Odszedł narodowy „Kurier z Londynu”

Tybul2.jpg
Odszedł Albin Tybulewicz, ostatni narodowy „Kurier z Londynu”, łącznik pomiędzy pokoleniem emigracji politycznej i narodowcami w kraju, a także l’homme de conciliation, rzecznik porozumienia pomiędzy działaczami wywodzącymi się ze Stronnictwa Narodowego i zwolennikami orientacji „narodowo-katolickiej”, skupionymi w większości w Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym.

Urodzony w 1929 roku Tybulewicz, wraz z rodziną został wywieziony na Syberię przez Sowietów, skąd wydostał się wraz z armią generała Władysława Andersa, i po zakończeniu II wojny światowej oraz ukończeniu szkoły w Indiach, zamieszkał w Londynie. Był jednym z ofiarnych członków Stronnictwa Narodowego na emigracji, wieloletnim członkiem Komitetu Politycznego, a w latach 70. i 80. spełniał funkcję emisariusza pomiędzy prezesem SN Antonim Dargasem a „Rezydentami” SN w kraju (Konstantym Skrzyńskim, Leonem Mireckim) oraz Wiesławem Chrzanowskim. Wyjątkowo owocna okazała się współpraca Tybulewicza z tym ostatnim, ponieważ Chrzanowski oddziaływał w latach 70. i 80. na środowisko Ruchu Młodej Polski.

Działacze narodowi, a w szczególności Albin i przebywający w Stanach Zjednoczonych Wojciech Wasiutyński, poświęcili wiele energii, a także własnych środków finansowych, na promocję działalności RMP oraz jego przywódców, m. in. Aleksandra Halla i Marka Jurka. Owocem ich wysiłku było m. in. opracowanie „Słownika politycznego”, wydanego w 1980 roku nakładem Instytutu Romana Dmowskiego w Nowym Jorku, zredagowanego przez Wasiutyńskiego „przy organizacyjnej i technicznej pomocy Albina i Tulioli Tybulewiczów”.

Słownik został przedrukowany w nakładzie 2 tys. egzemplarzy przez krajowe (gdańskie) wydawnictwo „Młoda Polska”. Ponadto, dzięki wsparciu finansowemu udzielanemu przez Tybulewicza i Dargasa, „Młoda Polska” zdołała opublikować w „drugim obiegu” „Myśli nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego i „Rozważania o nacjonalizmie” Wasiutyńskiego. Edycję kolejnych książek, propagujących program i idee ruchu narodowego, uniemożliwiło wprowadzenie stanu wojennego (internowanie Antoniego Wręgi, aktywnego rzecznika współpracy pomiędzy RMP a emigracyjnym SN). W kolejnych latach, dzięki wsparciu Komitetu Politycznego SN (przy wydatnym udziale Tybulewicza), w Londynie ukazywały się przedruki krajowego wydania czasopisma „Polityka Polska”.

Nazwisko Tybulewicza znałem już w 1980 roku, jako gorliwy czytelnik „Słownika politycznego”, natomiast po wprowadzeniu stanu wojennego, spotykałem się z nim na niejawnych konwentyklach „młodopolaków”. Już wówczas głos szanowanego, kulturalnego i trzeźwo myślącego „Pana Albina” wpływał na uczestników naszego środowiska, wskazywał nam standardy postępowania, dowodził swoim istnieniem, że nie tylko trzeba, ale i warto „być przyzwoitym”. Później dowiedziałem się, że Albin, dzięki wsparciu swojej żony Tulioli, prowadził w Londynie nieformalny narodowy „salon polityczny” i że w jego domu spotykali się przybywający do Londynu goście, tacy jak wspomniani już Wasiutyński i Chrzanowski.

W trakcie mojego krótkiego pobytu w Londynie w 1996 roku miałem zaszczyt i przyjemność być gościem salonu. Pamiętam, że oprócz Gospodarza, Jego Żony i Córki, obecni na uroczystej kolacji byli: Wiktor Leitgeber, Wacław Netter oraz jeden z narodowców, będący jednocześnie działaczem londyńskiego koła ZChN. Jeszcze później, przekonałem się, że w środowisku narodowym rozsianym po całym świecie, było wiele ciekawych , rozumnych a zarazem ideowych postaci, takich jak Jan Wawrzków w Kanadzie czy Zbigniew Sudułł w Australii. Niestety, w Polsce owo połączenie rozumu z ideowością jest, jak się okazało poniewczasie, prawdziwą rzadkością.
W przeciwieństwie do większości uczestników Ruchu Młodej Polski, po przemianach w 1989 roku Albin nie zmienił się i pozostał tym, kim był, gdy występował przed nami „młodopolakami” w roli „Kuriera z Londynu”. Tym tłumaczę fakt, że przez wiele lat znajomości, zgadzaliśmy się ze sobą w zdecydowanej większości spraw. Albin był rzecznikiem tego, co określał jako „główny nurt ruchu narodowego”, reprezentowany przez Tadeusza Bieleckiego, a w późniejszym okresie przez Wasiutyńskiego. Spotkanie z Chrzanowskim uzmysłowiło mu, że poglądy „Profesora” były mu bliższe, niż poglądy niektórych kolegów narodowców w Londynie (pozostających pod wpływem „szkoły” Jędrzeja Giertycha). Sam nie był ani twórcą koncepcji politycznych, ani pisarzem politycznym, dlatego uznawał autorytet Wasiutyńskiego i Chrzanowskiego i pokornie zajmował pozycję w drugim szeregu. W życiu Tybulewicza znaczącą rolę odgrywała wspomniana przeze mnie „koncyliacyjność”.

Potrafił się podporządkować tym, których uznawał za mądrzejszych od siebie, a jednocześnie starał się, tam gdzie to było możliwe, łączyć zamiast dzielić. Na początku lat 90., gdy Chrzanowski, wsparty przez Wasiutyńskiego, utworzył w Polsce ZChN, Albin nie zerwał więzi z kolegami w SN. Najpierw reprezentował SN na zjeździe założycielskim ZChN, a po rozwiązaniu SN został jednym z czterech „Powierników Stronnictwa Narodowego na Wychodźstwie”, których zadaniem było zlikwidowanie spuścizny po SN, m. in. sprzedaż domu przy 8 Alma Terrace, w którym mieściła się siedziba władz Stronnictwa oraz redakcja „Myśli Polskiej”. Dopiero po zakończeniu swego zadania, został oficjalnie członkiem Zjednoczenia.

Zgadzałem się z Albinem, że jednym z największych błędów popełnionych przez ZChN było pozostawanie Zjednoczenia do samego końca w rządzie Akcji Wyborczej Solidarność. Jak powiedziałby śp. Wasiutyński, ZChN nie potrafił „wytłumaczyć” swojej postawy i swojej polityki. Efektem była klęska wyborcza w 2001 roku oraz dezintegracja partii. Albin, podobnie jak Chrzanowski, nie poparł Jurka, który dokonał secesji z ZChN i nawiązał bliską współpracę z Jarosławem Kaczyńskim. Natomiast darzył sympatią Jerzego Kropiwnickiego, prezydenta Łodzi i twórcy Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego. Opowiadał mi ze wzruszeniem, o obchodach 65 rocznicy likwidacji getta w Łodzi w 2009 roku, zorganizowanych przez Kropiwnickiego i wyraził przy tym pogląd, że dla pojednania polsko-żydowskiego Kropiwnicki zdziałał więcej, niż niejeden z przeciwników endecji, zarzucających jej antysemityzm. Charakterystyczne, że Albin potrafił zachowywać dobre stosunki z Kropiwnickim, nadal pozostając przyjacielem i zwolennikiem koncepcji politycznych Chrzanowskiego.

W dniu 20 lutego 2009 roku na uroczystej kolacji w Ogrodach Foksal w Warszawie z okazji swych 80 urodzin, stanowiącej zarazem pożegnanie z Polską, Albin zgromadził przy jednym stole przyjaciół rozsianych po różnych miejscach sceny politycznej (i nie tylko politycznej). Przy całej swojej kulturze osobistej, otwartości politycznej i umiejętnościach „dyplomatycznych”, Albin pozostawał „twardym endekiem” (jak trafnie głosi tytuł wywiadu-rzeka opublikowanego na łamach kwartalnika „Myśl.pl) i człowiekiem wymagającym od polityków zachowywania wysokich standardów postępowania. Surową ocenę ludzi i wielki krytycyzm w stosunku do kondycji polskiej polityki, można jednak wyrazić w sposób zawoalowany, „angielski”, zrozumiały tylko dla ludzi o podobnej wrażliwości. Jak na przykład, gdy Albin wychwalał zalety Chrzanowskiego: „Może to jedyny [podkreślenie moje – WT] polski mąż stanu”…

Nie zgadzałem się z Albinem jedynie w jednej sprawie. Otóż, na podstawie wieloletnich badań źródłowych, doszedłem do przekonania, że wraz z dezintegracją ZChN nastąpił koniec dziejów endeckiej formacji politycznej, w kształcie określonym przez Wasiutyńskiego czy Chrzanowskiego. Z tego powodu postanowiłem wycofać się z działalności politycznej (bieżącej i partyjnej), nie rezygnując z oddziaływania długofalowego (naukowego i publicystycznego), w nadziei, że w dalszej przyszłości dorobek endecji a la Wasiutyński znajdzie nowych kontynuatorów. Albin był – w porównaniu do mnie – optymistą i upatrywał szansę odrodzenia ruchu narodowego w kolejnych inicjatywach: najpierw w ruchu chrześcijańsko-samorządowym Kropiwnickiego, potem w partiach tworzonych przez secesjonistów z Prawa i Sprawiedliwości.

W ostatnich latach, żywo reagował na sympatię, z jaką prezydent Bronisław Komorowski darzył Chrzanowskiego a ponadto udzielił długiego wywiadu kwartalnikowi „Myśl.pl”. W trakcie ostatniej rozmowy ze mną, cieszył się z faktu, że prof. Tomasz Sikorski ze Szczecina przygotowuje biografię śp. Chrzanowskiego. To były, w jego przekonaniu, symptomy wskazujące, że jak stwierdził przy innej okazji: „nasze idee i wartości nie zaginęły w natłoku innych propozycji na kierowanie krajem”.

Gdybym mógł odbyć jeszcze jedną rozmowę z „narodowym kurierem z Londynu”, podzieliłbym się z nim swoimi obawami, że na polskiej scenie politycznej, nawet w tej części, która nazywa się „narodową”, nadal większym uznaniem niż Bielecki czy Wasiutyński, cieszy się Józef Piłsudski. Ale wiem, że wyczekiwany kurier z Londynu już nie przyjedzie.

dr Wojciech Turek, Gdańsk
na zdjęciu: Albin Tybulewicz podczas ostatniego pobytu w Kraju pod pomnikiem Romana Dmowskiego. Obok niego członkowie Fundacji im. Narodowej im. Romana Dmowskiego Ambroży Mejer i Bogdan Maślanka.