ONR w powieści Twardocha

Makabi.jpg
Król” Szczepana Twardocha to powieść obyczajowa, osadzona w realiach dwudziestolecia międzywojennego. Czytelnik znajdzie w niej brud i przemoc przedwojennej stolicy oraz opisy, które nierzadko ocierają się o literaturę pornograficzną.

W powieści zauważalne są wpływy m.in. twórczości Tadeusza Dołęgi – Mostowicza oraz Stanisława Grzesiuka. Autor z dużym pietyzmem opisuje Warszawę lat 30. ub. wieku, co odzwierciedla się m.in. w dbałości o najmniejsze nawet szczegóły i detale (pomaga mu w tym bardzo dobra znajomość topografii stolicy). W swojej najnowszej powieści Twardoch zobrazował również przedwojenne środowiska narodowo-radykalne. Na kartach książki pojawiają się ich liderzy, wśród nich m.in.: Bolesław Piasecki, Wojciech Zaleski, Wojciech Kwasieborski, Jan Korolec i Tadeusz Gluziński. O książce pisał już na łamach „Myśli Polskiej” red. Jan Engelgard („Żydzi Szczepana Twardocha”, „MP” nr 9-10/2017). W poniższym tekście chciałbym rozwinąć nieco zasygnalizowane w jego artykule wątki.

Głównym bohaterem książki jest Jakub Szapiro, bandyta, warszawski apasz i pięściarz żydowskiego klubu „Makabi”, który wciela się w rolę narratora. Na swoje burzliwe przedwojenne losy Szapiro patrzy oczami siedemnastoletniego chłopaka z Nalewek, jednej ze swoich licznych ofiar – Mojsze Bernsztajna. Dobrze wychowany i pochodzący z pobożnej żydowskiej rodziny młodzieniec staje się wyimaginowanym podopiecznym Szapiry, po tym jak ten zabija jego ojca za niezapłacony comiesięczny haracz. Żydowski pięściarz to pierwsza z całej galerii powieściowych postaci, które o ile nie pojawiają się „we własnej osobie” (są wśród nich m.in.: premier Felicjan Sławoj-Składkowski, marszałek Edward Rydz-Śmigły, pisarz Bernard Singer), to posiadają swoje historyczne odpowiedniki (np. powieściowy Kamala-Kurhański, to komendant Berezy Kartuskiej Wacław Kostek-Biernacki).

Pierwowzorem głównego bohatera mógł być któryś z bokserów Żydowskiego Towarzystwa Gimnastyczno-Sportowego „Makabi”, którego nazwa nawiązywała do „Judy Machabeusz, przywódcy antyrzymskiego powstania Żydów w I wieku n.e.” (cyt. za: „Sport żydowski w przedwojennej Warszawie” katalog wystawy), na przykład Szlomo „Finn” Finkelstein lub bożyszcze tłumów żydowskiej Warszawy Szapsel „Szapsio” Rotholc. Powieściowy Szapiro to przedstawiciel młodego żydowskiego pokolenia, całkowicie odmiennego od swoich przodków w chałatach, atletyczny, smukły, brutalny, ukazany jako biblijny Dawid odnoszący zwycięstwo nad Filistynami.

Jakub Szapiro jest prawą ręką Kuma Kaplicy, postaci wzorowanej na legendarnym Tacie-Tasiemce „królu Kercelaka” (red. Engelgard w roli tej obsadził, moim zdaniem niesłusznie, innego z bohaterów – Żyda Janusza Radziwiłka). Kaplica, dawny bojowiec PPS, wykorzystując wpływy i znajomości w łonie sanacyjnej elity, „trzęsie” całą lewobrzeżną Warszawą. Czerpie zyski z haraczy, prostytucji i „mokrej roboty”. Opornych najczęściej zaś bestialsko okalecza lub morduje. Wszytko to pod auspicjami Janusza Radziwiłka sadysty i zwyrodnialca, lidera warszawskiego Związku Strzeleckiego. W osobach Kaplicy i Radziwiłka splata się jak w soczewce charakterystyczne dla opisywanego okresu zjawisko symbiozy lewicy, Żydów i warszawskiego półświatka.

Gdzie jednak w tym wszystkim miejsce na przedwojenny ONR? Organizacja ta stanowi głównego wroga szeroko pojętego obozu lewicowo-żydowskiego. W powieści obserwujemy sceny walk pomiędzy narodowcami, a bojówkami środowisk lewicowo-żydowskich, posiłkującymi się „ferajną” z Kercelaka oraz pięściarzami ze stołecznych klubów sportowych, w których lewica posiadała znaczne wpływy (na przykład na warszawskiej „Skrze”).

Pierwszy kontakt z opisem przedwojennego środowiska narodowego czytelnik powieści ma już na samym jej początku. „Króla” rozpoczyna bowiem barwny opis walki bokserskiej, w której na przeciw siebie stają Szapiro oraz Andrzej Ziembiński ze stołecznej Legii, typ „blond bestii”, „jak ze zdjęć i rysunków niemieckich sportowców, aryjskich półbożków”. Ziembiński jest faworytem chrześcijańskiej części publiczności, poza ringiem jest zaś działaczem RNR „Falanga”. Wydaje się, że prototypem polskiego pięściarza mogła być dla autora postać Mariana Reutta, jednego z członków kierownictwa „Falangi”. Reutt, jak czytamy w jego biogramie autorstwa Jacka M. Majchrowskiego zamieszczonym w Polskim Słowniku Biograficznym:

„Podczas nauki w szkole średniej i w początkowym okresie studiów zajmował się sportem, trenując m.in. boks i osiągając w tej dyscyplinie znaczące wyniki, m.in. był czterokrotnie mistrzem Warszawy” (PSB t. XXXI). Późniejszy tłumacz twórczości Jacques’a Maritaina i Nikołaja Bierdiajewa trenował jednak, nie jak chce tego autor powieści w Legii, lecz w warszawskim Klubie Pigulatorów „Cestes”. „W «Cestesie» (słowo to po łacinie oznacza «żelazną rękawicę starożytnych lekkoatletów») uprawiano tylko boks, stąd właśnie w nazwie słowo «pigulator» (po francusku: «walczący na pięści»)” (R. Gawkowski, „Encyklopedia klubów sportowych Warszawy i jej najbliższych okolic w latach 1918-1939”, Warszawa 2007). Niewykluczone też, że Twardoch, kreśląc powieściowy obraz Ziembińskiego, poza sylwetką Reutta posiłkował się również biografią któregoś z działaczy „Falangi” odpowiedzialnych za „akcję bezpośrednią”, Zygmunta Przetakiewicza lub Andrzeja Świetlickiego. Obydwaj, podobnie jak powieściowy Ziembiński, stali na czele bojówek RNR-u.

Polityczną oś powieściowej intrygi stanowią rzekome plany „nocy św. Bartłomieja”, której m.in. przy pomocy falangistów miał dokonać marszałek Rydz-Śmigły, wraz z płk. Adamem Kocem. Jej celem była likwidacja wrogich politycznie środowisk, w tym również przeciwników przebudowy państwa w duchu totalistycznym znajdujących się w łonie rządzącej sanacji. Dla powodzenia rzekomego zamachu niezbędne było zapewnienie sobie neutralności warszawskiej ulicy, nad którą panował Kaplica. Na tym polu dochodzi do porozumienia pomiędzy Piaseckim a Radziwiłkiem, ceną jest zaś pozbycie się Kaplicy, który w wyniku intrygi osadzony zostaje w obozie odosobnienia w Berezie. Twardoch, ignorując jedynie hipotetyczny charakter owych planów oraz liczne kontrowersje narosłe wokół „nocy św. Bartłomieja”, bezkrytycznie przyjmuje je w powieści jako pewnik. Warto w tym miejscu podkreślić, że w zdecydowany sposób istnieniu podobnego scenariusza zaprzeczali już po wojnie byli członkowie „Falangi”, na czele z Przetakiewiczem.

Ten ostatni w następujący sposób odnosił się do pogłosek o rzekomym zamachu
: „Pogłoska o zamachu stanu, którego miało dokonać kierownictwo Ozonu wespół z Ruchem Narodowo-Radykalnym wyszła z kół sanacyjnych, z antyozonowej i wewnątrzozonowej opozycji przeciw linii politycznej Rydza i Koca. Podrzucona ludziom z Frontu Morges i przez nich rozgłoszona, miała na celu skompromitowanie Rydza w opinii własnego środowiska. Absurdalność pomysłu była dobrze pomyślanym chwytem psychologicznym. Poddanie proskrypcji takich idoli obozu legionowego, jak wdowa po komendancie czy Sławek i Prystor, współpraca nowego marszałka, który chciał występować w roli spadkobiercy komendanta, z jego historycznymi przeciwnikami z Obozu Narodowego, szokując swym nieprawdopodobieństwem mogły jednak zachwiać zaufaniem szerokich kół sanacyjnych do poczynań kierownictwa OZN. Być może rozkolportowanie tej plotki odegrało swą rolę w dalszych perturbacjach organizacyjnych sanacji” (Z. Przetakiewicz „Od ONR-u do PAX-u”, Warszawa 1994).

okl twardoch_0.jpg

Pomimo ukazania barwnej mozaiki politycznej II RP, zbiorowym bohaterem powieści jest jednak przede wszystkim wyemancypowane z tradycji i nakazów dyktowanych przez religię przodków pokolenie młodych Żydów, których młodość przypadła na lata 30. ub. wieku, a którzy po wojnie tworzyli zręby państwa izraelskiego. Twardoch ukazuje życie żydowskiego półświatka, ponurą i niebezpieczną rzeczywistość przedwojennych Nalewek.

Świat żydowskiej biedoty, spelunek, melin, domów publicznych, nożowników i wszelkiej maści typów spod ciemnej gwiazdy. Powieściowe opisy dzielnicy żydowskiej epatują przemocą, brudem, krwią i wulgarnym seksem. Autentyczności dodają fragmenty pisane w jidysz. Powieść zdaje się wiernie oddawać realia „żydowskiej Warszawy”, gdzie skrajna nędza przeplatała się z przepychem i bogactwem, rozpasanie i demoralizacja zaś z ortodoksyjną religijnością. Żydzi ukazani zostali jako mniejszość w swej masie groźna, drapieżna, ekspansywna i bezwzględna.

Przyznać trzeba, że wizerunek Żydów zarysowany przez Twardocha znacznie różni się od idealizowanego współcześnie obrazu, wskazującego jedynie na egzotyczny koloryt tej mniejszości. Powieść Twardocha może być dla wielu dużym szokiem, a środowiska żydowskie i filosemickie w Polsce mogą nawet okrzyknąć ją, względnie jej filmową ekranizację, mianem antysemickiej. Nomen omen filmowa adaptacja „Króla” może przywodzić nieco na myśl głośnego swego czasu „Fanatyka”, w którym główny bohater przechodzi podobną ewolucję jak bohater powieści Twardocha, bogobojny uczeń jesziwy przeobraża się tam w bezwzględnego młodzieńca, nazistę i antysemitę (na temat filmu pisaliśmy w „MP” nr 14-15/2002).

Tę samą miarę co do Żydów i lewicy stosuje autor do działaczy obu odłamów ONR-u. Uczciwie trzeba tu przyznać, że Twardoch nie odmawia im w kilku przypadkach także motywacji ideowych. Generalnie jednak powieściowi oenerowcy są bezwzględni i cyniczni, pomimo głoszenia zasad katolickich nie stronią od perwersyjnych uciech cielesnych. Jednym z liderów „ABC” jest wyuzdany homoseksualista Kazimierz Bobiński, Jerzy Zieliński zaś, sympatyk „Falangi”, to emerytowany oficer-kaleka i alkoholik zarazem. Powieściowy Piasecki - „dwudziestoletni blondyn o włosach ułożonych w staranne fale i z żółtym wąsikiem” to jednocześnie cynik i fanatyk, owładnięty własną wizją Polski, którą w następujący sposób opisuje Szapiro w rozmowie z premierem Składkowskim: „(...) to jak pan sądzisz, jak się nam będzie żyło w państwie, które urządzi Piasecki? Jak u Hitlera przecież. Albo gorzej. Bo Niemcy to jednak kulturalny naród, wiadomo. – Swoją drogą, Piasecki też w Berezie siedział, w trzydziestym czwartym. I jakoś mu tam tych bzdur faszystowskich ze łba nie wybili”.

W rozmowie zaś z Szapirą wspominany już Bobiński podkreśla: „na ulicę nie wychodzi, to jest mózg, nie ramię. I bardzo się pilnuje, bez rewolweru się nie rusza nigdzie. Pan się lepiej tym zainteresuj, panie Jakubie, bo mnie się zdaje, że to może pana żywotnie dotyczyć. Nas zresztą też się pilnuje, jako że aktualnie z Bolem jesteśmy na wojennej ścieżce. Ale my w każdej chwili możemy się do niego przyłączyć, chociaż na razie się przed tym wzdragamy”. Sposób, w jaki sportretowany został u Twardocha Piasecki, przywodzi nieco na myśl „Mury Jerycha” Tadeusza Brezy, gdzie przywódca „Falangi” ukazany został jako wyzuty z zasad moralnych politykier, którego jedynym celem jest władza (pisałem o tym w artykule „«Mury Jerycha». U źródeł czarnej legendy Bolesława Piaseckiego”, „MP” nr 47-48/2012).

O ile obraz Żydów w powieści nie wydaje się być daleki od rzeczywistości, o tyle nie można tego samego powiedzieć o opisie przedwojennego ONR-u. Podstawowym błędem, jaki popełnił Twardoch na tym polu, była próba przypisania ówczesnej młodzieży dzisiejszych postaw i zachowań. Widać to szczególnie jaskrawo przy opisie relacji damsko-męskich (które cechują wulgarność i zwierzęca niemal chuć) oraz w używanym przez powieściowych bohaterów języku, którzy klną jak przysłowiowi szewcy. Odejmuje to powieści wiele z jej szczerego autentyzmu. Wpleciony przez autora, zupełnie niepotrzebnie, wątek oenerowca homoseksualisty jest kłamliwy nie dlatego, że w środowisku tym nie mogła się zdarzyć osoba o podobnych skłonnościach. Jest on niewiarygodny dlatego, że mając podobne skłonności działacz ów na pewno nie epatowałaby nimi publicznie, a już z całą pewnością nie podczas rozmowy z politycznym przeciwnikiem, czyniąc w dodatku pod jego adresem niedwuznaczne oferty.

Podsumowując, w powieści otrzymujemy mocno wypaczony obraz przedwojennego środowiska młodych narodowców. Z całą pewnością jest on krańcowo odległy od portretu ówczesnego pokolenia, które mimo swoich wad przeżywało wszak autentyczne odrodzenie religijne, co miało niebagatelny wpływ na jego zachowania i postawy moralne. Jak wskazywał, nota bene wspominany w powieści, Wojciech Wasiutyński polemizując z poglądami wyrażonymi we wspomnieniach przez Witolda Gombrowicza: „To, co (Gombrowicz – przyp. M.M.) mówi o zmianie obyczajów seksualnych jest także jednostronne, z tego samego powodu – nieznajomości polskiej większości, polskiego «środka». To pokolenie, o którego odrodzeniu religijnym nic nie wie, było w tych sprawach bardziej moralne, niż jego ojcowie i synowie”.

Powieść Twardocha wraz m.in. z niedawną sztuką o Janie Mosdorfie (pisaliśmy o niej w „MP” nr 11-12/2017) składa się na widoczny w sztukach pięknych nurt, który podług neomodernistycznych prawideł, stawia obok siebie na jednej osi czas teraźniejszy i przeszły, równając całą historię pod jeden demoliberalny strychulec. Metoda taka, jak każdy prezentyzm, skutkuje trywializacją historii, stosowana zaś w odniesieniu do ruchu narodowego, w połączeniu z powszechnie dominującą niewiedzą i ignorancją oraz dążeniem do relatywizacji wszelkich zjawisk i wartości, czyni idee narodową odpowiedzialną za całe zło na ziemi. Do jednego worka wrzucane są w ramach podobnej narracji nacjonalizm chrześcijański, hitleryzm, faszyzm, syjonizm i banderyzm. Zabieg taki, nie bacząc na specyfikę danego nurtu i odmienne uwarunkowania ich funkcjonowania, prowadzi do wniosków tyleż mylnych, co banalnych.

Maciej Motas
Szczepan Twardoch, „Król”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017, ss. 429.
Myśl Polska, nr 13-14 (26.03-2.04.2017)

Dzial: