O „arabskości” Araba

Lutfijja an-Nadi_0.jpg
Najczęściej powielanym stereotypem w rankingu relacjonowania wydarzeń ze świata arabskiego jest samo słowo „Arabowie”. Zdawać by się mogło, że „Arabowie” to jakaś niezwykle liczebna nacja, która zamieszkuje kraje Bliskiego Wschodu i Afryki, połączona nie tylko wspólną religią, językiem, historią i kulturą, lecz, co najważniejsze, posiadająca wspólne cele geopolityczne i złowrogą wizję przyszłości.

Bez wątpienia zamknięty i wojowniczy system społeczny i kulturowy, który wyprodukował islam w następstwie arabskich podbojów, głęboko wniknął w mentalność koczowniczych ludów pustyni i znalazł dla siebie miejsce w nowoczesnym świecie techniki i organizacji fundamentalistów islamskich, jak trafnie zauważył R. Kapuściński w opowiadaniu „Pustynia i Morze”. Jednakże wystarczy prześledzić historię i współczesną sytuację regionu arabskiego, by uświadomić sobie jak bardzo szkodliwe jest ujmowanie dyskusji o regionie arabskim w ramy sloganów rodem z rekwizytorni totalitarnych porządków politycznych, czyli tego z czym mieszkańcy różnych krajów arabskich usiłują się zmierzyć, a do czego odwołują się islamistyczni terroryści i demagogiczni przywódcy polityczni państw słynących z eksportowania swoich ideologii.

Termin „Arabowie” odnosi się historycznie do pierwotnych mieszkańców Półwyspu Arabskiego, którzy tworzyli starożytne kultury Arabii Południowej i te, powstałe w wyniku osiedlania się koczowników na północnych i wschodnich obrzeżach Półwyspu, wyznające politeizm, synkretyzm religijny i różne odmiany wschodniego chrześcijaństwa i służące jako bufor dla ówczesnych mocarstw: Seleucji, Egiptu ptolemejskiego, Rzymu czy wreszcie Bizancjum i Persji. W pierwszych wiekach istnienia islamu nastąpiła ekspansja cywilizacyjna i transfer znacznej części mieszkańców Półwyspu Arabskiego do różnych zakątków świata, w tym Bliskiego Wschodu, Północnej Afryki i europejskiej części basenu Morza Śródziemnego oraz arabizacja i islamizacja tych społeczeństw.

Połączyły je imperialistyczne ambicje, wspólna religia, misja cywilizacyjna i język, które to komponenty zdominowały na kilka wieków lokalny koloryt tych kultur. Jednak wraz z upadkiem imperium Abbsydów w XIII w. (i w XV w. w Hiszpanii) zniknęło spoiwo sankcjonowanej religijnie – choć nierzadko jedynie w wymiarze formalnym i oportunistycznym – władzy i poszczególne części tego świata kształtowały się w oparciu o rządy kolejnych, także niearabskich najeźdźców. Sama idea kalifatu pozostała „ideałem”, do którego chętnie sięgano w późniejszych epokach w starciu z kolonializmem brytyjskim, jak i w konfrontacji z ideologią narodową.

Imperium Osmańskie starało się nawiązywać do tej spuścizny. Jednakże jego rządy były postrzegane jako obce i nigdy, pomimo wyznawanej religii, nie udało im się do końca wtopić w miejscowe kultury. Osmańscy zarządcy uznawani byli często za wrogów i niejednokrotnie prowadzono z nimi walkę o niezależność. Kraje takie jak Egipt czy obszary Syrii i Iraku drenowane były z elit, specjalistów, artystów i rzemieślników i nadawano im charakter „prowincji imperium”. Od początku lat 90. obserwujemy w dyskursie arabistycznym inną narrację w odniesieniu do państwa osmańskiego, która starała się zakwestionować kolonialny charakter tej władzy, ale należałoby się zastanowić w jakim stopniu mogła być ona jedynie próbą ideologicznego promowania idei „kalifatu”, której uosobieniem stała się aktualna polityka Turcji.

Rozkwit ideologii panarabskiej był oparty na importowanej koncepcji narodu, zaszczepionej na grunt arabski przez Europejczyków i wykorzystywanej do rozbioru Imperium Osmańskiego (idee te rozwijali uczeni tacy jak Abd ar-Rahman al-Kawakibi, a później Ali Abd ar-Razik czy Mustafa Sati al-Husri). Proces ten uległ wzmożeniu po II wojnie światowej, w dobie zimnowojennej rywalizacji mocarstw i przechodził różne cykle, w wyniku których wraz z postępem „dekolonizacji” powstawały nowe struktury państwowe, jak np. republiki arabskie, ale i nowe monarchie: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt czy Katar. Arabskie ideologie narodowe (czy narodowego socjalizmu jak naseryzm i baasizm) i wyrastający z tego samego pnia panarabizm religijny (panislamizm) były skutecznie podsycane i całe lata wykorzystywane przez obie strony konfliktu. Dla porządku warto odróżnić forsowaną od niedawna narrację o państwach arabskich jako o „sztucznych tworach” stworzonych w początkach XIX w., w ramach osławionego paktu Sykes-Picot, która z kolei miała legitymizwać rozkład tych państw i brak alternatywy dla destrukcyjnych poczynań ich wrogów.

Współcześnie słowo „Arabowie” przypomina określenie „Europejczycy” albo eksploatowany powszechnie termin „Zachód”, który nie rozróżnia pomiędzy odrębnymi interesami poszczególnych mocarstw tego bloku. Mieszkańcy świata arabskiego to dziś tak ogromna i różnorodna zbiorowość (ok. 400 mln ludzi) że z całą pewnością nie można ich określać mianem etnosu, ale wspólnoty kulturowej, ulegającej dużym przeobrażeniom i dyskutującej swoją tożsamość (tę swoistą „reformację” przysłania niestety drugie oblicze tych procesów tożsamościowych, którym jest eskalacja islamizacji).

Początek tym dynamicznym przemianom społecznym dała właśnie osławiona Arabska Wiosna, a przejawiają się one bezprecedensowo śmiałą debatą na temat opresyjności religii, publicznym kwestionowaniem nauk muzułmańskich uczonych czy krytyką fali religijności z lat 80. w wydaniu wahhabickim i islamu politycznego Braci Muzułmanów, stanowiących trzon wszystkich współczesnych wojujących ruchów sunnickich, a powstałych – o czym należy pamiętać – w Egipcie, w warunkach tłumienia antybrytyjskich walk narodowowyzwoleńczych (przy czym ich umocnieniu i rozrostowi przysłużyła się polityka USA).

Wyrazicielem wspólnoty interesów regionu jest Liga Państw Arabskich, nawiązująca do XIX w. idei narodowych. W rzeczywistości jednak jej działania są przede wszystkim nakierowane na wykorzystywanie wspólnej platformy kulturowej w celach gospodarczej integracji i ponoszą fiasko w starciu z partykularnymi interesami poszczególnych państw, wynikającymi nie tylko z odmiennych sojuszy, ale i różnej przynależności etnicznej, plemiennej czy wyznaniowej. Wielu Egipcjan, Libańczyków czy Marokańczyków stanowczo protestuje, gdy próbuje się nazywać ich „Arabami”. Stąd podejrzewanie tych państw o wspólne plany politycznej ekspansji graniczyłoby z szaleństwem.

Nie mniej myśli arabskiego nacjonalizmu w powiązaniu z socjalizmem i elementami liberalizmu odcisnęła swoje piętno na historii regionu. Jej dziełem były Zjednoczona Republika Arabska (powstała w 1958 roku z połączenia Egiptu i Syrii i istniejąca do 1961 roku), Zjednoczone Państwa Arabskie (konfederacja ZRA z Królestwem Jemenu, 1958-61), Arabska Federacja Iraku i Jordanii (1958), Federacja Republik Arabskich (Egipt, Libia i Syria 1972-77) i niedoszła Arabska Republika Islamska (Libia, Tunezja 1974). Utworzone w 1971 roku Zjednoczone Emiraty Arabskie to jedyna monarchia pośród tych arabskich projektów unijnych.

