR grupa historyków (niestety uprawiających nie historię, ale nasyconą emocjami propagandę wbrew zasadzie sine ira et studio), której patronem jest Leszek Żebrowski lubi posiłkować się przykładami współpracy z Niemcami niektórych oddziałów Armii Krajowej. Sytuacje takie rzeczywiście miały miejsce, jednak kontekst ich – choć nie zmniejsza on kontrowersyjności tego typu działań – był zupełnie inny. Znając z poprzedniej części jednoznaczne stanowisko gen. Stefana Roweckiego „Grota” na temat jakichkolwiek układów z Niemcami (czemu dal wyraz również po aresztowaniu, do końca życia odmawiając podjęcia rozmów w tej kwestii), przyjrzyjmy się konkretnym przypadkom z AK i reakcjom na nie czynników oficjalnych polskiej armii podziemnej.

Najczęściej wspominanym przykładem są działania podjęte przez Adolfa Pilcha „Górę”, dowódcę Zgrupowania Stoleckiego AK na Nowogródczyźnie. Najpierw, po rozbiciu swojego oddziału przez partyzantkę radziecką w grudniu 1943 r. (pozostało przy nim 30 ludzi), za zgodą komendanta Okręgu Nowogródzkiego AK ppłk Janusza Prawdzica-Szlaskiego „Borsuka” (wł. Janusz Szulc) przyjął ofertę zawieszenia broni i pozyskania uzbrojenia i amunicji od żandarmerii niemieckiej. Już w połowie grudnia Niemcy przekazali „Górze” 10 tys. sztuk amunicji, 4 moździerze i dwa ckm oraz zezwolili na noszenie polskich oznaczeń, niejako legalizując oddział.

Wieści o sprawie dotarły do Londynu i do Naczelnego Wodza. Gen. Kazimierz Sosnkowski 17 stycznia 1944 r. w rozkazie do dowódcy AK, że „Jeśli opis wypadków na terenie Puszczy Nalibockiej jest ścisły, muszę ocenić, że postępowanie baonu Stołpeckiego stanowi przekroczenie Waszego rozkazu wydanego na podstawie instrukcji Rządu w porozumieniu z Delegatem i reprezentacją polityczną Kraju. Samowolne osłabienie w obliczu najbardziej choćby tragicznych okoliczności linii nieugiętej postawy wobec Niemców jest szkodliwe dla sprawy i stanowi marnowanie dorobku moralno-politycznego Armii Krajowej. Tragedia baonu Stołpeckiego nie usprawiedliwia późniejszego postępowania meldowanego przez Nowogródek. Broń na Niemcach należy zdobywać, nie zaś przyjmować od nich w darze. Oczekuję raportu, kto ponosi winę i jakie zastosowano sankcje”.

Sankcji nie zastosowano, ale „Borsuk” związany jest jeszcze z drugą podobną sprawą, a mianowicie rtm. Józefa Świdy „Lecha”, dowódcy Zgrupowania Nadniemeńskiego. W okresie po rozbiciu Zgrupowania Stołpeckiego „Lech” otrzymał podobną propozycję od Niemców i wg jego własnej relacji, za zgodą „Borsuka”, a wg „Borsuka”, samowolnie, ją przyjął, dostając od Niemców uzbrojenie w pięciu partiach w okresie styczeń-marzec 1944 r. Skomplikowane stosunki pomiędzy „Lechem” a „Borsukiem”, wzajemne oskarżenia itd., są niezwykle interesujące, nie stanowią jednak przedmiotu niniejszych rozważań, ograniczmy się więc do stwierdzenia, że najprawdopodobniej pragnący oczyścić się z ewentualnych podejrzeń o sprzyjanie propozycjom niemieckim „Borsuk”, doprowadził do procesu „Lecha” na mocy rozkazu z góry. Procesowi przewodniczył nie kto inny tylko sam Bolesław Piasecki „Sablewski”, a asesorami byli legendarny „Ponury” Jan Piwnik i „Ostoja” Boromir Tworzyański. Oskarżał cichociemny Stanisław Sędziak „Warta”, zaś delegatem KG AK był Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”. Jednomyślnie zapadł wyrok śmierci. „Kotwicz” go zatwierdził, ale wstrzymał wykonanie do zakończenia wojny i pozostawił skazanemu możliwość rehabilitacji na polu walki.

Znamiennym przypadkiem było podjęcie kontaktów z Niemcami przez dowódcę wileńskiej AK ppłk Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”. „Wilk” spotkał się z Niemcami 25 stycznia 1944 r. wraz z Zygmuntem Szendzielorzem „Łupaszką” w miejscowości Swejginie. Spotkanie odbyło się z inicjatywy Niemców a „Wilk” występował incognito. Następnego dnia przekazał Niemcom warunki współpracy, demonstracyjnie niemożliwe przez nich do spełnienia, jednak ci odebrali to, jako chęć do kontynuowania kontaktów. Już jednak doradca polityczny „Wilka” Jerzy Dobrzański „Maciej” ostudził zapały dowódcy. Był zdecydowanie przeciwny dalszym kontaktom, negował korzyści rozmów z „bankrutami”, obawiał się wrażenia, jakie mogły wywrzeć na społeczeństwie. Uznał wreszcie, że przystępowanie do rokowań z tymi, z którymi toczy się bezwzględną walkę jest niezgodne z honorem żołnierza. „Wilk” skłonny był jednak rozmowy kontynuować.

Do drugiego spotkania doszło 10 lutego 1944 r. Niemcy zaproponowali układ, na mocy którego Polacy mieli powstrzymać się od „zaczepiania” wojsk niemieckich, administracji niemieckiej i litewskiej, zaś obie strony miały podjąć się wspólnego oczyszczenia terenu z band sowieckich. Ściąganie kontyngentów i rekrutacja do pracy w Rzeszy miały pozostać bez zmian. W zamian Polacy mieli otrzymać od Wehrmachtu m.in. broń, amunicję (oraz cykliczne uzupełnianie jej zapasów), mapy, wyposażenie szpitali polowych itd. Większe operacje antybolszewickie miały się odbywać pod dowództwem niemieckim, ze wsparciem broni pancernej i artylerii.

Następne spotkanie wyznaczono na 12 lutego. Na naradzie, na której „Wilk” przedstawił propozycje niemieckie, zastępca dowódcy okręgu ppłk Ludwik Krzeszowski „Ludwik” i delegat rządu Zygmunt Fedorowicz „Albin” doznali szoku i odrzucili wszelkie pomysły kontaktów z Niemcami. W tej sytuacji „Wilk” odrzucił propozycje niemieckie. Swoje działania przedstawił Komendantowi Głównemu AK gen. Tadeuszowi Komorowskiemu „Borowi”, składając raport w Warszawie. „Bor” odrzucił możliwość porozumienia z Niemcami. Mimo doraźnych korzyści na układy nie ma miejsca. Zalecił też powstrzymywanie się wileńskiej AK od wystąpień przeciwko radzieckiej partyzantce jako szkodliwych dla działań rządu zmierzających do przywrócenia stosunków z ZSRR. 28 lutego „Bór” przesłał informację o sprawie do Naczelnego Wodza. Stwierdził m.in.:

„Nacisk Anglików na nasz rząd w zatargu polsko-rosyjskim jest skwapliwie wykorzystywany przez Niemców. Starają się oni wszelkimi drogami dotrzeć do dowódców terenowych (…). Proponują oni współpracę przeciwko Sowietom względnie partyzantom sowieckim, obiecując w zamian amnestię dla naszych członków, uzbrojenie i wyekwipowanie naszych oddziałów, współpracę z Wehrmachtem. Bezapelacyjnie odrzucam i nie dopuszczam do żadnych rozmów”. „Wilk” przemyślał swoje stanowisko i w przededniu walki o Wilno napisał m.in.: „Do ostatecznej rozgrywki z najeźdźcą musimy się skupić i stać w gotowości pod rozkazami naszego Naczelnego Wodza, naszego rządu w Londynie i Komendanta Sil Zbrojnych w Kraju. Wszelkie wyłamywanie się z szeregu jest zdradą narodu polskiego. Dlatego zwracam się do wszystkich żołnierzy, którzy otumanieni przez propagandę niemiecką, źle zrozumiawszy swe obywatelskie i żołnierskie obowiązki związali się z Niemcami i współpracując z nimi, plamią honor munduru i zdradzają swój naród. Wypadki takie są nieliczne, ale jednak są i dlatego rozkazuję tym, co zbłądzili, natychmiast opuścić oddziały, w których służą.

Tymczasem „Góra” w lipcu 1944 r., nie biorąc udziału w operacji wileńskiej AK „Ostra Brama” wykonał kilkusetkilometrowy rajd, przedzierając się między oddziałami niemieckimi z nad Niemna do Puszczy Kampinoskiej. W trakcie rajdu zawierał porozumienia z napotkanymi dowódcami niemieckimi, działając desperacko na wysokim ryzyku, m.in. przekonując niemieckiego komendanta z Modlina do przepuszczenia jego oddziałów z pełnym wyposażeniem i taborami przez most w Nowym Dworze Mazowieckim, obstawiony wojskiem niemieckim. I w tym wypadku KG AK wszczęła dochodzenie ws. współdziałania „Góry” z wojskiem niemieckim na froncie. Pilcha nie skazano jednak na śmierć. Został pozbawiony dowództwa i otrzymał możliwość rehabilitacji w boju, co już pod nowym pseudonimem „Dolina” wykorzystał w czasie walk powstańczych w Kampinosie i na Żoliborzu.

Sprawę „Góry” (oraz ppor. „Ragnara” Czesława Zajączkowskiego, który również zawarł porozumienie z Niemcami) tak skomentował Roman Korab-Żebryk w swej pracy o wileńskiej AK: "Problem „Góry” i „Ragnara” nie został rozwiązany. Obaj wyłamali się z dyscypliny organizacyjnej. Przyznawali się wprawdzie skwapliwie do przynależności do AK i na tym opierali swoją popularność w społeczeństwie, zwłaszcza że gromiąc oddziały rekwizycyjne sowieckich partyzantów oddawali doraźną przysługę miejscowej ludności: dopiero później okazało się, ile wyrządzili szkody społeczeństwu polskiemu, gdy po wypędzeniu Niemców władze radzieckie uzasadniały rozbrajanie resztek AK zdradą oddziałów „Góry” i „Ragnara’".

Z kolei Jerzy Ślaski ocenił wspomniane przypadki następująco: „(…) dwa czasowe rozejmy zawarte w Okręgu Nowogródzkim z Niemcami w historii pozostały i nic ich z niej nie wymaże. Nie potępiajmy jednak zbyt surowo dwóch oficerów, którzy je w historię wpisali. Nie tylko dlatego, że swą walka z Niemcami toczoną i wcześniej i później, udowodnili, że z ich strony był to jedynie błąd. Albo nieudany „podstęp wojenny”. Pamiętać też trzeba o specyfice terenu, na którym to się wydarzyło”. I tu Ślaski zauważa rzecz niezwykle ważną dla naszych dalszych rozważań: „Inna musiałaby być ocena takich decyzji, jeśliby podjęli je dowódcy partyzanccy AK na Lubelszczyźnie czy Kielecczyźnie, czego na szczęście żaden z nich nie uczynił, a inna, gdy do tego rzeczywiście doszło w okręgu działającym i walczącym w tak trudnych i skomplikowanych warunkach, jak Okręg Nowogródzki”.

Trudno nie zgodzić się z Autorami. Zwłaszcza uwaga Ślaskiego ma istotne znaczenie dla sprawy oceny działalności NSZ/ONR i to właśnie w wymienionych okręgach, gdzie ocena współpracy z Niemcami musi pozostać jednoznacznie negatywna.

Adam Śmiech
CDN

Bibliografia:
Adam Borkiewicz, „Powstanie Warszawskie”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1957
Jan Erdman, „Droga do Ostrej Bramy”, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1990

Roman Korab-Żebryk, „Operacja wileńska AK”. – Wyd. 2, popr. i rozsz., Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1988
Jerzy Ślaski, „Polska Walcząca” – Wyd. 2, popr. i uzup., Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1990
Krzysztof Tarka, „Rozmowy AK z Niemcami: Wilno 1944 r.” [w:] „Inne Oblicza Historii”, nr 5/2012, s. 48-55

Myśl Polska, nr 51-52 (17-24.12.2017)
Na zdjęciu: Bolesław Piasecki jako Komendant UBK-AK na Podlasiu (1943)

Dzial: