Niezdrowe spekulacje

bohdan piasecki 3.jpg
22 stycznie br. minęła 60-ta rocznica uprowadzenia i zamordowania Bohdana Piaseckiego. Z tej okazji w sobotnio-niedzielnym dodatku do „Rzeczpospolitej” („PlusMinus” z 21-22. 01. 2017) zamieszczony został obszerny artykuł autorstwa Dominika Smyrgały i Antoniego Wręgi zatytułowany „Krwawa cena współpracy z KGB?”.

Autorzy stawiają w nim tezę o radzieckim tropie w historii uprowadzenia syna Bolesława Piaseckiego. Miała to być kara za „zawiedzione oczekiwania mocodawców z Moskwy”, wymierzona ojcu uprowadzonego. Autorzy artykułu radziecki wątek rozszerzają także na kulisy śmierci samego przywódcy Stowarzyszenia PAX.

Moskwa miała przeprowadzić plan porwania Bohdana za pomocą ludzi w różnych okresach swojej biografii powiązanych z ZSRR. Dwóch głównych podejrzanych: Ignacy Ekerling i Michał Barkowski w czasie wojny przebywało na terenie Rosji, ich żony były zaś rosyjskimi Żydówkami. Również jeden ze świadków kioskarz Henryk Rysak był synem „członka Komunistycznej Partii Polski, oficera specnazu”. Nieprzypadkowo wybrano także miejsce przeprowadzenia akcji, „unikano Mokotowa, czyli tej części, gdzie znajdowała się Ambasada ZSRR”. „Żelaznych” dowodów na radzieckie sprawstwo mają zresztą autorzy w zanadrzu więcej.

Długie ramię Moskwy miało przemożny wpływ na przebieg toczącego się po porwaniu dochodzenia, o czym miało świadczyć jego blokowanie, liczne błędy i kierowanie go na ślepe tory. Wszystko to miało stanowić efekt świetnie opanowanej przez czekistów tzw. maskirowki, odsuwania podejrzeń od siebie i kierowania ich pod inny adres. Poza sugerowaniem momentami mocno sensacyjnych scenariuszy, razi we wzmiankowanym tekście także duża doza prymitywnej i nachalnej propagandy rodem z „Gazety Polskiej”. Oto jej próbka: „Dla Sowietów nie było takiej zbrodni, której by nie uświęcił bolszewicki cel: panowanie totalne. Cóż to jest śmierć chłopca, jeśli miało to doprowadzić do łatwiejszego rządzenia znienawidzonym krajem”. Znamienne również, że autorzy z równym zapałem z jakim przekonują do wątku radzieckiego w całej sprawie, całkowicie odrzucają hipotezę dotyczącą żydowskiego sprawstwa zbrodni.

W sprawie uprowadzenia i zabójstwa Bohdana Piaseckiego z całą pewnością do dziś jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Składa się na to szereg okoliczności, na czele z tym, iż tragedia poza wymiarem osobistym, miała również, a może nawet przede wszystkim jaskrawy kontekst polityczny. Z jednej strony Bolesław Piasecki i jego środowisko nigdy nie narzekało na brak groźnych przeciwników, z drugiej zaś cała sprawa toczyła się w złożonych realiach Polski Ludowej. Z całą pewnością stanowiła ona element bezwzględnej walki frakcyjnej w łonie partii.

O stopniu skomplikowania ówczesnych uwarunkowań świadczy już chociażby fakt, że nawet przychylny Piaseckiemu Gomułka również nie był zainteresowany pełnym wyjaśnieniem sprawy. Obawiając się rozpętania nagonki antysemickiej, która dodatkowo podgrzałaby i tak gorące już nastroje społeczne (niespełna trzy miesiące po przełomie październikowym), musiał liczyć się z bardzo silnymi jeszcze wpływami nieprzychylnych sobie sił w partii i resortach siłowych. Autorzy z wszystkiego tego wyciągają jednak jeden wspólny mianownik i zdają się mówić, tak jak w przypadku katastrofy pod Gibraltarem, zamachu na Jana Pawła II, także i ta zbrodnia obciąża konto Moskwy.

