Powstaje oś Moskwa-Kair?

egipt.jpeg
Wizyta Władimira Putina w Kairze to znak wobec Zachodu: Rosja nie da się zamknąć w własnych czterech ścianach, nie da się odizolować od reszty świata, i są na świecie jeszcze kraje, które otwarte są na przyjaźń z Moskwą, i którym zależy na współpracy nie tylko gospodarczej, ale i politycznej – i militarnej.

Poza tym Rosja nie skupia się bynajmniej wyłącznie na Ukrainie, i nie zamierza w Afryce północnej i Azji oddawać całego pola USA. Egipt z kolei widzi szansę na uzyskanie poparcia – i to znaczącego – na arenie międzynarodowej, i przełamania izolacji oraz dotychczasowego uzależnienia militarnego od USA, które obecnie są wrogo nastawione do egipskiego prezydenta i zakręciły kurek dostaw. Obydwa kraje liczą także na korzyści z współpracy gospodarczej, turystycznej i energetycznej.

9-10 lutego rosyjski prezydent przebywał w stolicy Egiptu. Po raz pierwszy od dziesięciu lat, lecz jest to już jego trzecie spotkanie z obecnym prezydentem tego kraju. Tematem rozmów Putina z swoim egipskim odpowiednikiem była walka z terroryzmem oraz zacieśnianie dwustronnych relacji egipsko-rosyjskich. Spotkanie prezydentów odbyło się w bardzo pozytywnej atmosferze – Rosja i Egipt znalazły się w podobnym położeniu politycznym na arenie międzynarodowej, i oba państwa czują się ofiarą euro-atlantyckiej ekspansji i próby narzucenia politycznej dominacji. Najbardziej wymowny chyba jednak jest prezent, jaki Władimir Putin wręczył egipskiemu prezydentowi – znany na całym świecie karabinek Kałasznikowa, AK-47.

W podobnej sytuacji

Politycy Zachodu omijają prezydenta Egiptu szerokim łukiem: Abd al-Fattah as-Sisi doszedł do władzy w czerwcu ubiegłego roku, i stał na czele wojskowego zamachu stanu przeciwko pierwszemu demokratycznie wybranemu prezydentowi tego kraju po obaleniu rządów Husniego Mubaraka w 2011 roku, Muhammadowi Mursiemu. Niemiecka kanclerz Angela Merkel nie przyjęła zaproszenia do Egiptu, uzależniając swój ewentualny przyjazd od przeprowadzenia wyborów parlamentarnych. To doskonały przykład znienawidzonego w wielu krajach, które doświadczyły amerykańskiej „obrony demokracji i praw człowieka”, euro-atlantyckiego myślenia politycznego, według którego to USA i Europa Zachodnia (Unia) posiadają moralne prawo do oceniania, kto w danym zakątku świata ma prawo rządzić, a kto nie – raz ocena ta akurat jest zgodna z demokratycznymi trendami i opiniami, innym razem jest z nimi zupełnie sprzeczna. Ale to bez znaczenia.

Skoro więc Sisi spotyka się jedynie z ostracyzmem ze strony Zachodu, i wyrażaniem chęci do ingerencji w politykę tego państwa – czy powinno nas dziwić, że szuka przyjaciół tam, gdzie nikt nie mówi Egiptowi, jak i kiedy ma przeprowadzać wybory – i kto „powinien” wygrać? Z Władimirem Putinem prezydent Egiptu rozumie się podobno dobrze – zresztą obydwaj przywódcy mają z sobą wiele wspólnego. Byli, przykładowo, oficerami służb wywiadowczych (Sisi był nawet ich szefem), oraz uprawiają podobny styl polityki, określany jako polityki twardej ręki lub też demokracji sterowanej. Obydwaj prezydenci dbają o to, by ich pozycji nie zagrażały jakieś „oddolne”, lecz inspirowane z zewnątrz grupy opozycyjne. Sisi najwyraźniej darzy sporą sympatią prezydenta Putina. Egipski dziennik „Al Ahram”, zachwalając zacieśnianie przyjaźni egipsko-rosyjskiej, nazwał Putina „bohaterem swojej ery”; natomiast na przyjazd rosyjskiego prezydenta ulice Kairu udekorowano licznymi rosyjskimi flagami i wielkimi portretami uśmiechniętego (zadowolonego i pewnego siebie) Władimira Putina.

Nie tylko zbrojenia

Dwustronne stosunki egipsko-rosyjskie tak dobre nie były od lat 50-tych i 60-tych XX wieku, kiedy u sterów władzy nad Nilem stał prezydent Gamal Naser, zwolennik ideologii łączącej socjalizm, panarabizm i egipski nacjonalizm. Całkiem niedawno Moskwa podpisała z Kairem umowę na dostawę odrzutowców Mig-29 i śmigłowców Mi-35, której wartość sięga 3,5 miliarda dolarów. W sfinansowaniu zakupu Egiptowi pomóc mają bogate kraje eksportujące ropę – Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Ale eksport broni to nie jedyna podstawa współpracy rosyjsko-egipskiej.

Rosja chce też zacieśniać zwykłą współpracę gospodarczą. Jednym z jej istotnych elementów jest zboże, które Egipt co roku importuje z Rosji (za kilkadziesiąt milionów dolarów). Planowana jest budowa nowych silosów w jednym z egipskich portów, które zagwarantować miałyby „bezpieczeństwo zbożowe” Egiptu, przyjmując do 8 milionów ton rosyjskiego zboża (import z tego kraju pokrywa do 40% wewnętrznego zapotrzebowania Egiptu). Także import rosyjskiej pszenicy ma zostać zwiększony.
Oczywiście w budowie nowej infrastruktury magazynowej w dużej mierze uczestniczyć mają przedsiębiorstwa rosyjskie.

Podpisano też porozumienie o budowie przez Rosję pierwszej elektrowni atomowej Egiptu. Z kolei Egiptowi zależy na dalszym rozwoju turystyki u siebie: mimo sytuacji w regionie to właśnie rosyjscy turyści należą na najliczniejszej zagranicznej grupy, przyjeżdżającej nad Morze Czerwone. Duże znaczenie ma też porozumienie o wolnym handlu pomiędzy Egiptem i całą Euroazjatycką Wspólnotą Gospodarczą. Antyamerykańskim akcentem były też rozmowy o odejściu od dolara jako waluty rozliczeniowej w dwustronnej wymianie handlowej.

Ale tematem rozmów ma być także wspólna walka z islamskim terroryzmem, oraz walki w Syrii, Iraku, samym Egipcie, Jemenie i Libii. Zarówno Sisi, jak i Putin wyrażają wolę zdecydowanego zwalczania islamskiego fundamentalizmu i terroryzmu – i w przeciwieństwie do Zachodu (w pierwszym rzędzie USA) nie mają „wielkiego dylematu”, kto jest „mniejszym wrogiem” – islamiści, czy prezydent Libii al-Asad. Co więcej, są jego zwolennikami, i uważają, że Zachodowi bardziej, niż na obronie chrześcijan przed islamistami i zwalczeniu terroryzmu zależałoby na obaleniu al-Asada (ale niezręcznie jest mu się do tego przyznać).

Władimir Putin w Kairze powiedział zresztą wyraźnie, że Zachód jest współodpowiedzialny za rozrost potęgi Państwa Islamskiego. Powtórzył to, co krytycy amerykańskich „interwencji” zbrojnych mówią od dawna – czyli, że dopiero amerykańskie ingerowanie z zewnątrz w sytuację w Syrii i Iraku doprowadziło do obecnej sytuacji. Trudno odmówić temu argumentowi racji – cały świat doskonale widzi, jakie skutki przynosi amerykańskie zaprowadzanie „demokracji” i „wolności” chociażby w Libii.

Porównaniem sytuacji, w jakim znalazła się Rosja (i sąsiadujące z nią kraje, należące do kręgu cywilizacji rosyjskiej/prawosławnej, i niegdyś należące do ZSRR) i niektóre kraje Afryki, jest wywiad, udzielony przez Putina wspomnianej gazecie „Al-Ahram”. Putin powiedział w nim, że to nie Rosja ponosi odpowiedzialność za sytuację na Ukrainie, i nie jest winna zaognianiu walk. Zdaniem Putina, to Zachód rozpętał wojnę domową, ingerując w wewnętrzne sprawy tego kraju, i wspierając opozycję wobec byłego prezydenta Janukowycza. Takie argumenty za pewne trafią na podatny grunt u prezydenta Egiptu.

Współpraca nie będzie łatwa

Współpraca obydwu krajów w atmosferze globalnej niechęci i izolowania zapewne nie będzie jednak łatwa. Symbolicznym znakiem, że nie wszystko zawsze będzie szło zgodnie z planem, było zupełnie nieudane odtworzenie przez egipską orkiestrę wojskową rosyjskiego hymnu. Nie mieli czasu, żeby ćwiczyć? Melodia, którą zagrała orkiestra, tylko momentami przypominała dźwięki rosyjskiego hymnu… Mówi się też, że przywódca Libii Muammar al-Kadaffi niegdyś otrzymać miał pozłacanego Kałasznikowa – ten, wręczony Lisiemu przez Putina, był zwyczajny, stalowy z drewnianą kolbą. Czy to także znak trudnych czasów dla rosyjskiej gospodarki?

W każdym bądź razie – wizyta jest znakiem dla Zachodu, że ani Rosja, ani Egipt, nie zamierzają dać się odizolować. Rosja pokazuje, że nie wycofała się z tradycyjnych wpływów w świecie arabskim. Egipt stara się skorzystać gospodarczo na współpracy z Rosją. Istotne, że dwustronne relacje nie są już wyłącznie oparte na dostawach broni czy surowców. Chodzi także o energetykę, turystykę, budowę nowej infrastruktury, i przede wszystkim – wspólne stanowisko wobec najważniejszych spraw globalnych, do których bez wątpienia należy walka z islamskim terroryzmem. Czy Egipt pod przywództwem prezydenta Lisiego dołączy więc do strategicznych sojuszników Putina?

Michał Soska

Fot. kremlin.ru