Obecnie istnieją 4 spośród 20 krajów arabskich, które mają w nazwie przymiotnik „arabski”: Arabska Republika Egiptu, Arabska Republika Syryjska, Arabskie Królestwo Saudyjskie i wspomniane już Zjednoczone Emiraty Arabskie (Libijska Republika Arabska (1969) zwana następnie Wielką Arabsko- Libijską Ludowo-Socjalistyczną Dżamahirijją (1977) istniała do 2011 roku). Hasła „arabskiego bezpieczeństwa narodowego” powróciły aktualnie przy okazji konfliktu z Katarem, w którym wykorzystuje się tę retorykę do walki z zagrożeniem dla pozostałych państw arabskich. Przed kilkoma laty Egipt wzywał również do utworzenia koalicji sił arabskich do walki z terroryzmem, ale pomysł ten nie spotkał się z zainteresowaniem pozostałych państw.

Egipt rozpoznaje swoje korzenie. Nowo powstałe Muzeum Cywilizacji Egiptu akcentuje nową perspektywę historyczną, odwołującą się do idei Ahmada Lutfiego as-Sajjida i środowiska skupionego wokół pisma „Al-Dżarida”, które wyznawało koncepcję odrębnego i umiarkowanego egipskiego nacjonalizmu, głoszącą odmienność kulturową mieszkańców tego kraju niezależnie od wyznawanej religii, opozycyjną zarówno wobec skrajnego nacjonalizmu Mustafy Kamila i jego Partii Narodowej, jak i ideologii panarabizmu, panislamizmu i panosmanizmu.

Ukazuje ono dzieje państwa egipskiego w różnych jego okresach, dowartościowując epoki przedislamskie (na marginesie warto dodać, że Muzeum Sztuki Islamu w Kairze, gromadzące jedną z kilku najcenniejszych na świecie kolekcji historii świata islamu, dramatycznie ucierpiało w 2014 roku właśnie w wyniku działań islamskich terrorystów). Polityka kulturalna współczesnego Egiptu w dużej mierze czerpie z tej tradycji, z czego zrozumieniem ma spory problem reszta świata, grzęznąca w informacyjnej papce pojęciowej, bezrefleksyjnie operującej hasłami „wojskowej” czy „narodowej dyktatury”.

Innym przejawem fałszywości stereotypu „arabskości” świata arabskiego jest sytuacja językowa w regionie arabskim, która objawia się kryzysem języka arabskiego, jako języka kultury wysokiej. Naukowcy i intelektualiści regularnie powracają do dyskusji o sztuczności arabskiego języka literackiego, która odczuwalna jest na polu humanistyki czy kultury, kiedy to nawet podczas oficjalnych wystąpień bardzo często przechodzi się na dialekty. Można polemizować z istnieniem słynnej „dyglosji” języka arabskiego, bo przecież każdy język posiada strukturę mówioną i pisaną, ale faktem jest, że dialekty poszczególnych krajów arabskich czasem dramatycznie różnią się od siebie, także wskutek obcych naleciałości, zapożyczonych od języków ich kolonizatorów.

Nie wiemy jak potoczą się losy świata arabskiego, w jakim stopniu uda się opanować przetaczającą się przez ten region falę terroru i dezintegracji oraz w którą stronę będą zmierzać „procesy naprawcze”. Dużo będzie zależało od tego, czy świat rozpozna tożsamościowe aspiracje społeczeństw arabskich i czy będzie chciał i potrafił przekuć je na działania konstruktywne dla regionu, zamiast konfliktować i wyzyskiwać te kraje, jak to miało miejsce w przeszłości.

Z pewnością jednak, aby zrozumieć świat arabski, trzeba umieć dostrzegać różnice pomiędzy mieszkańcami poszczególnych części tego świata i nie przykładać ręki do prób jego ideologicznej „arabizacji”, która wzorem „islamizacji” bywa bez skrupułów wykorzystywana jako instrument do realizacji celów niektórych państw tego regionu, ich sprzymierzeńców i zagranicznych mocodawców.

Agnieszka Piotrowska

Tłumaczka literatury arabskiej i polskiej, doktor nauk humanistycznych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, założycielka Biblioteki Polsko–Arabskiej, mieszka w Kairze.

Na zdjęciu: Lutfijja an-Nadi - (1907-2002) Egipcjanka, pierwsza kobieta-pliot w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

Więcej na ten temat: https://www.youtube.com/watch?v=X_mcN-nHvk4&t=769s

Myśl Polska, nr 43-44 (22-29.10.2017)

Dzial: