Głosuję na Korwina

JKM 5.jpg
„Od kilku tygodni wszelkiej maści „autorytety” przekonują nas, że z tego czy innego powodu na Korwina głosować nie warto. Przestrzegają nas, że to niebezpieczni „fanatyczni eurosceptycy”. Tymczasem ja boję się bardziej fanatycznych euroentuzjastów, którzy dla federalistycznych mrzonek poświęcają nasz interes narodowy” – pisze Przemysław Piasta.

„Nie głosuję (…) Dlaczego? Z tego samego powodu, dla którego nie opróżniam chochelką Bałtyku. Raz, że mi się nie chce, dwa że szkoda zdrowia, a trzy, że w ten sposób to ja niczego nie zmienię” – taką oto perłą przemyśleń podzielił się ostatnio z ludzkością jeden z ciekawszych twórców alternatywnych*. Trudno odmówić cienia racji temu stwierdzeniu, przeciwnie, jest ono wrednie, niesympatycznie prawdziwe. Tym bardziej w kontekście eurowyborów, które w istocie są pozbawione większego znaczenia. W procesie decyzyjnym UE rola europarlamentu jest najwyżej czwartorzędna, daleko za Radą Europy i Komisją Europejską, że o Kanclerzu Niemiec nie wspomnę. Stąd potencjalna decyzja wyborcza ogranicza się w zasadzie wyboru komu zapewnimy kilka lat niezbyt wymagającej i stresującej ale za to przyzwoicie płatnej pracy.

Dodatkowym czynnikiem zniechęcającym do udziału we wszelakich, nie tylko tych wyborach, jest monopolizacja sceny politycznej. Od lat dzieli ją pomiędzy siebie kilka karteli określających się żartobliwie mianem partii politycznych. Nie różnią się one od siebie niczym istotnym. Nie są też zdolne do kreacji gdyż jako pasożyty stworzone są wyłącznie do żerowania. Te patologiczne organizmy składają się w znacznej mierze z „aparatu partyjnego” biernego, miernego ale za to wiernego wobec światłych przywódców.

Co prawda można empirycznie dowieść występowania w przyrodzie pojedynczych przyzwoitych polityków, z zasady są oni jednak nic nie znaczącą mniejszością. Natomiast jakie są same partie każdy widzi. Szkoda gadać, stąd sięgając po klasykę pozwolę sobie jedynie stwierdzić, iż nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby określić tą zgraję dostatecznie obelżywie.

Nie dziwię się więc tym z Państwa, którzy nie mają ochoty brać udziału w tej żałosnej tragifarsie. Zresztą gdybym powiedział, że głosuję przy każdej nadarzającej się okazji zwyczajnie bym skłamał. Czasami po prostu nie ma na kogo. Jednak tym razem pofatyguję się na wybory. Przede wszystkim dlatego, że niezależnie od nikłej mocy sprawczej mojego głosu, mam jakikolwiek wybór. Partie głównego nurtu, odrzucam z przyczyn pryncypialnych. Poza nimi o elekcję ubiegają się jednak dwa komitety wyborcze Ruch Narodowy i Nowa Prawica – Janusza Korwin-Mikke.

Jestem endekiem, z czym zresztą się nie kryję i nigdy nie kryłem. Mogłoby się wydawać, że naturalny wyborem będzie dla mnie komitet nazwany nieco na wyrost: Ruch Narodowy. Miłe złego początki, więc nie dziwi, że formacja, ta na etapie wstępnych zapowiedzi sprawiała wrażenie perspektywicznej. Trzeba jednak przyznać, że liderzy RN wykonali tytaniczną pracę by ich organizacja była jak najbardziej skrajna i nieakceptowana dla zwykłego Kowalskiego czy Nowaka. Nieakceptowalna także, o ironio, dla większości umiarkowanych środowisk narodowych. Owocem takiej linii działania będzie zapewne poparcie RN w granicach błędu statystycznego.

Gdybym nawet postanowił dołożyć swój głos do tego „sukcesu” skutecznie zniechęca mnie do tego „program” RN. Zlepek infantylnych haseł, utopii i pobożnych życzeń pozbawia złudzeń co do tego jak wyglądałaby Polska już kilka miesięcy po przejęciu władzy przez młodych narodowych radykałów. A mianowicie nie wyglądałaby w ogóle, gdyż administrację na tym terenie przejęliby sąsiedzi. Obawiam się, że ku uciesze większości mieszkańców.

Cieszę się też, że liderzy RN zadbali bym mimo wszystko, w myśl źle pojętej solidarności środowisk narodowych, nie zdecydował się głosować na ich komitet. Gwarantem tego jest poznańska „jedynka” listy wyborczej. Jest nią to pan Bartosz Jóźwiak – prezes kanapowej partyjki UPR. Przypomnę, że UPR to dawna partia Janusza Korwin-Mikke, która jakiś czas temu postanowiła dokonać samounicestwienia poprzez usunięcie ze swych szeregów jedynej rozpoznawalnej postaci, mianowicie Janusza Korwin-Mikke. Jeśli więc zostałem postanowiony przed alternatywą poparcia Nowej Prawicy lub jej mniejszej, bardziej egzotycznej wersji, zdecydowanie wybieram to pierwsze. W końcu po co kupować podróbki skoro w tej samej cenie możemy dostać oryginał.

W ten płynny sposób przechodzimy do mojego wyborczego faworyta. Nowa Prawica – Janusza Korwin-Mikke nie jest partią, z której programem utożsamiam się w 100%. Gdyby było inaczej zapewne bym się do niej zapisał. Także nie wszystkie wypowiedzi lidera KNP budzą mój entuzjazm, niektóre wręcz przeciwnie. Ale wybory to nie małżeństwo ani konkurs piękności. To tylko głosowanie na tego kandydata, z którym zgadzamy się w największym stopniu. Mam wrażenie, że zarówno w sprawach pryncypialnych, jak i w przedmiotowej dla eurowyborów kwestii postrzegania UE Nowa Prawica – Janusza Korwin-Mikke prezentuje poglądy zasadniczo zbieżne z endeckim punktem widzenia.

Od kilku tygodni wszelkiej maści „autorytety” przekonują nas, że z tego czy innego powodu na Korwina glosować nie warto. Przestrzegają nas, że to niebezpieczni „fanatyczni eurosceptycy”. Tymczasem ja boję się bardziej fanatycznych euroentuzjastów, którzy dla federalistycznych mrzonek poświęcają nasz interes narodowy. Dowiadujemy się też, że ludzie Nowej Prawicy są całkowicie nieznani. Wolę jednak głosować na osobę, którą znam słabo lub zgoła wcale, niż na takich, których znam dobrze jako kanalie i oszustów. Pojawiają się też głosy, żeby nie głosować na mniejsze komitety, tylko na porządnych ludzi na listach tych większych. Czy jednak dorzucenie do kosza zgniłych jabłek kilku jabłek świeżych usunie starą zgniliznę?

Takie niezbyt twórcze, lecz zrównoważone emocjonalnie opinie ustąpiły ostatnio miejsca zwykłemu publicznemu ujadaniu. Im głośniejszy, bardziej histeryczny jest ten jazgot, im bardziej prymitywne i żenujące są próby dyskredytowania Nowej Prawicy, tym bardziej upewniam się w przekonaniu, że jest to właściwy wybór. Jednogłośne wycie pozornie skłóconych polityków i pozornie antagonistycznych mediów jest najlepszą gwarancją, że mój głos nie będzie zmarnowany. Dlatego dziś jestem pewny. W najbliższych wyborach zagłosuję na Nową Prawicę – Janusza Korwin-Mikke.

Przemysław Piasta

* Mianowicie Martin Lechowicz. Piszę „twórców” gdyż nie za bardzo wiadomo czy zakwalifikować go jako komika, muzyka, grafika, blogera czy jeszcze co innego. Określenie „twórca”, czyli taki ni to pies ni to wydra, obejmuje wszelkie możliwe kategorie.