Nic się nie stało, chłopaki nic się nie stało...?

bodak RN 2.jpg
Miała być radykalna zmiana, a skończyło się na 1,4% głosów. Tym krótkim zdaniem można podsumować polityczny debiut młodych narodowych radykałów. Tymczasem na polu bitwy nie opadł jeszcze dobrze kurz a już padły patetyczne słowa o wielkim wysiłku i zaangażowaniu, o młodych ideowych działaczach i o podłych wrogach Polski.

Nie obyło się też bez zapewnień o moralnym zwycięstwie i świetlanej przyszłości. Jednym słowem stara sprawdzona śpiewka, dobra dla tych, którzy w obliczu problemów zamiast szukać sposobów szukają powodów. Tymczasem prawda jest dużo prostsza. Ruch Narodowy przegrał na własne życzenie.
A wcale nie musiało tak być. Ruch Narodowy zadebiutował w roku 2012 i był to debiut wielce udany. Korzystając z rosnącej popularności Marszu Niepodległości liderzy najmłodszego pokolenia narodowców zapowiedzieli budowę nowej, narodowej formacji politycznej. Dodajmy tutaj: formacji bezsprzecznie Polsce potrzebnej.

Choć inicjatywa leżała bezspornie po stronie liderów MW i ONR koncepcja powołania nowej formacji cieszyła się wówczas silnym poparciem większości starszych endeków. Nastroje tamtych dni trafnie odzwierciedlał mocno zaskakujący dziś skład panelistów biorących udział w spotkaniach programowych (jak choćby w tym z 10.11.2012 roku). We wspólnej merytorycznej dyskusji uczestniczyli wtedy obok Roberta Winnickiego czy Artura Zawiszy np. Andrzej Szlęzak, Andrzej Mańka czy Maciej Eckardt. Zanosiło się, że w krótkim czasie powstanie znaczący ruch polityczny, bogaty siłą i energią młodości oraz wiedzą i doświadczeniem starszych endeków. Taka formuła mogłaby zaproponować Polakom kompletny program stanowiący odpowiedź na współczesne problemy i wyzwania.

Stało się jednak inaczej. Formujący się RN zamknął się na większość umiarkowanych środowisk narodowych stawiając jednoznacznie na młodość i radykalizm. Zaowocowało to całym szeregiem negatywnych implikacji. Wymienię tylko kilka najistotniejszych.*

W sferze idei najbardziej niepokojące jest odejście od retoryki narodowej na rzecz niepodległościowo-rewolucyjnej. Jej przejawem jest prymitywny, infantylny antykomunizm i niezrozumiała antyrosyjskość. Symbolem tej ostatniej stały się ekscesy, do których doszło pod ambasadą Federacji Rosyjskiej podczas ubiegłorocznego Marszu Niepodległości. Warto postawić pytanie na ile były one realizacją polskiej racji stanu a na ile podejrzanych interesów naszych sojuszników zza Odry i zza oceanu? Wpisuje to młodych radykałów w doktrynę Giedroycia i retorykę Jarosława „zbaw Polskę” Kaczyńskiego.

Równie zaskakujące są koncepcje gospodarcze Ruchu Narodowego. Jest to mieszanka pomysłów wolnorynkowych, korporacjonistycznych i jawnie socjalistycznych. Ani to spójne, ani jasne. Jedyną zaletą tego „programu” jest czytelne odróżnienie się od Nowej Prawicy. Ma on zatem aspekt stricte techniczny i koniunkturalny. Co jednak uchodzi poszczególnym „projektom politycznym” nie przystoi organizacji, która ma ambicję być polityczną reprezentacją obozu narodowego.

Po trzecie zamykając się w gronie czysto młodzieżowym liderzy Ruchu Narodowego doprowadzili do powstania pajdokracji niespotykanej nawet w Lidze Polskich Rodzin. Osobom o słabszej pamięci przypominam, że właśnie marginalizacja średniego i starszego pokolenia stała się jedną z przyczyn upadku wskazanej wyżej partii. Nie dziwię się tutaj młodszym kolegom. W ich wieku myślałem w podobny sposób, dopiero po niewczasie poznając ogrom popełnionego błędu.

Jednak słabej pamięci lub nieumiejętności wyciągania wniosków u części starszych działaczy nie potrafię wytłumaczyć w sposób racjonalny. O ile np. Sylwester Chruszcz najwyraźniej zrozumiał zafundowaną nam kilka lat temu przez wyborców kosztowną lekcję, o tyle dziwi postawa Krzysztofa Bosaka. Można odnieść wrażenie, że wyparł z pamięci niedawne czasy, gdy dzielnie wdrażał błyskotliwe koncepty Romana Giertycha. Trudno się zresztą dziwić, gdyż radosne pląsy w obiektywach kamer każdego mogą przypawać o nielichą traumę. Niestety, przykra amnezja, która najwyraźniej dotknęła między innymi kolegę Krzysztofa, może skutecznie utrudnić wyciąganie wniosków z własnych błędów.

Te i inne czynniki, połączone z nietrafioną kampanią wyborczą sprawiły, że Ruch Narodowy jest dziś na marginesie sceny politycznej. Miał reprezentować naród, a nie trafił nawet do przekonania większości endeków. I trudno się dziwić, bo ich przekaz jest atrakcyjny wyłącznie dla wąskiego grona ludzi młodych i części kibiców. Jak to się ma do endecji, która stanowiła w latach swej świetności nurt jednocześnie odpowiadający na aspiracje szerokich grup społecznych i wpisujący się w aktualne trendy europejskie i globalne? Otóż tak jak pięść do nosa, czyli nijak.

Reasumując: niespójny program i zawężony przekaz zaprezentowany w eurowyborach nie wystarczyły nawet na osiągnięcie granicy błędu statystycznego. Efektem tego jest wynik na poziomie 1,4 %, który – przyznajmy uczciwe – przy tak niskiej frekwencji jest zwyczajną klęską.

Na szczęście wybory do europarlamentu są stosunkowo mało znaczące. Przegrana tutaj może się okazać dobrym przyczynkiem do przemyślenia planów na przyszłość. Jeśli tylko znajdzie się ktoś, kto zechce wyciągać jakiekolwiek wnioski. Ktoś, kto oprze się pokusie szukania fałszywych usprawiedliwień i proponowania pozorowanych zmian. W przeciwnym wypadku pozostanie jedynie zabawa w politykę, cieszenie się z płonącej tęczy i wielotysięcznych marszów. Wtedy po każdych wyborach można będzie lekko zachrypniętym głosem zaśpiewać „nic się nie stało, chłopaki nic się nie stało...”.

Przemysław Piasta
fot. Jan Bodakowski

* Wymienianie wszystkiego co mi się nie podoba w działaniach liderów RN-u zajęłoby mi cały boży dzień. Zostawiam więc to jałowe zajęcie hobbystom dysponującym większą niż ja ilością czasu.