Artysta obezwładniony – rozmowa z Eugeniuszem Małkowskim – GENO

medium_geno.jpg
Jako profesor malarstwa wytłumacz czytelnikom „Myśli Literackiej”, co w malowaniu artystycznym znaczy abstrakcja, estetyzacja, a co eksterminacja? Co jest wspólnym mianownikiem tych słów? Co jest upiększaniem rzeczywistości, co nieudacznictwem, a co oddawaniem prawdy lub jej fałszowaniem?
– W drugiej części pierwszego punktu zawarta jest odpowiedź. Dla wysublimowanych estetów nowoczesności abstrakcja przez blisko sto lat się zakademizowała. Stała się powszechna, jako sposób na ominięcie aktualnych problemów, których artysta nie umie przedstawić i to zarówno, jeżeli chodzi o formę, jak i treść. W swoich ekstremalnych przedstawieniach, albo staje się estetyczna i wynikająca z doświadczeń i realizacji, które rodziły się w rewolucyjnych momentach narodzin sztuki przedstawieniowej, albo dążąca w ślad wcześniejszych prób niszczenia płaszczyzny czy negowania obrazu. Właśnie w ten sposób poprzez swoiste lenistwo następuje upiększanie rzeczywistości często wynikłe ze zwyczajnej nieświadomości. Ten brak umiejętności oddawania prawdy, jaką artysta powinien w swoim dziele przedstawić powoduje brak autentyczności, a zamierzona kreacja jest fałszowaniem tego na co widz liczy oglądając wystawy. Wspólnym mianownikiem tego typu prezentacji jest nuda, brak zainteresowania, puste galerie i powszechne przekonanie, że sztuka doszła do kresu swoich możliwości rozwoju.

Co jest malarstwem politycznym, a co apolitycznym, a konkretnie, co jest malarstwem pustym, a co nośnikiem wartości, w czasach, w których lepiej lub gorzej egzystujemy?
– I tu dochodzimy do drugiego punktu. Ratunkiem dla sztuki, także dla malarstwa jest powrót do twórczości przedstawiającej problemy człowieka współczesnego, przedstawianie współczesnego człowieka z jego bólem istnienia, z jego radością i rozpaczą, z jego zbiorowymi dążeniami i osobnym życiem i umieraniem, ukazywanie niezwykłą wizją na pewno nie będzie malarstwem pustym i co więcej, będzie nośnikiem wartości czasów, w których te dzieła powstają. Takie malarstwo i taka sztuka zawsze jest aktualna i potrzebna nam żyjącym, aby próbować zrozumieć istotę tego, co w nas i dookoła się dzieje. To mogą dać dzieła polityczne mające nową odkrywczą formę i treści, które wszystkich razem i każdego z osobna obchodzą. Tylko twórczość o człowieku i dla człowieka jest w stanie pobudzić do gorących dyskusji.

Zrobiliśmy w DAP kolejną, niepokorną wystawę „Kryzys i forma”, do której to ekspozycji przygotowywaliśmy się od 20 lat po spaleniu naszych eksportowych obrazów w Młodzieżowym Klubie „Fugazi”, w którym dzieła były zdeponowane. Jak oceniasz ten wysiłek i osiągnięcie celu? Czy ten wyczyn jest sukcesem czy porażką? (Wtedy pokazywaliśmy obrazy „Dżuma w przemianie”, „Sztuka w biedzie”, „Polak zreformowany” itp. Obecnie „Ryglowanie”, Samoryglowanie” czyli znęcanie się człowieka nad sobą i nad bliźnim) Człowiek nagi i bosy czyli bezbronny oraz Polski Rak.
– Tak, Stowarzyszenie Artystyczne „Świat” zorganizowało kolejną niepokorną wystawę. Należało ją zobaczyć, bo była zorganizowana w nowy, tak jak poprzednie pokazy sposób. Obrazy mówiły o sytuacji ostatnich lat, a ekspozycja była tak aranżowana, aby podkreślić głos każdego autora w sprawie polskiej polityki, polskiej obyczajowości ostatnich lat. Oczywiście gdybyśmy zaprezentowali nasze wielkie zaginione realizacje pokaz miałby całkowicie inny wymiar. Tych kilkanaście wystaw Stowarzyszenia „Świat” na przestrzeni 20 lat zainteresowanym twórczością malarską dało sygnał, że jest w środowisku malarzy grupa osób spontanicznie i z ogromnym zainteresowaniem reagująca na przemiany w Polsce i na świecie i która mimo przeszkód i poparcia rządzących dla odnowy ciągle jest w awangardzie nowych rozwiązań i jako taka mimo przeszkód będzie świadectwem nie ulegania przeciwnościom.

Rodzący się totalitaryzm w Polsce (decydenci tak sobie bezceremonialnie zmienili emisję fal nadawania programów radiowo-telewizyjnych, że jak ktoś chce oglądać TV i słuchać radia na przykład z zagranicy, to jest zmuszony do kupna nowego telewizora lub radia. Wszystkie zbiorcze anteny TV i radiowe są nieczynne, za które płaciliśmy krocie, okazały się niepotrzebne i bezużyteczne. Także zamknięto wszystkie małe sklepy, całe ulice zostały zamknięte np. przez zaporowe ceny na Starówce i Trakcie Królewskim, natomiast uruchomiono kanały samolotowe nad osiedlem, przez co nie wiadomo, czy jest burza atmosferyczna czy wojna atomowa.
– Wszystko to prawda. Nasze wystawy powinny ostrzej formować to! Jednak nie mamy wsparcia takiego jak ci, którzy szukają pokazów kreujących malując abstrakcje i estetyzując. Poza tym po kilku latach milczenia kilku kolegów artystów ze stowarzyszenia nie dostarczyło dzieł. Problem transportu dużych formatów uniemożliwił pokazanie ogólnopolskiemu spektrum sprzeciwu wobec rodzącego się totalitaryzmu.

Okazuje się, że tacy emeryci jak my w wieku twórczym już jesteśmy niepotrzebni – jako zera twórcze i ludzkie – bo w nowym systemie potrzebni są tylko politycy i młodzi z wykształceniem, ale tępi i posłuszni nowym wezwaniom władzy.
– I w tym punkcie jesteśmy zgodni.

Totalitaryści, żeby swoją pozycję umocnić, do handlu m.in. wprowadzili zepsutą wódkę i piwo (wódka zepsuta przez złą destylację), a piwo przestarzałe, wszystko po to, żeby nas otruć i zniechęcić do dalszego życia bez używek.
– Do tego punktu nie mogę się odnieść, bo zdrowie już nie te...

Czy w takim zamordyzmie jest sens malowania sztuki demaskującej wszelkiego rodzaju diabelskie mechanizmy, które nieświadomie lub świadomie nas niszczą i eksterminują?
– W najgorszych czasach znajdowali się artyści, którzy reagowali, więc nie byliśmy lękliwi. Najgorsze może się wydarzyć, gdy będziemy reagowali wystawami. Bo to my będziemy winni, że gdy rządzącym powinniśmy pokazywać ich błędy nie pokazywaliśmy ich złych zachowań.

Czy warto żyć dla nieznanej przyszłości i inwestować w sztukę niepokorną wobec ślepoty i obojętności odbiorców?
– Oczywiście, że żyć warto i inwestować w sztukę niepokorną. Któregoś dnia bielmo spadnie z oczu odbiorców i z entuzjazmem odkryją, że gdy byli ślepi i obojętni była grupa, która widziała i pokazywała a teraz jest czas, aby tych światłych i widzących przywrócić do łask i nagrodzić ich trudne życie.

Czy jako profesor malarstwa w nowym systemie masz lepiej egzystencjonalnie?
– W poprzednim okresie nie pracowałem na uczelni. Moje obrazy były kupowane. To czas przemian spowodował, że sztuka znikła z zainteresowań nabywców. Gdy zwrócono się do mnie z prośbą, abym wykładał malarstwo i rysunek zgodziłem się, bo inaczej nie miałbym czym opłacić czynszu i nie miał co jeść. W następnych latach studenci mnie polubili i ja zorientowałem się, że dobrze jest widzieć jak dojrzewają kolejne pokolenia. Niestety wydaje mi się, że moja sztuka na tym ucierpiała. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Moja koncepcja przedstawiania świata w obrazach ewoluowała w sposób rewolucyjny. Dzisiaj robię obrazy z tysiącami ludzi, którzy malując nasze wspólne obrazy tworzą edukując się. Mam przekonanie, że za kilka lat Polska i świat na nowo będą miały ogromną rzeszę zainteresowanych malarstwem.

Jakie sam sobie stawiasz pytanie?
– Będę musiał sam sobie odpowiedzieć na wiele pytań, których nie będę tu formować.

Sytuacja malarstwa nie jest odosobniona. Podobnie na margines zeszły inne sztuki i ich artyści. Czy istnieje dziś koegzystencja różnych dziedzin sztuki tak jak dawniej, ewentualnie czy przynoszą korzyści społeczeństwu? Czy zostałeś odznaczony medalem znaczącym i ważnym dla kultury i sztuki?
– Sytuacja Sztuk Pięknych jest dużo bardziej skomplikowana, chociaż nie jest ona odosobniona od innych sztuk, które dzisiaj bardziej są nieobecne niż niegdyś. Jednak malarstwo w nowym systemie ma się najgorzej. Oczywiście, jakieś odznaczenie niegdyś otrzymałem, ale wydaje mi się, że moje predyspozycje nie zostały odpowiednio wykorzystane. Może dlatego czuję się trochę niedoceniony.

Czy nastąpi przesunięcie starych mistrzów w kierunku usunięcia ich z historii? Jak w tej sferze odbywa się transformacja sztuki malarskiej?
- Chyba zasługi będą docenione, gdy wielu z tych, co zostawili coś oryginalnego i wartego zapamiętania nie będzie już wśród żyjących.

Jakie świeże zjawiska świadczą o nowym rytmie i duchu malowania?
– Jak artysta malarz stale eksperymentujący mam wrażenie, że wiele moich realizacji świadczy o nowym rytmie, a w szczególności to, do czego zmierzam ostatnio.

Czy jako malarz i profesor spełniłeś się w nowej rzeczywistości?
– Mam w planie spełnić się, ale czy to mi się uda zależy od wielu czynników.

Czy polska sztuka dociera za granicę i coś w świecie znaczy?
– Polska sztuka jak na razie nie znosi nic nowego. W większości są to rozwiązania i realizacje wtórne. To, co mogłoby być interesujące dla świata nie otrzymuje żadnej pomocy i albo umiera po dobrych początkach, albo ktoś inny z zagranicy rozwinie projekt i ma z tego korzyści. Właściwy autor oryginalnej koncepcji musi się z tym pogodzić, że splendor dostanie się temu, gdzie zostały zrealizowane jego koncepcje. Polska nie umiejąc docenić i wspomóc może się tylko oblizywać, że były szanse dostrzeżenia naszego kraju na mapie świata sztuki i jak zwykle przegraliśmy tę okazję.

Rozmowę przeprowadził: Jerzy Świątkowski
Myśl Literacka, nr 71, maj 2014