W swoich wywodach publikujący na łamach „Rzeczpospolitej” autorzy rozmijają się jednak z żelazną logiką, którą nomen omen przypisują wszechmocnej KGB. Za wszystkim miał bowiem stać gen. Iwan Sierow, ten sam, który przesłuchiwał Piaseckiego pod koniec wojny. Jego motywem miało być, poza niespełnionymi nadziejami (czyżby chodziło o fakt, iż Piasecki nie został prezydentem Warszawy, co Sierow mu rzekomo przepowiadał?), przedwojenne i wojenne dossier Piaseckiego. Czyli, podług rozumowania autorów artykułu, Piasecki zapłacił śmiercią syna za coś, co, jeżeli miałoby mieć wpływ na jego późniejsze losy, to bez wątpienia w momencie jego pierwszych kontaktów z Sierowem, a nie dopiero po upływie kilkunastu lat. Przecież przesłuchując Piaseckiego na przełomie 1944/1945 Sierow doskonale zdawał sobie sprawę z jego przeszłości. Tuż po przełomie październikowym logika nakazywałaby również Rosjanom, aby wobec niepewnej cały czas jeszcze pozycji partii, mieć w odwodzie siłę, na której mogliby polegać. A taką gwarancję w Polsce A.D. 1956/1957 dawał jedynie Piasecki i PAX. Osłabianie go, czy wręcz próba jego eliminacji, nie mogły zatem być intencją włodarzy Kremla.

Czy zamiarem autorów tekstu było, aby ziarno rusofobii, po sympatykach idei Romana Dmowskiego, zasiać również wśród tych nielicznych już admiratorów dorobku Bolesława Piaseckiego? Czy stanowi to element szerszego planu, w ramach którego antysemityzm środowisk narodowych ma zostać zastąpiony przez wrogość do Rosji? Po lekturze przywołanego tekstu trudno nie odnieść wrażenia, że sprawa zabójstwa Bohdana Piaseckiego do dziś posiada pewien kontekst polityczny. Co pewien czas pojawiają się kolejne interpretacje tej zbrodni.

W ciągu ostatnich lat doczekaliśmy się już ich kilku. Jakub Bukowski, nomen omen były pracownik MBP, pochodzenia żydowskiego, w swoich „Wspomnieniach Ubowca” (Warszawa ca 2003) sugeruje udział w dokonaniu zbrodni byłych żołnierzy NSZ, miała to być rzekoma „kara za zdradę” Piaseckiego i jego powojenną współpracę z nowymi władzami. Kolejna z prac autorstwa Jacka Wilamowskiego zatytułowana „Dyrektywa: milczeć! Kulisy porwania i zabójstwa Bohdana Piaseckiego w 1957 r.” (Warszawa 2013) zdaje się przychylać do tezy o żydowskiej inspiracji zbrodni, najpełniej zarysowanej w pracach Petera Rainy.

Wydaje się, że to właśnie klasyczna już praca Petera Rainy „Sprawa zabójstwa Bohdana Piaseckiego” (Warszawa 1989, wraz z jej późniejszymi poszerzonymi wznowieniami) pozostaje najbardziej kompetentnym jak dotąd opracowaniem i dopóki nie pojawią się dokumenty rzucające nowe światło na sprawę, kolejne próby jej wyjaśnienia sprowadzały się będą jedynie do mniej lub bardziej jałowych dywagacji, nierzadko podsycanych niezdrową sensacją.

Maciej Motas

Na zdjęciu: fotografia śp. Bohdana Piaseckiego i znicze przy wejściu do budynku przy alei Solidarności 82A w Warszawie, w którym został zamordowany.

Dzial: