„Debata” po polsku

smiech.jpg
W czwartkowy wieczór 15 maja, wybrałem się na Wydział Prawa, na spotkanie z bohaterką youtube'owego filmiku „I am a Ukrainian”, p. Julią Maruszewską. I o ile czas mimo wszystko trudno uznać za stracony, to wrażenie jest przygnębiające. W najmniejszym stopniu uwaga ta odnosi się do pani Maruszewskiej.

Przedstawiła ona stek nieprawdopodobnych banałów i naiwności, i to w sposób wysoce automatyczny, wyraźnie po przeszkoleniu przez jakieś USA-ńskie NGO (NGO's – tzw. organizacje pozarządowe). Jej wypowiedzi nie wniosły niczego ani do naszej wiedzy na temat Ukrainy i trwającego tam od jesieni konfliktu, ani też pani Julia nie odpowiedziała merytorycznie na żadne pytanie. W kwestii banderowskiej, rozumianej zarówno jako historyczna, jak i teraźniejsza i przyszła (Prawy Sektor i Swoboda), prelegentka skakała od stwierdzeń o rosyjskiej propagandzie, o rosyjskim finansowaniu radykałów, po konieczność zamknięcia trudnych spraw z przeszłości.

Popis dał prowadzący, wschodząca podobno gwiazda polskiej nauki prawa międzynarodowego (!?). Jego wypowiedzi były kalką prymitywnej propagandy medialnej, zaś konkretne pytanie – stricte merytoryczne – o kwestię legalności obecnych władz Ukrainy pominął milczeniem. Oto kilka przykładów obrazujących z kim mamy do czynienia. Jego zdaniem europejskie ruchy polityczne, takie jak francuski Front Narodowy, zajmujące stanowisko prorosyjskie, są finansowane przez KGB (?). Jedynym komentarzem do wskazanych powiązań Prawego Sektora z oligarchami żydowskimi, była nieśmiertelna fraza o cyklistach. Janukowycz był dyktatorem a jego władza to reżim. Pytanie o nielegalne działania USA, wychodzące poza granice rezolucji ONZ, bądź w ogóle nie mające podstawy w rezolucjach, zostało zbyte przez profesora – pryncypała prowadzącego, zaproszeniem... na seminarium!

Tragicznie zachowywała się większość publiczności – w dużej liczbie studenci prawa. Z wielką przykrością stwierdzam, że są to ludzie wytresowani przez propagandę medialną i swoich wykładowców. Reagują jak psy Pawłowa. Zwłaszcza wspomnienie o Żydach powodowało u nich wręcz chorobliwą reakcję – buczenie, frenetyczny rechot, a jeden nawet uderzał w pulpit wzorem tow. Chruszczowa w ONZ. Bezrefleksyjność, skrajnie uczuciowe podejście, etyka Kalego w najczystszej formie. Trudno nawet podejrzewać tych ludzi o jakąś ugruntowaną, intelektualną nienawiść do Rosji. Oni po prostu są przeciw czarnemu ludowi Putinowi i już. Pies też nie zastanawia się, dlaczego nienawidzi kota. Do tego wszystkiego na sali było kilku starszych rusofobów-fanatyków.

Obraz polskiej młodzieży akademickiej oraz innych osób zainteresowanych tematem jest bardzo smutny. Zaiste, upadek myślenia politycznego w Polsce osiągnął już rozmiary pandemii... W tym samym czasie, kiedy Polaków nie stać na nic poza bezmyślnym sentymentalizmem podlanym głębokimi kompleksami, a niektórych innych, mieniących się nacjonalistami, zajmuje głównie kwestia posiadania lub nie włosów, młodzi banderowcy, schludnie ubrani, grzeczni, po prostu piękni, masowo zdobywają wiedzę na polskich uniwersytetach.

Rosną kadry neobanderii, promieniujące młodością, wiedzą, rozeznaniem sytuacji światowej. A cóż my? Szczerze mówiąc, dziwię się, że banderowcy nie wykonali jeszcze jednego kroku, ale podejrzewam, że po prostu uwierzyć nie mogą, że można być aż tak głupim, jak nasi rodacy.

Otóż następnym razem pani Maruszewska, której pół sali już na starcie spotkania jadło z ręki, i jej podobne osoby, powinny przed wykładem, może przy lekko przygaszonych światłach, postawić na stole prezydialnych jakieś małe popiersie np. Mickiewicza i zapalić przed nim świeczkę. Świeczka ostatecznie niewiele kosztuje, ale efekt będzie porażający – być może nawet zgromadzenie przekształci się w konfederację. I proszę tylko nie zarzucać mi kpiny i sarkazmu. Najlepiej na własne oczy zobaczyć do czego doszliśmy jako naród, udając się na najbliższe tego typu wydarzenie. Jest z czego wybierać.

Adam Śmiech
Na zdjęciu: autor tekstu

Myśl Polska, nr 21-22 (25.05-1.06.2014)