Cząstki elementarne

Czterech_śpiących_04.jpg
Prezydent Komorowski oświadczył przed uroczystościami w Oświęcimiu: „Trzeba zrobić bardzo wiele, aby uniknąć upolitycznienia obchodów 70. rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz". Jak należy uniknąć upolitycznienia, pokazał minister spraw zagranicznych Schetyna (Fotygo, wróć!), ogłaszając rewelację, że obóz w Oświęcimiu wyzwolili Ukraińcy.

Ludziom rozsądnym wydawało się, że on się pomylił, Aleksander Kwaśniewski, chcąc go bronić przed pomówieniami o brak rozumu, uznał wypowiedź ministra za zwykły lapsus (TVN 24). Okazało się, że Schetyna do tego lapsusu starannie się przygotowywał. Dowiedział się nawet, jak się nazywał, skąd pochodził i jakiej byt narodowości czołgista, który sforsował bramę obozu. „Słowa Schetyny to nie przypadek, ale polityczna linia”, napisano z aprobatą w opiniotwórczej gazecie. Tę linię kontynuował, a może wytyczył prezydent Komorowski, wypowiadając się jednakże w taki sposób, aby nie dać się złapać za słowo (...)

Według instytucji, która ustala prawdę historyczną w imieniu państwa polskiego, Armia Czerwona wprowadziła drugą okupację. Odpolitycznione uroczystości oświęcimskie wykazały, że tylko Rosjanie byli okupantami, Ukraińcy i inne narodowości mające udział w Armii Czerwonej wyzwalały. Trzeba zbadać, który z „czterech śpiących” w Warszawie jest Ukraińcem, i tego zostawić na pomniku. Nie wiem, czy Majdan czuje się zaszczycony wystawianiem udziału Ukraińców w Armii Czerwonej. Premier Jaceniuk stwierdził niedawno: „Dobrze pamiętamy sowieckie wtargnięcie na Ukrainę i do Niemiec". W Gruzji Saakaszwili kazał zburzyć pomnik postawiony gruzińskim żołnierzom walczącym z Niemcami, co też zrobiono. Zostali uznani za radzieckich kolaborantów. Burzenie pomników ma miejsce w krajach bałtyckich, a w Polsce służący w czasie wojny w Armii Czerwonej zostali pozbawieni uprawnień kombatanckich. Teraz one już nie są im potrzebne, ale wymowa takiego traktowania ma znaczenie ponadczasowe.

Za rok czy dwa Polacy zostaną doprowadzeni przez logikę swojej polityki historycznej do wniosku, że obóz koncentracyjny w Oświęcimiu wyzwoliły sotnie UPA. Jeżeli to w tej chwili wygląda na żart, to proszę sobie uprzytomnić, że rok temu „lapsus" Schetyny wyglądałby na żart. Skoro jesteśmy znowu przy panu ministrze, to warto przytoczyć inne jego święcie prawdziwe odkrycie: „To Rosjanie chcą wpisać historię wyzwolenia obozu w dzisiejszy konflikt rosyjsko-ukraiński". Jeszcze raz zawołam: Fotygo, wróć!

Odpolitycznienie obchodów oświęcimskich miało polegać na tym, że Władimir Putin nie weźmie w nich udziału. Poroszenkę zaproszono osobiście, a Putina nie i jeszcze napuszczono na niego opinię publiczną. Zrobiono wszystko, co było w polskiej mocy, aby nie przyjechał.

Był to polski wkład do izolowania Putina na arenie międzynarodowej. Opiniotwórcza gazeta jednego dnia napisała, że „przyjazd Władimira Putina przyćmiłby wszelkich innych gości”, a zaraz następnego, że „Putin na uroczystości nie przyjechał, bo nie byłby tu postacią centralną” („Gazeta Wyborcza", 27 i 28 stycznia). Tak czy owak Putin, obecny czy nieobecny, zaproszony czy niezaproszony, postacią centralną zawsze jest. Ponieważ Polska w sankcjach gospodarczych przeciw Rosji udział ma mikroskopijny i tylko szkody ponosi większe, stara się być bardziej widoczna w izolowaniu Putina (syzyfowa praca) i w zachęcaniu innych krajów do zaostrzenia sankcji.

Istnieje coś takiego, co się nazywa Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Składa się ono z polskich rusofobów i moskiewskich opozycjonistów. Jest tam kierownik projektów badawczych. Twierdzi on: „Najważniejsze jest to, iż patrząc na rzecz całościowo, Ukraińcy oraz inne narody ZSRR służące w Armii Czerwonej są uprawnieni nie mniej niż Rosjanie do odczuwania dumy z jej zwycięstw". Ale co zrobić, proszę pana, gdy te narody (Ukraińcy z partii Jaceniuka, Gruzini, Łotysze itd., itp.) już nie chcą być dumne z tych zwycięstw, podobnie jak Polacy z PiS, PO i Ruchu Narodowego nie chcą być dumni z armii Berlinga.

Rozkładanie Armii Czerwonej na elementy składowe podoba mi się, bo uważam, że im bliżej jest się konkretu, tym lepiej rozumie się rzeczywistość. Jak potężna musiała być moc dyktatorska i symboliczna Stalina, że z tej wielonarodowościowej zbieraniny uczynił zwartą jedność, zdolną do celowo ukierunkowanego działania (…)

Rozczłonkowanie ZSRR na elementy narodowościowe i przyjrzenie się każdemu człowiekowi z punktu widzenia jego narodowości może być, jak to mówią, poznawczo płodne. Kto winien zbrodni katyńskiej? Przecież dwaj Gruzini przede wszystkim. Można będzie dokładniej ustalić, czy wprowadzenie komunizmu było dziełem głównie Rosjan, czy głównie ludzi innych narodowości. Prawo do dumy z Lenina, na przykład, z racji jego pochodzenia mają Niemcy (babka), Tatarzy, Żydzi i w jednej czwartej Rosjanie.

prof. Bronisław Łagowski
„Przegląd”, nr 6/2015 (fragmenty)