Ernest Bryll – ostatni taki narodowiec (2)

bryll.jpg

Na temat „Rzeczy Listopadowej” Ernesta Brylla odbyła się dyskusja w środowisku PAXowskim na łamach „Życia i Myśli” (1968 nr 4), w której udział wzięli pisarze i krytycy literaccy: Anka Kowalska, Stefan Jończyk, Zygmunt Lichniak, Józef Szczawiński, Zdzisław Umiński.

Podjęli ją zaraz po ukazaniu się sztuki w „Dialogu”, kiedy nie zdążyła jeszcze obejść większości scen dramatycznych w kraju. Spróbujmy zdać z niej relację w rozbiciu na głosy, bowiem sygnalizuje – szkoda, że nie precyzuje ściśle – podjęte wątki, ich znaczenie, rolę w diagnozie społecznej i ustaleniu miejsca narodu w historii i świecie współczesnym. Takie konotacje ściąga w warstwie społecznej i intelektualnej utwór autora „Mazowsza”.

Dyskusja o „Rzeczy Listopadowej”

Zygmunt Lichniak pragnie odczytać poetę-dramaturga przez cytaty z jego sztuki. Uważa on, że naród ogarnia wszechobecna głupota. Zniszczyliśmy, zmaltretowaliśmy wszystko, co podpada pod nazwę: szlachetne. Proponuje autor odkłamanie. „Stwierdzimy, co się naprawdę z Polską, w Polsce, z Polakiem dzieje, jak wygląda nasza historia piękna i bezprzykładnie tragiczna. Potem zobaczymy, jak wygląda świat dookoła nas, świat, w którym owa historia polska ma miejsce; przegrupowani tu zresztą zostajemy do Azji, co moim zdaniem, jest szczególnie ciekawą metaforą i mającym duże znaczenie ironicznym podtekstem, bo w tym skrócie nasza mentalność, nasza historia, nasz tragizm nie mieszczący się w ramach „europejskości” – znakomicie się ukazują”.

Józef Szczawiński: Podobne ujęcie tematu polskości wystąpiło już w zbiorze wierszy Brylla „Mazowsze”. „Rzecz listopadowa” nawiązuje jednak do twórczości wielkich romantyków. Bryll podejmuje „ocenę aktualnej sytuacji w jakiej znalazł się nasz naród w wyniku całego przebiegu naszej historii. Głównym celem ataku pisarza jest „mała stabilizacja”, minimalizm. Autorowi chodzi nie o rozprawienie się z przywarami i błędami Polaków, ale o przetworzenie ich cech narodowych, narosłych w ciągu wieków, w kierunku twórczym.

Anka Kowalska: Chociaż poezja Brylla wychodzi z konkretnych sytuacji, trzeba ją rozumieć metaforycznie. Jako garść niebezpiecznych okazji nie spełniałaby żadnej roli kreatywnej, jako rzecz sama w sobie zamknięta, ma siłę i moc oddziaływania.

Zygmunt Lichniak: Bryll czy to w tyradach Starego Poety czy w kwestiach trzech kuplecistów, a także w innych wypowiedziach, uwidacznia, że nie poprzestaje na negacji, proteście i ukazaniu sytuacji bez wyjścia, ale protestuje przeciw temu, krzyczy, że tak nie powinno być.
Józef Szczawiński: Autor odwołuje się do wielkich romantyków, a nawet do fragmentów ich utworów: Słowackiego, Mickiewicza, Norwida, Wyspiańskiego. To jest dramat „pewnej obsesji narodowej”, wynikającej z przeżycia spraw polskości, z wyczucia ich bolesności. Bohaterem utworu jest przede wszystkim naród. (…) Szkoda, że nie zostały podjęte dyskusje światopoglądowe. Wiadomo, że „odczuwanie metafizyki rzutowało na pojmowaniu patriotyzmu na sprawy narodowe zarówno w sensie ujemnym, jak i w sensie dodatnim.

Anka Kowalska: Pod warstwą szyderstwa, pozornego chłodu, ironią, powściągliwością uczucia, kreuje się postawa poety naznaczona niekłamanym, wielkim cierpieniem. Autor wie, że mówi prawdę, i chciałby, żeby naród też mówił prawdę, znał ją i wcielał w życie. Przez to możemy dokonać oczyszczenia, osiągnąć katharsis. W stanie pozytywnej samoświadomości jest zawarta diagnoza na dobro i szczęśliwy rozwój narodu.

Zdzisław Umiński: Autor świadomie potraktował utwór częściowo jako rozwój pastiszu na „Wesele”, częściowo na „Dziady” Mickiewiczowskie i Norwida. Jest pastiszem, ale wyrażony jest w poetyce bryllowskiej. „Pobrzmiewa jakąś sardonicznością i ową szalenie rzadko w Polsce czy w naszej literaturze występującą powściągliwością uczuć”. Autor podejmuje trud ukazania tego, co fałszywe, a co prawdziwe, co zaś nie zawsze może zostać w pełni uchwycone. Miarą wartości zjawiska jest zatem jego stosunek do prawdy. Tym się wyraża osobliwość nurtu bryllowskiego w literaturze, nurtu autentycznie patriotycznego.

Józef Szczawiński: Zachodzi pytanie, czy Bryll wychodzi tylko z krytyką i sprzeciwem, czy też proponuje jakieś rozwiązania, daje wizje pozytywne. Choć tego mówca nie wyraża wprost, jakie „wzorce” nam przedkłada, stwierdza jednak, że przedkłada.

Stefan Jończyk: „Nie” Brylla jest konstruktywne, diagnoza społeczna i narodowa nie ma nic z czarnej literatury, marazmu, bezsensu i rozpaczy. Poeta tworzy sztukę zaangażowaną, chce otwierać nam oczy na świat, chce kształtować naszą mentalność, modelować wyobraźnię. Wskazuje, że i nasz stosunek do przeszłości trzeba zmodyfikować. Powtórzmy za Norwidem, że „przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej.”

Zdzisław Umiński: Jakby wbrew timbrowi dyskusji, można powiedzieć: „Otóż wydaje mi się, że wielkość tego utworu polega również na tym, jakkolwiek to, co chcę powiedzieć, jest nazbyt chytre, że Bryll niczego właściwie nie proponuje. Padły tu głosy, mówiące o pewnych propozycjach autorskich, ale ja tego nie dostrzegam.”

Zygmunt Lichniak nie zgadza się z tym twierdzeniem. Bryll proponuje nie zawężanie się w „piekle” spraw polskich, daje im perspektywę światową. Widzi je w kategoriach moralnych (co dało się już zauważyć w poezji), i moralność stanowi miarę dającą szacunek Polsce, odpowiadającej pamięci jej szczytnej historii.

Zdzisław Umiński: W kategoriach społecznych Bryll nie opowiada się za terapią na siłę. W kategoriach politycznych ironizuje z naszej europejskości, widząc raczej wpływy azjatyckie. Natomiast pewnym jest, że mimo sporów, poeta chce, abyśmy byli sobą. Nawet literatura może być uniwersalna, jak ta, która jest głęboko zakorzeniona we własnej rodzinnej glebie. Słowem Bryll jest pisarzem narodowym, bo jest pisarzem rodzimym, polskim.

Decydującym czynnikiem rozpoznania sytuacji narodu i daniu nam dzięki temu perspektywy na właściwe wybory ludzi na wskazanie warunku szczęśliwej ich przyszłości jest, podobnie jak to wskazał Zygmunt Lichniak, niszczenie każdego, a mówi się – w ujęciu każdego społeczeństwa, i o niszczeniu narodu. Zbigniew Dolecki w artykule „Moralitet Ernesta Brylla” („Słowo Powszeczne” 1968 nr 266) wskazał z całą dobitnością, że myślą organizującą dramat jest sprawa sumienia. „Sumienie – to słowo pojawia się często w „Rzeczy listopadowej”. Jego istnienie lub brak (sen) odróżnia jedne postaci dramatu od drugich. Ono stanowi o postawie współczesnych, zarówno wobec przeszłości, jak i aktualnej rzeczywistości.”, zauważa krytyk.

Konsekwencje

Bryll po 1968 roku nie pisał raczej powieści, proza była dla niego gatunkiem nieżyczliwym. Nie osiągnął w niej sukcesów. Wolał poezję, w poezji czuł się mistrzem; ona dostarczała mu satysfakcji osobistej, duchowej. Kiedy w wiele lat później pytano go, kim się czuje najlepiej: redaktorem, kierownikiem literackim filmu, prezenterem telewizyjnym, autorem widowisk teatralnych, a był jeszcze ambasadorem polskim w Irlandii (1991-1995), odpowiedział, że poetą, że jako dla twórcy najważniejsza jest w życiu poezja.

Ale pisarz powiedział przy temacie: poezja rzecz znamienna, objawiająca jego postawę i wybór formy literackiej na długie lata. Wyraził się, że: „Dlatego, kiedy zostałem uznany za kogoś w rodzaju półwieszcza czy ćwierćwieszcza, trzeba się było „sprostytuować” i unurzać w musicalach po to, żeby później znów spróbować wrócić do poważnej sztuki napisanej inaczej.”

Zaraz w 1969 roku zrodziła się pod piórem Brylla z miejsca zjednująca sobie popularność „Po górach, po chmurach”. Można zaryzykować twierdzenie, że był to dramat obrzędowy, obracał się bowiem w tematyce bożonarodzeniowej jako forma jasełek. Przenikał go czysty liryzm, zbudowany z pięknego, drogocennego słowa, wzruszał i przykuwał uwagę. Na trwałe wszedł do repertuaru scen polskich, podobnie jak o rok późniejsza „śpiewogra” „Na szkle malowane”, transformująca motyw zbójnickiego Janosika.

Rzeczywiście, pisarz był konsekwentny i mówił prawdziwie o potrzebie przeprowadzenia płodozmianu w twórczości. Po okresie „śpiewograch” wybitnych, przykuły następne, mniej dobitne: „Kto ty jesteś, czyli małe oratorium na dzień dzisiejszy” (1971), „Życie jawą” (1973), „Wołaniem wołam cię – oratorium pastoralne” (1974), „Zagrajcie nam dzisiaj wszystkie srebrne dzwony” (1976), „Doświadczyński, czyli normalna śpiewogra o szczęściu” (1978). Była to twórczość z pogranicza różnych gatunków, ani nie ludowa, ani nie pretendująca do kultury wysokiej, ale przecież odznaczała się jakąś głębią, była z ducha (i z materiału) narodowa.

Osobnej uwagi domaga się dramat „Wieczernik” (1984), w którym dopatrywano się aluzji politycznych, a jak są aluzje, to powinny być też powody do „Wieczornych Polaków rozmów”. Akcja jego dzieje się w wieczerniku, gdzie apostołowie i uczniowie zgromadzeni, nie mówią o zmartwychwstaniu Chrystusa i przewidują, że mogą spotkać ich represje i prześladowania. Czy trzeba będzie zginąć, aby wiara objęła całą ziemię? Traktuje to pytanie alegorycznie, próbuje je odnieść do Polaków w stanie wojennym – siłą wziętych w karby dyscypliny i wojskowego dyktatu siły.

Temat iście narodowy, inna wersja ujęcia go, niż w „Rzeczy listopadowej”. Tu rozwiązany domysłem historycznym, że Chrystus zmartwychwstanie. Najbardziej Bryll pozostał wierny wierszom. Po roku 1968 co rok, co dwa, wydawał nowy tomik, za każdym razem tematycznie związany ze swoim doświadczeniem, przeważnie widzącym się w roli obserwatora, komentatora – a wśród nich: „Fraszka na dzień dobry” (1969), „Piołunie piołunowy” (1973), „Rok Polski” (1978), „Sadza” (1982), „Boże, uchroń nas od nienawiści” (1983).

Piotr Kuncewicz pisze w „Agonii i nadziei”, że ta twórczość miała swoje fazy i wymienia: historiozoficzną, narodową, mistyczną, religijną, i tak jest w istocie. Co ciekawe, Bryll, ten twórca wierzący w potencję sumienia, stwierdza w jednym z wierszy, że właściwie moralność jest niemożliwa, nasze czyny tylko pozornie od nas zależą. Podobnie sarkastycznie wyraża się o ojczyźnie, choć w ojczyznę wierzyć każe zawsze i dlatego można zaliczyć go do kontynuatorów szeroko rozumianego nurtu narodowego w literaturze polskiej.

Stanisław Stanik
Myśl Literacka nr 82/ kwiecień 2015