Czy Hitler był lewakiem?

albert-speer.jpg
W mediach rozgorzała dyskusja nad numerem „Do Rzeczy”, gdzie na okładce pisma siedzi Adolf Hitler w nazistowskim mundurku, ale mając czerwony krawat, czerwoną sowiecką gwiazdę na czapce i przepaskę na rękawie – także czerwoną – z sierpem i młotem, zamiast swastyki. Całości towarzyszy krzyczący napis „Hitler był lewakiem. Wbrew komunistycznej propagandzie hitlerowcy nie mieli nic wspólnego z prawicą”.

Jako politolog i – może to powiem nieskromnie, ale chyba prawdziwie – jeden z bardziej znaczących polskich specjalistów w zakresie historii myśli politycznej, chciałbym się przyjrzeć tej okładce i skomentować ją z perspektywy historyka myśli politycznej. Nie będę natomiast komentował tekstu red. Piotra Zychowicza na temat Hitlera, do którego odnosi się ta okładka, ponieważ nie czytuję jego tekstów, bowiem uważam je za naukowo bezwartościowe. Wypunktujmy kilka elementów:

Punkt 1. Dyskusja na temat umiejscowienia narodowego socjalizmu (a szerzej: całego faszyzmu) na klasycznej scenie politycznej i wpisania go w oś lewica-prawica trwa już od dziesięcioleci. Mówię oczywiście o literaturze naukowej, a nie zachodnich mass-mediach zdominowanych przez lewicę. Z pewnością „Do Rzeczy” jest w błędzie twierdząc, że klasyfikacja nazizmu na prawicy to wymysł komunistyczny, bowiem tak samo jak komuniści klasyfikowali nazizm socjaldemokraci i liberałowie. Na lewicy kwalifikowali go zaś konserwatyści, widząc w nim kulminację procesów rewolucyjnych. Sami naziści widzieli się jako wielka synteza antyliberalnego nacjonalizmu i rasizmu, którym hołdowała prawica niemiecka w epoce II cesarstwa, czyli w epoce wilhelmińskiej, z pewnego rodzaju socjalizmem. Naziści samo postrzegali się jako synteza antyliberalizmu z lewicy (socjalizm, etatyzm) z szowinizmem pangermańskiej prawicy. To, że mając do wyboru między prawicą a lewicą opowiadali się po stronie tej pierwszej wynikało z elementu aksjologicznego, jakim był nacjonalizmem.

Naziści, będąc zbliżeni w koncepcjach gospodarczo-społecznych do SPD, nie mogli znieść ciągot internacjonalistycznych tej partii, zarzucali jej zadanie Niemcom „ciosu w plecy” w 1918 roku, czyli wywołanie rewolucji na tyłach walczącej armii. Oskarżali ją także, że jest kierowana przez Żydów, co uniemożliwiało jakąkolwiek współpracę. Komunistów nienawidzili jeszcze bardziej z powodu ich antynacjonalistycznej i klasowej retoryki oraz charakteru agenturalnego wobec Moskwy.

Gdybym miał umieścić nazizm na osi prawica-lewica, to powiedziałbym, że jest to niemożliwe, gdyż to nurt łączący dwa ekstrema. O ile normalnie między prawicą a lewicą znajduje się centrum (chadecja, liberalni demokraci), to tutaj chodzi o coś, co Martin Lipset nazwał mianem „skrajnego centrum”, czyli połączenia dwóch ekstremów w rewolucyjną i wybuchową mieszankę.

Nazizm stoi ponad osią lewica-prawica.

Punkt 2. W sporze czy narodowy socjalizm był socjalizmem odpowiedź jest prosta: był socjalizmem, ale narodowym. Odrzucał marksistowski internacjonalizm i walkę klas. To był etatyzm, czyli gospodarka planowa państwa narodowego. Jednak wielka własność pozostała w rękach prywatnych, a nawet prowadzono wyrazistą politykę na korzyść wielkich koncernów i w kierunku likwidacji małych firm. Naziści ułatwiali kartelizację gospodarki, aby łatwiej nią zarządzać. Kapitaliści nie mieli wiele do powiedzenia co, jak i za ile produkują, ale czerpali krociowe zyski, szczególnie w czasie wojny, gdy reżim dostarczał im miliony niewolników pracujących za darmo. Nazizm realizował też wiele projektów socjaldemokratycznego państwa socjalnego.

Punkt 3. Nazizm jest więc socjalizmem, ale socjalizmem wrogim marksizmowi. Omawiana okładka jest nonsensem skoro sugeruje, że Hitler to marksista z sierpem i młotem. Hitler reprezentuje socjalizm zupełnie innego rodzaju, bez walki klas i bez internacjonalizmu. To skrajny etatysta i dlatego w rozwiązaniach społeczno-gospodarczych blisko mu do SPD, co zresztą tłumaczy dlaczego partia ta wykazała się na przełomie lat 20/30-tych taką niemocą polityczną. Była sparaliżowana, skoro wyborcy uciekali milionami do NSDAP. Zarzucanie nazistom powinowactwa z marksizmem jest więc absurdem. Jest to słuszne w stosunku do faszyzmów włoskiego czy francuskiego, których ojcowie-założyciele to ex-marksiści, którzy odrzucili walkę klas i uznali istnienie nacjonalizmów jako ideologii rewolucyjnych (klasyczny casus B. Mussoliniego), co wykazały prace Zeeva Sternhela.

W przypadku NSDAP tak nie było, gdyż jej założyciele pochodzili z szeregów nacjonalistów zachwyconych zetatyzowaną gospodarką z okresu I wojny światowej (Kriegswirtschaft). Naziści nie byli marksistami, lecz etatystami. Marks, opisując tzw. socjalizm utopijny, do jego założycieli zaliczył Saint-Simona, który nie głosił zniesienia własności i walki klas, lecz etatyzację gospodarki, likwidację mechanizmów konkurencji i poddanie całej produkcji państwowemu planowaniu. Jeśli do etatyzmu saint-simonistycznego dorzucimy pangermanizm i rasizm, to będziemy mieli narodowy socjalizm.

Oczywiście, rozumiem chęć oczyszczenia dobrego imienia prawicy z nazizmu. Z pewnością nazizm nie był ruchem prawicowym. Nie można jednakże sprymitywizować całego dyskursu politycznego do alternatywy albo prawica, albo marksizm, więc skoro Hitler nie był z prawicy, to musiał być marksistą. To nic innego, jak tylko odwrócenie słynnej typologii partii politycznych Józefa Stalina, który twierdził, że partie dzielą się na komunistyczne i faszystowskie, a więc kto nie jest komunistą, ten musi być faszystą.

Tego typu zabiegi uważam za żenujące, acz odpowiadające duchowości politycznej prawicy post-solidarnościowej, która zdaje się uważać, że scena polityczna dzieli się na PiS i na komunistów, czyli, kto nie jest z PiS-em, ten jest komunistą. My, którzy jesteśmy prawicą rzeczywistą, ale nie jesteśmy (dlatego właśnie nie jesteśmy) z PiS-u musimy być wyczuleni, gdyż możemy być pierwszymi ofiarami tego propagandowego zabiegu i trafimy do jednego wora wraz z SLD i Partią Razem.

Adam Wielomski
Myśl Polska, nr 37-38 (10-17.09.2017)