Dmowski i Grzegorz VII

rd 3.jpg
Ronald Lasecki zwrócił mi uwagę, że nijak nie może zrozumieć moich równoczesnych sympatii dla teokratycznych papieży (Grzegorz VII, Innocenty III) budujących uniwersalne chrześcijańskie państwo europejskie, które wyrażam w swoich publikacjach naukowych, połączonych z predylekcją dla Romana Dmowskiego – polityka stojącego na gruncie absolutnej supremacji państwa narodowego.

Jak to jest ze mną? Jestem za teologiczno-politycznym uniwersalizmem reformy gregoriańskiej? Czy po stronie państwa narodowego, zrodzonego z Reformacji i nowożytnej sekularyzacji, a więc z buntu przeciw papieskiemu uniwersalizmowi? To dobre pytanie, acz sprzeczność tę uważam za pozorną, wynikłą ze spojrzenia na moją publicystykę z pozycji filozoficzno-doktrynalnej, bez spojrzenia historycznego.

Jestem uniwersalistą. Gdyby nie kompromitacja tego terminu przez wiadome kręgi, bez wahania określiłbym się mianem „Europejczyka”. Wspólnota cywilizacyjna do której należę symbolizowana jest przez Rzym, którego – zgodnie ze słowami Chrystusa – nie przemogą „moce piekielne”. Tożsamość ta jest dla mnie pierwsza, podstawowa, esencjalna. Tożsamość narodową uważam za drugorzędną i przygodną, wynikłą z przypadku, że urodziłem się w XX wieku na Wisłą. Z tego poglądu wynikają ważkie skutki: skoro najpierw jestem katolikiem rzymskim, a potem Polakiem, to w porządku politycznym lojalność wobec Rzymu powinienem cenić wyżej niźli lojalność wobec Warszawy. I faktycznie, uważam, że gdy Grzegorz VII ekskomunikował i zdeponował Henryka IV to tenże przestał być cesarzem.

Skoro, jak naucza św. Paweł, wszelka władza pochodzi od Boga, to mamy tu spór między władzą papieża i władzą cesarza. Skoro papież jest bliżej Boga niż cesarz, to władzą zwierzchnią cesarza jest Biskup Rzymu. Podobnie było w sporach papiesko-cesarskich Aleksandra III i Fryderyka Barbarossy, Innocentego IV z Fryderykiem II. Wszelka władza pochodzi od Boga, a papieska pochodzi najpierw i bezpośrednio. Za pontyfikalnym pośrednictwem spływa na cesarza, za jego pośrednictwem na królów, książąt etc.

Niestety, w 1517 roku europejska jedność religijna, cywilizacyjna i polityczna została zerwana. Pomimo Kontrreformacji i Wojny Trzydziestoletniej nie udało się tej jedności już nigdy przywrócić. Rozbicie religijno-polityczne okazało się trwałe. Wymagało to zweryfikowania rozumienia Pawłowej formuły, że wszelka władza pochodzi od Boga. Po Pokoju Westfalskim w Niemczech i odpowiadających im wydarzeniach w innych krajach germańskiej i anglosaskiej Północy, Christianitas upadła i wyłoniły się nowe niezależne od Rzymu podmioty polityczne, które faktycznie i prawnie nie uznawały swojego podległego charakteru, a świat katolicki nie miał sił i środków, aby je do tego przymusić.

Eschatologiczna katastrofa Wielkiej Armady utwierdziła suwerenność Anglii, a szwedzka kampania w czasie Wojny Trzydziestoletniej podobnie potwierdziła suwerenność północnych niemieckich księstw i Skandynawii. Gdy rozlało się przysłowiowe mleko, wtenczas siłą rzeczy musimy przedefiniować kategoryczny i nie znający wyjątku nakaz św. Pawła, uznając za najwyższy punkt odniesienia nowo powstałe państwo narodowe, bez względu na to czy się to nam podoba czy się nam nie podoba. Skoro rzeczywistość przełamuje wyrafinowane teoretyczne koncepcje, to musimy się poddać jej sile lub trafiamy do intelektualnego getta i przestajemy ją rozumieć.

Tutaj pojawia się Dmowski – myśliciel ze świata nowożytnego, myślący kategoriami państwa-narodu, który działał wedle prawideł otaczającej go rzeczywistości, gdzie prymat wiodła idea suwerennego narodowego. Naród, który myślałby o polityce wyłącznie w kategoriach „Raison de Catholicisme” zostałby zjedzony w dżungli charakteryzującej stosunki międzynarodowe po Reformacji, gdy zbrakło pacyfikującej ręki Cesarza i rozstrzygającego autorytetu Biskupa Rzymu. Po rozpadzie jedności uniwersalnej, kontynentalnej, politycznie pozostała nam tylko jedność narodowa i terytorialna do której odnosi się formuła, że wszelka władza pochodzi od Boga.

Adam Wielomski
Myśl Polska, nr 21-22 (25.05-1.06.2014)