Kto przywoła do porządku prezesa IPN?

ipn_1.jpg
To już drugi przypadek, kiedy IPN, a więc instytucja państwowa, publicznie dezawuuje władze państwa polskiego, którego jest przecież reprezentantem. Po raz pierwszy miało to miejsce przy okazji „akcji” IPN firmowanej przez szefa Biura Edukacji Publicznej dr Andrzej Zawistowskiego, który kwestionował decyzje władz Warszawy o pozostawieniu pomnika „czterech śpiących” na Placu Wileńskim w Warszawie.

Tym razem mamy przypadek znacznie poważniejszy. Oto sam prezes IPN zakwestionował decyzję Kancelarii Prezydenta RP o państwowych charakterze pogrzebu gen. Wojciecha Jaruzelskiego, pierwszego prezydenta III RP, i pochowaniu go na Cmentarzu Powązkowskim. W specjalnie wydanym oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej IPN dr Łukasz Kamiński napisał w typowym dla tej instytucji ideologicznym żargonie:

„Rzeczpospolita Polska budowana jest na fundamencie takich wartości jak niepodległość, wolność, prawda i godność człowieka. W okresie powojennego zniewolenia w ich obronie stawały dziesiątki tysięcy Polaków, z których bardzo wielu zapłaciło wysoką cenę – utraty życia, zdrowia lub wolności. Wśród tych, którzy od samego początku dyktatury komunistycznej walczyli z tymi wartościami znajdował się Wojciech Jaruzelski.

Czynił to począwszy od walki z niepodległościowym podziemiem, przez szybką karierę w stalinowskim wojsku, w tym współpracę ze zbrodniczą Informacją Wojskową, kierownicze funkcje w „ludowym" Wojsku Polskim – szefa Głównego Zarządu Politycznego, szefa Sztabu Generalnego, wreszcie Ministra Obrony Narodowej. Pełniąc tę ostatnią funkcję Wojciech Jaruzelski był współodpowiedzialny m.in. za antysemicką czystkę w wojsku, udział PRL w interwencji Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, która zdławiła Praską Wiosnę oraz za krwawe stłumienie protestów na Wybrzeżu w Grudniu 1970. W 1981 roku Wojciech Jaruzelski stanął na czele Rady Ministrów, a następnie objął funkcję I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, stając się w ten sposób ostatnim komunistycznym dyktatorem PRL. Zgromadzoną władzę wykorzystał do zdławienia, w interesie i na żądanie władz Związku Sowieckiego, pokojowego ruchu „Solidarności”. Okres stanu wojennego i kolejne lata przyniosły nie tylko ofiary, lecz także zniszczenie ogromnych nadziei i entuzjazmu wywołanych wydarzeniami Sierpnia 1980 r.

Powołując Instytut Pamięci Narodowej – Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Parlament Rzeczypospolitej miał na względzie m.in. „zachowanie pamięci o ogromie ofiar, strat i szkód poniesionych przez Naród Polski w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu, patriotyczne tradycje zmagań Narodu Polskiego z okupantami, nazizmem i komunizmem, czyny obywateli dokonywane na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego i w obronie wolności oraz godności ludzkiej”.
Mając na uwadze powierzony mi mandat prezesa Instytutu Pamięci Narodowej wyrażam opinię, że nie można pogodzić pamięci o ofiarach systemu totalitarnego z honorowaniem pogrzebem państwowym na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach człowieka, który poświęcił większość swojego życia służbie reżimowi komunistycznemu”.

Przy okazji afery związanej z wyskokiem dr. Andrzeja Zawistowskiego, pisałem: „Jest w tej sprawie także pewien fakt polityczny – oto instytucja, jaką jest IPN, a więc instytucja państwowa, wchodzi w publiczny spór z inną instytucją państwową, jaką są władze miasta stołecznego Warszawa, które zamierzają pozostawić pomnik na dawnym miejscu. Jak to nazwać? Podważanie decyzji samorządu wyłonionego w demokratycznych wyborach jest nie tylko czymś dziwnym, ale zdumiewającym. To próba uzurpowania sobie przez IPN roli ideologicznej czapki nad władzami samorządowymi i innymi organami państwa”.

Obecnie IPN podważa nie tylko decyzje władz samorządowych, ale samego Prezydenta RP, który weźmie udział w Mszy św. za duszę zmarłego. Uważam, że jest to skandal, który powinien zakończyć się ostrą reakcją tegoż Prezydenta i Premiera. IPN nie stoi ponad prawem, ma służyć państwu, a nie zajmować się recenzowaniem najwyższych władz RP. Nikt prezesa Kamińskiego nie prosił o opinię, a wiedząc, że ostateczną decyzję podejmie Kancelaria Prezydenta, powinien siedzieć cicho, a nie jątrzyć. Jeśli instytucje państwowe wysyłają w tak drażliwej sprawie sprzeczne sygnały, to znaczy, że państwo nie funkcjonuje właściwie. IPN-owi pozwala się przez ostatnie lata na o wiele za dużo, traktuje niczym „świętą krowę”, toleruje bulwersujące opinię publiczną hucpy, jak choćby pseudośledztwa w sprawie katastrofy w Gibraltarze. Toleruje się jątrzącą i dzielącą naród polski pseudoedukację, toleruje się marnotrawienie publicznych pieniędzy.

Byli tacy, którzy od początku uważali, że kandydatura Łukasza Kamińskiego na funkcję prezesa IPN jest pomyłką, ale ich wyciszono. Nikt ze starszych, poważnych historyków nie odważył się lub nie chciał objąć tego stanowiska, mimo że ich opinia o dotychczasowej działalności IPN jest bardzo krytyczna. Jednak strach powoduje, że mówią o tym szeptem po kątach. Dlatego właśnie mamy prezesa skrajnie zideologizowanego, kontynuującego wszystkie szaleństwa obecne od początku istnienia tej instytucji. Ciekawe, na co jeszcze może sobie pozwolić prezes IPN? Jeśli może publicznie krytykować działania Prezydenta RP, to trudno sobie wyobrazić coś jeszcze bardziej bezczelnego.

Jan Engelgard