Na marginesie wydarzeń w sektorze węglowym

jsw 3.jpg

Zgodnie z powszechnie przyjętą opinią przez prawicowy program w gospodarce rozumie się liberalizm gospodarczy czyli doktrynę stojącą na straży państwa minimum. W zasadzie z tezą tą można by się zgodzić jednakże pod pewnymi warunkami. Byłoby to bowiem prawdą gdyby nie fakt, iż ekonomia jako nauka społeczna wchodzi w liczne relacje ze sprawami np. tożsamości kulturowej, a te nie powinny podlegać wolnemu wyborowi ani swobodnej grze rynkowej.

Ludzką tożsamość określa nie tylko narodowość, wyznawana religia, określa ją także wykonywany zawód. Na straży tego ostatniego stoi etyka zawodowa. To sprawy znajdujące inne miejsce w hierarchii wartości, aniżeli sfera potrzeb bytowych będąca domeną gospodarki.

Powyższą wykładnię można by odnieść do ostatnich wydarzeń na Górnym Śląsku. Przyznam, że gdy się obserwuje publicystykę prawicową zauważa się pewną niespójność w ocenie postulatów demonstrujących górników węgla kamiennego. Cześć analityków postrzega ich aspiracje za uzasadnione, część z kolei piętnuję ustępliwą politykę premier Ewy Kopacz względem górników. Osobiście bliżej mi do pierwszego z wymienionych stanowisk. Uważam, że przemysł wydobywczy jest branżą strategiczną w Polsce i jako taka wymaga uprzywilejowanego traktowania. Argument ten uzasadnię zarówno z punktu widzenia tożsamości człowieka, jak i całego państwa.

Patrząc z punktu widzenia człowieka – należy zwrócić uwagę na fakt wyjątkowych atrybutów pracy w sektorze węglowym, której towarzyszy unikalny etos pracy. To na straży tego etosu stoją instytucje samorządu gospodarczego (zwane niegdyś cechami), uczące etyki zawodowej. Celebracji tej wartości towarzyszą obchody licznych świąt (Barbórka) z udziałem instytucji kościoła katolickiego, komponowanie utworów muzycznych (orkiestry dęte) bądź specyficzne stroje. Wszystko to tworzy otoczkę dla tożsamości jednostkowej związanej z wykonywanym zawodem górnika.

Jeżeli chodzi o perspektywę państwa to warto przypomnieć, iż struktura gospodarcza danego kraju decyduje o jego tożsamości. I tak przed wojną toczyła się w Polsce ogólnonarodowa dyskusja czy Polska ma być krajem rolniczym czy przemysłowym. W dyskusję zaangażowani byli naukowcy, politycy, dziennikarze. Okazuje się, że była to ważna kwestia dla naszego kraju. Praktycznym rozwiązaniem tej debaty stała się polityka gospodarcza Eugeniusza Kwiatkowskiego związana z budową portu w Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego, polityka która zapoczątkowała procesy industrializacji naszego kraju. Także w PRL-u przemysł decydował o naszej tożsamości, choć w okresie tym dokonano przegięcia w drugą stronę.

Jeżeli chodzi o współczesną Polskę to odwołanie do tego atrybutu tożsamości narodowej jakim jest struktura gospodarcza całkowicie zamiera. Czy potrafilibyśmy odpowiedzieć na pytanie jaką politykę przemysłową prowadzi dziś nasz kraj? Czy wiemy choćby jaki rodzaj przemysłu w nim dominuje? Do branży strategicznych należałoby w Polsce zaliczyć zatem głównie branżę górniczą w połączeniu z energetyczną a także gospodarkę morską. Przy pomocy tych branży można kształtować nasz bilans handlowy. To wokół tych branży tworzą się długie ciągi kooperantów złożone z setek firm, dających zatrudnienie tysiącom pracowników.

Kolejna sprawa związana jest z faktem, iż także Unia Europejska patrzy krzywym okiem na wspieranie i dotowanie przez państwo poszczególnych branży gospodarczych, traktując takie inicjatywy jako relikt polityki sektorowej. Po pierwsze jest to sprzeczne z unijnym zakazem pomocy publicznej, który jest podstawą prawa UE. To na podstawie tej formuły dorżnięto już w Polsce przemysł stoczniowy. Po drugie tradycyjne sektory gospodarcze skazane są według unijnej propagandy na wymarcie śmiercią naturalną zgodnie z trendem czyli dominującą ekonomią postindustrialną (zwaną też knowledge economy), która w sektorze węglowym nosi miano dekarbonizacji. Wedle UE dyktowane to jest przez globalne trendy rozwojowe, które powodują, że najbardziej dochodowe na świecie są przemysły wysokich technologii, natomiast przemysły tradycyjne przenoszą się do państw trzeciego świata.

Zauważmy, że w zjednoczonej Europie nie od zawsze dominowało takie podejście czego przykładem jest funkcjonująca w latach 1952–2002 Europejska Wspólnota Węgla i Stali, ponadnarodowa organizacja zawiązana dla ochrony przemysłu ciężkiego. Dzisiaj jednak wspiera się wyłącznie innowacyjność, badania naukowe oraz sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Tradycyjne okręgi przemysłowa są zamykane, a w dawnych halach fabrycznych, na terenach pogórniczych, postoczniowych bądź poportowych powstają lofty, obiekty rezydencjalne, rekreacyjne i muzealne.

Jeżeli tak dalej pójdzie także Górny Śląsk stanie się takim jednym wielkim skansenem, w którym turyści będą mogli w ramach ekspozycji muzealnych zapoznać się z fenomenem pracy górnika – jakże ciężkiej choć opartej na unikalnym etosie pracy. W sensie realnym zawód ten przeminie bezpowrotnie. Powyższy trend wpisuje się w popularną w socjologii koncepcję transformacji tradycyjnego społeczeństwa pracy w postindustrialne społeczeństwo zabawy określane też mianem leisure society czyli społeczeństwa próżniaczego. Już widzę radość naszych górników (a także stoczniowców i innych grup zawodowych), że będą żyć w takim społeczeństwie wysokiej jakości życia, społeczeństwie wolnym od brudnej i niebezpiecznej pracy, w którym „białe kołnierzyki” zastępują „kołnierzyki niebieskie”, a swój macierzysty zakład pracy, przemieniony już na salę koncertową bądź restaurację będzie można odwiedzić niczym muzeum. Podsumujmy zatem, iż odnośnie górnictwa powyżej naszkicowany trend zyskuje miano dekarbonizacji. Wiąże się go z koncepcją alternatywnych źródeł energii.

Generalnie jednak program gospodarczy afirmowany przez instytucje unijne wpisuje się w model państwa opiekuńczego zwanego też państwem dobrobytu. W modelu tym wysoki priorytet uzyskują inicjatywy na rzecz bezpieczeństwa mieszkańców: polityka prozdrowotna, dobrostan, energooszczędność, ochrona środowiska, opieka społeczna, inicjatywy przeciwdziałające wykluczeniu, efektywny transport publiczny etc. W iście cieplarnianych warunkach scharakteryzowanych przez niemieckiego filozofa Petera Sloterdijka jako „kryształowy pałac” sfera socjalna podlega tu silnemu wsparciu ze strony sektora publicznego.

Warto zatem na koniec powrócić do idei prawicowego modelu gospodarczego. Zwracaliśmy już uwagę, że model ten – w przeciwieństwie do scharakteryzowanych w artykule trendów unijnych - nie powinien stronić od sensownego interwencjonizmu na rzecz kluczowych, strategicznych branży gospodarczych. Interwencjonizm ten nie musi polegać na pompowaniu pieniędzy podatnika w niewydolne branże, w wymiarze realnym może on być symboliczny, sprowadzony do przysłowiowej złotówki. Można oczywiście zatrzymać pakiety kontrolne w strukturze własności kopalń czy portów, ale i to nie jest w cale konieczne. Program ten bardziej powinien polegać na tworzeniu warunków brzegowych bądź zarządzaniu strategicznym. Odzwierciedlać go mogą same zapisy w strategii rozwoju, bo już one same stanowią cenną informację dla firm na temat przyszłego rynku, a także wskazują na sposoby redystrybucji funduszy unijnych.

Z kolei w sferze społecznej program ten nie może liczyć na podobny interwencjonizm czyli wsparcie publiczne. Mówiąc innymi słowy służba zdrowia, opieka społeczna, wszystkie sfery aktywności państwa, które stoją na straży potrzeb bytowych obywatela - według autora piszącego te słowa - powinny ulegać prywatyzacji bądź komercjalizacji (względnie decentralizacji). W każdym razie nie powinny one zaprzątać głowy krajowych strategów, którzy uwagę swą winni skupiać na sprawach ważniejszych.

Zauważmy, że Unii Europejskiej jest dokładnie na odwrót. W państwach UE dominuje bowiem model państwa opiekuńczego polegającego na wspieraniu przez sektor publiczny wysokiej jakości życia obywateli. W Polsce mamy do czynienia z nieudaną próbą budowy tego modelu za pośrednictwem rządów Platformy Obywatelskiej. Z kolei w sferze gospodarczej UE (a w Polsce PO) kieruje się ideologicznym liberalizmem zabraniając uprzywilejowanego traktowania jednego z sektorów kosztem pozostałych. Program ten mógłby z powodzeniem firmować Janusz Korwin-Mikke bowiem to rynek ma zadecydować w nim, która branża gospodarcza ma dominować. To rynek ma zadecydować o tożsamości gospodarczej państwa. Potwierdzeniem tej tendencji są zapisy w licznych dokumentach unijnych, politykach krajowych bądź strategiach jednostek samorządowych, które nie wykraczają z reguły poza ogólnikowe sformułowania o przedsiębiorczości i innowacyjności nie precyzując w jakich to sektorach gospodarczych owa przedsiębiorczość i innowacyjność miałaby się rozwijać.

Zwróćmy na koniec uwagę na konserwatywne aspekty tego programu. Program ten szacunkiem otacza kwestie kulturowej tożsamości związane z gospodarką. Z kolei przeciwstawia się on modelowi państwa opiekuńczego, który można przyrównać do cieplarni. Państwo opiekuńcze tępi hart ducha obywateli i traktuje ich jak niewolników, dla których najważniejsze jest bezpieczeństwo i pełne żołądki; roszczenia, a nie obowiązki. Zgodnie z tezami niniejszego artykułu władze publiczne powinny się zachowywać jak surowy i odpowiedzialny ojciec, a nie jak nadopiekuńcza matka.

Michał Graban
Myśl Polska, nr 7-8 (15-22.02.2015)
fot. jsw

Dzial: